Jest takie ćwiczenie z zakresu kreatywności które przewija się przez praktycznie każde szkolenie poruszające ten temat.  Uczestnikom, indywidualnie lub w grupach (a często najpierw indywidualnie, a potem w grupach, dla wykazania rzekomej wyższości grupowego szukania pomysłów), poleca się znaleźć jak najwięcej zastosowań dla cegły*. Często przy okazji podaje się wyniki innych grup, które podały 50, 100 czy 150 zastosowań dla cegły.

Po pierwszych kilku sensownych propozycjach, w rodzaju „do budowy” czy „do podtrzymania furtki”, zaczynają się pojawiać absurdalne („jako zakładka”), nieżyciowe („do zabicia kogoś”) czy totalnie abstrakcyjne („do żonglowania podczas pica piwa w płonącej peruce”). Oczywiście im absurdalniejsze lub brutalniejsze rozwiązanie, tym uczestnicy lepiej się bawią.** Edutainment w czystej formie… tylko gdzieś po drodze zabrakło elementu „edu”. Dlaczego? Ponieważ „kreatywność” w ten sposób ćwiczona jest absolutnie niepraktyczna i nieżyciowa. Co z tego, że znajdziesz 150 czy nawet 500 zastosowań dla cegły, skoro i tak wykorzystasz z nich w swoim życiu góra pięć najbardziej podstawowych?

Ćwiczenie to jest świetnym przykładem zadania szkoleniowego tworzonego bez przemyślenia korzyści, jakie mają z niego mieć uczestnicy. Jeśli mielibyśmy je używać w roli czegoś co ma po prostu pobudzić  i zintegrować grupę to – od biedy – mogłoby w tej roli działać. Problem w tym, że stało się ono przez lata wręcz nieodłącznym elementem szkoleń i materiałów n.t. kreatywności. Tymczasem z faktyczną, życiową kreatywnością nie ma ono, jak już pisałem, wiele wspólnego.

W codziennym życiu nie zdarza nam się raczej siadać i myśleć „hmm, mam cegłę, zobaczmy jak ją mogę wykorzystać, nie mając przy tym żadnego konkretnego celu”. To nie kreatywność, to oznaka, że masz za dużo nieprzydatnych śmieci w swoim życiu i przydałoby się je nieco przeczyścić pod tym kątem. Tymczasem w codziennym życiu kierunek myślenia, kierunek, w którym faktycznie przydaje się rozwój kreatywności, jest zupełnie odwrotny. „Mam taki a taki cel. Mam cegłę. Jak mogę wykorzystać cegłę do zrealizowania mojego celu?”

Tego typu ćwiczenie bezdyskusyjnie trudniej jest zaaranżować. Trzeba bowiem przynajmniej spróbować ocenić, czy proponowane rozwiazania mają realną szansę na sukces. Nie wystarczy już poklepać się wzajemnie po plecach i stwierdzić „jacy my jesteśmy kreatywni”. Wymaga to więcej energii zarówno od trenera, jak i od uczestników. Ma przy tym jednak pewną zaletę, której nie ma pierwotne ćwiczenie – faktycznie ćwiczy umiejętności, które mogą się przydać w życiu.

Nie jest to oczywiście jedyny sposób przydatnego treningu kreatywności. Jednocześnie sposób ten mówi nam już coś o czynniku, który jest zwykle przy tej życiowej kreatywności potrzebny. Pisząc te słowa zdaje sobie sprawę, że to co napisze nie spodoba się wielu osobom ze środowiska rozwojowego, gdzie wciąż niezwykle popularne jest podejście p.t. „najważniejsze jest podejście i chęci”. Nie sposób jednak przemilczeć faktów, a te są dość jasne – kreatywność w przeważającej większości dziedzin jest bezpośrednią pochodną kompetencji i wiedzy.

Pomyśl o swoistym archetypie kreatywności z lat 90-tych w Polsce, o MacGyverze. Młodszemu pokoleniu czytelników (bogowie, nie wierzę, że to piszę) przypomnę, że Angus MacGyver był to taki facet, który potrafił z gumy do żucia, gaśnicy pianowej i ziaren kawy zrobić prowizoryczny pistolet maszynowy. Tylko serialowy Angus był z wykształcenia fizykiem, a do tego ekspertem z zakresu chemii i kilku pokrewnych dziedzin. To dzięki temu był w stanie wymyślić kreatywne rozwiązania problemów, w których się znajdował.

Podobnie wygląda sprawa w przypadku kreatywności w sztuce. Większość kreatywnych przełomów brała się z buntu wobec istniejących nurtów, bunt ten wymagał jednak najpierw znajomości danego nurtu i granic. Oczywiście, laikowi może się zdarzyć przez zupełny przypadek w ciekawy sposób złamać nieznane mu reguły jakiegoś nurtu. Jednak bardziej prawdopodobne jest to, że owszem, złamie je przez niewiedzę, ale w sposób, który czyni jego dzieło kompletnie niestrawnym. Tysiące grafomanów piszących niezgodnie z zasadami dobrego tworzenia historii jest na to świetnym dowodem. Po drugiej stronie barykady mamy np. Jossa Whedona, którego dzieła, np. Firefly czy Cabin in the Woods słyną z błyskotliwej gry konwencjami i stawiania ich na głowie. To kreatywne i ekscytujące dla widzów, ale w żadnym miejscu nie jest to przypadkowe. Doskonale widać, że Whedon świetnie zna reguły gatunków, w których pisze i gdy je łamie, robi to bardzo celowo i z wielką wprawą.

Ta sama zasada sprawdza się w we wspomnianym ćwiczeniu „Masz taki i taki cel, masz cegłę, jak zrealizujesz swój cel przy użyciu cegły?” Im większą masz wiedzę, tym więcej praktycznych i realnych zastosowań dla cegły znajdziesz. Np. jeśli wiesz, jaki jest jej skład chemiczny, możesz ocenić, czy warto ją rozdrobnić i wykorzystać w formie proszku lub roztworu.

Dlatego drugą sugestią przy szkoleniu kreatywności jest po prostu poszerzanie swojej wiedzy i zrozumienia, w możliwie jak największej ilości dziedzin. Im więcej wiesz, tym bardziej kreatywny możesz być, a choć wiedza nie jest gwarantem kreatywności, w większości dziedzin zdaje się być niezbędnym warunkiem jej zaistnienia.

W świecie internetu, gdzie możesz za darmo brać udział w wykładach z czołowych światowych uniwersytetów, gdzie na How Stuff Works i podobnych portalach możesz poznać jak działa większość otaczających nas rzeczy, słowem, w świecie gdzie wiedza jest naprawdę powszechnie i w zasadzie darmowo dostępna, nie ma naprawdę żadnych wymówek do odkrywania kolejnych dziedzin. Miłej zabawy :)

*Z pewnym zażenowaniem przyznam, że swego czasu sam parę razy użyłem go na szkoleniach. Były to wprawdzie głównie, a chyba nawet wyłącznie, szkolenia z programem przygotowanym przez kogoś innego, ale to marna wymówka – bezsensowne ćwiczenie pozostaje bezsensownym ćwiczeniem.

** Nie chcę tu sugerować, że uczestnicy szkoleń lubią brutalność czy są brutalni. Humor jest po prostu naturalną reakcją na rzeczy naruszające granice, a przykładem takiej rzeczy jest właśnie przemoc.

 


Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis