Ostatnio na wokandę wrócił temat aborcji. Nowy czarny protest ponownie zebrał kilkadziesiąt tysięcy osób w całym kraju. Po raz kolejny pojawiły się też w internetach liczne dyskusje w temacie. Pomyślałem, że choć poruszałem już ten temat, warto przyjrzeć się szczegółowo jednej kwestii, która w nim pada. Także dlatego, że może być pięknym przykładem do omówienia niektórych ludzkich błędów poznawczych i uproszczeń.

Porozmawiajmy sobie więc o tym, kiedy powstaje człowiek, od kiedy trzeba czy można uznawać kogoś za istotę ludzką.

Zdjęcie z Wikimedia https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Fetus_ellipse.jpg

Nasz mózg nie ewoluował do sprawnej oceny rzeczywistości. Ewoluował, aby zapewnić nam jako-takie przetrwanie około 30 lat na sawannie 50.000 lat temu. Czemu 30 lat? Bo tyle wystarczyło, by – zaczynając płodzić dzieci od ok. 15 roku życia – zapewnić wymienialność pokoleń, a tym samym przetrwanie gatunku. W kulturze popularnej utarło się wprawdzie, że w ewolucji przetrwają najsilniejsi (lub, trafniej, najlepiej dostosowani). Popularyzatorzy nauki zwracają jednak od lat uwagę, że ten termin bywa źle rozumiany i proponują nowy, precyzyjniejsi. „Przetrwają najmniej niewystarczający”. Ewolucja nie tworzy bowiem istot czy organów silnych czy dostosowanych. To nie inżynier, to suma losowych zmian w organizmach, z których co bardziej niedostosowane odpadają z puli, a te nieco mniej niedostosowane jakoś są w stanie przetrwać.

Niezbędne jest, by w jakichkolwiek dyskusjach mieć to na uwadze. Nasz mózg nie jest „najlepszym co stworzyła ewolucja do myślenia”. Jest „najmniej zjebanym co stworzyła ewolucja do myślenia”.


Dlaczego tak to podkreślam? Ponieważ jedna z wielu luk w tym myśleniu, tzw. efekt potwierdzenia, sprawia, że będziemy mieli tendencję do szukania potwierdzeń swoich założeń (kosztem wszystkiego, co mogłoby je podważyć). Jeśli wystartujemy z poczuciem „mój mózg jest świetnym narzędziem do myślenia”, to łatwo przeoczymy ogromną ilość dowodów na to, że jest inaczej. W efekcie będziemy nadmiernie pewni swoich wniosków, także wysnutych w sytuacji niedoboru informacji. Czyli na tak zwany „chłopski rozum”.

Krótka piłka – „chłopski rozum” jest do kitu. Nie ufaj mu. Jakkolwiek miło byłoby się na nim opierać – nie ufaj mu.


Ten przydługi wstęp jest o tyle istotny, że gdy przechodzimy do sedna tematu – kiedy zaczyna się człowiek – zderzamy się z ogromną barierą.

„Zaczyna się”, „kończy”, to w najlepszym razie ludzkie terminy uznaniowe.

To rzeczy z którymi łatwo nam się operuje i myśli, bo tak akurat wyszło ewolucyjnie. Przypisujemy „początek” i „koniec” ogromnej ilości ciągłych procesów.Np. dzień i noc.

Z perspektywy wszechświata podział na dzień i noc jest dość absurdalny. To po prostu planeta nieustannie kręci się wokół swojej osi. Przez określony okres czasu dany punkt na tej planecie jest oświetlony światłem najbliższej gwiazdy, potem przez określony okres czasu nie jest. Nic tu się nie zaczyna ani nie kończy – to nieustanny ruch planety wokół gwiazdy.

Ale z perspektywy małp, które ewoluowały na tej planecie, silnie rozpoznają zagrożenia wzrokiem i dla których okres braku światła oznaczał zwiększone zagrożenie ze strony drapieżników… z tej perspektywy wygodne okazało się wyznaczanie abstrakcyjnych, uznaniowych granic. „Dzień jest jak jest światło.” „Noc jest jak nie ma światła.”


W taki sam sposób wyznaczamy subiektywne granice dla ogromnej części rzeczywistości. Historie, które sobie opowiadamy pełne są takich granic. „Zegrzysław żył sobie normalnie w swojej wiosce, aż nagle pewnego dnia złowił złotą rybkę i…”

I rozpoczyna się historia i opowieść. Arbitralnie wyznaczamy jakiś punkt na jej rozpoczęcie. Dlaczego akurat złowienie rybki, a nie trening rybactwa, który pozwolił Zegrzysławowi na to złowienie? Dlaczego nie już moment, gdy konsekwencje życzeń Zegrzysława obróciły się przeciwko niemu? To już wyłącznie uwarunkowania kulturowe. Opowieści w Japonii, Rosji czy Iranie zaczynałyby się w innych punktach życia Zegrzysława, całkowicie niezależnie. (Ale wszędzie nazywałby się Zegrzysław, bo to najlepsze imię na świecie.)

Taka tendencja do wyznaczania sztucznych granic i opisywania jest składową wielu błędów poznawczych, np. efektu narracji (narrative bias). To naturalny sposób w jaki myślimy. Tylko naturalny nie znaczy tutaj optymalny ani trafny. Po prostu taki, jaki przychodzi nam łatwo.


Na efekt narracji składa się między innymi tendencja do tworzenia historii z sąsiadujących bodźców, z ignorowaniem czynników bardziej odległych. Łatwiej nam zacząć historię Zegrzysława od jego złowienia złotej rybki, niż od złego czarnoksieżnika, który zanieczyścił lokalne łowiska zmutowanymi rybami stanowiącymi wynik jego eksperymentów, gdyż nie chciał płacić królewskiej opłaty recyclingowej.

Łatwiej nam też myśleć o człowieku zaczynającym się od zapłodnienia, niż od określonej fazy rozwoju jego układu nerwowego, albo od momentu gdy pierwszy atom węgla, z jakiego będzie się składało jego ciało, powstał w fuzji jądrowej odległej gwiazdy…

Ale łatwiej nie znaczy optymalnie czy trafnie. Oznacza po prostu łatwiej.


Podkreślam ten efekt narracji i te złudzenia, gdyż to one w dużej mierze napędzają dyskusję o aborcji i powstaniu człowieka. Jako ludzie mamy tendencję do opowiadania sobie narracji o „nowym życiu”, wyznaczaniu jego początku na etapie stosunku seksualnego (choć nawet przy udanym zapłodnieniu ok. 60% embrionów nigdy nie rozwinie się wystarczająco, by powstało z nich dziecko, a większość z tych 60% zostanie przez organizm kobiety wydalona nawet bez jej wiedzy!)

Innym błędem poznawczym, jaki warto tu wskazać jest tendencja do personifikacji – przypisywania ludzkich cech rzeczom. To dlatego uznajemy czasem, że komputer się na nas obraził. Dlatego nasi przodkowie przypisywali tożsamość (duchy opiekuńcze, bóstwa) burzom czy rzekom. Nasz mózg jest nastawiony na szukanie celowego zachowania, takiego jak nasze, w świecie poza naszą głową. Wraz ze wszystkim, co z tej intencjonalności wynika – emocji, osobowości, pragnień, odczuć.  Ten efekt też ma znaczenie w kontekście myślenia o początku człowieka – bo mamy tendencję do personifikacji zlepku komórek, traktowania go już jako gotowego dziecka, tylko czekającego by wystrzelić z macicy. Efekt ten wykorzystują zresztą aktywnie przeciwnicy aborcji, regularnie błędnie pokazując jak wyglądają embriony i zarodki na różnych etapach rozwoju. Tymczasem przez większość swojego rozwoju zarodek wygląda, cóż, w najlepszym razie mało ludzko.


Te wszystkie błędy i uproszczenia są o tyle problematyczne, że nauka – faktyczna nauka – niespecjalnie zajmuje się takimi kwestiami, jak „kiedy jest początek istoty ludzkiej”. Bo zdaje sobie sprawę, że to pytanie podpadające pod filozofię czy etykę, a nie biologię czy psychologię.

Tak naprawdę możliwych punktów startowych jest wiele. Np. genetyczka Ricki Lewis wskazuje na 16 możliwych punktów uznania, że coś jest oddzielnym, żywym ludzkim organizmem:

  1. Możemy uznać,że w ogóle nie ma takiego punktu startowego, a życie jest kontinuum, ciągłym procesem.
  2. Linia embrionalna, czyli poziom powstawania plemników i jajeczek
  3. Zapłodniona komórka jajowa (preferowany punkt przeciwników aborcji)
  4. Fuzja przedjądrzy plemnika i komórki jajowej, 12 godzin po zapłodnieniu
  5. Początek podziału komórkowego (na tym etapie możliwe jest powstanie ciąży ośmioraczej) – około 3 dnia
  6. Dzień 5 gdy kontrolę nad rozwojem embrionu przejmuje nowy genom.
  7. Koniec pierwszego tygodnia (embrion zagnieżdża się w macicy).
  8. Dzień 14 (pojawiają się pierwsze zaczątki przyszłego układu nerwowego)
  9. Dzień 16 (gastrula)
  10. Dzień 18 (pierwsze uderzenie serca)
  11. Dzień 28 (dalszy rozwój układu nerwowego, zaczątki rdzenia kręgowego)
  12. Koniec ósmego tygodnia – embrion staje się zarodkiem, ma wykształcone zaczątki wszystkich struktur.
  13. Około czternastego tygodnia – pierwsze odczuwalne wrażenia ruchów zarodka
  14. Tydzień 21 – zarodek ma (bardzo niewielką) szanse na przetrwanie, jeśli teraz by się urodził
  15. Narodziny
  16. Dojrzałość seksualna – z perspektywy ewolucyjnej pierwszy punkt gdy organizm może się rozmnażać

Sam dodałbym do tego jeszcze kryterium rozwoju mózgu na tyle, by mógł odczuwać ból, czyli około 27 tygodnia ciąży. (pomiędzy 14 i 15, więc 14.5).

Każdy z tych punktów jest problematyczny. Jeśli na przykład uznamy, że to moment zapłodnienia (3) jest punktem kluczowym do powstania człowieka, to jeśli dojdzie do ciąży ośmioraczej (5), to należałoby uznawać, że 7 pozostałych dzieci to już nie są prawdziwi ludzie. (Ah, ale jak odkryjemy które było tym pierwszym i prawdziwym?). Jeśli uznamy dzień piąty i nowy genom (6), to musimy uznać pigułki „dzień po” za w pełni dopuszczalne nawet będąc przeciwko aborcji. Jeśli uznajemy pierwsze uderzenie serca za punkt kluczowy (10), to należałoby uznać dorosłych, którzy podtrzymywani są sztucznie przy życiu ze względu na niedowład serca, za już nie ludzi – bo serce już u nich nie bije. Szansa na przetrwanie (14) wydaje się być niezłym kryterium, ale tu data będzie przesuwana pod wpływem kolejnych postępów technologicznych. Zdolność odczuwania bólu (14.5) wydaje się być również jednym z bardziej kluczowych kryteriów. Jakiekolwiek kryterium uznane poniżej 14-ki wymusza konieczność pogrzebów (i zasiłków pogrzebowych) dla ogromnej rzeszy embrionów, których wydalenia kobieta nie miała nawet świadomości.


Łatwo widać więc, że temat jest nie tylko złożony, ale też po prostu nie może podlegać czystej biologii. Jest bowiem zbyt uznaniowy. Dlatego zresztą biologia czy medycyna nawet nie próbują wskazać na precyzyjny punkt kiedy konkretnie pojawia się życie ludzkie. Tą rolę przejmują filozofia i etyka. To na tych polach może się rozgrywać dyskusja.

Na pewno odpowiedzi nie da nam „zdrowy rozsądek” ani „naiwne” narracje jakie produkuje. To, że wygodnie poznawczo jest uznać stosunek seksualny za początek życia nie ma większego znaczenia – nauka ani rzeczywistość nie są pochodną ludzkiej wygody.

Pozostaje wybór systemu etycznego w jakim rozpatrujemy tą kwestię. Jako, że bliski jest mi utylitaryzm z jego maksymalizacją ogólnego szczęścia i minimalizacją cierpienia, kluczowym punktem dla mnie będzie wspomniane 14.5 – zdolność odczuwania bólu przez zarodek (z zastrzeżeniem, że w wypadku wad genetycznych prowadzących do znaczącego cierpienia po narodzeniu, np. łuski arlekinowej, nawet późniejsza aborcja byłaby uzasadniona, tak jak uzasadniona byłaby eutanazja). Można oczywiście wskazywać na inne systemy etyczne i próbować argumentować w dyskusji na ich podstawie. Kluczem jest jednak uświadomienie sobie, że „zdroworozsądkowe” podziały w tym temacie nie działają…

Co w sumie nie powinno dziwić. Tzw. „zdrowy rozsądek” jest tak podatny na naszych kilkaset wbudowanych na twardo błędów poznawczych, że bardzo rzadko daje nam wartościową wiedzę.



Projektowanie Szkoleń - skuteczność szkolenia w ogromnej części zależy od tego, jak dobrze zostanie ono zaprojektowane. Kurs Projektowanie Szkoleń to dwa intensywne dni, na których dowiesz się jak konstruować szkolenia zapewniające uczestnikom optymalne skorzystanie z procesu rozwojowego. Do 15 kwietnia w przedpłacie tylko 790 zł!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis