Ile jest godzin w godzinie coachingu?

Na rynku mamy obecnie ponad 30 tysięcy trenerów i ponad 10 tysięcy coachów. To stosunkowo dużo, zwłaszcza na rynku mało jeszcze uświadomionym. Dlatego też poszczególni gracze, z różnym skutkiem, próbują się na tym rynku wyróżnić.

Jednym z popularnych, a przy tym całkiem sensownych sposobów wyróżnienia jest chwalenie się swoim doświadczeniem – tym, ile się coachowało, szkoliło, itp. Tu jednak pojawia się niestety sporo okazji do kombinowania. (Przyznam, że podając tu przykłady nieco się boje, czy aby nie „zainspiruje” co niektórych osób do jeszcze gorszych manipulacji rzeczywistością. Po dłuższym przemyśleniu sprawy uznałem jednak, że lepiej po prostu edukować rynek i liczyć na jak najlepsze efekty, niż milczeć mając świadomość różnych przekrętów.)

Dla przykładu, wielu coachów podaje liczbę godzin swojego doświadczenia jako coach. Wydawałoby się – wszystko sensowne i normalne. Tyle tylko, że godzina doświadczenia coachingowego, w zależności od coacha, może oznaczać:

a) zegarową godzinę (60 min) pracy 1:1 z klientem

b) lekcyjną godzinę (45 min) pracy 1:1 z klientem

c) godzinę poświęconą na DOJAZD do klienta

d) godzinę poświęconą na przygotowanie do sesji (w tym np. lekturę książek i inne doszkalanie)

e) godzinę etatu, spędzoną akurat na piciu kawki facebooku, u pracownika korporacji którego jednym z wielu zadań jest coaching współpracowników

f) itp.

Niestety, wszystkie powyższe opcje pochodzą z realnych życiowych sytuacji. Niektórzy faktycznie uznają, że jeśli mają 40 h etatu w tygodniu, a jedną z ich etatowych ról jest „coach”, to mogą sobie wpisać za ten tydzień 40 h doświadczenia coachingowego, nawet gdy nie przyjęli ani jednego klienta. Inni uznają, że jeśli stoją w korkach 2 godziny dziennie w drodze do klienta i mają z nim godzinę coachingu – to mają pełne prawo twierdzić, że pracowali z klientem trzy godziny…


W szkoleniach bywa podobnie, przy czym tu dość powszechnie uznanym standardem jest podawanie czasu w godzinach lekcyjnych (45 min), z wliczeniem przerwy obiadowej i przerw kawowych. Typowy dzień szkolenia, od 10 do 18, z 1-1.5 h przerwy obiadowej oraz 2-3 przerwami kawowymi po 15 minut, jest więc liczony jako 10 godzin szkoleniowych (dla trenera i dla uczestnika), przy realnych ok. 6 godzin zegarowych poświęconych na faktyczną pracę z grupą. Jest to standard na tyle utrwalony, że nie ma większego sensu z nim walczyć, warto mieć jednak jego świadomość i stosować odpowiedni przelicznik. Trzeba tu dodać, że trenerzy często pracują tak naprawdę i podczas przerw – na bieżąco modyfikując program szkolenia do potrzeb grupy, analizując sytuację na sali, itp.

Ponownie jednak pojawiają się tu patologie w stylu „jestem na etacie, wiec w tygodniu liczy mi się 40 godzin etatu do doświadczenia trenerskiego” czy wliczanie dojazdu na szkolenia – nie raz na drugi koniec kraju – do swojego czasu pracy.

Idąc w drugą stronę, spotykałem się z kursami (np. coachingu), które potrafiły wliczać domniemany czas poświęcony na przeczytanie zadanych lektur oraz przejrzenie serwisów online do czasu szkolenia, za który płacił uczestnik, więc warto być uważnym i w tym zakresie.

Trzeba tutaj dodać, że jako szkolenie traktujemy tu klasyczne szkolenie biznesowe lub psychologiczne – w małej grupie (idealnie do 15 osób, maksymalnie do 25), z dużą, trójstronną interakcją między trenerem i uczestnikami, itp. Seminaria/wykłady warto liczyć oddzielnie, tym bardziej, że…


Największa okazja do manipulacji pojawia się na krawędzi rynku szkoleniowego i seminaryjnego/mówców. To tu najczęściej pojawiają się reklamy w stylu „przeszkolił 1000 osób” (co w rzeczywistości tłumaczy się jako „wykonał trzy godzinne wykłady dla trzech grup po 300 studentów”), spotykałem się nawet z pyskówkami typu „ja jestem lepszy, bo najwięcej miałem 500 osób na sali, a ty tylko 100…”, tak jakby ilość osób na sali świadczyła o czymkolwiek poza jakością marketingu mówcy/organizatora wykładu.

Jeśli ktoś reklamuje się ilością przeszkolonych osób, warto to jednak rozbić na precyzyjniejsze dane – jakie grupy, przez jaki czas (godzinę czy tydzień?), ile razy? Warto brać pod uwagę, ze takie wyliczenia biorą też często pod uwagę pomoc (darmową lub płatną) przy seminarium, a w wielu wypadkach pojawia się wręcz instytucja klakierów – płacących dużo taniej, albo wręcz opłacanych, rekrutowanych tylko po to, by nabić ilość osób na sali. Tajemnicą poliszynela jest też to, że osoby fotografujące takie eventy mają zwykle prikaz takiego kadrowania ujęć, by sala wydawała się dużo pełniejsza, niż jest. Choć Kanciarza w tym i tak nikt nie przebije ;)

Tak jak w poprzednich przypadkach, zdarzają się tu również liczne zniekształcenia – np. mówca prowadzi tak naprawdę godzinę-dwie w ciągu dnia, resztę robią asystenci, ale na piśmie to on prowadził przez cały dzień.


No dobrze, opisałem problem, a co z nim da się zrobić? Jednym sensownym rozwiązaniem, jakie widzę, jest ustalenie jakiegoś zestandaryzowanego systemu opisywania swojego doświadczenia. Dzięki temu możliwe będzie obiektywne porównanie doświadczenia różnych coachów czy trenerów, zarówno w ich własnej reklamie, jak i ze strony klientów, którzy będą mogli po prostu zapytać o doświadczenie wg. takich standardów. Ich wartość leży w tym, że jakiekolwiek próby manipulacji danymi przy powoływaniu się na standardy będą już łatwymi do wykazania kłamstwami reklamowymi, a wiec będą stanowiły podstawę do ewentualnej reklamacji.


Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Marek Gonda

    Ciekaw jestem czemu nawiazujesz do godzin jezlei chodzi o miare umiejetnosci w „coachingu”? Czas jest tylko jednym czynnikiem zdobywania umiejetnosci. Idac tym tokiem myslenia, ktos kto spedzil wiecej czasu [ilosciowo] bedzie mial wieksze umiejetnosci w dziedzinie coachingu. Co z jakoscia czasu spedzonego na uczeniu sie danej umiejetnosci?
    Co ze zrozumieniem „zasad dzialania” danej dziedziny?

    Nie jestem przekonany zeby czas byl najwazniejszym, czynnikiem w zdobyciu danej umiejetnosci

    Marek

    • Marek, nawiązuję do godzin, bo często spotykam się z tą formą reklamy (mam tyle i tyle godzin doświadczenia) i często pojawiają się w niej nadużycia (z czego 2 godziny z klientem i 1998 godzin na etacie robiąc kawę w biurze). Również nie twierdzę, by czas był najważniejszym kryterium. Jeśli już jednak się na niego powołujemy, to bez kombinowania ;)

      • Marek Gonda

        OK :)
        Treaz juz rozumiem… bo na pierwszy rzut oka wywnioskowalem ze ilosc=jakosco
        Marek