Jak sprawdzać skuteczność coachingu?

Brałem ostatnio udział w całkiem fajnym badaniu n.t. coachingu w Europie. W sekcji poświęconej temu, jakie tematy poruszam w kontrakcie z klientem padły m.in. kwestie „jak sprawdzać skuteczność coachingu” oraz „co zrobić, gdy czujesz się pokrzywdzony przez coacha”.

Pomyślałem sobie wtedy, że kwestiom tym warto poświęcić miejsce na tym blogu i zasugerować pewne rozwiązania.

Ocena skuteczności coachingu jest o tyle trudna, że wynik zależy od współpracy dwóch stron – coacha i klienta. Nawet najlepszy coach nic nie zdziała z klientem, który nie będzie skory do zaangażowania się w proces zmiany. (Choć już kiepski coach może całkiem dużo zdziałać z zaangażowanym klientem, dla którego coach będzie tylko pretekstem do pracy nad sobą.)

Oczywiście, mowa tu o ocenie indywidualnej – ta zawsze, z natury rzeczy, będzie zniekształcona (bo Twój sukces w tematach poruszanych na coachingu może wcale nie być pochodną coachingu,  tylko innych czynników, których nie bierzesz pod uwagę – i vice versa). Dlatego w ocenie coachingu jako metody interwencji prowadzi się raczej badania na większych próbach.


Ocena skuteczności coachingu jest trudna również dlatego, że duża część dokonywanej zmiany jest czymś nienamacalnym. Warto więc zacząć – najlepiej jeszcze zanim umówisz się na sesje u coacha – od sformułowania jasnych kryteriów tego, jak zmierzysz, że cel został osiągnięty. Wielu coachów będzie tego od Ciebie wymagać samemu, przed rozpoczęciem pracy, lub zacznie ją od takiego sformułowania mierzalnego celu. (Sam używam do tego m.in. kwestionariusza przedsesyjnego.)

Jeśli masz takie kryteria skuteczności, ocena efektów coachingu będzie niewątpliwie ułatwiona – zacznij od sprawdzenia, czy zostały zrealizowane.

Oczywiście, czasem może być tak, że Twoje kryteria ulegną zmianie w toku coachingu. Myślałeś, że zależy Ci na pewności siebie, a okazało, że chcesz być po prostu lubianym. Normalna sprawa – w tej sytuacji przydałoby się jednak zatrzymać i sprecyzować nowy cel, wraz z kryteriami jego weryfikacji.


Może być też tak, że celu nie sprecyzowałeś, albo był on na tyle niejasny, że trudno go bezpośrednio zmierzyć. W takiej sytuacji warto wypisać, uczciwie (bez koloryzowania i szukania pozytywów na siłę, ale też doceniając to, co faktycznie się zmieniło) korzyści, bezpośrednie i pośrednie, z przebytego procesu – a następnie ocenić, dla siebie i wg. własnego, subiektywnego zdania, ile były dla Ciebie warte. A następnie zsumować wartość wszystkich korzyści i porównać z ceną (finansową, ale też czasu, itp.) coachingu.

Ważne, aby te korzyści były również czymś konkretnym – zbyt łatwo jest bowiem uznać, że coaching się udał, bo czuję się fajnie i miło się z coachem gadało. To oczywiście przyjemny bonus, ale chyba nie za to płacisz, prawda? (Jeśli za to, świadomie, płacisz, to oczywiście wycofuję swoją uwagę :) )


Jeśli masz wątpliwości co do tego, czy coaching dał Ci efekty, a rzecz nad którą pracowałeś była czymś, co wpływa na Twoją interakcję z innymi, zawsze możesz poprosić ich o opinię. Najlepiej byłoby wprawdzie poprosić o nią na początku i po zakończeniu coachingu, ale nawet pytanie po zakończeniu, jeśli będziesz pytać indywidualnie (a najlepiej anonimowo, np. z prośbą o wypełnienie ankiety online), może dać jakieś rozeznanie w tych aspektach Ciebie, które samemu może być trudno dostrzec.


Dość celowo unikam tutaj takich kryteriów sukcesu coachingu jak „czuję się lepiej”, „zrozumiałem siebie bardziej”, itp. Są one niewątpliwie wartościowe, ale zbyt łatwo je w mojej ocenie „zafałszować”, po prostu wmawiając klientowi pewne rzeczy. Dlatego jako kryteria efektywności stają się mniej wiarygodne i lepiej skupić się na ich obiektywnych wymiarach.



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • YA

    A o co chodzi w tym artykule ? wydaje mi się że to jest pisanie żeby pisać, takie masło maślane bez konkretów, mające bardziej podkreslenie swojego EGO i wszechstronności autora…

    • „Ego” w rozumieniu Freuda? Bo inne w psychologii nie funkcjonuje :)