Jak nauczyć się uczyć? W jaki sposób wiedzieć jak wiedzieć?

Podawanie książek, które się ceni zawsze jest nieco ryzykowne. Zdaję sobie doskonale sprawę, że opisuję tak naprawdę moją prywatna narrację. Moją bajkę o tym, z których książek skorzystałem, a z których nie. Rzeczywistość mogłaby tu być zupełnie inna, a ja po prostu błędnie wyciągam tu wnioski. Tym niemniej, czasem lubię się tymi swoimi bajkami podzielić.

W takiej historii, którą sobie opowiadam, książkami, które dużo we mnie zmieniły były prace sufickie zebrane przez Idries Shaha.

Jego książki potrafiły mieć dość nietypowe tytuły. „Knowing how to know” – „Wiedza o tym, jak wiedzieć”. „Learning how to learn” – „Uczyć się tego, jak się uczyć.”

Tytuły te były przejawem czegoś, co z jednej strony wydaje się zdroworozsądkowe… ale z drugiej lubimy o tym bardzo zapominać.

Czegoś, co można by pewnie podsumować hasłem „dobre chęci nie zastąpią przygotowania”.


Shah pisał głównie o tematyce rozwoju duchowego. Regularnie wskazywał na fakt, że dobre chęci, pragnienie rozwoju, itp. nie są – nie mogą być – wystarczającą podstawą do tego, by faktycznie się rozwijać. By móc skorzystać z odpowiednich lekcji.

Oczywiście, niektórzy mogą już być gotowi ze względu na inne doświadczenia życiowe i lekcje, które wdrożyli w swoim życiu. Ale większość osób chcących się rozwijać, ma jednocześnie solidne braki.

Jeśli spróbuje brnąć w rozwój bez przekroczenia tych braków, zgubi się. Niekiedy przy okazji poprowadzi innych na manowce.


W wielu dziedzinach traktujemy taki opis sytuacji jako oczywisty i zrozumiały. Nikt nie oczekuje, że zrozumie złożoną fizykę czy chemię, bez opanowania podstaw matematyki.

W wielu innych dziedzinach – mam wrażenie, że w coraz większej ich ilości – zdajemy się jednak zakładać, że nasz entuzjazm i chęć nauki są wystarczającym przygotowaniem. Że zapewniają nam narzędzia, by oddzielić ziarna od plew i stwierdzić czego warto się uczyć. Że pozwalają nam rozpoznać kiedy coś wiemy, a kiedy tylko nam się wydaje.

Jest to oczywiście bardzo aroganckie założenie, ale też jest to arogancja nieświadoma, arogancja wynikająca z niewiedzy. Nieświadomości tego, jak bardzo możemy się mylić, jak wiele błędów jesteśmy w stanie popełnić.


Rozwój osobisty jest niewątpliwie jedną z takich dziedzin, w których uznajemy entuzjazm za wystarczające narzędzie nauki. Pewnie nie raz jeszcze będę klął na tą dziedzinę w związku z taką postawą przedstawicieli rozwoju. Dziś jednak chciałem napisać o czymś innym. O czymś, co powoli składam w całość. O tym, jak działa, psychologicznie czy neurologicznie, ta struktura „nauki jak się uczyć”.


Magia u sedna naszej wiedzy

W psychologii jest taka rzecz, którą określa się mianem „magicznej liczby”. To 7 +/-2 – liczba obiektów, jakie jesteśmy w stanie na raz utrzymać w naszej pamięci krótkoterminowej.  (Choć współczesne badania sugerują, że trafniejsza liczba to raczej 4+/-1. Jakąkolwiek z nich wybierzemy, nie wpływa to znacząco na sens naszej dyskusji.)

Jednym z głównych podziałów ludzkiej pamięci jest podział na pamięć roboczą/krótkoterminową oraz pamięć długoterminową. W pamięci krótkoterminowej świadomie obracamy różnymi informacjami, ale ma ona bardzo ograniczoną pojemność, a gdy informacje z niej wypadną, to są zwykle utracone. Pomyśl o tych niezliczonych drobiazgach z Twojego typowego dnia, które po prostu ulatują Ci z pamięci, nawet jeśli zwrócisz na nie na chwilę uwagę. Np. kolory liter w napisie Google. Informacje z tej pamięci mogą (ale nie muszą) trafić do pamięci długoterminowej. Tam mogą być przechowywane w zasadzie bez ograniczeń czasowych, choć ich przywołanie wymaga chwili czasu. Ta pamięć nie wydaje się też mieć jakichś jasnych ograniczeń pojemnościowych. (Tzn. na pewno takie ograniczenia są, nie jesteśmy jednak w stanie ich wskazać tak łatwo jak w przypadku pamięci krótkoterminowej.)


Dlaczego ta „magiczna liczba” jest taka ważna? Co ma wspólnego z uczeniem się i wiedzą?

Cóż, to liczba obiektów, jakie jesteśmy w stanie utrzymać w naszej pamięci krótkoterminowej. Ale co to konkretnie znaczy „obiekt”?


Obiektem może być pojedyncza cyfra, np. jeden.

Obiektem może być złożona liczba, np. numer pesel.

Obiektem może być złożone działanie, np. równanie Schroedingera.

Obiektem może być wspomniane równanie wraz z całą wiedzą n.t. tego co z niego w praktyce wynika, jak je wyprowadzić i dlaczego akurat w ten sposób.


Im głębiej poznajesz jakiś temat, tym bardziej złożone struktury poznawcze w jego zakresie utrwalasz w swoim mózgu. Nie jest to oczywiście proces łatwy, prosty ani szybki. Może wymagać całych lat praktyki i zgłębiania tematu.

W zamian za to, dramatycznie poszerza, w tym konkretnym temacie, Twoje zdolności wnioskowania i przewidywania.

Bo tam, gdzie inne osoby są w stanie przeanalizować na raz pięć czynników, Ty jesteś w stanie, w ich skali, przeanalizować jednocześnie kilkadziesiąt, kilkaset albo i kilka tysięcy. Bo każdy z Twoich pięciu obiektów zawiera w sobie dziesiątki albo setki innych, które gromadzisz w swojej głowie na raz.

Tak działa na przykład żargon fachowy. Umożliwia ekspertom skumulować w krótkim przekazie ogromną ilość konkretnych treści.


Proces uczenia się polega więc na stopniowym rozbudowywaniu swoich struktur poznawczych, tak by móc zmieścić ich „na raz” więcej. Dopiero gdy to zrozumiałem, zrozumiałem czemu część kursantów, będąc drugi raz an moim Praktyku, wskazywała, że „dopiero teraz zrozumiała jak takie, a takie rzeczy się ze sobą łączą”. Wcześniej nie dysponowali wystarczająco utrwalonymi strukturami poznawczymi w temacie, by móc je w swojej głowie połączyć i dostrzec te zależności. Wyjaśniło mi to też sytuację, której może kiedyś doświadczyłeś/aś. Ja miałem tak wielokrotnie – gdy czytam jakiś materiał i czuję, że jest tam coś więcej, czego na ten moment nie rozumiem. Nie wiem co tam jest, nie wiem co tam może być – ale czuję, że jest tam więcej.  Patrząc z perspektywy, to sytuacje, gdy miałem już wykształconych część istotnych w temacie struktur mentalnych, ale nie miałem ich wszystkich.  Zacząłem już więc dostrzegać pewną współzależność, ale nie potrafiłem jej jeszcze, dosłownie, zmieścić w swojej głowie. Dopiero po jakimś czasie, wracając do tych samych materiałów z bardziej rozbudowanymi strukturami poznawczymi, byłem na raz w stanie pomieścić całość wiedzy i dostrzec bardziej złożone powiązania.


Myślę też, że jest to jedna z przyczyn dla których laicy gubią się tak często w dyskusji złożonych tematów – niezależnie od tego, czy chodzi o ekonomię, fizykę kwantową czy ewolucję. Gdy eksperci używają określonych terminów, kryje się pod nimi ogromne stężenie informacji. Laicy najczęściej mają tak naprawdę tylko wydmuszki tych pojęć, pozbawione rozbudowanych struktur poznawczych, jakie mają eksperci. Nie zdają więc sobie nawet sprawy, czemu, gdy o czymś mówią, to nie może działać tak jak im się wydaje.


Uczenie się jak się uczyć to, w tym ujęciu, po prostu odpowiednie zbudowanie i rozbudowanie swoich struktur poznawczych. Bez tego kroku możesz czytać, słuchać, a po prostu nie zrozumiesz – bo dosłownie nie zmieści Ci się to w głowie.

Z tej perspektywy można by też wskazać, że tak działa przynajmniej część zmiany. Przez stopniowe budowanie struktur poznawczych…

Jest też druga strona medalu. O tym Shah książek nie pisał, aczkolwiek dawał znać, że to też rozumie. Uczenie się jak nauczać. Jak podawać uczniom kolejne porcje wiedzy dokładnie w takim tempie, by optymalnie generowali odpowiednie struktury poznawcze i mogli jak najwięcej zrozumieć w jak najwydajniejszy sposób. Nie zawsze szybki czy łatwy – ale jak najwydajniejszy.



Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem.


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis