Ponieważ co jakiś czas dostaję od Was pytania o to, w jaki sposób uczyłem się angielskiego, pomyślałem, że podzielę się nieco swoim doświadczeniem w tym zakresie. Poniższe strategie i rozwiązania są tym, co – z perspektywy mojej obecnej wiedzy nt. pamięci i nauki – mogło mieć duże znaczenie przy mojej nauce. Jednocześnie w żadnym stopniu nie twierdze, że moje doświadczenie jest reprezentatywne, czy że te strategie się dla Ciebie sprawdzą. Przetestuj, sprawdź, może akurat z czegoś skorzystasz, może coś z tego co napiszę da Ci pomysł na inne rozwiązanie, które możesz zastosować w swoim życiu.


Kim jesteś, by o tym mówić?

Tytułem wstępu, dlaczego w ogóle uznaję, że mogę mówić o tym jak uczyłem się języka, jakie mam do tego podstawy? (Jeśli ufasz, że mam, daruj sobie czytanie tego paragrafu, ma on na celu wyłącznie uzasadnienie tych podstaw).

– Cambridge’owski First Certificate in English (FCE) zdany na początku 8 klasy postawówki, A z 4 wyróżnieniami (wyróżnienie = niemal max punktów w jednej z pięciu części, nazywało się to bodajże high performance czy jakoś tak);

– Cambridgeowski Certificate in Advanced English (CAE) zdany pod koniec 8 klasy podstawówki, A z 3 wyróżnieniami;

– Cambridgeowski Certificate of Proficiency in English (CPE) zdany na początku 1 klasy liceum, C z 2 wyróżnieniami;

– olimpijczyk z angielskiego w 3 liceum (bodajże 12 miejsce)

– lata pracy w międzynarodowych organizacjach oraz sporo doświadczenia jako tłumacz szkoleniowy (konsekutywny), podczas spotkań oraz tłumacz tekstów.

Innymi słowy – angielski opanowałem bardzo wcześnie i na bardzo dobrym poziomie. Oto niektóre z czynników, które moim zdaniem mi w tym pomogły.


Co zadziałało?

1. Świetny nauczyciel – Maciej Długosz, który najpierw prowadził kilka językowych grup pozalekcyjnych, a potem zebrał z nas, po wstępnym egzaminie, specjalną klasę językową, z większą ilością angielskiego, w której uczyliśmy się od 5 do 8 klasy podstawówki.  Dość powiedzieć, że na 30 osób w tej klasie, do końca liceum chyba wszyscy mieli FCE, około połowa miała CAE, a 1/4 CPE. Naprawdę nie mógłbym przecenić jego znaczenia i wpływu.


2. Bardzo dużo czytałem – po angielsku, oczywiście. Akurat odkryłem wtedy, jeszcze na starym dail-upowym modemie (pamięta ktoś?) coś takiego jak fan-fiction, opowiadanka z internetu pisane przez fanów różnych filmów, komiksów, itp. Ponieważ miałem wtedy również ogromną fazę na japońskie komiksy, przeczytałem dosłownie setki tysięcy stron różnego rodzaju opowieści, niektórych potwornie grafomańskich, niektórych całkiem niezłych. Ze dwa nawet sam napisałem – olaboga, ale to było tragiczne grafomaństwo :D

Tak czy tak, dzięki takim lekturom, bardzo dobrze obyłem się z gramatyką (niekoniecznie poprawną, autorami byli wszak często licealiści czy studenci, a nie profesorowie filologii ;) ), jak również z ogromną ilością słówek, często nawet poznawanych przez wnioskowanie z kontekstu, a nie przez słownik (słowniki online w tamtych czasach albo nie istniały, albo były tragicznie ubogie).

I po co to wszystko? Dla żarcia!

I po co to wszystko? Dla angielskiego żarcia!

3. Gadanie do siebie – nie mam pojęcia skąd mi się ten nawyk wziął, ani nawet jakbym go dziś miał próbować odtworzyć, ale faktem jest, że regularnie łapałem się na dialogu wewnętrznym/myślach, w których starałem się coś wyjaśnić czy opowiedzieć znajomym… ale po angielsku. Nie wiem skąd to się wzięło i dlaczego, ale z perspektywy tego jak działa mózg, była to niewątpliwie silna struktura wspomagająca reinterpretację i utrwalenie informacji.


4. Skupienie na praktyce, nie zasadach – gdybyś, w momencie gdy podchodziłem np. do Advanced’a, kazał mi napisać zdanie w np. present perfect continuous, to kojarzyłbym, że na końcu czasownika ma być „-ing”, ale to by było na tyle. Zupełnie, ale to zupełnie nie kojarzyłem na tym etapie reguł gramatyki, ani nie zwracałem szczególnej uwagi na tą kwestię. Po prostu, coś pasowało, wydawało się być ok, albo nie.

Niewątpliwie nie byłoby to podejście przydatne na początku nauki, ale w tym momencie, dzięki solidnemu oczytaniu i osłuchaniu z językiem, pewne rzeczy po prostu przychodziły same i oczywiste było, że pisze to się tak, a nie inaczej.


5. Gry komputerowe – niewątpliwie również pomogły zapamiętać wiele słów, to były czasy gdy polonizacji nikt nie robił (i dobrze!)


6. Tłumaczenie – ze względu na różne uwarunkowania rodzinne i fakt, że google translator jeszcze wtedy nie istniał, dość wcześnie zostałem zrekrutowany do pomocy w tłumaczeniu różnych tekstów naukowych w ramach pomocy dla rodziny. Tłumaczenia niewątpliwie koślawe, okupione ślęczeniem nad słownikiem medycznym angielsko-polskim, ale też wymagające szlifowania języka.


Podsumowując

To, co głównie zadziałało to moim zdaniem świetny nauczyciel oraz wiele różnych sposobów na praktyczne korzystanie, na różne sposoby, z poznawanego języka. Ze skupieniem na wykorzystaniu, a nie na regułkach. I jeśli miałbym komuś polecić rozwój języka, to oparłbym się na tych właśnie kwestiach.


P.S. Jako pewien paradoks, po tym gdy pierwszy raz pojechałem do Anglii, pracowałem jako stażysta w organizacji pozarządowej i obywając się z językiem na codzień stosowanym przez Brytyjczyków, moje kompetencje językowe chyba się wręcz pogorszyły ;) W IV liceum odpadłem bowiem z olimpiady językowej już na poziomie wojewódzkim ;)


Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis