Kiedy najdzie mnie ochota na przeczytanie jakiegoś tygodnika, kupuję „Uważam Rze”. Nie dlatego, że lubię to pismo, a z dwóch zupełnie odmiennych przyczyn.

Po pierwsze, na rynku tygodników, jest chyba najtańsze z powszechnie dostępnych, zwłaszcza biorąc pod uwagę proporcję rozmiaru do ceny. Jako że od pewnego czasu fascynuję się tematyką oszczędnego (w odróżnieniu od skąpego) życia, jest to dla mnie niewątpliwie ważny argument.

Po drugie, kupuje to pismo, ponieważ jego ideologia jest zwykle mocno odmienna od mojego podejścia do świata, jego lektura daje mi okazję na zetknięcie się z perspektywami, danymi i twierdzeniami odmiennymi od tych, które znam i z którymi mam zwykle kontakt.

Może się to wydawać dziwne, ale w moim szaleństwie jest metoda (a przynajmniej tak mówią psychiatrzy :D ), więc przyjrzyjmy się temu tematowi bliżej.

Żyjemy w świecie selekcji informacji. Z jednej strony mamy dostęp do tak ogromnej ilości danych, że musimy je w jakiś sposób selekcjonować i ograniczać. Z drugiej jednak, prawa rynku, ludzkiej percepcji, a ostatnio również procedury działajace w internecie sprawiają, że gdy już zaczniemy selekcję w określonym kierunku, bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę. Można bowiem znaleźć się w sytuacji w której jedyne informacje, jakie mają szanse do nas dotrzeć to te, które potwierdzają to, co już uważamy, że wiemy. Stąd właśnie potrzeba pewnych świadomych działań, żeby z tego zaklętego kręgu się wyrwać.

Ale zanim przejdziemy do tego co można zrobić, warto przyjrzeć się trzem czynnikom, które sprzyjają powstawaniu takiej sytuacji.

1) Prawa rynku: jeśli np. mam poglądy katolickie i kupuję pismo, które sprzyja takim poglądom, jeśli pismo to podałoby informację która moim poglądom zagraża, mógłbym się do niego zrazić i przestać je kupować. Prowadzi to więc do pewnej autocenzury wielu takich pism.

Podobnie, jeśli mam poglądy antyklerykalne i czytam już jakieś pismo antyklerykalne, to inne pismo w tej tematyce, żeby zdobyć moją uwagę i moje pieniądze, będzie zwykle musiało być bardziej radykalne od tego, które czytuję dotychczas. W końcu po co miałby zmienić moje obecne, umiarkowanie radykalne pismo, które dobrze znam, na inne, również umiarkowanie radykalne? To prowadzi do radykalizacji i polaryzacji większości mediów. Co więcej, podobny proces zachodzi również w grupach.

2) Prawa ludzkiej percepcji: podstawowym z nich jest tzw. confirmation bias, czyli dążenie do potwierdzenia swoich założeń i unikanie testowania ich błędności. Oznacza to, że o ile świadomie nie podejmiemy wysiłku by przekroczyć to ograniczenie, będziemy się automatycznie trzymali tylko tego, co wiemy i szukali dalszych informacji to potwierdzających.

3) Selekcja informacji dochodzącej: najnowszy czynnik, wynikający z tego, jak działa współczesny internet. Zarówno google, jak i facebook i wiele podobnych usług działa na zasadzie analizy zachowań użytkownika i dostarczania mu więcej tego, czego zdaje się chcieć. Jeśli więc ktoś jest np. zwolennikiem teorii spiskowych i dużo szuka w tym temacie w google i dyskutuje ze znajomymi na facebooku o podobnych podejściach, gdy zacznie szukać informacji na jakiś nowy temat, google podrzuci mu na szczyt spiskowe źródła takich informacji, a na facebooku będzie widział głównie wypowiedzi znajomych zwolenników teorii spiskowych.

W ten sposób łatwo zbuduje sobie obraz świata, w którym większość wspiera jego wizję, a tu włącza się z kolei inny mechanizm ludzkiej percepcji, czyli konformizm – jeśli wierzymy, że wiele osób wspiera nasze podejście, tym mocniej będziemy się go trzymali.

Co robić?

No dobrze, a jak przeciwdziałać temu procesowi?

a) Notując (sam mam do tego specjalny plik) sytuacje, w których zmieniliśmy zdanie i się myliliśmy na różne tematy.

b) Świadomie szukając informacji sprzecznych z naszymi założeniami. W tym celu czytam czasem „Uważam Rze” (a czasem inne pisma, z przeciwnej strony sceny politycznej), w tym celu przeglądam czasem strony zwolenników medycyny alternatywnej i innych odlotów (aczkolwiek staje się to coraz mniej wydajnym działaniem, jako że większość argumentów z tych kręgów jest wykorzystywana w kółko) i podobne źródła sprzeczne z moimi poglądami na świat.

c) Pozwalając sobie na zmianę zdania (stąd warto mieć takie notatki o których pisałem w a), by sprawdzać, czy faktycznie się na to pozwala), gdy trafi się na wystarczające dowody. Np. choć fajnie mi było myśleć o sobie jako o kimś, kto trafnie ocenia ludzi, gdy wykonaliśmy z moją partnerką test na trafne ocenianie cech innych osób z wyglądu (chodzi o tzw. wielką piątkę, czyli np. ekstrawersję lub neurotyczność, oceniane na podstawie kompozytowych, czarnobiałych zdjęć twarzy) i moja partnerka miała 100%, a ja 40%, musiałem* przełknąć dumę i stwierdzić „ok, od dzisiaj polegam bardziej na Twojej ocenie ludzi, niż na swojej.”

Oczywiście, zmiana zdania powinna być uzasadniona, nie namawiam Cię do zmieniania go „bo tak”. Jeśli jednak trafisz na konkretne argumenty, warto je po prostu przyjąć.

To trzy podstawowe kroki, do których Cię zachęcam.

* No, nie musiałem. Ale byłoby to dla mnie szkodliwe, gdybym tego nie zrobił.


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis