Jak być prawdziwym mężczyzną?

Jak być prawdziwym mężczyzną? Pytanie strasznie ważne dla ogromnej liczby facetów (oraz umiarkowanej liczby ich partnerek). Pytanie, przez które wiele osób miota się, nie mogąc znaleźć odpowiedzi lub próbując się przystosować do odpowiedzi niekoniecznie mającej dla nich specjalny sens. Pytanie, na odpowiedzi na której próbują zarabiać wszyscy od psychologów, przez stylistów, trenerów uwodzenia, a kończąc nawet na kapłanach różnych religii.

Odpowiedź: 42*.  Proszę, nic nie musisz płacić.

A teraz przyjrzymy się temu jakie pytania należy sobie w tej kwestii faktycznie zadać. Bo tytułowe po prostu nie ma większego sensu.

*Wiem, bezczelna zżynka z „Autostopem…” ;)

tango-108483_640

Pytanie o to jak być prawdziwym mężczyzną jest bezsensowne, bo czegoś takiego po prostu nie ma. Owszem, są pewne stereotypy tego, kim mężczyźni są lub być powinni. Tyle tylko, że one też są zwykłą wydmuszką. Wszystko co wydaje Ci się, o tym jacy mężczyźni być powinni… To wszystko ktoś, gdzieś, kiedyś postawił na głowie. Jakiś czas temu, w jakimś miejscu – zwykle całkiem niedawno i niedaleko – za wzór męskości uznawano coś skrajnie przeciwnego! Niektóre elementy tych naszych współczesnych stereotypów maja sto czy dwieście lat, ale na większości nie zdążyła jeszcze nawet wyschnąć farba.

Dlatego rozważanie bycia prawdziwym mężczyzną jest po prostu absurdalne. Bo którym chcesz być?

Twardym wikingiem, z ich obsesyjnym dbaniem o wygląd włosów i fantazyjnymi fryzurami na włosach i brodach?

Średniowiecznym rycerzem, u którego płacz rzewnymi łzami był najwyższym przejawem męskości?

Walecznym samurajem, który brał sobie ucznia-kochanka albo spartańskim wojownikiem, który uważał, że prawdziwa miłość może być tylko między mężczyznami?

Gdziekolwiek i na cokolwiek spojrzysz, jeśli zetrzesz wierzchnią warstewkę lakieru „tak zawsze było” odkryjesz pod spodem fascynującą i zróżnicowaną historię wskazującą na zupełnie inne dzieje danego standardu społecznego.

(Dlatego tak uwielbiam czytanie historii „dziwnych” rzeczy, np. długu czy piwa – bo uczą o zróżnicowaniu świata i elementów naszej kultury, którego nawet nie podejrzewaliśmy.)


Kultura, propaganda, kto by to rozróżniał?

Od jakiegoś czasu po internetach chodzi mem porównujący bohaterów akcji z lat 80-tych z współczesnymi piosenkarzami z boysbandów, z podtekstem „Męskość upada, bo my oglądaliśmy Rambo, a nasze dzieci Justina”. Cóż, odłóżmy tu na bok fakt, że i dzisiaj mamy naprawdę niezłych bohaterów kina akcji. Faktem jest, że to kino stało się deczko bardziej złożone, mniej tu czarno-białych historyjek, więcej nieco niuansów. Można to wyjaśniać potrzebami widowni, która znudziła się prostymi bajkami o dobrych amerykanach i złych obcych. Sądzę jednak, że jest prostsze i ważniejsze wyjaśnienie.

Zimna wojna się skończyła.

„Umierający” w naszej kulturze „etos” twardego faceta jako esencji męskości jest zwykłą propagandową fikcją, stworzoną na potrzeby zimnej wojny. Amerykanie potrzebowali jakiegoś przekazu, symbolu unifikującego społeczeństwo w przekonaniu o swojej wyższości i bitności. Takim symbolem stali się – wcześniej postrzegani jako zwykli robotnicy – kowboje. Dzielni pionierzy, twardzi mężczyźni i kobiety, walczący z przeciwnościami, łotrami i dzikimi czerwonymi. To z nich wywodzili się dzisiejsi, PRAWDZIWI amerykanie!

Nie był to oczywiście pierwszy taki projekt kulturowego przekłamania przeszłości. Sagi rycerskie i cały obyczaj rycerski były wyssanymi z palca bajkami, mającymi jakoś poskromić i ukierunkować tłumy bezdziedzicznych szlachciców. Lepiej w końcu by tłukli się w zrytualizowanych turniejach, niż napadali na drogach na podróżnych. Podobnie japońscy samuraje. Ideał samuraja – mistrza miecza był sztucznym tworem urzędników szogunatu Tokugawa, sposobem na uświetnienie swoich przodków i siebie samych. Prawdziwi samurajowie byli mistrzami, a i owszem – ale łuku. Niespecjalnie chwalili się swoimi zdolnościami jako miecznicy, bo byłoby to równoznaczne ze stwierdzeniem, że nie potrafią trafić do celu i muszą się siekać jak chłopi.

Podaje te przykłady po to, żeby spróbować Ci coś uświadomić. Fantazja o twardym macho, jaką sprzedały nam filmy z ostatnich kilkudziesięciu lat,to po prostu licentia poetica filmowców. To żaden prawdziwy czy jedyny standard, do którego za wszelką cenę warto dążyć, czy którego zanik oznacza upadek cywilizacji. (Tak, serio widziałem takie tezy.)

To fikcja. Ona nigdy nie istniała, więc nawet nie za bardzo ma jak zanikać. Po prostu przekształca się w inną fikcję.


Fikcja to nic złego

Chcę tu wyraźnie zaznaczyć jedną rzecz. Jeśli pasuje Ci taki społeczny standard, czy to ze starych westernów i filmów akcji, czy np. współczesny, to super! Jeśli się w nim odnajdujesz, czujesz się z nim dobrze oraz nie narzucasz go innym ludziom – wspaniale! Temat w zasadzie dla Ciebie zamknięty, wiesz czego chcesz, odnajdujesz się w tym, super.

Problem z takimi standardami pojawia się, w jednym z dwóch przypadków:

a) wierzysz w dany standard, ale inni go nie spełniają, więc zaczynasz się frustrować światem,

b) wierzysz w dany standard, ale go nie spełniasz ani nawet nie wiesz jak spełnić, więc czujesz się mniej wartościowy.

Często obydwa te układy mieszają się zresztą w ramach tzw. nadkompensacji. Ten mechanizm obronny polega na nadmiernym podkreślaniu obszaru, w którym czujemy się słabo i niepewnie. Osoby mające kłopoty ze zrealizowaniem fikcyjnych standardów męskości, które przyjęli, będą więc często starały narzucić te standardy wszystkim i pozować na osoby realizujące takie standardy w 120%.


Jeśli mamy do czynienia z pierwsza sytuacją, warto po prostu popracować nad akceptacją, że inni ludzie mogą mieć inne standardy niż Twoje. To i tak tylko fikcja, więc skoro akceptujesz, że ktoś lubi kryminały, a kto inny horrory, to czemu nie możesz zaakceptować tego?


Natomiast w drugiej sytuacji może warto się zastanowić czy te standardy męskości mają w ogóle dla nas osobiście sens, czy też może są tylko pewnym introjektem, przekonaniem przyjętym jako standard bez głębszego go przemyślenia. Jeśli mają sens, można spróbować przygotować plan ich realizacji.

Zwykle jednak okaże się, że sensu tak naprawdę nie mają. Przyjęliśmy je przez osmozę kulturową, „nasiąkliśmy” nimi z filmów, książek, komiksów, komentarzy znajomych i nieznajomych. Oni też ich zwykle sami nie wymyślili, tylko również przyjęli, w odwiecznej gierce kulturowego głuchego telefonu.

Jeśli jednak odrzucisz te standardy, to pojawia się jeden kolosalny problem.


Co w zamian?

Jakie standardy powinieneś przyjąć zamiast tego? Co to znaczy być mężczyzną? Do czego dążyć?

Tutaj NIE MA prostych odpowiedzi, prawdziwych dla wszystkich. Wręcz nie może takich być. Ale są pytania, które możesz sobie zadać, konkretne kierunki, które sam sobie możesz obrać. Postaram się poniżej przedstawić nieco takich pytań, miejscami wskazując jak odpowiedzi na nie zmieniały się przez wieki.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  dostępny jest e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!

 


Wracamy do artykułu :)



Jak powinien wyglądać „prawdziwy mężczyzna”?

Wbrew popularnym przekonaniom, naprawdę nie ma tu jednego standardu. Wspominałem już, że wikingowie byli niezłymi fircykami. Podobnie mężczyźni renesansowi, których stroje były bardzo androgeniczne. Nawet takie rzeczy jak „męskie” i „żeńskie” kolory zmieniały się wielokrotnie. Do początku XX wieku w ogóle nie było czegoś takiego, jak podział na stroje dla chłopczyków i dziewczynek, wszystkie dzieci ubierano podobnie. Gdy zaczęło się to różnicować (głównie z przyczyn marketingowych, dzięki temu Ann nie mogła nosić ubranka po starszym bracie ani oddać swojego młodszemu), na początku to niebieski był kolorem dziewczęcym (delikatny i kwiatowy), a różowy był kolorem chłopczyków. W końcu to kolor czerwonego mięsa i krwi wroga!

Standardy zmieniają się bardzo elastycznie, więc warto się bardzo zastanowić nad tym, czy chcemy tu za nimi podążać, czy po prostu wybrać strój, z którym się będziemy dobrze czuli i w którym będziemy dobrze wyglądali. Ważniejszym pytaniem może być to, który z tych czynników powinien być dla nas istotniejszy. Mając okazję ubrać się pięknie, ale niewygodnie, lub bardzo wygodnie, ale brzydko, co powinno być dla Ciebie priorytetem?


Czy mężczyzna powinien być emocjonalny?

Naprawdę zastanawiam się skąd wzięła się idea „chłopaki nie płaczą” i całego tego wypierania emocji u mężczyzn. Przez przytłaczającą większość historii naszej kultury to emocje mężczyzn były traktowane jako ważniejsze i cenniejsze. Odyseusz – bohater wojny trojańskiej i władca – ryczał co i rusz! Podobnie rycerze średniowieczni czy wiktoriańscy dżentelmeni. Łzy były oznaką szczerości, zaangażowania, uczciwości. Myślę, że zmieniło to dla nas paru aktorów z nieruchomymi twarzami – Eastwood, Wayne, itp. Tak mocno wpisali się w naszą kulturę, że trudno nam dostrzec, że może być inaczej. A może być zdecydowanie.

Czy mężczyzna powinien być emocjonalny? A może tylko częściowo – niektóre emocje są dozwolone, a inne nie? Kiedy, w jakich sytuacjach możesz, a kiedy nie możesz wykazywać emocji?


Jaka powinna być rola mężczyzny w związku?

Podział obowiązków historycznie był dyktowany bardziej przez sytuację ekonomiczną, niż cokolwiek innego. Wciąż obecny w naszej kulturze „standard” pracującego męża zarabiającego na rodzinę i żony w domu jest w dużej mierze pochodną rewolucji przemysłowej, z intensywną pracą w fabrykach. Wcześniej przez kilka stuleci mieliśmy bardziej zrównoważony układ – bo np. praca przy hodowli zwierząt wymaga równego zaangażowania obydwu płci. Jeszcze wcześniej układ gdzie kobiety nie miały w ogóle osobowości prawnej, były de facto własnością męża lub ojca. Jeszcze wcześniej – poziom dużo większej równości. Takie układy zmieniały się co i rusz w naszej historii.

Więc zamiast myśleć o tym „jak powinno być”, zapytaj siebie – jak chcesz by było u Ciebie? Jak chce osoba z którą jesteś lub z osobą o jakim podejściu chcesz się związać? Układy są naprawdę zróżnicowane i wszystkie mogą być szczęśliwe. Znam układy, gdzie jedynym żywicielem jest mężczyzna, takie gdzie jest nim kobieta, takie gdzie obydwoje osób pracuje. Znam takie, gdzie w pewnym momencie związek utrzymywała ona, a obecnie on – i vice versa. Wśród tych różnych typów znam bardzo szczęśliwe związki i takie niezbyt szczęśliwe – i układ jaki mają nie jest dla tego szczęścia istotnym kryterium. Jest nim natomiast akceptacja tych układów przez obydwie strony.


Czy mężczyzna powinien się zajmować dziećmi?

Historycznie dziećmi zajmowali się i sami mężczyźni i same kobiety i (jak rodzinę było stać) po prostu najemni służący lub niewolnicy. Często pojawiały się przedziały – do tego wieku ojciec, potem matka, albo vice versa. Naprawdę nie ma tutaj jasnych standardów, dlatego masz okazję ustalić własne. Jaka powinna być rola mężczyzny względem dzieci?


Mężczyźni, a status

Jakie powinny być zachowania statusowe prawdziwego mężczyzny?

Zachowania statusowe, czyli pierwotne zachowania dominacji stadnej. W niektórych kulturach męskość i wysoki status są bardzo silnie powiązane. Jest tak zwłaszcza tzw. kulturach honoru, kulturach pasterzy, którzy potrzebowali chronić swoje stada przez posiadanie opinii drania, który – jak mu zwiniesz owieczkę – będzie cię ścigał i zaciuka. Kultury te mają zwykle jeszcze jeden element – są generalnie dość ubogie. Im mniej masz, tym wyraźniejsze demonstracje honoru/dominacji są potrzebne. Gdy honor jest jedynym, co masz, musisz bardzo się starać by go nie stracić.

Im majętniejsze stają się społeczeństwa, tym mniejsza potrzeba osobistego demonstrowania swojej wartości i tym bardziej łagodne stają się zwyczaje. Przejawem bycia prawdziwym mężczyzną przestaje być skłonność do przemocy czy fizycznej dominacji, a staje się wręcz wyrafinowanie zachowań.

Tyle tło historyczne. A jak u Ciebie? Czy mężczyzna powinien dominować? Ulegać? Być elastycznym w tym zakresie?


Seksualność prawdziwego mężczyzny

Nawet nie wiem gdzie tu zaczynać, w epoce filmów porno które, co tu dużo mówić, budują mocno nierealistyczne oczekiwania i przekonania (odnośnie obydwu płci). Zacznę więc od cofnięcia się w czasie i wskazania, że standardy odnośnie seksu i miłości również bardzo się zmieniały. Wciąż się zresztą zmieniają – ideał faceta w Japonii (przynajmniej jeszcze parę lat temu, nie wiem jak teraz)? Młodszy brat. Reklamy w metrze p.t. „teraz mam nogi tak gładkie jak moja dziewczyna”. Nie, wcale się nie nabijam – Japonki akurat na to lecą/leciały. Ale też historycznie to miłość męsko-męska była często wskazywana jako ta prawdziwa, a relacje z kobietami sprowadzały się w zasadzie tylko do płodzenia potomstwa. Nawet w średniowiecznej Europie, gdzie pod wpływem kościoła homoseksualizm był zwykle traktowany jako zbrodnia, niektóre państwa dopuszczały dość ciekawe rozwiązania. Np. francuskie „ubratowienie” (affrerement) było de facto pierwowzorem małżeństw homoseksualnych.

Nawet tutaj nie ma więc jasnych standardów czy zasad. Są preferencje – może więc warto zastanowić się nad Twoimi? Wiem, że zwłaszcza w tym temacie nie jest to łatwe, stereotypy kulturowe męskości są szczególnie silne w tym obszarze i przyjrzenie się tym kwestiom wymaga sporej samoświadomości.


Zdecydowanie i odwaga prawdziwego mężczyzny

Tak naprawdę kwestie te podpadają pod wspomniany status. Wysokostatusowi są odważni i zdecydowani. Niskostatusowi nie są. Ale czy mężczyzna faktycznie musi być zawsze wysokostatusowy to już kwestia do własnej oceny.


Żyjesz w społeczeństwie

Powyższe pytania mają na celu przekazanie Ci jednej prostej prawdy – nie ma jednego, prawdziwego standardu bycia mężczyzną. Jeśli pasują Ci standardy społeczne w tym zakresie – super. Jeśli nie – znajdź swoje.

Tylko istotna kwestia – takie odpowiedzi nie mają służyć samousprawiedliwieniu czy lenistwu. Nie chodzi o stwierdzenie „a, jest super jak jest i tyle”. Chodzi o standardy dla Ciebie, ale mogą to też być standardy wysokie, coś do czego możesz dążyć. Bo koniec końców żyjesz w społeczeństwie i ludzie wokół Ciebie też mogą mieć inne standardy i oczekiwania. Twoja partnerka lub partner może mieć inne standardy męskości niż Ty i pewne rzeczy, które robisz, mogą być dla niej/niego po prostu nieatrakcyjne. Co istotne- standardy tej osoby mogą być zupełnie inne od kulturowych, więc często warto się dopytać zamiast zakładać, że „na pewno chce, żebym był taki i taki”.

Standardy tego co to znaczy być prawdziwym mężczyzną zmieniały się przez wieki. Może czas – zamiast przyjmować gotowce – zacząć samemu podejmować decyzje i wybierać własne standardy dla siebie? Dbając, oczywiście, o to, żeby to były faktyczne standardy ;)



Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)



Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • tomek

    Ja się generalnie zgadzam, więc nie zamierzam polemizować. Zastanawiam się jedynie, na ile te wpływy kulturowe można wyplenić. To znaczy ja deklaratywnie nie mam żadnych standardów czy przekonań na temat tzw. prawdziwych mężczyzn czy kobiet. Chciałbym, żebyśmy jako ludzie nie doświadczali ostracyzmu społecznego, jeśli ktoś się w te powszechne założenia nie wpisuje. Natomiast zauważam też, że czasem „intuicyjnie” czy po prostu emocjonalnie coś mi w czyichś nieszablonowych zachowaniach „nie pasi”. Mimo, że teoretycznie, w sensie poznawczym nie mam do tego zarzutów. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi.

    • Sądzę, że można, ale stopniowo i ze sporym wysiłkiem czasem.

  • Ważny wpis, tym bardziej że ludzie o słabym charakterze, którzy podświadomie chcą się dopasowywać do przyjętych norm mogą innym oraz samym sobie wyrządzać krzywdę. Każdy z nas spotkał kiedyś normalnego faceta, który kreuje się na twardego maczo, żeby być prawdziwym mężczyzną lub fajną dziewczyną dziewczynę, która chce być uważana za tajemniczą i niedostępną, bo przecież taka powinna być kobieta. A po co ta błazenada? A na tych kompleksach tylko zarabiają różni kolesie od uwodzenia czy pisania do panienek na serwisach randkowych ;)

  • Michał Stradomski

    Tradycyjna rola meska (samuraje i spartanie to margines) opiera sie na 3 rolach na P: provide, protect, procreate. W zaleznosci od sytuacji co innego wychodzi na czolo ale bez tych 3 elementow raczej ciezko bedzie byc uznanym za „prawdziwego faceta”. Ta roznorodnosc o ktorej piszesz to tylko formy, ktore te role przybieraja. Ale genernie faceci graja w to samo.

    • „Samuraje i spartanie to margines” – a niby czemu? Bo nie pasują do tezy, więc trzeba ich wykreślić? :D Sprawdzałeś jak ta rola wyglądała np. w Chinach w VIII wieku albo w dorzeczu Kongo w X wieku? Bo jeśli nie, to próby uogólnienia są naprawdę ryzykowne :)

      • Michał Stradomski

        Bo spartanie i samuraje, to jak dzisiejsi żołnierze/zakonnicy. Oddzielna, nieliczna grupa, z innym etosem i stylem życia i wyrosła w specyficznych warunkach społecznych itd…. No i wyginęli :)

        Z resztą oni w 100% realizują rolę „protect” więc nawet jeśli to byłby mainstream to tym lepiej dla mojej tezy- nie ma się o co spierać. Można im tylko zarzucić brak umiaru.

        Ja nie sprawdzałem, antropologowie sprawdzali :)
        „To be a man in most of the societies we have looked at, one must impregnate women, protect dependents from danger, and provision kith and kin” (p. 223).
        http://www.amazon.com/gp/product/0300050763

        Zamiast szukać źródeł, może lepiej byłoby się samemu zastanowić, czy jakaś kultura, oprócz współczesnych metroseksualnych wzorców wytworzyła inne wzorce niż jeden z tych 3P? I czy np. nieuświadomionym problemem dzisiejszych młodych facetów nie jest to, że chcą „procreate” zanim są w stanie „protect and provide”. I może dlatego są nieatrakcyjni dla kobiet, jak to im nieudolnie próbowała jedna bloggerka wytłumaczyć ;)?

