Widziałeś to w wielu filmach… Ostateczny symbol odczłowieczenia pacjentów psychiatrycznych. Najgorsza kara na oddziałach zamkniętych. Krzesło elektryczne – wersja demonstracyjna. Jednym słowem: elektrowstrząsy (ECT).

Czy faktycznie są tak złe, jak przedstawiają to filmy?

Czy może jeszcze gorsze?

ect

Elektrowstrząsy w terapii mają bezdyskusyjnie bardzo złą opinię. Tak złą, że większość osób jest w szoku, gdy dowiaduje się, że do dziś jest to terapia regularnie stosowana w medycynie (w Wielkiej Brytanii przeprowadza się średnio 12 tysięcy zabiegów rocznie). Jak to? Przecież to barbarzyństwo rodem z mrocznych wieków medycyny! To okrutny antyk, który powinien był odejść do lamusa razem z takimi zwyrodnieniami jak poddawanie lobotomii każdego problematycznego pacjenta!

Trudno się dziwić, skoro filmy i seriale przywołują w nas dość negatywne wyobrażenie na temat terapii elektrowstrząsowej.

American Horror Story

Lot nad Kukułczym Gniazdem

Nie bez wpływu jest też zapewne skojarzenie z wyrokami śmierci wykonywanymi przy użyciu krzesła elektrycznego. Skoro prąd może zabijać, jak mógłby być cywilizowaną metodą terapii?




Tyle tylko, że rzeczywiste zabiegi wyglądają „deczko” inaczej, niż w filmach czy serialach. Przede wszystkim standardowo prowadzone są pod pełną narkozą (choć są co do tego pewne dyskusje, o czym poniżej), wymagają zgody pacjenta, często prowadzone są w towarzystwie rodziny, a w wielu krajach wręcz w klinikach dochodzących.

Współczesne elektrowstrząsy wyglądają więc raczej tak jak poniżej – trzeba powiedzieć, że to dość nudny filmik, zdecydowanie nie tak dramatyczny, jak powyższe.



Przerwa na reklamę ;)


Początek semestru? Początek roku szkolnego? Chcesz wesprzeć w nauce siebie, lub swoich bliskich? 

Kurs Skuteczna Nauka, w 100% oparty na konkretnych, przebadanych rozwiązaniach, to prosty przepis na przyśpieszenie i usprawnienie procesu uczenia się. Tak, żeby ucząc się krócej zapamiętywać więcej. E-kurs dostępny na MindStore, tylko 79 zł za pełen program.


Wracamy do artykułu :)



No dobrze, ale po co w ogóle robić elektrowstrząsy?

Przede wszystkim dlatego, że, jako metoda terapeutyczna, okazują się być zdumiewająco skuteczne. Dają wyraźną poprawę u ponad 50% pacjentów z poważną depresją (utrzymującą się ponad rok u połowy takich pacjentów, przy zastosowaniu dalszej terapii środkami przeciwdepresyjnymi). Zwłaszcza u pacjentów, u których same leki nie dają żadnych efektów (ok. 30% wszystkich osób z poważną depresją) może to być bardzo cennym wsparciem. Terapia elektrowstrzasowa sprawdza się zarówno przy jednobiegunowej depresji, jak i przy zaburzeniu maniakalno-depresyjnym, daje też całkiem dobre efekty w przypadku katatoni, niekiedy bywa używana jako wsparcie w przypadku schizofrenii.

Dokładny mechanizm jej działania nie jest przy tym jasny. Sama terapia sprowadza się do wywołania sztucznego napadu drgawkowego, nieco podobnego do tych występujących naturalnie np. w przypadku epilepsji. Podłączamy elektrody do czaszki (do jednej lub dwóch półkul, pierwsza wersja jest nieco mniej skuteczna, ale daje również mniej efektów ubocznych), przepuszczamy przez nie prąd, a ten prowokuje mózg do napadu. Nie ma pełnej jasności DLACZEGO taki napad tu pomaga, ale faktem jest, że pomaga. Najpopularniejsze teorie sugerują, że napad wywołuje w jakiś sposób zmianę w gospodarce neuroprzekaźnikowej, albo wpływa na mechanizmy regulujące poziom hormonów stresu, co z kolei przekłada się na nastrój,apetyt, poziomy energii czy sen.

Standardowo elektrowstrząsy stosowane są – wedle reakcji pacjenta – między 6 a 12 razy, w kilkudniowych odstępach. Co istotne, terapię poprzedza podanie środków znieczulających, zwykle w formie pełnej, choć krótkotrerminowej narkozy. Istotne jest też sprawdzenie leków używanych przez pacjenta – niektóre z nich mogą utrudniać zabieg, np. podwyższając poziom napięcia niezbędny do uzyskania napadu (co z kolei przekłada się na większe ryzyko negatywnych skutków).


Terapia ta nie jest pozbawiona skutków ubocznych, choć są one dla większości osób dużo mniej doskwierające, niż efekty samej depresji. Najczęściej występuje amnezja (zarówno wsteczna, jak i progresywna) oraz krótkoterminowe zmieszanie, konfuzja i majaczenie. Wsteczna amnezja dotyczyć może okresów na miesiące i lata przed zabiegiem, ale u praktycznie każdego pacjenta starsze wspomnienia powracają w ciągu maksymalnie siedmiu miesięcy od zabiegu. Trwałemu zatarciu mogą natomiast ulec wspomnienia sprzed kilku miesięcy przed zabiegiem (choć ciekawym pytaniem jest tu kwestia tego, czy sama poważna depresja nie ma wpływu na takie problemy z pamięcią). Progresywna amnezja dotyczy zwykle niezdolności do zapamiętania samego zabiegu i krótkiego okresu tuż po nim. Terapia obejmująca jedną półkulę daje zwykle nieco słabsze efekty terapeutyczne, ale niesie też sobą dużo mniejsze ryzyko utraty pamięci.

Badania pokazują jednocześnie, że ECT nie wywołuje trwałych uszkodzeń w strukturze mózgu. Jest też w zasadzie najbezpieczniejszą -choć niepozbawioną ryzyka- formą leczenia poważnej depresji u kobiet w ciąży.

Oczywiście nie znaczy to, że terapia elektrowstrząsowa nie może być stosowana błędnie, pochopnie czy bezmyślnie. Zdarzają się niewątpliwie i takie przypadki, sam słyszałem o nich od znajomych pracujących w naszych oraz zachodnich szpitalach psychiatrycznych. To jednak wyjątki od reguły, a nie reguła.

W praktyce największym zagrożeniem w ECT jest sama narkoza stosowana w terapii – ta bowiem może niekiedy mieć efekty uboczne, w bardzo rzadkich przypadkach nawet kończyć się śmiercią. Statystyki śmiertelności elektrowstrząsów po podaniu narkozy są jednak identyczne ze statystykami śmiertelności samej narkozy, co sugeruje, że jedynym zagrożeniem jest samo znieczulenie. (Ryzyko to, notabene, wynosi jeden do pół miliona.) Z tego jednak względu w wielu krajach toczy się obecnie dyskusja nad zmianą procedur, tak by pacjentów poddawać nieco słabszemu znieczuleniu, nie niosącemu ze sobą nawet takiego zagrożenia.


Elektrowstrzasy okazują się więc być całkiem użytecznym zabiegiem, któremu media, a zwłaszcza filmy i seriale, dorobiły bardzo niefajną gębę. Nie da się wykluczyć, że kiedyś stosowane były w sposób dużo mniej humanitarny, albo że czasami bywają nadużywane, ale absolutnym standardem jest to, że są to po prostu wartościowe i bezpieczne zabiegi, pomagające radzić sobie z bardzo groźnym i poważnym zaburzeniem. Warto na nie spojrzeć obiektywnie, bez emocjonalnej otoczki i docenić ich wartość.



Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis