Efekt Mona Lizy, czyli dlaczego nic nie jest warte tyle ile nam się wydaje

Czy dzieła sztuki są dziełami obiektywnie?

Źródło: Wikimedia Commons

Jakie jest największe dzieło sztuki w historii ludzkości? Większość osób w kulturze zachodu przywoła właśnie Mona Lizę autorstwa Leonardo Da Vinciego. (Podpowiedź w tytule i grafice powyżej też pewnie pomaga w udzieleniu akurat tej odpowiedzi ;) )

Słynna Mona Liza. Jej tajemniczy uśmiech. Jej niezwykłe spojrzenie. Krytycy sztuki zachwycają się nią i zgłębiają jej tajniki od dokładnie 106 lat, sześciu miesięcy i dziesięciu dni… (Na moment powstania tego wpisu.)


Dlaczego jesteśmy w stanie wskazać precyzyjnie tą datę? Czy to moment, w którym Mona Liza została odkryta w skarbcu jakiegoś bogacza i udostępniona światu?

Cóż, nie, wisiała w Luwrze niemal nieprzerwanie od czasów Rewolucji Francuskiej, ponad sto lat wcześniej.

Ale 21 sierpnia 1911 roku Mona Liza została z Luwru ukradziona.


Nie, żeby zostało to od razu zauważone. Mona Liza była bowiem na tyle niszowym i mało istotną pracą Da Vinciego, że nikt specjalnie nie zwrócił uwagi na jej zaginięcie. Dopiero dzień po kradzieży jeden z gości zapytał o sprawę szefa ochrony. Ten na początku uznał, że ktoś musiał zdjąć obraz do sfotografowania i dopiero po kolejnych kilku godzinach wyszło, że został faktycznie ukradziony.

Sprawą przez długie miesiące żył cały Paryż. Przesłuchiwani w niej byli jako podejrzani m.in. Apollinaire i Picasso. Wszyscy głowili się nad tym, czemu ukradziono akurat ten obraz, dla szerszej publiczności zupełnie nieznany. Jak to, jesteś w Luwrze, skarbcu najwspanialszych dzieł sztuki w historii i kradniesz akurat coś takiego? Albo jesteś szalony… Albo wiesz coś, czego inni nie wiedzą. Może ten obraz jest wspanialszy, niż się wszystkim wydawało?

Tak właśnie powstała legenda Mona Lizy. Zwykły portret, mało istotna praca niespecjalnie znana poza światem sztuki, awansowała do roli arcydzieła tylko dlatego, że ktoś zdecydował się je ukraść… I nikt nie mógł zrozumieć czemu nie ukradł czegoś lepszego.

(Jeśli chodzi o złodzieja, po dwóch latach sam się zgłosił. Jeden z pracowników Luwru, Vincenzo Peruggia, włoski patriota, chciał by obraz wisiał w rodzinnym kraju Leonarda. Ukrył się w schowku na szczotki i po godzinach pracy wyniósł obraz pod płaszczem.)

To wtedy zaczęło się doszukiwanie wyjątkowości Mona Lizy, jej „niezwykłego” uśmiechu, „oczu podążających za widzem po pokoju” (co jest chyba przyjemniejsze od Pratchettowskiej „Mony Ogg” i jej „zębów podążających za widzem po pokoju”…), „efektu Mona Lizy”, itp.


Tymczasem prawdziwym efektem Mona Lizy jest to, jak coś mało wartościowego może dzięki chwili sławy stać się najcenniejszym dobrem kultury zachodu!

Pomyśl o tym chwilę! Mona Liza, ta Mona Liza, to niezwykłe, wyjątkowe dzieło sztuki… Przez większą część swojej historii była trzeciorzędną pracą Da Vinciego. Zyskała sławę nie przez swoje walory artystyczne, ale dzięki szumowi medialnemu.

Nie jest to też bynajmniej wyjątek w świecie sztuki. Bach już za życia był uważany za przestarzałego, sławę zyskał dzięki wypromowaniu długo po śmierci. Podobnie Van Gogh i wielu, wielu innych artystów – malarzy, pisarzy, muzyków. Nawet „wielki bard Szekspir” za życia był takim odpowiednikiem dzisiejszych telenowel. Żaden z tych przypadków nie jest tak ekstremalny jak Mona Liza, ale wszystkie pokazują nam jedną istotną kwestię…

To, czy coś jest dziełem sztuki, czy nie, jest w ogromnej większości subiektywne i kulturowe.


Jasne, mamy pewne „twarde” markery dzieła sztuki. Jesteśmy w stanie podłączyć kogoś do fMRI, sprawdzić aktywację jego kory mózgowej i powiedzieć, które utwory czy dzieła sztuki silniej reagują na co. Można z tej perspektywy wskazać na obiektywne dzieła sztuki, a nawet je porównywać pod kątem intensywności reakcji. (Kiedyś będzie artykuł w temacie, zainteresowanych odsyłam do „Tell-Tale Brain” Ramachandrana i rozdziałów o sztuce.) Tyle tylko, że te pierwotne reakcje mogą być następnie hamowane lub wzmacniane przez inne struktury będące wynikiem kulturowego uwarunkowania. Innymi słowy, nasze pierwotne reakcje mówią „to jest dzieło sztuki”, ale nasze nowsze mogą równie dobrze powiedzieć „to jest WIELKIE dzieło sztuki” jak i „nie, to jest szajs”. I to tych nowszych reakcji posłuchamy.


Ten temat jest dla mnie fascynujący o tyle, że to jeden z wielu, wielu przykładów na to jak szeroko rozumiany marketing kreuje nasz świat. Jak bardzo wirtualny jest ten świat. Jak wiele rzeczy, które uznajemy za święte i absolutne prawdy od pokoleń, wyszły przypadkiem i po prostu się utrwaliły.

Zrozumienie tego daje ogromną przestrzeń do zmiany – zarówno siebie, jak i świata wokół.



Praktyk Beyond NLP - skoncentrowana dawka rozwojowej wiedzy i praktycznych umiejętności. Komunikacja, inteligencja emocjonalna, perswazja, zarządzanie czasem, organizacja czasu. To wszystko i dużo więcej- już 17-25 marca 2018!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)



Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Zdzisiu

    Czyli „Mona Liza” to taka celebrytka w świecie sztuki? Znana z tego że jest znana, chociaż przed pewnym skandalem nikt o niej nie słyszał?

  • Andrzej

    Zawsze ciekawiło mnie w sztuce właśnie to czy dane dzieło można uznać za obiektywnie dobre, pod samym względem warsztatowym.

  • ledres

    „Jesteśmy w stanie podłączyć kogoś do fMRI, sprawdzić aktywację jego kory
    mózgowej i powiedzieć, które utwory czy dzieła sztuki silniej reagują
    na co.” – chyba „wpływają”, a nie „reagują”?

  • Pavel K.

    Tej historii Mony Lisy nie znałem. Artur, możesz podać źródło? Chętnie przeczytałbym coś więcej w tym temacie.

    • Dość powszechny wątek, nawet angielska wiki zbiera stosowne dane, sam trafiłem na to przy okazji jakiegoś artu o złudnej wartości rzeczy.