Mija 25 lat od wprowadzenia w Polsce kapitalizmu. Początek lat dziewiećdziesiątych to okres niezwykle dynamiczny. Fortuny powstawały i znikały w mgnieniu oka. Zachodnie firmy z impetem weszły na nasz rynek i z wielkim głodem rekrutowały i awansowały kogo się tylko dało, często niezależnie od faktycznych kompetencji. Korzystając z okazji powstawało wiele nowych firm, które zajęły dla siebie miejsce na rynku. Ich właściciele byli w odpowiednim miejscu w odpowiedniej chwili.

Przekroczenie tej początkowej bariery wejścia jest w wielu branżach kluczowym wyzwaniem. Gdy już się to uda zrobić, utrzymanie się w miejscu jest dużo łatwiejsze. Można popełniać wiele błędów, funkcjonować naprawdę mało wydajnie, ale wciąż wychodzić mniej lub bardziej „na swoje”. Bariera wejścia dla konkurencji bywa na tyle duża, że można tak naprawdę długo trwać.

Podobnie działa to w zachodnich korporacjach. Gdy już raz wdrapało się na jakiś stołek, trudno z niego spaść. Zwłaszcza przy odpowiednim rozeznaniu korporacyjnej polityki i umiejętności ustawienia się zgodnie z tym „skąd wieje wiatr”. Wśród menadżerów w korporacjach jest wielu świetnych fachowców, ale jest też wiele osób zarabiających kwoty pięciocyfrowe i mających kompetencje niższe niż darmowy stażysta.

Jest to niestety dużym problemem. Problemem, o którym po prostu trzeba mówić – gdyż jego konsekwencje odczuwamy wszyscy.


Na moich szkoleniach pojawia się wiele osób z różnych firm, mam też okazję wymieniać się doświadczeniami z kolegami po fachu. Niektóre opowieści jeżą włosy na głowie i naprawdę trudno zrozumieć, jak takie firmy mogą dziś funkcjonować.

Jak np. historia menadżera dużej firmy produkcyjnej, który temat motywacji pracowników podsumował: „Motywować pracowników? A po co? Dostają pieniądze za pracę, to ma być ich motywacja.”

Albo opowieść byłego menadżera sprzedaży, który wspominał jak został wręcz zrównany z ziemią na zebraniu z dyrekcją. Jego przestępstwo? Ośmielił się publicznie powiedzieć dobremu sprzedawcy, że dobrze pracuje!

Dlaczego jest to przestępstwo? No bo przecież teraz ten sprzedawca może się domagać podwyżki, ma do tego jakąś podstawę…

Ten sam menadżer usłyszał od swojego zespołu na koniec współpracy, że był najlepszym szefem, jakiego mieli. Jako jedyny w ogóle ich czasem chwalił.

Przecież lepiej jest pracownika stłamsić...

Przecież lepiej jest pracownika stłamsić…

Niestety, kultura biznesowa w Polsce jest bardzo kiepska*. Nie jest to wina żadnej konkretnej osoby. Po prostu, zmiany historyczne sprawiły, że awansowały lub budowały udane firmy osoby bez odpowiedniego przygotowania do zarządzania ludźmi. Dziś wciąż zajmują te stanowiska, nie mając specjalnej motywacji do poprawy swoich braków. Nie mają po prostu odpowiedniej presji ze strony konkurencji rynkowej lub wewnętrznej.

*Są od tego chlubne wyjątki oczywiście, po prostu nie ma ich wiele.

Co gorsza, te braki się nawarstwiają. Tacy menadżerowie często awansują na niższe szczeble menadżerskie specjalistów w swojej działce. To samo w sobie nie musi być czymś złym, ale jeśli ktoś jest np. specjalistą od technik produkcji czy logistyki, niekoniecznie będzie posiadał odpowiednie kompetencje do zarządzania ludźmi. Potrzebuje dopiero odpowiedniego wsparcia, mentoringu, przekazania umiejętności… Ale najczęściej tego nie dostaje. Powstają więc całe hierarchie osób nie przystosowanych do funkcji menadżera.


Dlatego trzeba powiedzieć wprost – te rzeczy trzeba zmienić. To podejście, wartości firmowe, rozwiązania: to jest po prostu do zmiany.

Dobra wiadomość jest taka, że powoli się zmienia, zwłaszcza w Warszawie, gdzie presja na firmy jest jednak większa.

Zła wiadomość jest taka, że zmienia się to bardzo powoli, zwłaszcza na prowincji, gdzie ta presja bywa dużo mniejsza, a wiele firm korzysta z pozycji monopolisty na lokalnym rynku pracy. Ignorują przy tym fakt, że owszem, obecnie mają dochody – ale zmiana stylu zarządzania, na każdym szczeblu, dałaby znaczące tych dochodów zwiększenie.

Bo pracownicy potrzebują dodatkowej motywacji do pracy, niż sama zapłata – dzięki temu pracują lepiej i skuteczniej.

Bo pracowników warto chwalić, gdy robią dobrze – będą dzięki temu lepiej działali i pozostaną lojalni wobec firmy.

Bo prędzej czy później te firmy dogoni konkurencja, która dostrzeże lukę na rynku i zechce podgryźć tych, którzy osiadli na laurach.

Bo to się po prostu opłaca.


Dlatego duża prośba -mówmy o tym. Mówmy głośno o patologiach kultury biznesowej. Mówmy o potrzebie zmiany i o możliwościach zmiany. Skorzystają na tym wszyscy: klienci, pracownicy, właściciele firm. To prawdziwy układ win-win i po prostu warto to robić.



Gry Planszowe w Szkoleniach - ostatnie miejsca na kurs poświęcony wykorzystywaniu gier planszowych w procesie rozwojowym. Dla trenerów i coachów chcących wzbogacić swój warsztat o szereg nowych narzędzi i rozwiązań!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis