Co jakiś czas dostaję wiadomość w stylu „nie znalazłem na blogu niczego o ego, czy pisałeś coś o tym?” Cóż, nie pisałem. W końcu jednak nagromadziło się tych pytań na tyle dużo, że postanowiłem coś wyprodukować.


Od razu napotkałem jednak pierwszą przeszkodę – o czym konkretnie mam pisać?

Termin „ego” nie funkcjonuje bowiem praktycznie w psychologii. Pojawia się tam jedynie w kontekście Freudowskiego modelu świadomości- id (popędów), ego (normalnego funkcjonowania) oraz superego (norm moralnych). Tylko takich teorii Freuda nikt dziś w psychologii nie traktuje zbyt poważnie (przy szacunku dla wkładu, jaki wniósł w naukę psychologii). Również pytający o „ego” raczej nie pytali o takie rozumienie tego terminu, bo i co miałbym im odpowiedzieć? „No tak, była taka idea Freuda”?


Skoro więc nie mówimy o takim ego, to o czym? Zostają nam interpretacje potoczna i religijna (tudzież „rozwojowa”, o czym za chwile).

Ego w rozumieniu potocznym to po prostu miłość własna, duma i pycha. Potoczne „ego” to tak naprawdę skrót słowa „egoizm”.

Religijne „ego” – występujące w buddyzmie czy niektórych formach hinduizmu – to osobowe poczucie „ja”, które jest tam postrzegane jako złudzenie. Co istotne, w tym „ego” nie ma podtekstu miłości własnej. Jest ono postrzegane jako ograniczenie, ale ze względu na jego ułudną naturę, przywiązującą ludzi do świata, nie ze względu na wiązaną z nim kwestię miłości własnej. Ekstremalny, wybitnie pokorny altruista może być w tym ujęciu równie przywiązany do świata i cierpienia, co zakochany w sobie palant.


To wszystko prowadzi nas do „ego” o jakie zwykle pytają moi rozmówcy, o dziwny amalgamat stworzony w światku rozwoju osobistego, dziwaczną mieszaninę potocznego i religijnego znaczenia „ego”. To „rozwojowe ego” oznacza jednocześnie miłość własną oraz osobowe poczucie „ja” wiążące ze światem. Ta mieszanina jest, jeśli się nad tym zastanowić, odmianą refluksji, struktury o której już tu parę razy wspominałem. Dla przypomnienia – refluksja to truizm, który ma drugie, pozornie głębokie, a w rzeczywistości absurdalne dno. W zależności od potrzeby można jej bronić na poziomie truizmu, lub postulować to głębsze znaczenie, którego wiarygodność jest wzmacniana przez prawdziwość truizmu.

Rozwojowe ego jest właśnie taką refluksją. Można go bez problemu bronić na poziomie truizmu („egoizm jest zły”), a jednocześnie przypisywać mu całą masę pozornej quasi-religijnej głębi i pseudoduchowościowych skojarzeń. Jeśli ktoś zaprotestuje przeciwko religijnym interpretacjom, stawiamy mu zarzut na poziomie truizmu, a gdy nie będzie w stanie go odbić (bo to wszak truizm), ogłaszamy, że dowodzi to interpretacji religijnej.

Proste, wredne, manipulatywne, ale całkiem skuteczne i służące utrwaleniu się tego memu w środowisku rozwojowym.


Rozwiązanie? Nazwanie sprawy wprost, poprzez wskazanie na refluksję, lub zapytanie o to o jakim rozumieniu słowa „ego” mówimy – potocznym, religijnym, czy jakiejś dziwnej mieszance znanej tylko rozmówcy? To wyrównuje pole dyskusji i umożliwia nam lepsze odniesienie się do argumentacji.

lao-142277_640

No więc stało się, napisałem o „ego” :) Freudowskie? Nie przepadam. Potocznie rozumiane? Fakt, warto nad nim pracować? Religijne? Sorry, nie moja religia. Pseudoduchowościowe/rozwojowe? Zwykła refluksja. I to by było na tyle :)


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis