Fake Guru, kontynuacja Anty-Guru, to cykl poświęcony nazwiskom popularnym w rozwoju, ale firmującym rzeczy szkodliwe, bezwartościowe lub wprowadzające ludzi w błąd.

Jednym z najbardziej wyczekiwanych bohaterów tego cyklu był Eckhart Tolle.

Autor zdjęcia Kyle Hoobin

Eckhart Tolle, CC. Autor zdjęcia Kyle Hoobin

Eckhart Tolle urodził się w Niemczech w 1948 roku jako Ulrich Leonard Tolle. Jego dzieciństwo było bardzo nieszczęśliwe, a on sam mocno wyizolowany społecznie. Uległo to jedynie pogłębieniu gdy w wieku 13 lat przeniósł się z ojcem do Hiszpanii, gdzie – za zgodą ojca – zaprzestał uczęszczać do szkoły. W tym czasie zainteresował się ezoteryką, astronomią i literaturą. Jego własna nauka wystarczała, aby mógł podjąć naukę na uniwersytecie w Anglii, gdzie zrobił licencjat. Próbował również kontynuować naukę, miał na to stypendium, ale koniec końców rzucił studia.

Przez cały ten czas rozwijały się u niego poważne problemy psychologiczne, głównie na tle depresyjnym. Ich kumulacją była pewna niezwykle intensywna noc w 1977 roku, po której – wg. swoich słów-  obudził się odmieniony. Miał rzekomo funkcjonować całkowicie w teraźniejszości i poczuciu nieskazitelnej radości.

Przez następne dwa lata żył życiem wagabundy. Spędzał większość czasu na ławce w parku, sypiał po kątach u znajomych, w klasztorze buddyjskim, albo na ulicach. Zmienił też swoje imię z Ulricha na Eckharta.

O ile po latach Eckhart wspomina te lata jako przejaw jego transformacji, trudno obiektywnie ocenić czy był to faktycznie okres przemiany, czy może jednak konsekwencja choroby, która go dotknęła. Równie dobrze mógł to nawet być epizod maniakalny – zaburzenie maniakalne często wszak towarzyszy depresji. Podejrzewam, że nigdy nie poznamy w tym zakresie prawdy, ale jako psycholog traktowałbym to jako pierwszą prawdopodobną interpretację.

Jakkolwiek by nie było, po tych dwóch latach Tolle rozpoczął karierę nauczyciela duchowego. Przeniósł się w tym celu do Vancouver. Tam też wydał swoją pierwszą książkę, „The Power of Now”. Jak w przypadku Deepaka Chopry, kluczem do sukcesu okazała się promocja w wykonaniu Oprah, której zastępy fanów szybko wywindowały Tolle’a na pierwszorzędnego guru.


Jeśli chodzi o przekaz Tolle’a, jest to klasyczna papka w klimatach duchowości, miks prostych refluksji, truizmów i fantazji typu „ciało bolesne”, posypana przyprawą uważności/bycia tu i teraz. Nie jest to szczególnie szkodliwe. Po prostu nie ma też żadnej głębszej wartości.

Eckhart jest przede wszystkim dobrą ilustracją tego jak działa relatywnie nieszkodliwy (poza bełkotem i opróżnianiem portfeli wiernych) guru. Tych wszystkich warstw sprzeczności („Nie, nie możesz nagrywać mojego kazania o tym, że nie warto przywiązywać się do własności. Ja do mojej własności intelektualnej mogę być przywiązany!”). Tej delikatnej hipokryzji. Tych rozlicznych kompromisów etycznych. On robi to w otoczce buddyjskiej, ale koniec końców to po prostu amerykańskie. Tak samo działają megakaznodzieje w megakościołach, tak działali słynni kaznodzieje już co najmniej w latach 60-tych ubiegłego wieku.

Tolle z dużym prawdopodobieństwem startował w świecie guru z dobrymi chęciami. Wiele wczesnych wywiadów wskazuje na to, że na początku zależało mu faktycznie głownie na nauczaniu i przekazaniu tej świetnej (dla niego) rzeczy, której doświadczył. Tyle tylko, że lepszy styl życia jest potwornie nęcący. Łatwo pójść na kompromis. Potem drugi i trzeci. Aż w końcu okazuje się, że zabrnęliśmy daleko od naszej pierwotnej pozycji. I szalenie trudno wrócić. Zwłaszcza, gdy naszym produktem jest „życie w teraźniejszości”, a tu musielibyśmy przyznać się, że szewc bez butów chodzi…  A że takie chodzenie jest tak wygodne… To lepiej jednak przy nim pozostać.


Gdzie tu szkoda?

Jeśli traktujesz Tolle’a jako rozrywkę – nigdzie. Ot, paraduchowościowa papka, duchowość przemielona, sprowadzona do najmniejszego wspólnego mianownika i sprzedana. Zamerykanizowana. BuddaBurger. Estetycznie nieco obrzydliwy, niezbyt pożywny, ale jest.

Jeśli chcesz korzystać z jego pomysłów w ramach autoterapii, tu już może być gorzej. Tolle nie ma przygotowania terapeutycznego, psychologicznego ani medycznego. Opiera się na swojej subiektywnej interpretacji swojego jednorazowego doświadczenia. To kiepskie źródło.

Jeśli chcesz wydawać na to pieniądze – caveat emptor. Kupujący winni się strzec.


Co w zamian?

Choćby mindfulness, jako praktyka. Albo konkretne szkoły filozofii czy duchowości, jeśli faktycznie chcesz te tematy zgłębiać.

Powrót do strony cyklu.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis