Dlaczego to dobrze, że w szkole uczono nas „bezsensownych rzeczy”

Łomatko! Jakbym dostawał złotówkę za każdy raz, gdy słyszę lub czytam narzekania na „te wszystkie bezsensowne rzeczy, których musieliśmy się w szkole uczyć”, to mógłbym za to postawić własną szkołę ;)

Powiem tak – sam wtedy na to psioczyłem. Bardzo.

Tylko dziś, bogatszy o parę lat doświadczeń, psioczę na coś zupełnie innego. Że w wielu miejscach nie przykładałem się, sam dla siebie, tak jak mogłem. Że nie starałem się zrozumieć i poukładać sobie pewnych spraw.

Bo z perspektywy tego, co wiemy nt. pamięci i myślenia, te „bezsensowne rzeczy” wcale nie były takie bezsensowne!

Zanim wyjaśnię, kilka zastrzeżeń. Bezdyskusyjnie szkoły nie są idealne, a w wielu sytuacjach wręcz są wredne.

Ogromnym problemem naszej edukacji jest to, że nie wyjaśnia uczniom PO CO się uczą. Nic więc dziwnego, że tak wiele osób kończy z przekonaniem, że absolutnie po nic.

Bezdyskusyjnie też wiele problemów można by ująć lepiej, ciekawiej, w bardziej interesujący i trafiający do uczniów sposób.

 Również sami nauczyciele mogliby być lepsi i bardziej kompetentni (zarówno merytorycznie, jak i w podejściu do uczniów). Nie twierdzę też, że nie ma nauczycieli świetnych i kompetentnych, sam mam wobec paru takich dług wdzięczności! Po prostu mogłoby ich być dużo więcej.

Jednocześnie wszelkie wady naszego systemu edukacji są czymś, co warto naprawić, a nie czymś, co ten system przekreśla.


Pamięć, a proces edukacji

No dobrze, więc czemu uważam, że nauka tych wszystkich całek, systemu trawienia jamochłonów i złóż węgla na Kamczatce miała swój głębszy sens? W końcu to wszystko można wygooglować!

Sęk w tym, że pamięć ludzka działa jak sieć. Każda rzecz, którą zapamiętasz staje się kolejnym elementem tej sieci i ułatwia zarówno zapamiętywanie nowych rzeczy, jak i przywoływanie już istniejących. Dlatego dobrze zbudowana, szeroka wiedza podstawowa – nawet jeśli większość z niej w dużej mierze zapomnisz – stanowi fundament, na którym później możesz zbudować prawdziwe cuda.

Jasne, ogromna część tych fundamentów pozostanie niewykorzystana, ale taka jest cena elastyczności w dzisiejszym świecie. Jeśli chcesz być gotowym dostosować się do różnych sytuacji, być w stanie jako dorosły nauczyć się różnych rzeczy, to potrzebujesz określonych podstaw.

Dlatego tak boleję nad rzeczami, co do których w szkole mniej się przykładałem. Bo dziś ich znajomość ułatwiłaby mi opanowanie kolejnych, nowych informacji. Po prostu zdecydowanie by procentowała. I oczywiście, mogę próbować dziś uczyć się tych rzeczy od nowa, ale będzie to proces wolniejszy – choćby dlatego, że nie mam dziś tyle wolnego czasu, ile miałem w podstawówce.

Ten efekt sieci pamięciowej jest tak silny, że gdy uczysz się nowych informacji na szereg różnych tematów, można z góry przewidzieć, że więcej i bardziej szczegółowych danych zapamiętasz na te tematy, w których już i tak masz rozległą wiedzę. W świecie informacji bogaci stają się jeszcze bogatsi. Im więcej już wiesz, tym więcej będziesz wiedzieć, tym więcej się nauczysz w tym konkretnym obszarze.

szkola

Myślenie, a proces edukacji

Fakt, fajnie byłoby, gdybyśmy byli uczeni w szkole krytycznego myślenia, ale ja nawet nie o tym. Chodzi mi bardziej o to, że im bardziej rozległą masz wiedzę, tym większa szansa, że wychwycisz wadliwą argumentację, nieuczciwe oferty, czy odloty, których wszak w googlu nie brakuje. Po prostu przypadkiem złapiesz coś, co Ci nie pasuje, a to uczyni Cię bardziej sceptycznym (i słusznie) do całego przekazu.

Ponadto, często potrzebujesz najpierw poznać i zrozumieć pewne rzeczy, by móc iść dalej. Dlatego właśnie ta „bezsensowna” wiedza nie jest taka bezsensowna. Przez (wadliwą) analogię, to jak motyw z Karate Kid i woskowaniem samochodu pana Miyagi*. Pewne rzeczy, pozornie bezsensowne, musisz zrobić, żeby później połączyły się w większą całość. Magicy sceniczni ćwiczą jak małpy pojedyncze ruchy, setki tysięcy razy… a potem łącza je w takie sztuczki, że czujesz się, jakbyś trafił do innego świata. Tak samo z wiedzą, czy z tymi nieszczęsnymi działaniami na matematyce – to po prostu coś, co trzeba odrobić by mieć szansę na więcej.

*To wadliwa analogia, wiem, że w praktyce akurat tak się karate nikt nie nauczy. Jednak fajnie demonstruje ona potrzebę wyrobienia pewnych podstaw, by móc dodawać kolejne rzeczy.

Nie każdy zostanie fizykiem teoretycznym. Ale nie masz specjalnie szans nim zostać, sięgając od razu po książki nt. fizyki kwantowej. Najpierw potrzebujesz zrozumieć bardziej podstawowe zjawiska. I najlepiej jest to zrobić gdy masz jeszcze czas i możliwości, oraz w wieku, w którym będziesz dopiero miał kontakt z masą informacji, które możesz podłączyć pod te dane.

Tak, wiele takich „fundamentów” się zmarnuje. Zupełnie jak z inwestycjami w startupy w biznesie – wiele nie wyjdzie. Jednak te, które wyjdą, zarobią i na siebie i na nieudane :) Tak jak z tą pozornie bezsensowną wiedzą, do której ogarnięcia zmuszają nas szkoły.


Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  przedpłata na e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Do premiery (15 czerwca 2017), promocyjna cena w przedpłacie! Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • W USA np. powoli odchodzą od wąskich specjalizacji w edukacji właśnie na rzecz budowania szerokich fundamentów zbudowanych z różnych dziedzin wiedzy. Dzięki temu absolwentom uczelni łatwiej jest potem rozwijać kompetencje w więcej niż jednym, bardzo wąskim obszarze specjalizacji. Stanowi to element dostosowania się do (jeszcze u nas nie tak bardzo obecnych) realiów, gdzie ludzie zmieniają zawód nieraz kilka razy w ciągu życia.

  • Marcin Ludwig

    nie do końca zgodzę się z artykułem. Nie zawsze obszerna wiedza jest potrzebna – jeżeli dany temat Cię interesuje to po prostu się dokształcisz, a przez te lata poświęcone na zdobywanie wiedzy ogólnej mógłbyś zostać bardzo dobrym specjalistą w jednej dziedzinie.

    Osobiście nie wykorzystuję prawie w ogóle wiedzy zdobytej w szkole i tak na prawdę naukę mogłem skończyć na szkole podstawowej. Fajnie, iż mam obszerną wiedzę na różne tematy, mogę z kimś na jakiś temat porozmawiać, lecz ta wiedza nie jest niezbędna. Dodatkowo obecnie zdobyłbym tę wiedzę o wiele szybciej, gdyż jestem bardziej świadomy tego jak przebiega proces nauki.

    Nie chodzi mi o całkowite ograniczenie nauki do tylko 1-2 przedmiotów, ale o szybsze nakierowanie na specjalizacje (np po podstawówce). Podam za przykład historię. Jest ona nauczana w podstawówce, gimnazjum oraz liceum/technikum/zawodówce (przynajmniej za moich czasów tak było). I tak na prawdę co 3/4 lata uczniowie są uczeni tego samego, rozszerzonego materiału (z drobnymi poprawkami) z którego nic nie wynika. A zamiast tego mogliby uczyć się specjalizacji, czegoś w czym są dobrzy lub czegoś co ich interesuje (sport/matematyka/fizyka/itd)

    Zgodzę się natomiast z faktem, iż szkoły nie uczą merytorycznej wiedzy – masz umieć i tyle, ale po co to już nikt nie powie

    • 1. W młodym wieku nie masz pojęcia w jakim kierunku będziesz się rozwijać, więc specjalizacja jest tu dość ryzykowna. Dodatkowo obszerna wiedza przydaje się także przy specjalizacji i lepiej ją umocawia.

      2. Co do wykorzystywania wiedzy lub nie – może być to trudno ocenić, bo nie zawsze wiesz jakiej inną rzecz, którą wykorzystujesz, nie byłbyś w stanie ogarnąć bez takiej wiedzy.

      3. W historii niewątpliwie przydałoby się nieco więcej myślenia procesowego (jakie były konsekwencje takiej rzeczy), ale nie można się zgodzić, że nic z tego nie wynika, przeciwnie, wiedza historyczna pozwala ogarnąć sporo innych rzeczy. Również powtarzanie i uzupełnianie materiału co jakiś czas nie jest złą strategią z perspektywy tego jak mózg się uczy.

      • Marcin Ludwig

        Ad 1 – ale dalej mimo wszystko będziesz wykształcony na tyle, aby dobrze wykonywać zawód, który możesz w przyszłości zmienić jeżeli Ci się nie spodoba. Jednakże jeżeli przedmioty będą nauczane z pasją to jestem przekonany, iż procent takich osób byłby niewielki.
        Już teraz i tak małe dzieci chodzą na koła naukowe – od najmłodszych lat rozwijają swoją pasję. Tylko są to dodatkowe zajęcia, a nie główny program nauczania. Ewentualnie można by zastosować okres przejściowy (obecne gimnazjum) gdzie masz rozszerzony dany poziom, ale możesz jeszcze zmienić kierunek nauczania.

        Ad 3 – to nie tylko problem historii. Np język polski – wykorzystujesz na co dzień analizę utworów/książek/powieści? Inna sprawa, że domyślanie się co ktoś inny miał na myśli jest bez sensu…
        Inny przykład chemia – rysujesz sobie wiązania związków chemicznych jak robisz zakupy?

        tak jak wspomniałem wcześniej – wykorzystanie mojej szkolnej wiedzy kończy się na poziomie podstawówki (nawet matematyki, a pracuję jako programista) i myślę, iż tak ma większość ludzi

        nie chodzi mi, aby całkowicie ograniczyć naukę z przedmiotów ogólnych, ale ją skrócić i nastawić na umiejętności praktyczne, o czym napisał Piotr
        uważam, iż 6 lat nauki (max 9) takich umiejętności ogólnych jest wystarczające, aby mieć ogólną wiedzę na różne tematy i co ważniejsze, aby ta wiedza była praktyczna

        ewentualne minimum to zamiast części przedmiotów wprowadzić zajęcia ogólnorozwojowe, np gra w szachy, czy różnego rodzaju zajęcia pozwalające rozwinąć kompetencje miękkie, nie mówiąc już o takich rzeczach jak nauka szybkiego czytania, zapamiętywania, itd

        • kiker

          „pracuję jako programista” zamurowało Arturka. Podejrzewam że gdybyś był w szkole podstawowej i pisał takie rzeczy byłbyś zrównany z błotem.

        • 1. By dobrze wykonywać zawód, który może się okazać niepotrzebny i co wtedy? :)

          3. Bezpośrednio analizę? Nie. Umiejętności wyciągnięte z tego? Tak :) Plus, ponownie, tak jak pisałem w tekście, nie chodzi o liniowe bezpośrednie wykorzystywanie, a o opcje które to otwiera :)

          Chemia świetny przykład – strasznie mnie boli że dopiero teraz wracam do ogarniania jej, ogromnie dużo dał mi np. kurs „Nauka w Gotowaniu” na Coursera, który pozwolił mi spojrzeć na kuchnię z perspektywy chemii i fizyki. Ale bez podstawy szkolnej w ogóle bym go nie ogarniał.

          4. Naprawdę nie jesteś w stanie trafnie ocenić co wykorzystujesz, a co nie, bo pewne rzeczy są podstawą do innych.

          5. Ciekawe, że postulujesz np. grę w szachy, która nijak nie generalizuje na inne aspekty życia, więc z byciem ogólnorozwojowym akurat nie ma wiele wspólnego. Czy to nie kwestia subiektywnych preferencji? :)

          • Marcin Ludwig

            rozmawiamy o dwóch różnych aspektach. Mi chodzi o suchą wiedzę teoretyczną. Ty piszesz o wyciąganiu wniosków z tej wiedzy.
            W szkole nauczyli mnie tylko suchej wiedzy, nie wyciągania wniosków, temu na bazie moich doświadczeń (twoje są prawdopodobnie inne) uważam, iż taki system edukacji nie ma sensu. Dodatkowo, dalej nie widzę w swoim życiu zastosowania dla rozróżniania trzynastozgłoskowców, czy wielu innych rzeczy, których nauczyłem się w szkole.
            Np nie umiem liczyć całki – ale na co dzień nie jest mi to potrzebne i się tego nie uczyłem. Jak będę miał taką potrzebę to się nauczę.
            Chodzi mi o kształcenie tego co jest potrzebne i przydatne. Nie na zaś, bo może kiedyś się Ci to przyda.

            Ad3. Ok – bez podstaw chemii nie ogarnąłbyś kursu o gotowaniu TERAZ. Ale co za problem najpierw przerobić podstawy chemii, potem zabrać się za ten kurs? Ja nie widzę problemu.
            Inny przykład, grasz na gitarze (jeżeli tak, to na potrzeby przykładu załóżmy, iż nie)? Chcesz zagrać piosenkę, ale nie znasz nut i nie umiesz grać na gitarze. Czy to znaczy, że nigdy w życiu nie zagrasz tej piosenki? Nie. To znaczy, że w tej chwili jej nie zagrasz.

            Nie zgodzę się co do szachów – rozwijają one logiczne myślenie, analizę, cierpliwość, planowanie. Oczywiście można te umiejętności wypracować w inny sposób, aczkolwiek szachy to gra/rozrywka. Lepiej rozwijać umiejętności poprzez rozrywkę.

            Wg mnie po skończeniu edukacji człowiek powinien móc podjąć dobrze płatną, lubianą „pracę”. Specjalistą można się stać w 8 lat, co idealnie pokrywałoby się z systemem szkolnictwa.

            Słowo praca objąłem cudzysłowem, gdyż ludzie wykonujący pasję nie pracują.

          • Sucha wiedza teoretyczna przekłada się na tworzenie struktur w mózgu umożliwiających późniejszą elastyczność :) Tak po prostu nasz czerep działa :)

            Próbujesz przyłożyć wiedzę szkolną do wiedzy obecnej 1:1, ale sęk artykułu sprowadza się właśnie do tego, że tak się nie da :)

            Jak nie zbudujesz odpowiednich podstaw, to nadrobienie ich za 20 lat będzie po prostu X razy trudniejsze. To nie jest opłacalne.

            Ad3.
            Problem taki, że teraz mózg Ci już działa deczko inaczej i nauczenie się tej chemii teraz, bez odpowiednich podstaw, zajmie Ci po prostu nieporównywalnie więcej czasu, niż gdybyś wtedy te podstawy zbudował :) O to się wątek rozchodzi :)

            Co do szachów – ponownie, nie są to umiejętności generalizujące się poza szachy. Masz te umiejętności rozwinięte w kontekście szachów, ale nie przenoszą się na inne obszary życia. Było badane :) Każde hobby można sobie racjonalizować, ale większość z nich się nie generalizuje niestety.

            Co do „pasji i nie pracowania”, oj, powtarzasz mit, oparty na myleniu „miłości” z „zauroczeniem” :)

          • Marcin Ludwig

            Ad3
            zgodzę się, iż teraz jakbym uczył się chemii bez podstaw, zajmie mi to więcej czasu
            jednakże będę się uczył czegoś co jest mi faktycznie potrzebne, a nie czegoś co może mi się kiedyś przydać
            a czas potrzebny na nauczenie się czegoś co mogłoby się przydać mogłem poświecić na coś co wykorzystuje na co dzień.
            oczywiście możemy też się sprzeczać, czy jako dziecko wiesz co będziesz robił w przyszłości, otóż w większości przypadków nie wiesz, ale możesz robić to co cię interesuje, nie zawracając sobie głowy innymi rzeczami
            a w razie czego, jak już na prawdę będziesz chciał to się kiedyś tego nauczysz
            tylko fakt – zajmie Ci to o wiele więcej czasu. Chociaż z tym też bym polemizował, bo np ja będąc w szkole nie znałem żadnych metod szybkiego zapamiętywania, nie wiedziałem jak uczyć się szybko i skutecznie
            teraz mogę bardziej efektywnie się uczyć
            chociaż myślę, iż sprowadza się to głównie do tego, iż będąc dziećmi mamy więcej czasu na naukę, niż w wieku 20-30-40 lat

            Artur, mógłbyś podać dane do badań odnośnie szachów? Chętnie bym się z nimi zapoznał ;)

            Mógłbyś też szerzej rozwinąć swoją myśl nt „pasji i nie pracowania”?
            Osobiście uważam, iż jest to możliwe. Przynajmniej w pewnym stopniu.

          • „ale możesz robić to co cię interesuje, nie zawracając sobie głowy innymi rzeczami” – grać w „Małysza”, WoWa, WoT, względnie w gałę?

            Nope, sorry, skrajne marnowanie potencjału. Metody szybkiego zapamiętywania są generalnie bezwartościowe pod kątem realnej nauki ze zrozumieniem, pasują do liczb, a niewiele więcej.

            Szachy i generalizacja umiejętności, na szybko -tu masz przytoczone dane związane z pamięcią i IQ (w toku argumentacji za inną kwestią, ale z bibliograficznymi linkami http://psy.fsu.edu/faculty/ericsson/ericsson.exp.perf.html)

            Pasja i praca – http://blog.krolartur.com/co-to-znaczy-pracowa-z-pasj/

          • Marcin Ludwig

            dzięki za linki ;)
            (link od badań nie działa)
            ten o pasji – zgodzę się nie trzeba czegoś uwielbiać, aby robić to dobrze, ale dobrze gdy tak jest
            i o to mi chodziło ;)

            co do Twojej odpowiedzi,
            w dzisiejszych czasach zarabiać można również na graniu w gry komputerowe
            jeżeli jest to kogoś pasja to osobiście nie widzę z tym problemu
            mając pomysł i umiejętności sprzedać można wszystko

            z graniem w gałę także nie widzę problemu
            dzieci zawsze chcą kogoś naśladować
            i najczęściej porównują się do idoli/najlepszych
            i jak je wspierać to dużo osiągną

            co do szybkiej nauki, chociażby takie sposoby jak zapamiętywanie skojarzeniami/używanie kilku zmysłów
            a nie sztywne wbijanie czegoś do głowy
            jak to robiłem za dzieciaka

          • Jaki procent graczy zarabia na grze w gry czy w piłkę? I jak oni trenują, bo jednak obstawiam że w deczko innym trybie, niż to co robiłoby większość dzieciaków „mogąc robić co sobie chce”. Typowy zwrot z takiego działania w porównaniu z typowym zwrotem z nauki szkolnej, przy wszystkich jej wadach, jest po prostu mizerny.

            Mając pomysł i umiejętności wciąż nie sprzedasz wszystkiego. Więcej – o ile umiejętności jeszcze mogą mieć znaczenie, to zawodowi inwestorzy venture capital pomysłami się niespecjalnie przejmują, bo pomysły są tanie i łatwe do odtworzenia :)

    • Jakub Królikowski

      Osobny problem polega tylko na tym, że w wieku 10-12 lat decydowałbyś w czym chcesz się specjalizować przez następne ~10 lat. To trochę się dzieje już teraz, ale to raczej słaba sytuacja.

      Historia jest uczono akurat po prostu idiotycznie, to osobna sprawa ;) Stawiam na złe proporcje materiału, ale nie wiem.

      EDIT: Odpisywałem w czasie, jak Artur napisał :(

  • Piotr

    Tu nawet nie chodzi o to, że ta wiedza jest rozległa, ale co zawiera.
    Piszesz, że nauczyciele nie wyjaśniają, po co uczą danego zagadnienia. Ale jak mają to robić, jeśli wcześniej uczyli się tego samego, a teraz z tej wiedzy praktycznie nie korzystają.
    Przeciętny absolwent szkoły średniej po maturze wie co to mitochondrium i jak wygląda cykl nagonasiennych, ale ma problem z odróżnieniem buka od graba, nie wspominając już o jodłach i świerkach (wszytko to choinka).
    Potrafi obliczyć granicę funkcji, ale nie za bardzo wie jak wypełnić pit, albo obliczyć sobie ratę kredytu.
    Potrafi rozpisać reakcję chemiczną na tablicy, ale nie wie jakiej substancji użyć natychmiast, żeby nie było plamy po winie na obrusie.
    O braku zasad dyskutowania, logicznego myślenia, podstaw psychologii nawet nie wspomnę.
    A sposób przekazywania wiedzy w postaci suchych faktów?
    Na dzień dzisiejszy pamiętam prawie wszystkie skrytki w „duke nukem 3D”, ale z granicami funkcji miałbym już większy problem. Nie pamiętam dat większości bitew i raczej nie wymienię bezbłędnie w kolejności królów Polski, ale pamiętam tekst „Agnieszki” zespołu Łzy, albo „Jestem Bogiem” Paktofoniki.
    Jedno i drugie niewiele wnosi dziś do mojego życia, ale w przypadku gier czy muzyki przynajmniej miałem fun.

    • Krzysztof

      „Przeciętny absolwent szkoły średniej (…) Potrafi obliczyć granicę funkcji, ale nie za bardzo wie jak wypełnić pit, albo obliczyć sobie ratę kredytu.”

      Przeciętny uczeń szkoły średniej (tzn. ponadgimnazjalnej) szuka wymówek, by się nie uczyć. Gdyby go uczyć wypełniać PIT, zareagowałby: „A na co mi to? Jak będzie trzeba, to i tak się nauczę”.

  • Edyta Joanna Bednarz

    A ja się Arturze wyjątkowo w ogóle z Tobą nie zgodzę. Szkolnictwo
    publiczne ma tak krótką historię, że masowe szkoły skończyło raptem kilka
    pokoleń. Jeszcze całkiem niedawno mieliśmy zastępy analfabetów, którzy książek
    z wiadomych przyczyn nie czytali. Teraz też nie czytają tylko z jednej
    przyczyny: bo im szkoła obrzydziła naukę czy jakikolwiek rozwój. Już na
    szczęście nikt nikogo w szkole nie bije i do kąta nie stawia, jednak system
    oceniania jest do bani, ponieważ sprawia, że dla wielu ludzi okres nauki
    szkolnej to po prostu koszmar, o którym woleliby zapomnieć. Jeszcze za moich
    czasów, jak Ciebie na świecie nie było, nauczycielka matematyki (Sulmierska,
    imienia na szczęście dla niej nie pamiętam), rzucała pękiem kluczy w każdego ucznia,który źle odpowiedział, „bo kto matematyki nie rozumie, to banda nakrapianych osłów, a ona przecież jak sołtys krowie na miedzy tłumaczy”.. . dobrze że jej się po te klucze biegać nie chciało, to się trochę hamowała.

    Świat co prawda ruszył z niebywałą mocą naprzód odkąd już każdy może się uczyć, tylko co z tego, skoro pędzi jak ślepy osioł, nie patrząc ani przed siebie, ani na boki, ani tym bardziej wstecz. W szkole promuje się tępe powtarzanie, zamiast samodzielnego myślenia, bo ludzie mają wykonywać zadania, a nie myśleć. Szkoła to po prostu dzienne więzienie. Spróbuj się nie pojawić, będziesz miał służby na karku.

    Szkoła to stres, agresja i nuda. W przeludnionych klasach nie da się wszystkim wszystkiego wytłumaczyć, bo ludzie to nie roboty, a kiedy na czymś się potkniesz, będziesz utykał już do końca, bo nikt nie będzie specjalnie dla ciebie cofał się z materiałem.

    Samo wykuwanie na pamięć nie zwiększa ludzkiego potencjału. Nie ma czegoś takiego jak „efekt sieci pamięciowej”. W mózgu to co nie używane,zostaje wycięte w młodym wieku, albo samoistnie zanika. Umysł to coś na kształt śmietnika, znajdziesz w nim wszystko, co tylko przeżyłeś i co ci się przytrafiło, ale to nie znaczy jeszcze, że jest to do czegokolwiek przydatne. Jeżeli jeszcze nie przeżywałeś horroru posłania dziecka do szkoły , to nie masz pojęcia, jak szkoła potrafi wykrzywiać ludzkie charaktery. Nawet w szkołach prywatnych uczą niekompetentni ludzie, no ale ja nie mogę mieć takiego samego zdania jak Ty, ponieważ mam zupełnie inną historię na ten temat. Dla mnie szkoła była właśnie horrorem i wszystkiego wartościowego co wiem i umiem, nauczyłam się sama, po szkole. Szkoła musi być, tylko nikt na razie nie ma pomysłu JAKA powinna być, by nie robić więcej szkody niż pożytku.

  • To, że w szkołach uczy się szerokiego zakresu na pewno wpływa na rozwój umysłu i możliwości zapamiętywania, racja. Jeśli chodzi o nasze szkoły to ta wiedza jest czasem za bardzo specjalistyczna, np w klasach o profilu matematycznym w liceach uczy się jeszcze ludzi o dokładnej budowie stonogi na biologii, gdzie wystarczyłby zakres z podstawówki – gdyby choć z tego zakresu zostało coś wiedzy to i tak jest nieźle, jeśli chodzi o poziom ogólnej wiedzy, jak działa świat.

  • Reaver

    Wszystko zalezy, zalezy co jest naszym celem. W USA celem jest przygotowanie czlowieka do plynnego przejscia z etapu edukacji do kariery zawodowej, na starcie ma pojecie co bedzie robil, ma juz jakas praktyke I przedsiebiorstwo nie musi go uczyc od zera. Pamietajmy ze na rynek pracy wchodzi sie tam wczesniej I nie ma specjalnego przyzwolenia na zeglowanie po zyciu w oderwaniu od pracy zarobkowej.
    W Europie edukacja to czas na poszerzanie horyzontow, poznawania swiata, inne jest podejscie spoleczenstwa do tematu, rodzice trzymaja dzieci w domu dluzej I sponsoruja ich dorosle zycie do pewnego momentu, na co nie ma zgody w US.
    Moim zdaniem USA znacznie lepiej podchodza do tematu edukacji w jednej dziedzinie: nauka czym jest krytyczne myslenie, oswajanie ludzi z konfrontacyjnoscia, I nie zgadzanie sie z ‚powszechnie’ przyjeta prawda,

    • I dlatego 65% amerykanów odrzuca ewolucję? ;) Coś kiepsko uczą ;)

  • Piotr

    Artur a czy Twój kurs skuteczna nauka uczy też myślenia? Chodzi mi o to, że sama wiedza nie wystarczy bo trzeba też umieć ją zastosować w praktyce. Np. prawnicy po prostu wiedzą czego i jak szukać, umieją kombinować, myślą i znajdują rozwiązania – nie muszą chyba wszystkiego na pamięć znać jak Mike z „Suits” :p

    • Kurs uczy skuteczniejszej nauki, a taka nauka opiera się na budowaniu dobrej sieci powiązań między posiadaną wiedzą. Natomiast nie jest to kurs kreatywnego myślenia ani rozwiązywania problemów. To oddzielne tematy, kiedyś wyjdą też kursy w tych zakresach.

      • Piotr

        Rozumiem to fajnie, że będzie w tych tematach też coś.
        Podobno np. gra w szachy uczy myślenia o parę kroków na przód (gdzie to się przekłada w życiu na lepsze planowanie strategii). Nauczyłem się podstawowych ruchów i obrywam cały czas baty. Jak myślisz czy metodą prób i błędów się nauczę dobrze grać czy są jakieś sposoby żebym skuteczniej wyłapywał i zapamiętywał schematy na szachownicy? Na discovery kiedyś leciał program gdzie była dziewczyna, która używała do gry w szachy części mózgu odpowiedzialnej za rozpoznawanie twarzy dzięki czemu była jedną z najlepszych graczy.

        • Niestety, ale gra w szachy, wbrew popularnym wyobrażeniom, nie generalizuje się na inne obszary życia. Co do skuteczniejszych sposobów – tak, choćby celowe ćwiczenie/deliberate practice.