Dziecinność w dorosłości

Czy będąc dorosłymi powinniśmy porzucić pewne zachowania? Czy pewne zainteresowania, sposoby spędzania czasu czy myślenia są ze swojej natury dziecinne? A jeśli tak, to czy znaczy to, że należy z nich, po pewnym wieku, zrezygnować?

Jest coś głęboko paradoksalnego w koncepcjach dzieciństwa i dorosłości. (Nie wspominając nawet o stosuknowo nowej kategorii, czyli wieku nastoletnim.) Te próby wypisania jasnych, twardych granic na czymś, co jest tak bardzo płynne, zmienne i wieloaspektowe… Cóż, mają swoją rolę.

Społecznie, prawnie, kulturowo potrzebujemy mieć jakieś jasne granice. Do jakiego wieku dana osoba jest przede wszystkim pod opieką innych, a od jakiego przede wszystkim decyduje o sobie? W jakim wieku można mówić o świadomej decyzji o uprawianiu seksu, a w jakim będzie to wykorzystywanie osoby, która nie potrafi jeszcze w pełni świadomie o sobie decydować? Od jakiego wieku osoba może mieć czynne i bierne prawo wyborcze? Ponosić pełną odpowiedzialność za łamanie prawa? Pracować? To były i są ważne kwestie. Odrzucając je całkowicie i dając wszystkim takie same obowiązki wracamy do epoki w której ośmiolatkowie pracowali w fabrykach i byli wieszani za kradzież bochenka chleba.

Jednocześnie jednak chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że są to strasznie umowne kwestie. W Niemczech 16-latkowie mogą pić legalnie alkohol do 15%. W Polsce 18-latkowie każdy, w USA dopiero 21-latkowie. (Piją wszycy, każdy, ale to inna historia…) Prawo wyborcze czasem pojawia się w wieku 15 lat (Indie), a czasem 21 (Singapur). Nie jest też tak, że są one jakoś mocno osadzone w naukowej prawdzie o ludzkim rozwoju. Ten bowiem po pierwsze, wg. różnych badań, trwa nawet do późnej 30-tki, a po drugie jest zależny od bardzo wielu czynników. Nawet taka dojrzałość seksualna, łącznie z wiekiem pierwszej miesiączki może zależeć od bardzo różnych kwestii – pewne źródła historyczne sugerują, że w okresie renesansu średni wiek pierwszej miesiączki mógł wynosić 16 lub nawet 17 lat! (Choć prawda jest też taka, że źródła w temacie są dość niskiej jakości.)

A skoro sięgamy do historii – zwiększenie przeciętnego czasu edukacji także wpływa na postrzeganie dorosłości. Dziś, gdy większość ludzi uczy się do 18-19 roku życia, a znaczna część nawet do 23-24,  wiek dorosły, kojarzony z samodzielnością, wydaje się przesunięty względem czasów, gdzie 16-17 latek wkraczał już domyślnie w dorosłe, w pełni odpowiedzialne życie.


Cały powyższy wstęp miał za zadanie wskazanie, że „dorosłość” czy „dzieciństwo” są dużo bardziej umowne, niż zwykle o nich myślimy. Nic dziwnego – to w końcu ludzkie określenia i ludzkie granice, a nie coś twardo wpisanego w biologię. (Chyba, że za granicę uznajemy moment możliwości rozmnażania, ale tu by wychodziło, że 11-12 latki będą już nie raz dorosłe. Wątpie, by ta teza miała wielu zwolenników.)

Ta umowność dzieciństwa i dorosłości jest z kolei ważna gdy patrzymy na zachowania, zainteresowania, itp. które zwykło się uznawać za „dziecinne” lub „dojrzałe”. Gdy zakładamy, że ludziom w pewnym wieku „nie wypada” się interesować pewnymi rzeczami, a „wypada” innymi. Tak naprawdę, gdy o tym mówimy, jedyne co robimy to staramy się podtrzymać pewną umowę społeczną p.t. „dorosłe osoby tak się zachowują/nie zachowują”.

Tyle tylko, że ta umowa również jest palcem na wodzie pisana. 15 lat temu gry komputerowe były domeną dzieci i niepoprawnych nerdów. Dziś mediana wieku graczy przekroczyła 31 lat. Komiksy były kiedyś tylko dla dzieci, a potem kilka wybitnych dzieł sprawiło, że powstał cały nurt „noweli graficznych” i nagle dorośli też mają „prawo” się tym interesować. Podobnie z modą i stylami ubioru i innymi kwestiami, które przypisujemy dzieciom lub dorosłym

Może więc to nie o konkretne zachowania chodzi? Nie o stroje? Nie o gusta?


Ale z drugiej strony mamy konkretne problemy psychiatryczne związane ze społeczną niedojrzałością (popularnie nazywane „syndromem Piotrusia Pana”). Problemy te nie są czymś, co można trywializować. Zbyt wiele osób – zarówno bezpośrednich ofiar, jak i ich bliskich – cierpi w wyniku tego typu skłonności. Możemy więc i powinniśmy mówić o problemach z nadmiernym zdziecinnieniem czy niedojrzałością. Nie da się wszystkiego tutaj przekreślić jako zwykłej umowy społecznej, którą można sobie spokojnie zignorować, jeśli tylko wiesz na czym polega. Niedojrzałość i nadmierne zdziecinnienie są realnymi problemami. Jak więc pogodzić te dwie sprzeczne kwestie?


Kluczem, jak to często bywa, jest tu proporcja i dobór zachowania do sytuacji.

Nie ma absolutnie nic złego w „dziecinnych” hobby, zachowaniach, stylu ubierania się – jeśli stanowią one element życia, a nie jego sedno.

Możesz pasjonować się klockami lego czy serialem My Little Pony – pod warunkiem, że równocześnie jesteś w stanie zadbać o siebie i swoich bliskich. Możesz pasjami oglądać Dextera –  tego laboratorium, nie tego od seryjnego mordowania seryjnych morderców – i jednocześnie prowadzić zdrowe, odpowiedzialne życie. Możesz mieć półkę pełną dziecięcych przytulanek w sypialni – i jednocześnie mieć normalne, zdrowe życie seksualne. (Jeśli modyfikujesz te przytulanki tak, by w tym życiu brały udział, wszelako, to tak, jestem zaniepokojony…) Problemem jest, jeśli któryś z tych obszarów szwankuje. Całkowite wyrzeczenie się „dziecinności” jest bowiem równie krzywdzące dla siebie, jak całkowite się jej oddanie. Tracisz wtedy za dużo na pozowanie i udawanie, na grę pod to jaki społecznie masz być. A to kiepski układ.



15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Kuba

    Taki wpis i nic o mieszkaniu z rodzicami…? ;)

    A to chyba jest najbardziej piętnowane w dzisiejszych czasach. Czy słusznie?

    • Złożony temat, może oddzielny wpis kiedyś wrzuce.

  • Kamil Kaczmarek

    Kolejny pomysł na artykuł(y): zachowania kompulsywne. Sam mam z tym problem. Np. jak chcę sobie napisać program, który ma mi coś obliczyć, co mnie interesuje. Potrafię wkręcać się w to na długie godziny, wręcz nie jeść i nie spać, żeby tylko to dokończyć. Słyszałem od ludzi, że też zdarzają im się takie przypadki wkręcania się w coś i niemożności zaprzestania/odwrócenia uwagi. Jak to przerwać?

  • Pavel K.

    Pod tym względem żyjemy w ciekawych czasach. Jakiś czas tam temu czytałem wywiad z Adamem „Nergalem” Darskim, który powiedział coś takiego:
    „Z kolei gdy patrzę na kolegów, też rówieśników, to zastanawiam się,
    czego ci starsi panowie ode mnie chcą. Mam wrażenie, że zatrzymałem się
    parę lat wcześniej. To jest zupełnie inny świat. Z kolei mam też kumpli,
    którzy są starsi ode mnie o 20, 30 lat i mam wrażenie, że jesteśmy na
    podobnym poziomie mentalnym, cały czas się inspirujemy, nakręcamy,
    napędzamy.”
    Mam bardzo podobne obserwacje, moi rówieśnicy ze szkoły w większości są po ślubach i z dziećmi, podczas gdy ja jestem singlem, mam swoje hobby, często chodzę na koncerty i dużo podróżuję. To jest naprawdę piękne, że każdy może żyć tak jak chce.

  • Paweł Gabrysiak

    Już dawno skończyły się czasy gdy każdy żył wg schematu szkoła, praca, ślub, dzieci. I bardzo dobrze bo nie każdy tego chce. Podział na dzieciństwo i dorosłość jest w pewnym sensie reliktem przeszłości. 30 letni stary kawaler grający w Metina nie jest niczym złym o ile nie jest pasozytem na garnuszku rodziców. Jednym słowem, rób co chcesz i wszystko jest ok jeżeli nie szkodzisz sobie i innym.