        A co do uogólniania, to cała nauka jest na tym oparta :) więc takie ryzyko należy ponosić (albo zająć się filozofią opartą na dedukcji).

        • Nie,bynajmniej nie byli oddzielną nieliczną grupą. Akurat Spartan podałem za szczegółowy przykład znany z męskości, ale to był standard w CAŁEJ współczesnej Grecji, również samuraje nie byli bynajmniej jakąś mało liczną grupą, to był cały stan społeczny.

          Za źródło dzięki, chętnie to poznam, ale tak czy tak, to jedno ze źródeł, inne sugerują co innego.

          Piszesz, że warto się samemu zastanowić – ale czy naprawdę masz na tyle bogatą wiedzę nt. różnych kultur, by móc znaleźć odpowiednie przykłady? Bo ja takie kultury jak najbardziej znajduje, nawet w naszej Europie.

          Tezy, że faceci są nieatrakcyjni dla kobiet – ano są, ale z zupełnie innego powodu, niż nam się wydaje. Są fajne badania z USA pokazujące, że kobiety biseksualne do których podchodził fizycznie atrakcyjny facet chcąc je wyrwać na seks, dawały mu kosza, ale z fizycznie atrakcyjnymi kobietami szły bez oporów do łóżka. Bo w tym drugim przypadku miały zapewniony orgazm, a w tym pierwszym różnie by z tym mogło być.

          Owszem, nauka opiera się na uogólnianiu, ale nie na uogólnianiu wbrew ustalonym faktom :)

          • Michał Stradomski

            Każdy dobrze wykształcony Polak wie, że Spartan było 300 a samuraj jeden – ostatni ;)

            W naukach humanistycznych, takich jak antropologia – znajdziesz sugestię wszystkiego :). Taki ich urok. Mi się to nawet podoba. Co raz bardziej sympatyzuje z yin yang niż z „europejskim” prawem wyłączonego środka. Współczesna fizyka idzie w tym samy kierunku. Ale to nie o metodologii post, tylko o facetach. A faceci, jak wiadomo tylko o seksie myślą więc wracam do temau, żeby nie być niemęskim.

            Nie znajduję w głowie europejskich wzorców kulturowych, w których by nie było jednego z tych 3P? A przynajmniej facetów, którzy odrzuciwszy te role byliby uznawani za „prawdziwych facetów”? Nie mówię o strojeniu się, tylko rezygnacji z seksu, opieki nad kimś i ochrony (choćby przed „złem, grzechem, szatanem”).

            W tym cytowanym przypadku kobieta po prostu nie ponosi ryzyka wychowania potomstwa przez 20 lat. A to jest coś co najbardziej determinuje jej naturalne wybory.

            Zresztą lesbijek też jest na świecie maksymalnie 300 ;)

          • Umm, nie, fizyka nie idzie w tym samym kierunku, nauki humanistyczne również nie :)

            Rezygnacja z ochrony szła regularnie, w postaci poddawania się ochronie innych – np. arystokracji.

            W dzisiejszym świecie kobieta w ogóle nie ponosi ryzyka wychowania potomstwa przez 20 lat, więc argument chybiony.

  • zauamka

    Rozwój osobisty wylądował na Pudelku: https://www.youtube.com/watch?v=fsEJGAAtPhg

    Może Pan to skomentuje, Panie Trenerze, bo ja już nie wiem, co na ten temat sądzić…

    • Komentowałem to już „zanim było modne”, jakieś trzy miesiące temu. Druga kwestia poruszana we wpisie: http://blog.krolartur.com/kilka-spraw-ze-swiata-rozwojowego/

      Przytaczając:
      „Nieco o pewnej patologii…

      A co do robienia rzeczy z głową… Cóż,
      pisałem na tym blogu o wielu chorych rzeczach w rozwoju. Niedawno
      znajomy podesłał mi jednak coś, co przebiło w zasadzie wszystkie z nich,
      może za wyjątkiem Jamesa Raya oraz gwałtów na szkoleniach.

      Była to pierwsza sytuacja, gdy, po
      spotkaniu z odlotem, zacząłem szukać jakiejś instytucji do której można
      to zgłosić. Bo ktoś przez to trafi, optymistycznie, do szpitala. A
      niestety, najprawdopodobniej, do kostnicy.

      Nie chcę dawać tam linka, nawet w sposób
      odgooglający. Zapewne jest kilka osób tak wkurzonych na moją
      działalność, że poszłyby tam w imię idei ‚na złość mamie odmrożę sobie
      uszy’. Nie chcę mieć ich na sumieniu. Z tego też względu jeśli ktoś
      wpadnie na pomysł wrzucenia tutaj linku, post nie przejdzie. Dbajmy o
      bezpieczeństwo ludzi.

      Nie będę linkował do tej patologii, napiszę po prostu jedno.

      Jeśli ktokolwiek, a zwłaszcza
      domorosły coach czy trener, będzie próbował Ci wmówić, że bijąc Cię i
      poniżając pomoże Ci „pokonać lęki”, „stać się lepszym człowiekiem”, czy
      „być bardziej męski”… Uciekaj i to szybko.

      Tak, takie techniki bywają używane w
      treningu służb specjalnych. Na osobach, które wcześniej przeszły
      potwornie mocne sito, przez profesjonalistów i pod opieką całego sztabu
      lekarzy i nie tylko. Nie chałupniczo przez dzieciaka, któremu wydaje
      się, że coś wie i potrafi. W takich warunkach, prędzej czy później
      skończy się to tragedią – bo obrażeń wewnętrznych związanych z
      uszkodzeniami organów wewnętrznych często nie widać na pierwszy rzut
      oka. O szkodach psychologicznych nie będę nawet wspominał.

      Tego się nie robi. Po prostu. I jest mi
      potwornie wstyd, że rzeczy, które ja robię, rozwój, którym się zajmuje,
      może być wiązany z takimi rzeczami. Jest mi też strasznie żal
      ewentualnych ofiar takich ludzi.”

  • markaczy

    Masz problem ze swoją tożsamościa jako mezczyzny i tyle z tego twojego racjonalizowania. Mieszasz tylko niepotrzebnie w głowach chłopcom, co nie potrafią zbudowac respektu wobec wlasnej kobiety, bo wlasnie tacy psycholodzy jak ty przekonują ich, że bycie niemeskim to dawna mrzonka stworzona na potrzeby filmow. Polemizowanie z archetypem meskosci na podstawie filmow z lat 80-tych to jakas żenująca groteska,. Wzorzec meskosci był powielany w literaturze pieknej i to przez kilkadziesiat sowitych wiekow wstecz! Do tego dochodzą archetypy mekosci/kobiecosci, utkane we wszelakich roznych wierzeniach i mitologiach religijnych, ktore powielają bardzo podbny do siebe wzorzec meskiego macho jako pewnego siebie dominatora, przewodnika, twardo stapajacego na nogach.
    Umiłowanie do ładnych chłopców o ekspresji Justina rowniez było obecne przez wieki i odnadywalo sie w specyficznym kontekscie. Dzisiejszy Justin to kontynuacja ksieciow z bajek, w których zawsze kochały się młodziutkie dziewczeta szukajace niewinnej miłosci platonicznej. Takie upodobanie do ,,wygładzonego” Justina miało swoje uzasadnieni ewolucyjne zwiazane z przygotowywaniem niedorosłych dziewczyn do platonicznych relacji z mezczyzną. Natomiast gdy budzi sie w kobietach atawistyczna seksualnosc to tylko świeta naiwność bedzie twierdzić, że wzorzec macho nie ma zadnego znaczenia w uwdzeniu kobiet. Warto tez zauważyc, że nawet wspomniany tutaj Justin jest symbolem władzy, pieniedzy i prestizu – a wiec wcale nie musimy go pojmowac jako od-maskulinizowanego uczesanego na dwiescie przedziałków chłoptasia.

    Jesli jestes naturalistom to powinno do ciebei dotrzec, że jesteśmy gatunkiem zwierzecia i podobnie jak one posługujemy sie wzorcami np. wobec szukania partnerki/[artnera do kopulacji. Człowiek to nie jest wyrwana istota z magicznego kosmosu tylko istota człekoksztaltna otoczona atawizami jak kazde inne zwierze. Przestan siac wiec mitologie.

    • 1. Zgodnie z regulaminem racz się podpisać imieniem i nazwiskiem oraz linkiem do profilu na portalu społecznościowym, albo wylecisz :) Chcesz po mnie jechać i przy okazji się ośmieszać, nie ma sprawy, ale miej (nomen omen) jaja by zrobić to otwarcie :)

      2. Obawiam się, że Twoja znajomość literatury pięknej, tudzież bajek itp. jest mocno ograniczona i naciągasz fakty pod tezę. W rzeczywistości wspomniana literatura pokazuje właśnie zróżnicowanie – choćby bardzo męski płacz herosów, czy bardzo różne wzorce bohaterów. Np. kupiec zamiast wojownika, nie wspominając nawet o archetypie trickstera jako skrajnie popularnym bohaterze… albo bohaterach baśni ruskich, gdzie ci stereotypowo męscy byli tymi, których ratował trzeci brat, po prostu dobry… Oj, naprawdę świat jest bardziej zróżnicowany, niż Ci się wydaje :)

      3. Używasz uporczywie terminu atawizm, ale on naprawdę nie znaczy to, co wydaje Ci się, że znaczy :) Co silnie sugeruje, że przeczytałeś kilka dziwnych tekstów różnych dziwnych ludzi i bezmyślnie je powtarzasz – bo gdybyś znał się faktycznie na temacie, nie popełniałbyś takiego podstawowego błędu :)

  • 1. Artykuł może i ciekawy, ale co ma wspólnego z tematem?
    2. Jakieś dowody na tą tezę o widłach?
    3. A to zależało akurat i to dość mocno, od wielu różnych czynników zresztą.
    4. To co opisujesz jako ciekawe pytanie to procesy statusowe w grupie, ale dotyczą one obydwu płci.
    5. Postulujesz pierwotny, niekulturowy strach przed zapłodnieniem? Oj, to będziesz musiał udowodnić :) Źródła? :)
    6. Eksperyment na który się powołujesz to znów non sequitur.
    7. Pogląd o roli szowinistyczny, ale niespecjalnie jednak prawdziwy patrząc na dowody antropologiczne. Rozpłodowa rola kobiety stawała się dominująca nie w wyniku rozwoju kultury, a w wyniku powstania prostytucji zarobkowej i niewolnictwa seksualnego, które wymusiły presję społeczna na demonstrowanie, że „kobiety z naszego rodu nie są takie”. Zanim to powstało, gdy funkcjonowała np. babilońska święta prostytucja świątynna, system działał zdecydowanie inaczej. Fajnie temat omawia np. Graeber w „Debt”, polecam.

  • gg

    cokolwiek by nie powiedzieć o róznych formach ekspresji mękości to w literaturze pieknej (poczawszy od starozytnosci) jeden standard był wspolny: mężczyzne definiowało sie przez pryzmat testosteronu (agresji) a kobiete przez pryzmat oksytocyny (łagodności matczynej). To nie przez przypadek feminizm to osiągniecie dopiero XX wieku i próba całkowitej dekonstrukcji patriarchatu w cywilizacji zachodniej.

    • Proponowałbym jednak sięgnąć do literatury nieco głębiej. Odkryjesz, że bynajmniej mężczyzny nie definiowano przez agresję, a kobiety przez miłość matczyną (przy okazji – oksytocyna też jest hormonem wzbudzającym agresję, ale to taki detal). Taki Wergiliusz w Boskiej Komedii jest motywowany miłością, nie agresją. Podobnie Werter czy Tristan. A to tylko nasza europejska literatura, nie wspominając nawet o światowej :) Podobnie w starożytności, choćby Eris była definiowana mocno agresywnie, w ogóle ideał „szlachetnej miłości matczynej” jest potwornie świeżą koncepcją, świeższą niż współczesny feminizm, jeśli już (i raczej stanowiący kontreakcję do tego feminizmu).

      Również feminizm bynajmniej nie jest osiągnięciem dopiero XX wieku, w historii równouprawnienie przewijało się wielokrotnie i to co najmniej od czasów Babilonu :)

      Więcej źródeł polecam :)

  • Marek Markowski

    Genialny cytat z zasadami dla mamisynów. Aż sobie wydrukuje i przyykleje w szafie ;) Totalnie się zagadzam. aczkolwiek czasami należy się pobawić z kobietami zastosować pewne zasady. Piszę o tym na swoim blogu Piaskownica Meksa. Jakby ktoś miał chwilę to zapraszam