Jednym z najczęściej przewijających się tematów w kontekście pracy nad zmianą osobistą jest to, czy zmiana faktycznie zaszła, oraz – jeśli zaszła – jak trwały będzie efekt. Odnośnie skuteczności zmiany popełniłem już jakiś czas temu artykuł, tu jednak chciałbym zająć się nieco bardziej kwestią społecznych wyobrażeń na ten temat (oraz sposobów wykorzystywania tych wyobrażeń przez niektórych guru rozwojowych), tudzież kwestią faktycznej weryfikacji zmiany.


Istnieje pewna skłonność – zwłaszcza wśród osób, które mają jedynie pewne wyobrażenia n.t. procesu zmiany – że zmiana powinna objawiać się gwałtownym skokiem energetycznym i emocjonalnym. Klient powinien zerwać się z kanapy, wrzasnąć „Tak! Teraz jestem zmieniony!” i pobiec żyć swoje wspaniałe nowe życie. No, po drodze zatrzymując się, by uiścić rachunek.

Zmieniliiśmy się!!!! Hurrrraaaaa!!!!

Cóż, nie tylko w rzeczywistości zmiana tak nie zachodzi, ale wręcz, w wypadku większości klientów, przy takiej reakcji uznałbym, że stałoby się coś poważnie nie tak. Oczywiście, od każdej reguły są wyjątki – zdarzają się ludzie o bardzo silnej ekspresji emocjonalnej, którzy wcześniej bardzo silnie wyrażali np. przybicie, a teraz równie silnie wyrażą ulgę. Tyle tylko, że nawet ten wyraz ulgi nie mówi nam tak naprawdę nico  trwałości zmiany – bo równie dobrze klient może wyjść z gabinetu i wrócić do starych nawyków.

M.in. z tego powodu mocno niepokoi mnie fakt, że niektórzy guru wykorzystują właśnie takie „naenergetyzowanie” klienta jako dowód na jego zmianę. Słyszałem nawet o sytuacji, gdy guru zakłada, że skoro klient na scenie był w stanie wzbudzić silne emocje, to znaczy, że jego życie po prostu musiało się zmienić (oczywiście, jakikolwiek follow-up, sprawdzanie skuteczności po czasie, jest wykluczone). No więc, krótko mówiąc: NIE. Przytłaczająca większość tych osób wróci do swojego starego życia i nic się nie zmieni (no, guru będzie miał dla siebie kolejny „dowód” swojej rzekomej skuteczności). Wywołanie nakręcenia naprawdę nie jest większym problemem, tyle tylko, że nakręcenie mija – a zostaje codzienne życie i zmiany – lub ich brak – w tym zakresie.

Faktyczna weryfikacja zmiany wymaga czasu,w końcu sam klient potrzebuje czasu na wprowadzenie pewnych zmian do swojego życia, konfrontację ich z oczekiwaniami środowiska, itp. Na bieżąco można zdobyć szybkie wrażenia klienta „po sesji”, ale jeśli chodzi o faktyczne wyniki, trzeba do danej osoby wrócić po jakimś czasie – po kilku tygodniach, potem po kilku miesiącach. Dopiero wtedy możemy ocenić, czy zmiana faktycznie zaszła i życie klienta uległo usprawnieniu, czy też mieliśmy do czynienia tylko z chwilową reakcją. M.in. dlatego nigdy nie przekonuję klientów, że zmiana, która zachodzi na sesji jest trwała – ilekroć spotykam się z tym pytaniem, wzruszam ramionami i wskazuje na okno lub drzwi mówiąc „przekonasz się tam”, bo też i prawdziwe życie jest realnym testem. Czasem testem pozytywnym, czasem negatywnym. Zamiast tego po prostu staram się pozostać z nimi w kontakcie i pytać po sesjach o ich efekty, w razie czego pomagając wdrożyć poznane techniki oraz weryfikując skuteczność przy dwóch dłuższych wycinkach czasowych – po kilku tygodniach i kilku miesiącach.


Jest też kilka dodatkowych kwestii, na które warto zwracać uwagę:

A) część klientów jest tak przyzwyczajona do swoich problemów, że będzie ich szukała nawet po ich usunięciu. Taki przykład podawałem w moich „Opowieściach Zmieniacza”, gdzie klient po pozbyciu się lęku przed pobieraniem krwi udał się na taki zabieg, czuł się ok, wyszedł z gabinetu, siadł i zaczął czekać… Bo zawsze czuł się w tej sytuacji źle, więc może teraz też się czuje i tego nie dostrzega? Dopiero po 15 minutach, gdy niemal udało mu się coś negatywnego znów poczuć, zdał sobie sprawę z tego, jak głupio się zachowuje (jego słowa) i przestał. Warto uprzedzać klientów by unikali takich sytuacji, a samemu warto po prostu uważać, by tego nie robić.

B) jeśli problem klienta trwa długo i kształtuje dużą część jego życia, jego proste i szybkie rozwiązanie może uderzać jego dumę. Jak to, klient przez tyle lat się z tym męczył, podporządkował mu całe swoje życie, być może stracił coś naprawdę cennego – związek, pracę, itp – a tu nagle przychodzi ktoś, robi *pstryk*, gada nieco, każe sobie coś wyobrazić,  i  już po sprawie? W głowie części klientów pojawia się w tym momencie pytanie „jakim ja musiałem być kretynem, żeby dać się temu tak zdominować, a to wymagało czegoś tak banalnego, przecież sam to mogłem zrobić!” Oczywiście, nikt nie lubi czuć się kretynem, ale zamiast dostrzec bezsens tego typu myślenia, wiele osób zareaguje uznając, że problem tak naprawdę musi tam jednak wciąż być, bo to nie mogło być takie proste. Pracując z klientami warto tą kwestię mieć na uwadze i niekiedy warto wręcz (o ile nie kosztuje to klienta ekstra) przedłużyć nieco proces, uczynić go bardziej złożonym i wieloetapowym, choć nie jest to absolutnie konieczne dla jego sukcesu. Ta złożoność uczyni proces zmiany łatwiejszym do zaakceptowania dla klienta.


A, dla jasności – żadne z powyższych nie jest wymówką do obwiniania klienta o brak zmiany – to po prostu rzeczy,które terapeuta czy coach musi wziąć pod uwagę przed podjęciem pracy.


Beyond NLP w Praktyce to kurs dla wszystkich, którzy chcieliby opanować NLP i zacząć korzystać z tych narzędzi na co dzień.  Usprawnij swoją komunikację, inteligencję emocjonalną i skuteczność w codziennym życiu. Ogromny pakiet nagrań i materiałów w wyjątkowo przystępnej cenie!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis