Fake Guru, swoista kontynuacja Anty-Guru, to cykl poświęcony nazwiskom popularnym w rozwoju, ale firmującym rzeczy szkodliwe, bezwartościowe lub wprowadzające ludzi w błąd.

Dziś postać wyjątkowa na wiele sposobów. Faktycznie genialny naukowiec, który wniósł wiele dobrego do świata… tylko po to, by na koniec życia nieco się zgubić. Doktor Linus Pauling, podwójny noblista, ale i źródło terminu „choroba noblisty”.

Źródło- wikipedia

„Choroba noblisty” to termin wymyślony w środowisku sceptycznym na fakt, ze wielu laureatów nagrody Nobla w swojej dalszej karierze stawała się zwolennikami wyjątkowo głupich i absurdalnych teorii. Praktycznie zawsze teorie te dotyczą obszaru wychodzącego zdecydowanie poza kompetencje, które zapewniły laureatowi uznanie. Są jednak głoszone z absolutną pewnością i przekonaniem. Tak, jakby dotychczasowe sukcesy przekonały tą osobę, że skoro tak dobrze zna się na innych rzeczach, to będzie się znała również na tej. Oczywiście, nie jest to prawdziwa choroba, w znaczeniu medycznym. Jednocześnie jest jednak dość wyraźnym zjawiskiem społecznym. Nie musi się też ograniczać do faktycznych laureatów nagrody Nobla – inne przejawy wielkiego sukcesu w karierze potrafią uruchomić dokładnie ten sam wzorzec działania. (Przykładem jest tu np. ekonomista Nassim Taleb, który, po sukcesie swoich przewidywań co do krachu ekonomicznego zaczął uważać się za eksperta m.in. w zakresie GMO.)

Choć Linus Pauling nie był pierwszym noblistą, który doświadczył „choroby noblisty”, to on był inspiracją do jej opisania i nazwania. Niewątpliwie przyczynił się do tego fakt, że był jednym z nielicznych w historii podwójnych laureatów nagrody Nobla (i jedynym, którego nagrody nie były współdzielone z innymi laureatami). To przez pewien czas uczyniło z niego większy autorytet i symbol nauki niż Einsteina. Niestety – właśnie za sprawą wspomnianej „choroby noblisty”, dziś o Paulingu pamięta niewielu, a Einsteina zna każdy.

Pauling urodził się na przełomie XIX i XX wieku, w okresie w którym kwitła fascynacja nauką. Za sprawą popularyzacji prostych eksperymentów chemicznych czy tanich zestawów do samodzielnego konstruowania radia kryształkowego, dziesiątki tysięcy młodych ludzi odkrywało piękno nauki i wykształcało w sobie pasję na całe życie. Tak było też z Paulingiem, którego chemią zaraził kolega. Pasja do nauki pchnęła go przez liceum (którego formalnie nie ukończył ze względu na nieodbycie dwóch kursów z historii – liceum przyznało mu w końcu dyplom 45 lat później, gdy był już podwójnym noblistą), do koledżu i na uniwersytet CalTech, gdzie zrobił doktorat z chemii fizycznej i matematyki fizycznej. Niedługo później dostał jedno z najbardziej prestiżowych stypendiów w  USA, stypendium Guggenheima. W jego ramach podróżował po Europie, gdzie uczył się m.in. od Nielsa Bohra czy Erwina Schrodingera. W tym okresie zainteresował się fizyką kwantową i stał się jednym z prekursorów chemii kwantowej. To za zasługi w ramach tej tematyki, skupione na strukturze wiązań chemicznych, Pauling otrzymał po latach swoją pierwszą nagrodę Nobla, z chemii, w 1954 roku.

Zaangażowanie Paulinga w fizykę i jego kontakty z czołowymi fizykami jego epoki przełożyły się na jego aktywizm przeciwko broni jądrowej, za który został wyróżniony drugą nagrodą Nobla, tym razem pokojową, za 1962 rok. Sam Pauling przyznawał, że jego żona powinna być współnagrodzona i żałował, że do tego nie doszło.


Nie jedna, a aż dwie nagrody uczyniły z Paulinga absolutną gwiazdę ówczesnej popkultury i dyżurnego „eksperta od wszystkiego” w mediach. Przy tej okazji zaczęły jednak wychodzić niektóre jego bardziej specyficzne poglądy. Był np. zwolennikiem umiarkowanej eugeniki (uważał, że osoby z defektywnymi odmianami genów powinny być w widoczny sposób znakowane, by zredukować szanse na to, że dobiorą się w pary i urodzą wadliwe dzieci). Innym takim poglądem, za który jest dziś najlepiej pamiętany, jest jego obsesja n.t. megadawek witaminy C.

Jak to często bywa, wiara w tą ideę wzięła się z własnych doświadczeń. Pauling miał poważną chorobę nerek, którą jego żona miała rzekomo kontrolować przy użyciu odpowiedniej diety i suplementów witaminowych – co przekonało Paulinga do takich suplementów. Zainspirowany tym doświadczeniem, oraz teoriami psychiatry Abrama Hoffera n.t. pozytywnych efektów dużych dawek niacyny, Pauling zaczął promować koncepcję tzw. medycyny ortomolekularnej, wraz z jej esencją, podawaniem ogromnych dawek witaminy C, m.in. w celu leczenia nowotworów.

W latach 60-tych koncepcja megadawek witaminy C nie była jeszcze tak absurdalna, jak dzisiaj. Pauling doskonale pamiętał o tragedii swojej matki. Ta zmarła w 1926 w szpitalu psychiatrycznym, wyniszczona przez anemię wynikającą z przewlekłego deficytu witaminy B-12. Tragicznie, zmarła akurat wtedy, gdy lekarze dochodzili już do prawdziwej natury trapiącej ją choroby. Skoro jego matka mogła umrzeć przez taki deficyt, ile innych osób umierało przez podobne, ale wciąż niezdiagnozowane?

Koncepcja ta nie była więc aż tak absurdalna, jak moglibyśmy dziś sądzić. Kolejne badania nie pokazywały jednak skuteczności takiej interwencji (lub wskazywały na poważne braki metodologiczne), a Pauling uparcie tkwił przy swoim zdaniu. Badania podważające jego tezy odrzucał jako oszustwo lub celowe manipulacje. Jego prestiż jako podwójnego noblisty pomógł wprawdzie wypromować rynek suplementów witaminowych do ogromnego biznesu, jakim jest dzisiaj… ale odbyło się to za cenę roztrwonienia tego prestiżu. Dziś mało kto – za wyjątkiem zawodowych chemików oraz zwolenników masowej suplementacji – rozpoznałby nazwisko Paulinga, mimo jego ogromnych osiągnięć.

Z perspektywy promowania mega-dawek witaminy C na raka, ironią i tragedią za razem wydaje się fakt, że sam Pauling zmarł właśnie w wyniku nowotworu i to stosunkowo niegroźnego, jakim jest rak prostaty. Do dziś wspominany jest jako wielka postać nauki, która na starość stoczyła się w otchłań może nie obłędu, ale po prostu zagubienia.


Gdzie tu szkoda?

Megadawki witaminy C promowane przez Paulinga nie pomogą w ochronie zdrowia. Przeciwnie, przyjmowanie takich suplementów może niestety prowadzić do uszkodzeń wątroby. Nie sposób, niestety, przecenić rolę Paulinga w wypromowaniu biznesu suplementowego, który w swej istocie sprowadza się do naciągania ludzi na rzeczy które, jeśli dobrze pójdzie, nie działają (a niekiedy szkodzą). Nie znaczy to, że suplementacja zawsze będzie zbędna, ale niestety ogromna część tego „co powszechnie wiadomo” w temacie to efekt zwykłych działań marketingowych firm sprzedających bezużyteczne produkty dające jedynie poczucie dbania o zdrowie.

Dodatkowo Pauling bywa wykorzystywany jako argument za różnymi innymi odlecianymi pseudoterapiami. Zwykle taka linia argumentacji brzmi: „Pauling był tak mądry, podwójny noblista, a jak zajął się ‚zakazanymi’ obszarami, to został zniszczony przez establishment naukowy… więc nasz odleciany sposób na leczenie raka działa, tylko establishment chce to ukryć.” Jest to oczywiście absurd. Linus Pauling był bardzo inteligentnym człowiekiem, który niestety za bardzo zawierzył w pewnym momencie w swoją inteligencję – i poniósł za to cenę.


Powrót do strony cyklu.


Projektowanie Szkoleń - skuteczność szkolenia w ogromnej części zależy od tego, jak dobrze zostanie ono zaprojektowane. Kurs Projektowanie Szkoleń to dwa intensywne dni, na których dowiesz się jak konstruować szkolenia zapewniające uczestnikom optymalne skorzystanie z procesu rozwojowego. Do 15 kwietnia w przedpłacie tylko 790 zł!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis