Kilka lat temu wpadłem na pomysł postu „o mnie” – jakie mam poglądy w różnych tematach, gdzie jestem „pro”, a gdzie „anty”. Post spotkał się z ciepłym przyjęciem, pomyślałem więc, że warto co jakiś czas wracać do tematu i napisać nieco więcej o sobie, tak byś miał/a okazję mnie lepiej poznać. W końcu niektórzy z Was towarzyszą mi tu już od jakichś siedmiu lat! To kawał czasu, więc może warto w końcu dowiedzieć się z kim macie do czynienia i czemu jestem aż tak dziwny? ;)

zombie

Któryś z tych dwóch to ja, obstawiam tego po lewej…

Co się zmieniło?

Jeśli chodzi o rzeczy, o których już pisałem w poprzednim poście, od 2013-go nieco się w moich poglądach zmieniło, pod wpływem nowych danych:

a) Wciąż jestem zwolennikiem prostych przepisów podatkowych i tu widzę duży problem, natomiast z drugiej strony doceniam, że mamy podatki dość niskie.

b) Zmieniłem zdanie w zakresie prywatyzacji służby zdrowia i edukacji – większa ilość danych pokazała, że niekoniecznie są to dobre rozwiązania. Obecny system też ma wiele wad i na pewno wymaga modyfikacji, np. poluzowania kryteriów programowych w szkołach, tak by szkoły mogły więcej decydować samemu – ale prywatyzacja nie jest raczej odpowiedzią i będzie prowadziła raczej do pogłębienia patologii i stworzenia nowych, niż do oczyszczenia systemu.

c) Nieco problemów z wielkimi korporacjami mam, dostrzegając miejsca, gdzie mocno potrafią manipulować i bardzo doceniając, że żyję w kraju mającym dostateczną siłę przebicia, by móc w razie czego z taką korpo walczyć, zamiast musieć dostosowywać do niej swoje prawo, bo nie stać go na ew. sądy międzynarodowe (case Trynidadu i Philipa Morrissa). Wielkie korporacje nie są złe tylko dlatego, że są wielkie, ale ich siła daje im niekiedy możliwości prześladowania ludzi. W sumie wpisuje się to w odpowiedzialność społeczną firm ponad odpowiedzialność wobec akcjonariuszy.

Z ważniejszych kwestii chyba tyle. W większości była to pochodna trafienia na nowe dane i opracowania, które powoli zastępowały miejsce ideologii – ta brzmi dobrze i zdaje się mieć sens, ale tylko do czasu konfrontacji z faktami.


Oprócz tego przez ten czas zmieniło mi się nieco poglądów, o których wcześniej nie pisałem.

Przede wszystkim stałem się wyraźnie bardziej feministyczny. Choć przyznam, że nie do końca pasuje mi ten termin. Sugeruje on dążenie do przewagi kobiet, a ja jestem po prostu za równouprawnieniem. Równouprawnieniem którego nie mamy i jeszcze długo pewnie nie będziemy mieć.

Równouprawnieniem, którego braku szalenie łatwo jest nie dostrzegać jeśli – jak ja – jesteście sami w grupie uprzywilejowanej. Bo hej, jestem, od urodzenia, białym heteroseksualnym facetem, o imieniu i nazwisku sugerujących, że pochodzę z tego kraju. Już to samo w sobie jest ogromnym kapitałem społecznym. Już to sprawia, że ludzie, nieświadomie, oceniają moje kompetencje wyżej, niż gdybym był Adrianną Król, albo Alim Khaulem. Nie jest tak, że zawsze jest łatwo i prosto, ale jest ŁATWIEJ i PROŚCIEJ niż miałbym w tych alternatywnych przypadkach.

Nigdy w życiu nie musiałem się obawiać agresji seksualnej. To jedna z tych rzeczy, która przychodzi jako szok dopiero gdy zdasz sobie sprawę, że inni owszem, musieli. To po prostu poziom bezpieczeństwa, który traktujesz jako oczywisty, tak samo jak to, że nikt nie zacznie do Ciebie strzelać na ulicy. Nie zastanawiasz się „a, tam może być strzelanina, lepiej tam nie iść”, prawda? No właśnie. Podobnie ogromna większość facetów nigdy nawet nie musiała się zastanawiać „a, tam ktoś mnie może zgwałcić, lepiej tam nie iść”. My co najwyżej dostaniemy po mordzie, co jest jednak zwykle o kilka poziomów mniej traumatyczne.

Jak sobie zdasz sprawę z tych kwestii – z dyskryminacji z jednej strony i z większego poczucia zagrożenia z drugiej – to potrafi naprawdę dać do myślenia. Mnie dało i stopniowo doprowadziło do zmiany poglądów na bardziej równościowe (lub, jak ktoś woli, feministyczne).


No dobra, ale dość tych światopoglądowych rzeczy, czas zająć się czymś ważniejszym – czyli subiektywnymi gustami ;) W tym wpisie chciałem głównie napisać o rzeczach, które lubię i których nie lubię. Czysto i skrajnie subiektywnie, masz 150% praw się nie zgadzać, kontargumentować i w ogóle. Nie twierdzę, że mam dobre gusta, po prostu mam swoje gusta :)


Co lubię:

Z jedzenia najbardziej chyba lubię pizzę i sushi, ale staram się poznawać jak najwięcej jak najbardziej zróżnicowanych rzeczy. Jedno do czego nie mogę się przekonać, to jedzenie wegetariańskie i wegańskie. To dla mnie dania z tej samej kategorii co krewetki – średnio raz do roku będę miał na nie ochotę i tyle.  W przypadku sushi nie mam specjalnych preferencji – jeśli tylko jest dobrze zrobione, to pożrę wszystko i będę tylko jęczał, że duch chętny, ale ciało słabe, gdy do mojego mózgu dojdzie ile wchłonąłem :) W przypadku pizzy najczęściej biorę zwykłą hawajską, chyba że w Pizza Hut (wtedy rzecz jasna Super Supreme) albo w wyjątkowo dobrej pizzeri w stylu Trattoria Rucola (wtedy eksperymentuję). Nie trawię Telepizzy i żałuję, że choć w Warszawie jest tak wiele pizzerii, to tak niewiele dobrych.

Do picia? Wielbię kawę, rzecz to jasna :) Z alkoholi lubię ciemne piwo, piwa smakowe, whisky oraz porto.

Uwielbiam broń białą i motory. Jedno i drugie jest dla mnie po prostu strasznie estetycznie atrakcyjne, choć na motorze nigdy jeździł nie będę (zbyt ryzykowne), a na skład broni białej w mieszkaniu raczej nie uzyskam glejtu małżonki ;)

Trudno mi zawsze było wskazać jedną ulubioną książkę, film czy grę. Po prostu jest tego tak wiele i tak wiele dobrych, że nie potrafię się zdecydować na jedno, a do tego z czasem gusta się zmieniają. Kiedyś dałbym się pokroić za Neon Genesis Evangelion, dziś z trudem mogę to oglądać. Tym niemniej na ten moment, gdybym miał wskazać moje ulubione…

Gry: Saints Row IV (bo rozumie co to znaczy być grą i bawić) i Tie Fighter (starusieńki, ale te wspomnienia nie rdzewieją)

Filmy: W paszczy szaleństwa (gdyby jeszcze pozbyli się tych gumowych potworów!), Avengers (Joss Whedon, superbohaterowie, naprawdę mam kontynuować?)

Seriale: Buffy, Firefly, Dollhouse (generalnie jak to robił Whedon, ja chcę to oglądać), Full Metal Alchemist (jedyne anime jakie wytrwało przez lata, świetna eksploracja odpowiedzialności i ceny, jaką płacimy za to co osiągamy), Dr Who (ale tylko z Mattem Smithem), Jekyll i Sherlock z BBC. A i Veronica Mars (najlepszy serial Whedona, którego nie zrobił Whedon ;) ).

Komiksy: Sandman (świetna eksploracja istoty snu), Lucyfer (j.w., ale wolności), Crossed (ale tylko oryginalna seria oraz pierwsze trzy rozdziały Badlands), Saga (cudownie kreatywna) no i oczywiście wspomniany już Full Metal Alchemist. A i horrory Junji Ito, niezwykle odleciane.

Książki: Daruję sobie poradniki, skupmy się na powieściach. Świat Dysku, oczywiście, z którego najdroższe są mi chyba Going Postal oraz The Truth. Kroniki Amberu, zarówno w narracji Merlina jak i Corwina, po prostu urzekają (a jeszcze stare tłumaczenie Iskry, lepsze chyba niż oryginał…). „Taktyka Błędu” Dicksona. „Wojna światowa Z” Maxa Brooksa (świetna, autor naprawdę rozumie o co chodzi w książkach o zombie… i nie są to zombie). Cykl Feliksa Castora autorstwa Mike’a Carrey’a – sam cykl to czytadło, ale końcówka piątego tomu jest tak cudownie katarktyczna, jak to tylko możliwe :) Carrey po prostu genialnie buduje wielkiego i potężnego złego przez pięć tomów i końcowe starcie jest po prostu genialne.

Postacie: Czasem postać jest świetna, choć reszta niekoniecznie tak dobra, więc chciałem dodać ten punkt :) Loki w wykonaniu Toma Hiddleston. 11 doktor w wykonaniu Mata Smitha. Constantine Matta Rayana. Patrycjusz Havelock Vetinari. William „Spike” Pratt. Maurice de Talleyrand (wiem, postać prawdziwa, ale zasługuje na miejsce na liście). Eugene Vidocq (skoro o prawdziwych postaciach mówimy). GlaDOS i jej appowy następca Carrot :)


Czego nie lubię:

Tu znów będzie strasznie subiektywnie :)

Najgorsze filmy jakie widziałem: Happy Go Lucky, Dom Zły, filmów klasy D,E i Z rzecz jasna nie wliczam ;)

Nie lubię techno, hip-hopu i rapu, generalnie, choć wyjątki się oczywiście znajdą.

Nie jestem fanem otwartego świata w grach. Lubię grać, ale mam na to coraz mniej czasu. Wolę grę która zajmie mi 8 godzin, ale da super intensywne doświadczenie, niż tą która zajmie mi 120 godzin miałkiego marnowania czasu. Jeśli robisz otwarty świat, niech każdy element wzbogaca emocje, zażyłość z bohaterami, itp. Inaczej to marnowanie czasu.

Najgorsze książki – tu będzie trudno, bo gusta się zmieniają. Książki, które kiedyś mnie zachwycały dziś odrzucają, trudno mi więc coś wskazać.


Dziwactwa:

Dotyk waty jest dla mnie obrzydliwy. Dosłownie czuję, jakby mi wchodziło to w zęby (tak, jak dotykam palcami, jakaś dziwna synestezja), to dla mnie dotykowy odpowiednik paznokcia zgrzytającego po tablicy. Kiedyś podobnie reagowałem też na strzyżenie maszynką, ale na szczęście mi przeszło.

Strasznie żałuję, że broda nie układa mi się równo na policzkach – bardzo mi się podobają brody krótko przystrzyżone, tak na 2-3 mm, obejmujące całe policzki, chciałbym taką sam mieć, ale nie mogę. Geny dały mi świetne, gęste i bardzo czarne włosy, ale poskąpiły ich na policzkach ;)

Nie lubię zwykle oglądać horrorów, ale uwielbiam poznawać ich fabuły. Jednym z moich regularnych „czasozabijaczy” jest czytanie podsumowań fabuł horrorów, które wyszły w danym roku.

Mój gust w ubiorze jest tragiczny i hamowany tylko przez moją żonę, resztki zdrowego rozsądku oraz sylwetkę, na której duża część tego co mi się podoba wyglądałaby po prostu absurdalnie. Chętnie bym sobie kupił np. inspirowany renesansową estetyką płaszcz z Deus Ex Human Revolution i poprawił koszulą z bufiastymi rękawami i może czymś wiktoriańskim :)


Ok, na dziś chyba tyle :) Daj znać czy tego typu wpisy (w takiej częstotliwości, czyli tak raz na rok-dwa) są dla Ciebie ciekawe ;)


Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis