Zapraszam do kontaktu

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, dopytać o coś, lub zapytać o możliwość skorzystania z sesji coachingowej, zapraszam na moją główną stronę: www.KrolArtur.com oraz do kontaktu bezpośredniego:

Artur Król

Tel. 505 506 874

E-mail: artur@krolartur.com

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
  • Bartek

    Nie rozumiem dlaczego zniecheca Pan ludzi do nauki i do zdobywania wiedzy.Przeciez NIE jest istotne czy bogaty ojciec istnial czy nie,czy zarobil tak naprawde na ksiazkach czy na nieruchomosciach.chodzi wylacznie o zmiane MENTALNA,zmiane myslenia u ludzi,ktora ma zmobilizowac ich do dzialania.Czy kwestionuje Pan koniecznosc edukacji finansowej?Jako ChangeMaker nie robil bym tego.niech ludzi czytaja Bogaty ojciec,biedny ojciec i niech wyciagaja wnioski sami dla siebie.bez suflowania.na Stanleya i Danko tez przyjdzie czas.
    Niech Pan pozwoli ludziom samodzielnie dojsc do ich finansowej niezaleznosci.A tak apropos,czy Pan juz jest rentierem?Bo widze ze mocno krytykuje Pan proby rozwijania przez R.Kiyosakiego biznesow.Tacy ludzie wlasnie osiagaja sukces.

    • Bartku*, gorąco zachęcam ludzi do nauki i zdobywania wiedzy. Z akcentem na zdobywanie WIEDZY, faktycznych, sprawdzonych i wartościowych treści. Zmiana mentalna a’la Kiyosaki jest natomiast zmianą szkodliwą. Edukcja finansowa jest niewątpliwie cenna, ale to co oferuje Kiyosaki to nie edukacja, a zwykłe propagowanie ciemnoty.

      Niestety, ale ludzie często nie mają kompetencji i wiedzy, by móc wyciągnąć wnioski dla siebie, pokutuje też przekonanie, że skoro ktoś napisał o tym książkę i twierdzi, że tak jest, to znaczy, że to prawda. A w przypadku treści takich jak „Bogaty ojciec” nie mamy do czynienia z niewinnym niedoinformowaniem, tylko z całkiem sporym ryzykiem zrobienia sobie finansowego „kuku” na całe życie – i niestety miałem do czynienia z takimi osobami.

      „.A tak apropos,czy Pan juz jest rentierem?Bo widze ze mocno krytykuje
      Pan proby rozwijania przez R.Kiyosakiego biznesow.Tacy ludzie wlasnie
      osiagaja sukces. ” – te zdania nie łącza się w logiczny ciąg :) Plus, Kiyosaki nie jest rentierem, wiec o czym mowa? :)

      *proponuję za netykietą jednak unikać „panowania”

      • Bartek

        Arturze,kilka kwestii,ponieważ nasza wymiana zdań może służyć innym do wyrobienia sobie poglądu.
        Według dostępnej wiedzy oficjalnej,Kyiosaki jest rentierem od 1994 roku,tzn.uzyskuje dochód bez konieczności angażowania się w bieżącą pracę zawodową.Niewielu jest ludzi,którzy potrafią osiągnąć taki stan w wieku 47 lat.
        Ludzie,którzy osiągają ogromne sukcesy zawodowe i życiowe,to osoby które bardzo często podejmują ryzyko, doznają porażek,ale potrafią zmobilizować się i podjąć od nowa wyzwanie.Taka postawa jest raczej godna pochwały a nie potępienia.Merytoryczna,uzasadniona krytyka jest niezwykle cenna,krytykanctwo zaś i „czepianie się”-do chwalebnych nie należy.
        Ostatnia sprawa:ja bym jednak Arturze był spokojny o czytelników pana Kyiosakiego.Nie róbmy z ludzi durniów,którzy zrobią sobie „kuku na całe życie” po przeczytaniu jednej książki.My nie wiemy,co dla kogo będzie korzystne a co nie.Jednemu takie treści dodadzą skrzydeł do działania,drugi wzruszy ramionami,inny zaś stwierdzi że to nie dla niego.Przecież nie zakładamy,że dorośli ludzie to skończeni idioci,którzy będą wchodzić w ryzykowne przedsięwzięcia,niszcząc swoje finanse i rodziny.Traktujmy dorosłych ludzi poważnie i odpowiedzialnie.Nie możesz zatem zakładać,że książka ta będzie niebezpiecznym narzędziem w rękach nieodpowiedzialnych ludzi,bo nie każdy jest lekkomyślny i nie każdy też musi być prowadzony za rękę jak dziecko.
        W mojej opinii Robert Kyiosaki zmienił myślenie milionów ludzi w wielu częściach świata,szczególnie w Ameryce.Taka rewolucja w myśleniu tak wielu jest raczej godna pochwały a nie krytyki.

        • „Według
          dostępnej wiedzy oficjalnej,Kyiosaki jest rentierem od 1994
          roku,tzn.uzyskuje dochód bez konieczności angażowania się w bieżącą
          pracę zawodową.Niewielu jest ludzi,którzy potrafią osiągnąć taki stan w
          wieku 47 lat.”

          Jakiej konkretnie „dostępnej wiedzy oficjalnej”? Twierdzeń samego Kiyosakiego? Muszę rozczarować – nie ma czegoś takiego jak oficjalne źródło potwierdzające, czy ktoś jest rentierem, czy nie. Po prostu nie ma takiej instytucji. Pozostaje nam wiec wierzyć Kiyosakiemu na słowo. A już mamy ustalone i z tego co widzę, nie podważasz tego, że Kiyosaki kłamał już nie raz dla wkręcenia potencjalnych klientów. Ergo, nie ma powodów by wierzyć w twierdzenia Kiyosakiego o byciu rentierem. Zdecydowanie bardziej prawdopodobny jest typowy scenariusz guru pokroju Raya – duże przychody i wielkie wydatki, prowadzące do tego, że jeśli Kiyosaki przestałby na bieżąco dorabiać, spirala długu by go załatwiła.

          „Ludzie,którzy osiągają ogromne sukcesy zawodowe i
          życiowe,to osoby które bardzo często podejmują ryzyko, doznają
          porażek,ale potrafią zmobilizować się i podjąć od nowa wyzwanie.”

          Mylisz ludzi podejmujących uzasadnione biznesowe ryzyko, z ludźmi skaczącymi od jednego pomysłu na błyskawiczne i leniwe dorobienie się do drugiego. Moja krytyka dotyczyła tej drugiej grupy.

          „Ostatnia
          sprawa:ja bym jednak Arturze był spokojny o czytelników pana
          Kyiosakiego.Nie róbmy z ludzi durniów,którzy zrobią sobie „kuku na całe
          życie” po przeczytaniu jednej książki.”

          Bartek, to nie jest czcze teoretyzowanie. Mamy przykłady takich osób. Mamy dużo więcej przykładów osób naciągniętych i oszukanych na kursach firmowanych przez Kiyosakiego. To się po prostu dzieje i próbując to zignorować próbujesz zakrzyczeć rzeczywistość.

          „My nie wiemy,co dla kogo będzie
          korzystne a co nie.”

          Tak, oczywiście, niczego nie wiemy i wszystko sprowadza się do widzimisie, bo przecież takich rzeczy nie da się sprawdzić, zweryfikować, zbadać…

          Co? Chcesz powiedzieć, że się da? ;)

          ” niego.Przecież nie zakładamy,że dorośli ludzie to skończeni
          idioci,którzy będą wchodzić w ryzykowne przedsięwzięcia,niszcząc swoje
          finanse i rodziny.”

          To nie założenie. To fakt. Ludzie tak robią. Tylko to nie kwestia bycia „skończonym idiotą”. To kwestia słabszej chwili. To kwestia rozpaczliwego poszukiwania jakiegoś rozwiązania i trafienia na dobrze brzmiące, dające nadzieje kłamstwa.

          Tyle piszesz o odpowiedzialności ludzi- a gdzie u licha odpowiedzialność autora za treści, które sprzedaje?

          „W mojej opinii Robert Kyiosaki zmienił myślenie milionów
          ludzi w wielu częściach świata,szczególnie w Ameryce.Taka rewolucja w
          myśleniu tak wielu jest raczej godna pochwały a nie krytyki.”

          Kilkuset tysięcy pewnie zmienił. Tyle, że na gorsze. Na szczęście w dużej części krótkoterminowo.

          Swoją drogą, ciekawy układ – jak komuś książka pomoże, to zasługa autora. Jak komuś zaszkodzi – to już wina osoby, której zaszkodziła.. Ehh, jak ja „lubię” tą mentalność rodem z „rozboju osobistego”.

    • Karolina

      Nie korzysta się z porad Kiyosakiego dlatego ,że nie jest przedsiębiorcą w faktycznym rozumieniu tego słowa.Można oprzeć się na opiniach ludzi ,którzy stworzyli swoje firmy od podstaw i działają w nich do teraz./ z uwzględnieniem specyfiki naszego rynku ,który jest nieporównywalny z żadnym innym./.Dlatego też zgadzam się z Arturem Królem w tej kwestii jak i w wielu innych.

  • 1. Wikipedia nie jest źródłem „oficjalnych informacji o człowieku”, zwłaszcza jeśli podaje rzeczone informacje bez powołania na zewnętrzne źródła. Tu prawdopodobnie zostało to wpisane na podstawie strony Kiyosakiego czy którejś z jego książek – a więc źródeł skrajnie niewiarygodnych. Innymi słowy – dowodów na rentierstwo Kiyosakiego brak.

    2. Bartek, facet napisał książkę, którą wypromował w ramach systemów masowej manipulacji naiwnymi i zdesperowanymi (znanymi również jako MLM). Książkę o złotych górach, pełną refluksji (http://blog.krolartur.com/refluksja-czyli-glebokie-bzdury/) i bzdur, ale ładnie obiecującą. Nie jest problem – będąc amoralnym draniem – powtórzyć jego sukces, ludzie kupią każdy śmieć, który rozbudzi ich nadzieje z jednoczesnym pobudzeniem lenistwa (http://blog.krolartur.com/moje-bledy-i-lekcje-z-nimi-zwiazane-znaki-zmiany/). Tylko co z tego?

    3. Odnośnie treści książek Kiyosakiego, widzisz, tutaj się właśnie rozchodzi o konkrety. To, co wg. Ciebie jest „wieloma niezwykle pożytecznymi rzeczami z dziedziny inteligencji finansowej” to refluksje, bzdury, lub wręcz szkodliwe rady które mogą doprowadzić do bankructwa lub skazania osób starających się za nimi podążać.

    Jeśli uważasz, że z Kiyosakiego ludzie uczą się czym są aktywa i pasywa… To niestety, ale demonstrujesz właśnie, że z inteligencją finansową u Ciebie krucho i dałeś się nabrać na bzdury Roberta. Jego definicja aktywów i pasywów nie ma bowiem wiele wspólnego z tym, czym realnie są aktywa i pasywa, podobnie jego podejście do przepływu pieniędzy jest w najlepszym razie niespójne. Jego wyjaśnienie działania instrumentów finansowych jest nietrafne i stronnicze, jego dochód pasywny to zwykłe bzdury i jazda na fantazjach (dochód pasywny z wynajmu domu… taaak, popytaj wynajmujących na ile to pasywne ;) ), „wyścig szczurów” to dość żałosna demonizacja normalnych karier, itp.

    4. Nabranie się na „prawdziwą różnicę między walutą fiduicjarną a prawdziwym pieniądzem” – cóż, gratuluje wkręty p.t. „pieniądze na których wartość się umówiliśmy nie mają tak naprawdę żadnej wartości, ale złoto, na którego wartość również się tak naprawdę umówiliśmy… no, złoto to już wartość ma, bo ta umowa jest inna i lepsza… bo… no bo tak i już!” ;) Newsflash – wartość srebra i złota, podobnie jak np. diamentów, jest w przytłaczającej większości równie umowna jak wartość papierków, które masz w kieszeni. Na produkcję komercyjną idzie mniej niż 10% wydobywanego złota, a z biegiem lat będzie go mniej, bo nowe związki węgla, itp. będą go wypierały. Odnośnie metali szlachetnych, proponuję jednak zapoznać się z ich historią nieco lepiej, możesz się zdziwić jak pustym pieniądzem potrafią się one okazać. Np. takie aluminium – było dużo rzadsze i cenniejsze niż złoto czy srebro. A potem w XIX wieku odkryto metody masowej produkcji aluminium – i nagle ci, którzy mieli swoją fortunę w aluminium „nieco” się przejechali.

    5. Niestety, ale Kiyosaki nie informuje uczciwie o zagrożeniach. W najlepszym razie traktuje je po macoszemu, a w wielu wypadkach zupełnie ignoruje (bo np. inwestycja w nieruchomości może być groźna nawet wtedy, gdy kupujesz z dużym wkładem własnym – bez wkładu własnego, w ujęciu Kiyosakiego jest de facto nielegalna!).

    6. Podsumowujac, proponowałbym jednak poduczyć się nieco n.t faktycznej ekonomii, inteligencji finansowej, itp. Da Ci to odpowiednią wiedzę, by trafniej ocenić Kiyosakiego i dostrzec bzdury, których obecnie nie widzisz, ba, które promujesz jako coś wartościowego :)

    • Bartek

      Niestety,widzę że chyba nasza dalsza wymiana poglądów nie wniesie nic wiecej do tematu więc czas ją zakończyć.Jeżeli kwestionujesz dość oczywiste sprawy,niezwykle istotne dla każdego (problem inflacji),a argumenty ważkie,o dużym ciężarze gatunkowym zbywasz słowem „bzdury” lub jednym niekonkretnym zdaniem,to ja nie mam nic więcej do dodania.
      Jedno na koniec: ja celowo nie pisałem o sobie,więc nie bardzo rozumiem odnoszenie się ad personam w kwestii mojej inteligencji finansowej.Z moją wiedzą jest wszystko ok,wykracza ona znacznie poza Kyiosakiego,jeśli do tego zmierzasz.I na pewno na nic się nie dałem „nabrać”.Nie rzuciłem się na kupowanie domów czynszowych z wykorzystaniem dźwigni finansowej,nie gram również na instrumentach pochodnych itd.Używam własnej głowy i swojego myślenia do analizy własnej sytuacji i do niej dostosowuje odpowiednie działania.Tego też oczekuję od czytelników którzy sięgną po książki Kyiosakiego,czy jakiegokolwiek innego autora z dziedziny motivational speaking.Uważam że wielu ludzi ma szansę zmienić swoje myślenie i zacząć działać w swoim życiu dla dobra swojego i swojej rodziny.Kyiosaki może być PUNKTEM WYJŚCIA do analizy i dalszych rozważań i jestem przekonany że dla wielu ludzi był i jest.Był również dla mnie,ale ja wyciągnąłem z niego to,co było MI potrzebne.Ktoś może szukać czegoś innego.Ale dajmy mu szansę.
      Mam nadzieję,że teraz rozumiesz że nie o Kyiosakiego tu chodzi,ale o tych wszystkich,którzy szukają,próbują coś zrobić,zmienić.Niech się uczą,używając własnej głowy i inteligencji,niech będą krytyczni,a nie lekkomyślni.Polecam tym wszystkim książki R.Kyiosakiego.

      • „Jeżeli kwestionujesz dość
        oczywiste sprawy,niezwykle istotne dla każdego (problem inflacji),a
        argumenty ważkie,o dużym ciężarze gatunkowym zbywasz słowem „bzdury” lub
        jednym niekonkretnym zdaniem,to ja nie mam nic więcej do dodania.”

        Bartku, to pięknie, że potrafisz określić argument Kiyosakiego jako „ważkie” i „o dużym ciężarze gatunkowym”, ale z tego, że Ty je jako takie określisz nie wynika absolutnie, ale to zupełnie nic ;) To wciąż są bowiem bzdury. Chcesz twierdzić inaczej? Jasne, jestem otwarty na argumenty – ciężar dowodu spoczywa na postulującym :)

        „Jedno
        na koniec: ja celowo nie pisałem o sobie,więc nie bardzo rozumiem
        odnoszenie się ad personam w kwestii mojej inteligencji finansowej.Z
        moją wiedzą jest wszystko ok,wykracza ona znacznie poza
        Kyiosakiego,jeśli do tego zmierzasz.I na pewno na nic się nie dałem
        „nabrać”.”

        To twierdzenie sam obaliłeś, twierdząc, że Kiyosaki uczy czym są „pasywa i aktywa”. Nie uczy. Jeśli wydaje Ci się, że uczy – to sam świadczysz, negatywnie niestety, o swojej wiedzy.

        „speaking.Uważam że
        wielu ludzi ma szansę zmienić swoje myślenie i zacząć działać w swoim
        życiu dla dobra swojego i swojej rodziny.”

        Dowodów na tą tezę nie podałeś. Argumenty o dowodach na tezę przeciwną oraz o odpowiedzialności autora za przedstawiane treści raczyłeś zignorować. Masz więc rację, dyskusja ta nie ma wielkiego sensu, bo demonstrujesz jak na razie prawdy wiary :)

        „innego.Ale dajmy mu szansę.”

        Arszenikowi też dajmy szanse, może nie każdy, kto spróbuje, umrze. Dla niektórych takie doświadczenia na krawędzi śmierci mogą być nawet motywujące ;)

        „Mam
        nadzieję,że teraz rozumiesz że nie o Kyiosakiego tu chodzi,ale o tych
        wszystkich,którzy szukają,próbują coś zrobić,zmienić.”

        Tak. Na tych ludzi czeka na rynku rozwojowym cała masa syfu w który mogą wdepnąć i mieć ogromne problemy z wygrzebaniem się. A ten blog jest częścią coraz szerszego ruchu zajmującego się czyszczeniem tegoż syfu. Syfu takiego jak „dzieła” Kiyosakiego.

  • Damian Ch

    Świetny Blog. Zwłaszcza cykl o anty-guru. Sam interesuję się rozwojem osobistym amatorsko i jedną nogą „wpadłem w pułapkę”, którą opisujesz we wspomnianym cyklu. Od jakiegoś czasu sobie tu zerkałem, aż przeczytałem o ludziach, których książki zdarza mi się czytać na co dzień. Teraz wiem, że częściej tu zagoszczę. Masz świeże podejście, które sądzę nie jest zbyt popularne w świecie. Dzięki :)

    Sam od jakiegoś czasu prowadzę blog o zbliżonej tematyce. Jeśli znajdziesz chwilę, to zerknij i napisz czy nie głoszę wg. Ciebie zbytnich herezji :)

    Pozdrawiam!

  • Andrzej

    Przeczytałem bardzo dobrą książkę R.Kiyosakiego pt.Spisek bogatych (ang. Conspiracy of the rich). Polecam tą pozycję każdemu,niezależnie od płci,wieku,poziomu wykształcenia.Autor,według mnie,znakomicie i celnie opisuje i pokazuje mechanizmy funkcjonowania współczesnego,globalnego systemu finansowego.Tłumaczy w przystępny sposób,jak światowe instytucje finansowe,takie jak Bank Światowy,Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy System Rezerwy Federalnej w USA,kreują od 1971 roku puste pieniądze bez pokrycia-na zgubę i ku rozpaczy ogromnej części społeczeństw.
    Przy okazji prośba do Szanownego Autora bloga,aby (jeśli oczywiście książkę czytał) przedstawił w punktach i uzasadnił ewentualne krytyczne uwagi na temat ww.pozycji.Zorientowałem się bowiem,iż autor bloga jest niezwykle krytycznie nastawiony do Roberta Kiyosakiego,w związku z tym taka merytoryczna krytyka książki (nie krytyka ad personam) mogłaby zainteresować potencjalnych czytelników.
    Pozdrawiam
    Andrzej

    • Krytyka merytoryczna Kiyosakiego już była, w ramach anty-guru. Nie widzę powodu by otwierać temat i poświęcać czas na kolejną z jego książek. Dopuszczam taką opcję, ale potrzebowałbym lepszej argumentacji niż „prośba do autora”, po prostu za dużo jest ciekawszych projektów.

      Co do pieniędzy bez pokrycia – fascynacja pokryciem w złocie jest dla mnie równie intrygująca, co absurdalna. Złoto ma dokładnie tyle pokrycia co papierowe pieniądze – absolutnie nic. Przemysłowe zapotrzebowanie na złoto nie jest za duże, więc jedynym powodem dla którego jest tak cenione jest subiektywne, społeczne uznanie jego wartości – które niczym nie różni się od subiektywnego, społecznego uznania wartości papierowych pieniędzy.

      • Andrzej

        Złoto było pewnego rodzaju kotwicą zabezpieczającą przed drukowaniem pustego pieniądza papierowego.Psucie pieniądza bowiem było znane już od starożytności,kiedy to władcy np.okrawali monety lub pozbawiali je szlachetnego kruszcu,dodając inne metale nieszlachetne.Przed 1971 rokiem nie było to możliwe właśnie dzięki ustalonemu parytetowi złota do USD.Po 1971 r.amerykański FED mógł do woli drukować pusty pieniądz,psując walutę i wprowadzając mega chaos,którego rezultatem jest obecnie fakt,iż Ameryka z największego wierzyciela stała się największym dłużnikiem.

        Co do samego złota-cóż,oczywiście że wartość tego metalu jest subiektywna oraz że jest on mało produktywny.
        Prawdziwym pieniądzem jest jednak srebro,którego wartość jest bardzo mocno zaniżona (sztucznie).To przed tym niedocenianym metalem jest prawdziwa perspektywa.
        Trzeba tu oddać uczciwie p.Kiyosakiemu,że bardzo wyraźnie o tym pisze w swoich książkach-nauka bardzo cenna dla współczesnych,zadłużonych po uszy Amerykanów.

        • Umm, obawiam się, że fascynacja Kiyosakiego srebrem (choćby na yahoo, gdzie „doradzał”) okazała się, delikatnie mówiąc, chybiona ;)

          Proponowałbym jednak pogadać z makroekonomem, zamiast zawierzać Kiyosakiemu, może nieco rozwiać mitów :)

  • Adrian

    Witam.
    Przeglądając historie nie znajdziemy żadnego człowieka na świecie, który nie ma nic na sumieniu! Każdy człowiek idąc przez życie musi wiele doświadczyć dobra jak i zła. Nie ważne jest to co ktoś zrobił, jakie prowadził życie i przez co przeszedł, liczy się to jakie z tego wyciągnął wnioski i jak głęboko to zrozumiał. Według różnych źródeł naukowych mamy 7 poziomów świadomości przy czym większość populacji ludzkiej znajduje się na 2-4. Oświecenie jest tym ostatnim czyli 7, a żeby je osiągnąć człowiek przez musi przejść przez każdy jeden. Na niskich poziomach świadomości popełniamy wiele błędów więc nieważne jest jakie życie prowadził np. Osho. Każdy z nam zmienia się każdego dnia, dzisiaj kogoś uderzyłeś kierując się emocją a jutro już tego nie zrobisz bo wczoraj zrozumiałeś swój wielką błąd! Podsumowując: forum skupione tylko i wyłącznie na „umyśle” i związanej z nim krytyką, zamiast wprowadzać miłość do serc użytkowników blok skupia się na rozsiewaniu plotek i historii podpartej na osobistych „negatywnych” wnioskach. Siedząc i czytając blok użytkownik odejdzie od komputera ze złym nastawieniem, zdemotywowany i zniechęcony do dalszej pracy nad rozwojem osobistym. Pozdrawiam Adrian

    • Adrian, nie znam żadnych źródeł naukowych (a szukałem wielu), które sugerowałyby jakiekolwiek „poziomy świadomości”, a co dopiero siedem z nich. Prawdopodobnie mylisz naukę z odlotami Wilbera czy innego herachiowca. To ściema. W temacie hierarchii pisałem tu:
      http://blog.krolartur.com/o-co-kaman-z-tymi-hierarchiami-swiadomosci/
      http://blog.krolartur.com/hierarchie-swiadomosci/

      Co do motywacji i zniechecenia – jeśli ten „rozwój” miałby polegać na studiowaniu Osho czy innych oszustów, to byłby to i tak dobry efekt. Ale akurat większość odchodzi zmotywowanych do szukania tego co faktycznie działa i weryfikowania – i to jest fajne :)

  • Marcin Dereniecki

    Panie Arturze, zajmuje się Pan nauką na poziomie (jak mniemam) wyższym, niż przeciętny człowiek kończący ogólniaka z dobrą średnią. Bardzo mnie Pan zainteresował pisząc tu i w różnych innych miejscach na tematy czysto „wiedzowe”. Czy planuje Pan zrobić kiedyś wpis na temat polecanych lektur i materiałów dotyczących różnych dziedzin nauki (które Pan eksploruje) dla tych, którzy chcieliby zacząć, a nie bardzo wiedzą gdzie? To tylko luźna sugestia, do której dołączam podziękowania za włożoną pracę.

    • Strasznie ciężko jest mi polecić jedną konkretną książkę, czy nawet kilka (napiszę kiedyś o tym posta oddzielnego), gdyż z większości tematów obecnie „składam” wiedzę z fragmentów publikacji, artykułów popularnych i artykułów naukowych na których weryfikuję wiedzę z popularnych, itp. A to niestety trochę oducza myślenia kategoriami „ta czy tamta książka” na rzecz „ten fragment tej książki, tamten tamtej, kawałek artykułu, wyniki tamtych badań”, itp… Nieco trudniejsze do przekazania :(

  • Michał

    Po przeczytaniu części bloga, zwłaszcza „anty-guru” wiem już jedno – nie zachęciło mnie to do sięgnięcia po książki takiej osoby jak właściciel tego przybytku rozkoszy własnej, tym bardziej po szkolenie. Nie polecę tego też znajomym. Sądziłem, że osoba, która ma tyle publikacji na swoim koncie coś sobą reprezentuje ale to co przeczytałem. (..) Brak słów. Argumentacja gimnazjalnego mędrka. A najsmutniejsze, że po jego wypowiedziach wydaje się, że moja opinia nie da mu ABSOLUTNIE NIC do myślenia. Może spróbujesz swoich sił w polityce ?? P.S. Serio myślisz, że nie widać, że sam sobie na blogu odpisujesz spod innego konta :P

    • Masz rację, Twoja opinia nie da mi absolutnie nic do myślenia :) Z tego banalnego powodu, że nie za bardzo miałaby jak dać. Nie przedstawiasz bowiem żadnych argumentów za swoim stanowiskiem, jedynie ad personam pt. „argumentacja gimnazjalnego mędrka”.

      Jeśli chcesz mi dać do myślenia, obawiam się, że musisz najpierw sam nieco pomyśleć, znaleźć jednak słowa i uargumentować swoje stanowisko merytorycznie. Do czego gorąco zachęcam :)

      P.S. Widzisz, odkryłeś tylko połowę tajemnicy :) Tak naprawdę, to ja odpisuje na tym blogu ze wszystkich kont! Jedyne wypowiedzi, jakie są na tym blogu, są mojego autorstwa – także i Twoja. „Szósty Zmysł” normalnie, totalny zonk na końcu :P

  • Rafał

    Witam
    Przeczytałem tu parę ciekawych artykułów szczególnie o pseudoszkoleniowcach, za co dziękuję autorowi.
    Odnośnie książek Roberta Kyiosaki mogę powiedzieć jak sprawdziło się to na mnie.
    Książki te zachęciły mnie do oszczędzania i od nich zaczęła się moja przygoda z finansami. Dzięki tej wiedzy oszczędziłem niemało grosza oraz przełamałem stereotypy codziennie wbijane nam do głowy promujące życie w ciągłym zadłużeniu i przeświadczeniu że jedynym moim losem jest bank i kredyt.
    Czy złoto i stebro promowane przez R. Kyiosaki się sprawdziło? Jako pasjonat finansów radzę wstrzymać się z jednoznacznymi wypowiedziami jeszcze bo potem będzie się trzeba tłumaczyć. Jedni z najlepszych dla mnie polskich ekonomistów Gwiazdowski i Rybiński polecają tą opcję.
    Nie mogę odnieść się do uczciwości R. Kyiosaki bo nie mam takiej wiedzy. Jednak jako autor książek przeciwstawił się całemu systemowi finansowemu i kultowi konsumpcjonizmu. Czy miał w tym interes? Nie wiem. Może.
    Co Pan Arturze sądzi o książce „Pułapki myślenia” Daniela Kanemana?
    Pozdrawiam

    • 1. Cieszę się, że się podoba.

      2. Gwiazdowski nie jest ekonomistą tylko prawnikiem i co do ekonomii regularnie strzela babole (za to wykładowcą historii prawa jest ponoć niezłym). O Rybińskim nawet nie wspominając, facet ośmieszył się tyle razy (choćby z Eurogeddonem), że opieranie się na jego twierdzeniach jest mocno wątpliwe.

      3. Kiyosaki akurat do konsumpcjonizmu też zachęcał, więc IMO bronisz nie samej treści jego książek, a swojej zdrowszej ich reinterpretacji.

      4. Kahnemana polecam :)

  • Paweł

    Ja swego czasu byłem wiernym czytelnikiem Kiyosakiego oraz siedziałem w pseudobiznesach MLM, niestety dość długo, ale już mi przeszło na szczęście. Mam tak samo negatywne nastawienie do Kiyosakiego, MLMów, forexu i innych podobnych wynalazków co Artur. Co jakiś czas zresztą widzę, jak ktoś nagle odkrył prawdę o „prawdziwej” ekonomii (czyli tej głoszonej przez panów pokroju Kiyosakiego) i scenariusz zwykle jest bardzo podobny. Najczęściej jest to młoda osoba, która pełna nadziei kończy studia, albo jest nawet w trakcie studiów i odkryła, że jednak wybrany kierunek to nie jest to, co chciałaby w życiu robić. I wtedy mamy tą słabszą chwilę o której Artur pisał i zaczyna się poszukiwanie wyjścia z „pułapki”. I taki niczego nie świadomy człowiek dostaje się do prawdziwej pułapki, jaką jest rozbój osobisty, MLM, forex czy inne rzeczy. Smutny widok.

    Również kiedyś byłem w takiej sytuacji, zrobiłem sobie finansowe kuku i przez pewien czas miałem zrytą psychę, ponieważ typowy dla rozboju osobistego przerysowany optymizm typu „wsio budiet haraszo” nie tylko jest dla mnie nienaturalny (jestem z tych ludzi, którzy wolą nastawić się na to, że będzie źle a później najwyżej się przyjemnie rozczarować, bo w razie niepowodzenia to mniej boli, i paradoksalnie, takie podejście daje większą motywację do działania, a raczej robienia tego co po prostu ma być zrobione, bo jak napisałem wcześniej, porażki jakie się zdarzają po drodze mniej bolą), ale też uwierzyłem, że pozytywne myślenie jest jedynym słusznym sposobem myślenia i niestety, przez bardzo długi czas miałem w ten sposób sprany mózg.

    Niestety, nie ma innej metody na osiągnięcie sukcesu jak po prostu zwykłe ogarnięcie się i robienie tego, co po prostu działa i przy okazji daje nam satysfakcję (chociaż w każdej, nawet wymarzonej pracy, zawsze znajdą się takie elementy, których nie lubimy, jak chociażby w moim przypadku wczesne wstawanie :D ).

    Piszę z anonimowego konta, ponieważ jak sobie przypomniałem o mojej przygodzie z rozbojem osobistym to wstyd mi za to, że byłem tak naiwny i tak długo dałem się dymać różnym cwaniaczkom, którzy obiecywali mi gruszki na wierzbie.

  • Rafał

    Drogi Panie Arturze,

    A co warto zrobić w sytuacji, w której klient zakochał się w coachu? Wyznać uczucie? Zmienić coacha? Czy starać się oddzielać uczucie zakochania od celów, jakie się obrało? I dobrnąć do końca procesu? A następnie relację tę zmienić na towarzyską? Proszę o radę.

    • Zdecydowanie wyznać, profesjonalny coach powinien w tej sytuacji sam znaleźć kogoś, kogo zaproponuje jako osobę do dalszego prowadzenia sesji. Udział w procesie w tej sytuacji będzie z taką osobą tak czy tak mało wydajny. Co do zamiany relacji na towarzyską, tu tak czy tak może być trudno – część kodeksów etycznych całkowicie zakazuje kontaktów prywatnych z klientami i Twój coach może akurat taki uznawać. Prywatnie uważam to za przesadę, pisałem o tym zresztą tutaj: http://blog.krolartur.com/kilka-coachingowych-tabu/

      • Rafał

        Panie Arturze,

        Mój proces coachingowy dobiegł końca. Osiągnąłem cel, który sobie wyznaczyłem. Proces nie został przerwany, mimo iż mój coach domyślił się, że zakochałem się w nim. Nie powiedziałem mu tego wprost, ale kilka razy zasugerowałem. Ja też nie umiałem przerwać procesu. Pracowałem nad celem sumiennie i rzetelnie. Umiałem odgrodzić zakochanie od celu, który wyznaczyłem sobie. Nasze ostatnie spotkanie było bardzo trudne. We mnie i w nim było bardzo dużo emocji. Łzy w oczach. Minęły 3 dni, a ja sobie nie radzę z tym, że go straciłem. Zarówno ja, jak i on jesteśmy homoseksualni. Nie powiedział mi tego, ale czułem to. Moja intuicja mi pomogła w odgadnięciu jego orientacji. Obserwacje także. Tak bardzo za nim tęsknię. Boję się, że już nie odezwie się do mnie. Że zgodnie z „etyką”, którą osobiście uznaję za nieludzką, niemającą nic wspólnego z humanizmem, zabije w sobie uczucie, które, jak sądzę, zrodziło się w nim. Moje pytanie: jakim kosztem? Nie wiem, co mam robić. Dać sobie czas – oczywiście. Ale czuję jednocześnie, że muszę o niego zawalczyć – za jakiś czas. Jestem w rozsypce. Bardzo proszę o sugestię – czy spróbować nawiązać kontakt po upływie jakiegoś okresu? Poprosić o spotkanie? Czy czekać na jego ruch? Próbować zapomnieć? „Przed nami jeszcze dużo cierpienia” – to jego słowa. Cierpienia z powodu bycia w homoseksualnym związku? Czy cierpienia z powodu rozłąki na zawsze? Jak sam Pan widzi, popadam w bełkot. Ale po prostu nie radzę sobie z utratą. Bardzo proszę o jakąś refleksję…
        Z wyrazami szacunku,
        Rafał

        • Unikałbym nadinterpretowania różnych sytuacji. Proces coachingowy czy terapeutyczny, zwłaszcza głęboki, uruchamia wiele emocji, w tym często silne przeniesienia i przeciwprzeniesienia, projektowanie pewnych relacji na coacha/terapeutę. Jest duże prawdopodobieństwo, że w tym przypadku również mogło to mieć miejsce.