Ble! „Friend Zone”, „Strefa Przyjaciół”. Najgorszy koszmar dużej części facetów zajmujących się rozwojem, zwłaszcza jeśli liznęli coś z tematyki uwodzenia/PUA. Wizja utknięcia w obszarze, w którym kobieta traktuje faceta „tylko jako przyjaciela”, gdy ten chciałby coś więcej…


Co za chora, szczeniacka, niedojrzała interpretacja rzeczywistości!

Serio, w rozwoju jest naprawdę wiele niedojrzałych, życzeniowych idei i roszczeniowych fantazji, ale „Friend Zone” zdecydowanie prześciga cały peleton. Co gorsza, idea ta powoli przesącza się z rozwoju do internetowego mainstreamu i krzywdzi coraz większą grupę osób – zarówno facetów, jak i kobiet. Jeśli w nią wierzysz, proszę, przestań, bo robisz sobie krzywdę.

Dlaczego? Czytaj dalej!

Friend Zone = Facetom należy się seks. Z definicji!

Typowy scenariusz, w którym pada termin „friend zone” to narzekania faceta, który myśli sobie, że jest dla dziewczyny, swojej przyjaciółki, miły, sympatyczny, a ona w ogóle nie widzi w nim faceta i nie myśli o związku z nim (lub przynajmniej seksie). Popularna historia, przewijająca się w masie książek, filmów, czy sytuacji życiowych.

Tak popularna, że łatwo przejść nad nią do porządku bez głębszego namysłu.

Stop!

Zatrzymaj się na chwilkę.

Pomyśl o tej sytuacji ciut dłużej.

Co my tu faktycznie mamy:

a) Mamy faceta, który widzi siebie jako miłego gościa, a który w rzeczywistości jest miły tylko dlatego, żeby manipulować swoją rzekomą przyjaciółką, udaje jej przyjaciela tylko dlatego, że na nią leci i ma nadzieję na jej wyrwanie. Alternatywnie, nawet nie tyle chce zmanipulować, ale po prostu gdzieś z tyłu głowy uznaje, że skoro jest miły, to powinien coś dostać w zamian.

b) Mamy oczekiwanie, że jeśli dziewczyna się facetowi podoba, to pozamiatane. Powinna być jego i już. Nie ma opcji, żeby nie był w jej typie. Nie ma opcji, żeby po prostu nie miała ochoty na żadne związki. Nie ma tak naprawdę żadnego wyboru!

Nie!

Jak dziewczyna się facetowi podoba, to ma być jego. Jeśli nie jest – to znaczy, że albo on coś spaprał (trafił do „strefy przyjaciół”), albo ona jest wredna i zła.


Serio?

Serio, serio?


Dlaczego tak nie traktujesz swoich kumpli?

Wyobrażasz sobie takie taktowanie swoich faktycznych przyjaciół? „Te, Zenek, chcę, żebyś mi zapłacił za obiad. Nie płacisz? Choliebka, trafiłem Ci do „Strefy Kumpli”, muszę coś zmienić, żebyś mi zaczął płacić! Albo druga opcja, wredny z Ciebie drań!

Co, mówisz, że to nie jest fajne, że „przyjaźnię” się z Tobą tylko po to, żebyś mi płacił za obiad? Że to manipulacja? Co Ty tam wiesz, to wszystko warunkowanie społeczne! Tak naprawdę sam chcesz mi płacić za obiad, tylko nie chcesz się do tego przyznać, żeby nie wyjść na łatwego!

No przecież taki przyjaciel posłałby Cię na drzewo i zorganizował stado wilków by warowało u podstaw! I słusznie!

A jednak wbiłeś sobie do głowy, że wobec kobiet taki układ jest ok?


Odwróćmy sytuację

Podejrzewam, że znasz jakieś kobiety, które Cię nie pociągają. Mogą być nawet obiektywnie ładne, ale po prostu nie są w Twoim typie. (Jeśli jest inaczej, to albo znasz bardzo mało kobiet, albo możesz mieć problemy z nadmiernym pociągiem seksualnym – tak, to może być zaburzenie i to bardzo destruktywne, warto poszukać w takiej sytuacji pomocy seksuologa.)

Wyobraź sobie, że jednej z tych kobiet, takich zupełnie, ale to zupełnie dla Ciebie nieatrakcyjnych, strasznie wpadłeś w oko. Że naprawdę chce ona być z Tobą. Zachowuje się wobec Ciebie bardzo miło, sympatycznie, robi wszystko co może, ale po prostu nijak Ci nie pasuje.

Czy uważasz, że w tej sytuacji masz obowiązek się z nią związać?

Podejrzewam, że nie.


Ba, jako ktoś, komu zdarzyło się faktycznie być w tej sytuacji, mogę Ci powiedzieć, że jest to potwornie krępujące i męczące. Bo w końcu może faktycznie jesteś miłym gościem, albo przynajmniej tak o sobie myślisz. Nie chcesz jej skrzywdzić, nie chcesz jej zranić, taka sytuacja nawet może trochę łechcze Twoje ego. Tylko… Nie, po prostu nie. Nie z nią.

I co, jesteś z tego powodu złym człowiekiem?

I co, ona wpadła do „Friend Zone” przez coś co zrobiła?

Czy może po prostu masz normalne, ludzkie prawo powiedzieć „nie”? Masz prawo nie uznawać danej kobiety za atrakcyjną? Choćby nie wiem co robiła i nie wiem jak jej na Tobie zależało?

To czemu u licha nie dajesz takiego samego prawa kobietom?


Odrzucenie jest do kitu

Powiedzmy sobie szczerze – dostanie kosza to wredne uczucie. Łatwo zrozumieć, czemu staramy się jakoś nad nim zapanować, ogarnąć je jakimś hasłem, jakąś ideą, taką jak „trafiłem do Friend Zone”. To łatwiejsze emocjonalnie niż uznanie, że po prostu nie było się w czyimś typie. Daje też więcej nadziei („jak nauczę się jak wyjść z Friend Zone, to jeszcze będzie moja!”).

Tyle tylko, że przy okazji uczy wyjątkowo mało zdrowego podejścia. Bo jeśli bycie „tylko przyjacielem” jest złe – to sugeruje, że ta kobieta niespecjalnie ma wartość jako osoba i przyjaciółka. Tylko jako partnerka. Naprawdę chcesz tak o niej myśleć?

Dla jasności, nie sądzę, żeby większość facetów wierzących w ideę Friend Zone manipulowało celowo i celowo było miła tylko dla przewidywanych korzyści (związku/seksu). Większość po prostu powtarza pewne społeczne skrypty, których się nauczyło, nie myśląc o tym, jakie są dalsze konsekwencje takiego podejścia. Co ono robi i z nimi i z kobietami, które im się podobają. Nie chcę tu też bynajmniej krytykować idei bycia miłym wobec kogoś, kto nam się podoba –  mam problem stricte z mentalnością Friend Zone, z podejściem „jestem dla niej miły więc POWINNA na mnie polecieć, a jak tak się nie dzieje, to dlatego, że trafiłem do Strefy Przyjaciół/ ona jest wredna/ wszystkie kobiety są wredne / wszystko na raz ;) „.

Bo Friend Zone to tak naprawdę agresja wobec mężczyzn… należy się i już, jak kobiety mogą tego nie rozumieć?! Łatwo, bo się nie należy :)

Skąd wzięła się Friend Zone?

Oficjalnie, z jednego z epizodów „Przyjaciół”, gdzie Joey (jak wiemy, wzór dojrzałości ;) ) komentuje życie miłosne Rossa. W praktyce obstawiam, że pierwotne źródło było deczko inne. Nie ma według mnie opcji, żeby „Strefy Przyjaciół” nie wymyślił jakiś napalony, sfrustrowany nastolatek. Facet, rzecz jasna.

Musiał ją wymyślić facet – bo to typowa reakcja wobec kobiet, wobec mężczyzn raczej o niej nie słyszymy.

Musiał ją wymyślić ktoś napalony i niedojrzały – bo zakłada seks jako coś, co się należy.

Musiał ją wymyślić ktoś frustrowany – bo sama jej natura to próba opisu frustracji.

I musiał ją w końcu wymusić jakiś niedojrzały dzieciak, bo jeśli masz przynajmniej trzy krzyżyki na karku i jakieś życie towarzyskie poza środowiskiem ludzi wkręconych w takie idee jak „Friend Zone”, to nie ma opcji żebyś nie znał przynajmniej kilku udanych par, które jak najbardziej zaczynały właśnie od bycia przyjaciółmi i świętego przekonania, że „nigdy nic więcej z tego nie będzie”.

Wiec serio, czy sądzisz, że trzymanie się ideologii niedojrzałego, sfrustrowanego dzieciaka (lub, alternatywnie, fikcyjnego, równie niedojrzałego bęcwała) jest dobrym pomysłem na definiowanie swojego życia miłosnego?


Jeśli wierzyłeś dotąd w Friend Zone, to czym to zastąpić?  Co zamiast tego?

Niektórym kobietom się nie będziesz podobać. Przyjmij to po prostu do wiadomości.

Zrozum, że nikt nie ma obowiązku Cię lubić, a tym bardziej nikt nie ma obowiązku iść z Tobą do łóżka.

Jasne, być może niekiedy taka osoba zmieni za jakiś czas zdanie (podpowiedź – danie drugiej osobie jakiegoś JASNEGO sygnału, że jest się nią zainteresowanym/ą jest dość przydatnym zagraniem, bo zdumiewająco często byłaby nawet chętna, ale nie ma pojęcia o zainteresowaniu jakim jest obdarzona).

Jasne, możesz na pewno popracować nad tym, by stać się bardziej atrakcyjnym człowiekiem.

Ale koniec końców…

Koniec końców, „miły facet”, który jest miły tylko po to, bo ma nadzieję dzięki temu zdobyć dziewczynę, jest zwykłą, manipulatywną łajzą, a nie „miłym gościem”.

Koniec końców, ten „miły facet” traktuje tą kobietę jak rzecz i nagrodę, która mu się po prostu należy jak psu buda.

Koniec końców, to podejście sugeruje, że kobiety są dobre tylko do związków i do seksu, że opcja posiadania przyjaciółek jest z natury czymś złym i bezwartościowym. Przyjaciół, spoko. Przyjaciółek? Tak bez seksu? Ale po co?! Cudownie mizoginistyczny szajs.

Koniec końców, taka postawa krzywdzi zarówno kobietę, jak i faceta. Z niej robi wredną babę i rzecz. Z niego robi manipulatywną łajzę i zrozpaczonego, marudnego mazgaja, który nie potrafi pogodzić się z tym, że ktoś może o nim myśleć inaczej niż on sam.

Więc proszę, jeśli tkwi w Tobie, wyrośnij z niej. Dzięki.


Projektowanie Szkoleń - skuteczność szkolenia w ogromnej części zależy od tego, jak dobrze zostanie ono zaprojektowane. Kurs Projektowanie Szkoleń to dwa intensywne dni, na których dowiesz się jak konstruować szkolenia zapewniające uczestnikom optymalne skorzystanie z procesu rozwojowego. Do 15 kwietnia w przedpłacie tylko 790 zł!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis