Jeśli to działa, czemu nie jest powszechnie stosowane?

Czasem dostaje na szkoleniach pytanie od grupy „Skoro to tak dobrze działa, jak to możliwe, że nie jest to powszechnie stosowane?”

Prawdę mowiąc, też do końca tego nie rozumiem.

To znaczy, rozumiem proces, ale na litość mroku, nie potrafię go ogarnąć i zaakceptować.

Współczesne badania oferują nam ogromną ilość usprawnień do naszego życia, które po prostu ignorujemy. Możemy czuć się lepiej, zachowywać uczciwiej, działać skuteczniej. Wszystko niewielkim a często i żadnym kosztem.

Ale nie robimy tego.

Nie chodzi mi nawet o współczesne badania. Potrafię zrozumieć, że coś odkrytego rok czy nawet dwadzieścia lat temu nie dotarło jeszcze do powszechnej wiedzy. To naturalne, że rozprzestrzenianie się innowacji jest stopniowe.

Ale wiele z tych rzeczy, które mam na myśli ma 50 lat i więcej! Nie ma mowy, żeby nie dotarło to już do ludzi. Np. taki konformizm społeczny, badania Ascha z 1955 roku! Badania, które pokazują, że ludzie mocno i trwale naginają swoje postrzeganie rzeczywistości, żeby dopasować się do opinii reszty grupy. Oraz że wystarczy jedna osoba występująca przeciwko grupowemu zdaniu, żeby przerwać ten efekt i pozwolić wszystkim ocenić rzeczywistość samemu. Od 57 lat wiemy, że w jakichkolwiek zebraniach obowiązkowa powinna być rola adwokata diabła, kogoś, kto występuje przeciwko konsensusowi grupowemu. Inaczej grupa potrafi uciec w fantastyczny świat mocno oderwany od rzeczywistości – a to potworne zagrozenie dla każdej organizacji.

Wiemy to od ponad pół wieku. A ile organizacji wprowadziło tak rolę, lub jej namiastkę do swoich zebrań?

Rozumiem. Opór przed nowościami. Tendencja do zachowania homeostazy. Bezwładnośc organizacyjna. Wspomniany już konformizm. Oraz wiele, wiele innych czynników, które zbierają się razem, by blokować takie innowacje. (Czy można tak nazwać coś, co liczy sobie pół wieku?)

A jednocześnie naprawdę trudno mi to ogarnąć emocjonalnie, bo widzę o ile skuteczniej to wszystko mogłoby funkcjonować, gdyby wprowadzić w życie choć ułamek dostępnych rozwiązań. Wcale nie najnowszych czy najbardziej zaawansowanych. Starych i wielokrotnie sprawdzonych. Ale wciąż niedostępnych.

Więc jeśli ktoś mnie pyta „Skoro to tak dobrze działa, jak to możliwe, że nie jest to powszechnie stosowane?” to mogę jedynie odpowiedzieć wskazując na masę rzeczy, które niewątpliwie działają, ale nie są powszechnie stosowane i tyle – bo takim już gatunkiem jesteśmy.


15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Mieciu

    „i tyle – bo takim już gatunkiem jesteśmy.”
    A np. wspominana przez Ciebie checklista jest w niektórych szpitalach normą i zaprzecza to Twojemu stwierdzeniu „bo takim już gatunkiem jesteśmy”.

  • Mieciu

    To tak na pocieszenie :P

  • Cool, mogę tylko prosić o jak najwięcej takich zaprzeczeń :)

  • Pamiętajmy jeszcze o jednym zjawisk. Podświadomie tak samo jak boimy się odnieść porażkę w takim samym stopniu boimy się sukcesu. Co to znaczy – jeżeli to tak dobrze działa to nie stosujmy tego powszechnie pojawia się obawa przed sukcesem. Nie lepiej nie róbmy nic gdyby to faktycznie tak dobrze działało to na pewno już byłoby przez kogoś innego stosowane – to przykład „poprawnego” myslenia

    • Radek, masz jakieś źródła na potwierdzenie podświadomego leku przed sukcesem? Pytam, bo mam wrażenie, ze to mit…

      • Artur, Pracuję zawodowo ponad 17 lat i uwierz mi że widziałem ludzi i uczestniczyłem w sytuacjach w których ludzie podchodzili do biznesu lub do działania właśnie w ten sposób. Sukces lepsze rozwiązanie możliwość osiągnięcia większych korzyści ich przerastała. Ci ludzie pozostali na swoich miejscach w swoim bezpiecznym świecie, a inni wykorzystywali szansę. Bardzo często lęk przed sukcesem wynika z faktu, iż trzeba by się zaangażować w coś w pełni – i nie wszyscy są na to gotowi. Takie sa moje doświadczenia i obserwacje zawodowe

        • Radek, pytanie, czy ich zachowania to „lęk przed sukcesem”, czy np. „lęk przed tym, co się stanie jeśli jednak nie wyjdzie”?

          • Moim zdaniem to jednak lęk przed sukcesem. Może się okazać, że pomysł który chcesz zrealizować po prostu Cie przerasta i Twoje możliwości poznawcze. Inaczej zarządza się jednym sklepem w którym pracuje twoja rodzina, a inaczej siecią sklepów o ogólnopolskim zasięgu. Zakładając oczywiście, że są one perspektywicznie dochodowe. Strach przed sukcesem paraliżuje, gdyż sukces oznacza wejście na nowe nieznane nam obszary, a to wymaga opuszczenia strefy komfortu czyli dla większości ludzi względnie bezpiecznej przystani.

          • Radek, ale co do tego ma sukces? Strach przed wyjściem poza swoje dotychczasowe ograniczenia, ok, powiedzmy – choć wolałbym to zweryfikować niż wdawać się w „ideologię odwagi” popularną we współczesnym rozwoju. Ale gdzie tu lęk przed sukcesem jako takim?

          • Sformułowanie Lęk przed sukcesem można zastąpić sformułowaniem lęk przed odpowiedzialnością. Bo czym jest odniesienie sukcesu biznesowego, rozwijanie firmy i zatrudnianie ludzi, jak nie odpowiedzialnością za to wszystko co się stworzyło. To gra z której bardzo ciężko się wycofać nie tracąc dobrego imienia, a tym samym rodzi się obawa o naszą przyszłość. Czyli ludzie czują ze nie chcą wręcz sukcesu bo może ich on po prostu przerastać.

          • Ok, czyli lęk przed utratą statusu (zgadzam się, powszechny) oraz lęk przed odpowiedzialnością. Z tym mogę się zgodzić, z lękiem przed sukcesem gorzej :) Cieszę się, że doprecyzowaliśmy :)

  • Zbigniew Jasielski

    Moje bardzo wysokie umiejętności analityczne (tak obecnie określa się zupełnie inną właściwość) każą mi spojrzeć na zdanie „Skoro to tak dobrze działa, jak to możliwe, że nie jest to powszechnie stosowane?” jako sarkazm podtekstem uszyty.
    A badania, cóż, jest całe mnóstwo badań będących jedynie metanauką pełnych iluzji, kuglarskich sztuczek i uogólnień. Jeśli coś działa na określonej grupie to znaczy że ma działać na określonej grupie i na nic tu uogólnienia i próby manipulacji danymi.
    To co robisz Arturze też działa tylko na pewnej wąskiej grupie podatnej na Twoje wpływy. A wpływanie na kogoś w jakikolwiek sposób to przedsionek piekła władzy. Władzy która napawa mnie obrzydzeniem niezależnie od przedmiotu, podmiotu i formy.
    Więc może ten krótki artykuł jest abstrakcję stworzoną przez zmianę definicji, manipulację znaczeniem wspomnianym zdaniem?

  • Dla ścisłości, na ile wczytawałem się w opisy eksperymentu Asha (niestety nie pamiętam, gdzie to był napewno jakiś ogólniejszy podręcznik psychologii społecznej) to badani relacjonowali, że zdawali sobie sprawę, który patyczek jest równy wzorcowemu, ale ostatecznie decydowali się nie wychylić, co wiązało się dla nich z dużym dyskomfortem psychicznym. W związku z tym nie tyle została zmieniona ich percepcja, ile po prostu zanegowali to co widzą, aby nie wyłamać się z grupy.

    Natomiast ogólnie pytanie postawione w temacie także mnie fascynuje. Na przykład skoro jest tak wiele badań na temat funckjonowania pamięci ludzkiej i omylności zeznań świadków, dlaczego nadal tak dużą wagę się przykłada do ich przesłuchiwania przed sądem?
    Przykładów pewnie by można sporo innych znaleźć. Jakoś wiedza w dziedzinie społecznej słabo się iplikuje do praktyki. Może dlatego, że każdy z nas uważa, że jest ekspertem od psychologii i socjologii skoro na codzień żyje wśród ludzi :)