Dlaczego w szkole powinni nas uczyć powiązań, a nie faktów

Jeśli jest jedna rzecz, którą miałbym wskazać na klątwę naszego systemu edukacji, to jest nią postawienie na pamięciówkę. Nie jest to tylko nasz problem – wiele krajów ma tu jeszcze gorzej. Nie jest to też problem polityczny – w zasadzie za każdej partii podchodzono do tematu tak samo.

Zapamiętaj daty. Dane. Informacje.

Zabrakło natomiast relacji między nimi.

Do dziś pamiętam jakim szokiem było dla mnie, czytając biografię Talleyranda* odkryłem, że przejęcie władzy przez Napoleona w trakcie rewolucji to nie było takie „hop siup”. (*Polecam. Facet dostał epitafium „sprzedał wszystkich, którzy go kupili”. Jak tu go nie kochać? ) Mimo solidnego zainteresowania historią (z takim nazwiskiem trudno inaczej ;) ), ze szkoły wyniosłem proste „był bohaterem wojennym, wrócił i dali mu władzę”. Tymczasem prawdziwa historia była zdecydowanie bardziej złożona – i bardziej fascynująca.

Podobnie większość tego, o czym się uczyliśmy. Z biografii, listów i pamiętników, które uwielbiałem czytać, wychodziła zdecydowanie odmienna i bardziej złożona wizja świata, niż to, co wydawało się wynikać z prostych dat i faktów. Ale to też nie do końca prawda. Bo z tych dat i faktów mogły wyjść podobne historie – gdybyśmy byli uczeni myśleć o tym jak są powiązane.


Jeśli miałbym wskazać na największy problem naszego systemu edukacji, to właśnie fakt, że nie byliśmy uczeni szukania takich relacji przyczynowo-skutkowych.

(Jasne, niektórzy mieli szczęście trafić na wybitnych nauczycieli, którzy  -nieco wbrew wymogom kuratorium – uczyli swojego kawałka właśnie w ten sposób. Ale ilu z nas miało takie szczęście choć co do jednego, nie mówiąc o większej ilości przedmiotów?)

To boli, z wielu powodów.


Po pierwsze – mocno utrudnia przywołanie tego, czego się uczyliśmy przez lata. Nasza pamięć działa na zasadzie sieci. Im więcej połączeń „wchodzących” tym łatwiej przypomnimy sobie jakąś informację. A takie połączenia pojawiają się między innymi wtedy, gdy myślisz o tym skąd coś się wzięło, jakie ma powiązania z innymi elementami czy co z tej kwestii wynika.

Gdy uczysz się czystej pamięciówki, to nie tylko trudniej będzie te treści przywołać na egzaminie. Tym trudniej będzie je przywołać za dziesięć czy piętnaście lat, kiedy bodźce przywołujące w postaci szkolnego otoczenia czy kolegów gdzieś znikną.


Po drugie – jeśli ze szkoły nie wyniesiemy nawyku szukania relacji przyczynowo-skutkowych, to raczej zabraknie nam go też w dorosłym życiu. A to może być dużym problemem. Uważam, że jednym z istotnych powodów dla których ludzie tak ochoczo wierzą w różnego rodzaju odloty jest fakt, że nie mają skłonności do rozważania konsekwencji takiej tezy. Dużo łatwiej jest powtarzać tezy np. o spisku lekarzy ukrywających lekarstwo na raka, jeśli nie musimy rozważyć, że oznaczałoby to, że nasza znajoma lekarka też musiałaby w tym spisku brać udział – czy naprawdę uważamy ją za morderczynię?


Po trzecie – bo czyni to całą naukę szkolną bardziej pasywną i nieprzyjemną. Mózg lubi być zaangażowany, przynajmniej do pewnego stopnia. Aktywne zadania – w tym doszukiwanie się relacji przyczynowo skutkowych – dają coś więcej niż skuteczniejszą naukę. Dają przyjemność. Dostrzeżenie nowego wzorca, nowej relacji jest nagradzane przyjemnym zastrzykiem dopaminy. Szkoła ucząca relacji przyczynowych to szkoła przyjemniejsza. To dzieciaki, które bardziej lubią się uczyć. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać jak to wartościowe?


Dlaczego więc szkoła stawia raczej na pamięciówkę?

Cóż, na pewno jest to łatwiejsze. Łatwiej tak pisać programy. ZDECYDOWANIE łatwiej sprawdzać taką wiedzę testowo. Łatwiej tego uczyć – do uczenia myślenia wymagane są większe kompetencje, niż do dyktowania treści do zapamiętania.

Ale myślę, że prawdziwa przyczyna jest inna.

Jest nią zwykła bezwładność.

Tak było. Tak się uczyło. Nikomu nie przychodzi więc do głowy systemowa zmiana tego. Łatwiej jest korygować istniejący system – przepychając się o gimnazja czy milion innych rzeczy w ramach niego – niż spróbować podjąć się prawdziwego myślenia, czyli redefiniowania całego systemu od nowa.

To ogrom pracy. Tylko nie podejmując go, tracimy tak wiele, że szkoda to nawet rozważać…



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Prawda, a gdyby dodać do tego interaktywne nauczanie np. doświadczenia z chemii, odgrywanie scenek na lekcjach historii, to wtedy byłoby już dobre combo :)

    • grungni

      Taaa żeby to było takie proste… jak nauczyciel chce to czesto nie ma jak bo dyrekcja zapewnia np. 3 kwasy, NaOH, cukier, sól i rękawiczki.

  • Umiejętności Przyszłości

    Święte słowa. Skoro już się rozmarzyliśmy, to ja bym jeszcze chciała nawiązywania na polskim do tego, co było na historii i na muzyce do matematyki. Maja

  • Michał Stradomski

    Pamiętam, że granie w Civilization fajnie uczyło tych „powiązań” w historii czy wogóle myślenia systemowego. Teraz podobną rolę pełni Minecraft w najmłodszym pokoleniu.