Wielu czytelników wie, że jestem dość cięty na organizację Anonimowych Alkoholików (czy inne pokrewne organizacje oparte na ideologii 12-kroków). Uważam – w oparciu o dostępne badania naukowe w temacie – że są one nie tyle nawet nieskuteczne, co wręcz szkodliwe . Długoterminowo nie różnią się skutecznością od rzucania bez żadnego wsparcia, a ideologicznie zwalczają faktycznie skuteczne, ale nie wymagające totalnej abstynencji metody.

Dziś napisał do mnie czytelnik, który przeszedł przez ten proces i chciał się podzielić spostrzeżeniami. Za jego zgodą załączam jego list, a w kolejnym wpisie przedstawię swój komentarz do niego.

alko

„Witam Pana.

Z uwagą przeczytałem Pańskie artykuły dot. metod leczenia alkoholizmu, w szczególności z uwzględnieniem krytycznego podejścia do metody 12 kroków AA. Na artykuły te trafiłem przypadkowo szukając nieco innych, acz spokrewnionych tematycznie informacji. Przyznam się, że lektura wprawiła mnie w zdumienie, ponieważ po raz pierwszy znalazłem w sieci potwierdzenie własnych obserwacji i przemyśleń.

Miałem dość długi kontakt z AA (maj 2011 – koniec 2013 dość regularnie, od tego czasu do dziś sporadycznie) – jako elementem wspierającym terapię odwykową, a później samodzielnym elementem wsparcia w abstynencji. Moje obawy zaczęły się rodzić, kiedy zorientowałem się, że sposób funkcjonowania tej instytucji ma wiele elementów prania mózgu charakterystycznych dla sekt i nastawionych na pozyskanie jak największej liczby „duszyczek” i ich utrzymanie. Oto moje spostrzeżenia:

  1. Określenie „wspólnota” samo w sobie jest już oszustwem, ponieważ AA posiada wszystkie cechy organizacji, w tym podstawowe takie jak struktura organizacyjna i hierarchia,
  1. Mimo zapewnień, że nie chodzi o abstynencję tylko o rozwój tak naprawdę wszystko kręci się wokół abstynencji i jest ona niemal bożkiem stawianym na piedestale (rocznice i imprezy z tym związane),
  1. Jakakolwiek polemika z paradygmatami jest zwalczana i tępiona, w tym niejednokrotnie bardzo agresywnie,
  1. Brak jakichkolwiek konkretów – na wszystko można uzyskać odpowiedź „idź na mitting”,
  1. Brak innych płaszczyzn kontaktu, niż związane z AA i „trzeźwieniem”,
  1. Propagowanie niebezpiecznych praktyk pomocy psychologicznej przez osoby niewykształcone i często z mocno pokrzywioną psychiką (sponsoring),
  1. Potęgowanie psychozy irracjonalnego strachu przed alkoholem i wszystkim, co w jakikolwiek sposób, bezpośredni lub pośredni, jest z nim związane. Jest to szczególnie niebezpieczne i niejednokrotnie straszliwe w skutkach. Skoro granicą „a co mi tam” jest najdrobniejsza ilość alkoholu i ten AAwski „jeden kieliszek” – to prowadzi to do sytuacji rzeczywistych zapić na śmierć. Wypiłeś jeden kieliszek po 20 latach abstynencji – jesteś na zero, w punkcie wyjścia, nic nie zrobiłeś przez te 20 lat – to po co żyć? Lepiej się zapić.
  1. Odcinanie się od ludzi wykazujących krytycyzm i próbujących polemizować z paradygmatami czego aktualnie doświadczam.
  1. Hipokryzja, zakłamanie i druga „idealna” twarz. Program wymaga uczciwości. Jeden z większych znanych mi piewców AA jest paserem. „Pogoda ducha” – czy można w ogóle o czymś takim mówić paląc 40 papierosów dziennie?


Ponadto względem własnych przeżyć po mitingach stwierdziłem:

  1. Jedyna styczność jaką miałem z alkoholem (w sferze werbalnej oczywiście) przez dłuższy czas była na mittingach, ponieważ w pewnym okresie wyeliminowałem go całkowicie ze swojego otoczenia.
  1. Po mitingach miałem sny alkoholowe.
  1. Mimo dobrego samopoczucia w czasie mitingu i bezpośrednio po, za 2 – 3 dni przychodził mocny dołek.


Przez pewien czas myślałem, że może mój wzrastający krytycyzm jest spowodowany jakimś „pełzającym nawrotem” choroby alkoholowej, ale teraz widzę, że to g. prawda. Na chwilę obecną mam ponad 5 lat abstynencji, nie mam problemów z jej utrzymaniem, prowadzę bardzo aktywne życie, poddałem się również terapii psychodynamicznej, która pomału przynosi zadziwiające efekty. Dodam też, że nie interesuje mnie picie kontrolowane.

Wydaje mi się, że ludziom takim jak ja robi się znaczną krzywdę wrzucając ich do jednego worka z alkoholikami pijącymi długotrwałymi ciągami i traktując ich jedną miarą terapeutyczną. Ja na przykład nigdy nie miałem ciągu, nigdy nie klinowałem, moja rodzina, jak rzuciłem hasło, że jestem alkoholikiem pukała się po głowach.

Reasumując uważam, że AA może i jest dobre dla alkoholików „gamma” z mocnymi zmianami w mózgu, niezdolnymi już do żadnego rozwoju, ale zdolnymi do utrzymania abstynencji, natomiast dla jednostek z potencjałem rozwojowym, bez uszkodzeń mózgu jest niebezpieczne i wręcz zabójcze.

Niech Pan pisze więcej o tym, może czas obalić mity.


P.S.

Nie napisałem jeszcze o jednej kluczowej sprawie, sankcjonującej mz. sekciarski charakter tej organizacji. Mianowicie przychodząc po raz pierwszy na miting słyszy się, że „jesteś tu dzisiaj najważniejszy”. Rzeczywiście przeważnie przyjęcie jest bardzo otwarte i serdeczne, ale niestety też, w niektórych względach, bardzo chłodno skalkulowane na taki efekt. Sam nieraz słyszałem „starych AAwców” napominających „niepokornych” – na zasadzie: „hamuj się z tym co mówisz, bo widzisz, że są nowi”. Duży nacisk jest położony na to, żeby na nowoprzybyłych zrobić jak najlepsze wrażenie i jak najlepszy obraz organizacji. Potem, z biegiem czasu, okazuje się, że to nie jest takie jednak bezinteresowne, co raz częściej słyszy się „oddaj co dostałeś” i to dosłownie. Choć tak naprawdę nic nie dostałem, nagle pojawiają się naciski, że może by jakaś służba, jakieś zaangażowanie się większe na rzecz „wspólnoty” itp. itd. Tą presję się po prostu czuje. Dokładając do tego ciągłe utrzymywanie „trzódki” w strachu przed „wszechmocnym alkoholem” mamy idealny obraz sekty! Ludziom z potencjałem rozwojowym, a takich wśród nałogowców mz. jest procentowo więcej, niż przeciętna społeczna, ta sekta po prostu podcina skrzydła, kradnie całą energię i zniewala duszę.


Przepraszam, że tak Pana tym zarzucam, ale czuję się o 2 tony lżejszy”


Mój komentarz w kolejnym wpisie :)



Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis