Jak psujemy sobie życie? Perspektywa behawiorystyczna

Spodobał Wam się ostatnio wpis na temat tego, jak psujemy sobie życie w ujęciu psychologii poznawczej. Co takiego robimy nie tak, co sprawia, że utrudniamy sobie funkcjonowanie i sabotujemy swoje działania? Skoro więc omówiliśmy to z perspektywy jednej szkoły psychoterapii, to warto poruszyć również inne. Na pierwszy ogień idzie często łączona z psychologią poznawczą perspektywa behawioryzmu.

Klasyczny behawioryzm jest modelem podchodzącym do ludzkiej psychiki jako swego rodzaju „czarnego pudełka”. Jego przedstawiciele wychodzili z założenia, że skoro nie byliśmy w stanie obiektywnie zmierzyć tego, co dzieje się w ludzkiej głowie, to nie należało w ogóle zwracać uwagę na ludzkie doświadczenia i przeżycia. Trzeba zajmować się wyłącznie tym, jak ludzie się zachowują – bo to jest obiektywne i mierzalne. (Ewentualnie można brać pod uwagę takie czynniki jak puls, ślinienie się czy przewodnictwo elektryczne skóry. Rzeczy, które obiektywnie da się zmierzyć.)


Choć dziś behawioryzm wydaje się nam nadmiernie redukujący, nie da się zaprzeczyć wkładowi, jakie wniósł w rozwój naszego zrozumienia ludzkiej psychiki. Przede wszystkim w kontekście uczenia się. W tym kontekście behawioryzm opisał dwa istotne mechanizmy – warunkowanie klasyczne i warunkowanie instrumentalne.

Warunkowanie klasyczne to mechanizm, w którym uczymy się reagować na dany bodziec przez określoną reakcję. Np. Czujemy w sklepie zapach świeżego pieczywa (rozpylany w sprayu) i zaczynamy się ślinić.

Warunkowanie instrumentalne polega natomiast na tym, że wzmacniamy określoną reakcję przez nagrody. (Lub – rzadziej i mniej skutecznie – usuwamy reakcję przez kary.) Np. zostajemy pochwaleni przez nauczyciela za odpowiedź na pytanie, więc chętniej się zgłaszamy następnym razem.


Oczywiście, dziś mamy już tendencję do łączenia tych mechanizmów z aspektem poznawczym. Z tym co dzieje się w naszej głowie. Więc „Czujemy w sklepie zapach świeżego pieczywa (rozpylany w sprayu) i zaczynamy się ślinić.” zostałoby rozwinięte w „Ponieważ zaczynamy się ślinić, interpretujemy to jako oznakę, że jesteśmy głodni. Ponieważ czujemy się głodni, chętniej kupujemy jedzenie,także nam niepotrzebne. W ten sposób sklep więcej zarabia.”


Te dwa mechanizmy mogą się wydawać niepozorne, ale zebrane razem odpowiadają za ogromną część naszego codziennego funkcjonowania. A więc również problemów, jakie w życiu mamy. W ujęciu behawioryzmu nasze problemy, to:


Złe uwarunkowania – ze względu na przeszłe i obecne wzmocnienia, wykonujemy działania, które są dla nas w jakiś sposób szkodliwe, ale które dostają (lub kiedyś dostawały) odpowiednie nagrody. Np. ktoś jako dziecko był karany ilekroć zadawał pytania i dziś boi się takie pytania zadawać. Wiele fobii specyficznych ma też taki schemat – bodziec lękowy (np. kot) -> reakcja (lęk).

Rozwiązaniem jest tu przewarunkowanie, np. w formie systematycznej desynsetyzacji. Dla osób zajmujących się rozwojem przydatne mogą być takie narzędzia jak Podwójna Dysocjacja czy Wygaszanie Kotwic.


Złe warunkowanie siebie – behawioryści zwracają dużą uwagę na to, jak warunkujemy się sami, w codziennym funkcjonowaniu. Np. w seksuologii zwraca się uwagę na to, że przy zbyt częstej masturbacji do pornografii, taka osoba warunkuje się na podniecenie w sztucznych warunkach i może mieć kłopoty z uzyskaniem podniecenia w realnym seksie. Takich potencjalnie szkodliwych uwarunkowań jest dużo więcej i dotyczą każdego obszaru życia. Np. jeśli w sypialni mamy telewizor, możemy sami oduczyć organizm spania w niej – bo mieszamy dwie funkcje tego miejsca.

Rozwiązaniem jest tutaj świadoma zmiana swoich uwarunkowań i kształtowanie ich w celowy sposób.


Złe warunkowanie otoczenia – warunkujemy nie tylko siebie, ale też ludzi wokół nas. Dlatego ważne jest przemyślenie tego, jak wpływamy na ludzi wokół siebie. Każde nasze zachowanie – uśmiech lub grymas, reakcja lub jej brak – będzie warunkująca dla naszego otoczenia. Np. jako trener wiem, żeby doceniać wszystkie odpowiedzi i aktywności ze strony grupy, nawet gdy nie są one mi z jakiegoś powodu na rękę. W przeciwnym przypadku warunkowałbym grupę na brak aktywności i zabijał ich zaangażowanie.

Oczywiście, takich warunkowań otoczenia jest tak wiele, że nad wszystkimi nie zapanujemy. ale ogarnięcie nawet części z nich może przekształcić nasze relacje z innymi, życie zawodowe i rodzinne.


Szkodliwe nawyki – bardzo wiele naszych zachowań behawiorysta opisałby jako nawyki. Uczyliśmy się ich – świadomie lub nie – poprzez regularne, określone reagowanie na określony bodziec (warunkowanie klasyczne) połączone z nagrodą za daną reakcję (warunkowanie sprawcze). To sprawiło, że nasz mózg nauczył się oczekiwać nagrody (nawet gdy jej już brak) i motywować nas do wykonywania danego działania. Wiele uzależnień, ale też wiele codziennych zachowań ma dokładnie taką strukturę. Od porannej kawy, bez której po prostu nie sposób zacząć dnia pracy, przez „piątkowe piwo”, a kończąc na tym, że po prostu musimy kupić tego kebaba przechodząc koło ulubionego lokalu w drodze do domu po tym „piątkowym piwie”. Nasze życie można by w ten sposób opisać, w dużym stopniu, jako sumę nawyków.

Samo w sobie nie jest to niczym złym. Nawyki są dla nas zwykle cenne – automatyzują działanie i upraszczają nam życie. Niestety, niekiedy wytwarzają się w nas nawyki szkodliwe. Wtedy należy je przepracować, albo usuwając bodźce, które do nich prowadziły, albo modyfikując sam nawyk tak, by stawał się dla nas korzystniejszy.


Jak widać, mechanizmy „psucia sobie życia” w behawioryzmie są dość jasne i proste. Obracają się wokół podobnej osi. Nie należy ich jednak nie doceniać. Te mechanizmy, może właśnie ze względu na ich prostotę, wpływają w ogromnym stopniu tak na nasze życie, jak i na życie ludzi wokół nas. Warto mieć do tego szacunek.



Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis