Jak odkrywamy działanie mózgu, cz. 3

Trzecia część materiału o tym jak odkrywamy działanie ludzkiego mózgu. W poprzednich dwóch dowiedziałeś się o starszych oraz nowszych metodach badania tego, co zachodzi nam między uszami. W tym chciałem nieco porozmawiać o możliwościach, ograniczeniach i przyszłości tych technik.

Obraz PET mózgu (poddany obróbce – jasne obszary to nie tyle obszary aktywne, co obszary BARDZIEJ aktywne niż zwykle). Źródło https://en.wikipedia.org/wiki/Positron_emission_tomography#/media/File:PET-image.jpg

Neuronauka ma dobry PR. Jest coś takiego w badaniach mózgu, co sprawia, że ludzie po prostu wierzą. Same zdjęcia czy animacje podświetlonych obszarów w mózgu, nawet jeśli nijak nie odnoszące się do treści przekazu, okazały się zwiększać jego wiarygodność. (Zjawisko to określa się niekiedy uroczym mianem „neuroporno”, od „wrzucamy a’la neurologiczne obrazki i ludzie się podniecaja”.)  „To badania mózgu, tego się nie da oszukać.” jest argumentem, z którym spotykałem się wielokrotnie. Regularnie też widziałem artykuły prasowe typu „Zjawisko X (np. hipnoza) jest prawdziwe, bo naukowcy potwierdzili, że w jego trakcie w mózgu zachodzi określona aktywność.”


Jak o tym chwilkę pomyśleć, to jest to jednak dość dziwny argument…

Czy bowiem ktoś oczekiwał, że jeśli zjawisko X nie jest prawdziwe, to w mózgu nie będzie żadnej aktywności?

Przecież jeśli ktoś coś subiektywnie odczuwa, to ten stan subiektywnego odczuwania jest realnym zjawiskiem w mózgu. Abyś mógł coś subiektywnie odczuć – w Twoim mózgu MUSZĄ się zadziać jakieś procesy. Inaczej niczego byś subiektywnie nie odczuwał.

Ba, żebyś miał szansę cokolwiek odczuwać, to oprócz tego subiektywnego odczuwania w Twoim mózgu musi się rozgrywać ogromna ilość różnorodnych procesów, odpowiedzialnych za takie drobiazgi jak oddychanie czy równowaga hormonalna. Odczuwanie transu – lub czegokolwiek innego – jest tylko bonusem.


W mózgu dzieje się więc bardzo dużo. Non stop. I w tym całe wyzwanie.

Gdy oglądasz grafiki z fMRI, PTE czy innych pomiarów aktywności mózgu, to są one z natury zmanipulowane. Nie oglądasz całej bieżącej aktywności – bo byłaby to wielka, nieczytelna kolorowa plama. Oglądasz mniej lub bardziej oszacowane porównanie między aktywnością w danym mierzonym momencie, a standardową, codzienną aktywnością.

Z jednej strony – to niezwykle cenne dane, pozwalające nam odkrywać wiele fascynujących rzeczy na temat działania mózgu.

Z drugiej – jest tu ogromna ilość przestrzeni na błędy i „odkrywanie” rzeczy, których tak naprawdę nie ma. Ładnie demonstruje to badanie, które wygrało kiedyś IgNobla, skan fMRI martwego łososia. Badanie wykonane nieco żartobliwie, ale z bardzo poważnymi wnioskami – ilustracją tego, jak łatwo takie „niemożliwe do oszukania” pomiary aktywności mózgu mogą zostać oszukane.

To zagrożenie bierze się z faktu, że badamy ogromną ilość zmiennych – i łatwo w tym nadmiarze znaleźć wiele tzw. fałszywych pozytywów (złudzeń, że coś działa, gdy nie działa). Da się zmniejszyć ich ilość, ale kosztem drastycznego ograniczenia skuteczności całego pomiaru w ogóle i licznych fałszywych negatywów (złudzeń, że coś nie działa, gdy działa).

Podobne – i większe – zagrożenia dotyczą oczywiście także innych metod pomiaru, nie tylko fMRI. To sprawia, że o ile ostrożne badanie mózgu może przynieść wiele faktycznych odkryć, o tyle banalnie łatwo zrobić wielką aferę na temat czegoś, co tak naprawdę nie działa. Jest to ogromny problem, bo taka afera może być w interesie zarówno badacza, którego profil zawodowy rośnie, jak i dziennikarzy, którzy mają „dobrego niusa”. A jeśli dodać jeszcze do tego ekonomiczne bodźce (np. kliniki Daniela Amena czy wspomniane neuroporno), tworzy się system w którym wiele stron zaangażowanych jest w szerzenie dezinformacji. W efekcie „kłamstwo obiega świat, zanim prawda zdąży założyć buty”.


Dlatego warto podchodzić do wyników neurologicznych z pewnym dystansem – poczekać na replikację, nie ulegać nakręceniu, mieć świadomość, że mózg jest, póki żyjemy, zawsze aktywny. Nie dawać sobie sprzedawać różnych rzeczy tylko dlatego, że ktoś wrzucił ładną grafikę neuronów. (No i vice versa, bezczelnie używać takich grafik dla zwiększenia sprzedaży ;) )


Z tego też powodu ogromnie wyczekuję popularyzacji badań opartych na TMS. Bo te wyniki, bardziej behawioralne, są po prostu łatwiejsze do jednoznacznego pomiaru. Wzmacniamy aktywność określonego fragmentu mózgu – jakie są efekty? Hamujemy tą aktywność – jakie są efekty? Nawet jeśli wszystkich nie wyłapiemy, to i tak uzyskujemy dużo jaśniejszy obraz sytuacji. A jednocześnie takie pomiary bardzo ładnie łączą się z badaniami z zakresu neuroobrazowania. Z nich możemy czerpać wiedzę n.t. tego jakie części mózgu chcielibyśmy aktywować/blokować i w jakim celu. Dlatego sądzę, że to będzie przyszłość neurologii – i czekam na nią niecierpliwie :)



Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis