Dlaczego naśladowanie zwyczajów bogatych nie ma większego sensu?

W środowisku rozwojowym od jakiegoś czasu krążą memy i artykuły inspirowane książką Toma Corleya „Rich Habits”. Kontrastują one zwykle zachowania biednych i bogatych, w oparciu o treść książki. Ich niepisaną obietnicą (a czasem wręcz obietnicą podawaną wprost) jest „rób jak bogaci, a sam będziesz bogaty”.

To silny mem, ładnie pasujący do archetypu „od pucybuta do milionera” i często powtarzanego hasła typu „pracuj ciężko i mądrze, a i Ty będziesz kiedyś bogaty”. Również same nawyki wydają się na pierwszy rzut oka takie zdroworozsądkowe i pasujące do naszych wyobrażeń i stereotypów. Nic dziwnego, że cały przekaz znajduje duże uznanie w internecie. Sęk w tym, że przy bliższej weryfikacji całość rozpada się jak domek z kart…

Rzekome nawyki bogatych vs biednych

Nawyki sugerowane przez Corleya, to np:

  1. Hazard – więcej biednych uprawiało hazard
  2. Marzenia – więcej bogatych podążało za marzeniami
  3. Cele – więcej bogatych skupiało się na realizowaniu swoich celów
  4. Zdrowie – mniej bogatych miało nadwagę, więcej bogatych ćwiczyło regularnie, bogaci jedli mniej w fast-foodach i rzadziej się upijali
  5. Czas – mniej bogatych szukało rozrywki w internecie i telewizji, więcej bogatych wstawało wcześniej i miało listę rzeczy do zrobienia
  6. Oszczędności – więcej bogatych oszczędzało 20% lub więcej dochodu
  7. Relacje – mniej bogatych plotkowało i mówiło wprost co myślą, więcej bogatych wysyłało kartki z podziękowaniami, dzwoniło z życzeniami i szukało kontaktów z ludźmi skupionymi na sukcesie
  8. Nauka – więcej bogatych czytało codziennie, więcej słuchało audiobooków, mniej bogatych czytało dla rozrywki
  9. Pozytywne podejście – więcej bogatych wierzyło że będą kiedyś bogaci, w to że ich sukces zależy od nich samych
  10. Emocje – mniej bogatych było wściekłych w ubiegłym miesiącu niż biednych

I tak dalej, i tak dalej…

Brzmi fajnie, co? Tak sensownie, tak pasuje do stereotypów. Biedni są leniwi, zewnątrzsterowni, nie kontrolują emocji, nie mają marzeń i dlatego ich nie osiągają. Miej marzenia, spisuj cele i wszystko będzie dobrze!

Co za stek pseudorozwojowego łajna.


Zacznijmy od metody, przy użyciu której autor gromadził swoje dane…

Tom Corley oparł swoje wnioski n.t. bogatych i biednych na ankietach przeprowadzonych na 233 milionerach, którzy nie odziedziczyli swojego majątku, oraz 128 osobach ubogich. Nie są to bynajmniej duże grupy, do tego nie mamy dobrych informacji o ich doborze (co mogło wpłynąć na wyniki). Uzyskane dane nie zostały również poddane żadnej poważniejszej obróbce statystycznej, choćby po to by ocenić czy różnice między grupami są statystycznie istotne (co ważne, przy grupach o różnych rozmiarach należało zastosować narzędzia biorące na to korektę…). Ot, autor po prostu stwierdza X% bogatych robi zachowanie 1, Y% biednych robi to zachowanie, X>Y, więc zachowanie prowadzi do bogactwa…

Nawet gdyby wykazane różnice były istotne statystycznie (a tego po prostu nie wiemy!), nie pozwoliłoby to na takie wnioski. Wciąż byłoby to myleniem korelacji z przyczynowością. Fakt, że nie mamy tu jakiejkolwiek analizy statystycznej, dyskredytuje jakiekolwiek próby wnioskowania.

To jednak nie koniec!

Warto bowiem sprawdzić jak wybrane zostały mierzone nawyki. Otóż… autor wyssał je z palca i umieścił w ankiecie. Dlaczego akurat te nawyki? Czemu to one miałyby być kluczowe, a nie jakieś inne? Tego nie wiemy i się nie dowiemy nigdy. Tymczasem takie rzeczy są niezwykle ważne – bo nawet gdyby te różnice były istotne statystycznie (a tego, ponownie, nie wiemy), to i tak nie wiedzielibyśmy, czy analizujemy faktycznie istotne nawyki. czy zwykły szum informacyjny.

No i w końcu były to ankiety. Osoby badane mogły chcieć odpowiadać zgodnie z tym, jaki obraz siebie powinny mieć, z pewnymi normami społecznymi, także przyjętymi podświadomie. Mogły np. zaniżać pewne wskaźniki, inne zawyżać, bo w końcu tak wypada. Nie mamy jak sprawdzić rzeczywistych ich wyników, a pozycje z ankiet były wartościujące, co sprzyja kłamstwom w odpowiedziach. Zawsze do takich danych należy podchodzić z dużą dozą sceptycyzmu.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz dojść do siebie po zakończonym związku? Pakiet Autocoachingowy Odkochanie pomoże Ci o to zadbać!


Wracamy do artykułu :)



Korelacja to nie przyczynowość…

No dobrze, ale załóżmy, że te dane są cokolwiek warte statystycznie, że próba była dobrana prawidłowo, że nawyki do były dobrane sensownie,że odpowiadający nie pozowali, tylko odpowiadali szczerze. Co w takim wypadku mówią zebrane dane?

Absolutnie, całkowicie nic.

Wciąż bowiem nie mamy żadnych informacji na temat tego, czy nawyki te faktycznie prowadzą do stania się bogatym. Pojawia się tu kluczowe, a często niestety ignorowane rozróżnienie między przyczynowością, a korelacją (współwystępowaniem).

Nawet jeśli dwie cechy występują razem, wciąż nie jesteśmy w stanie powiedzieć, że jedna wywołuje drugą. Mogą np. obydwie być pochodną trzeciej, nieujawnionej cechy. Dla przykładu: być może osoby, które się lepiej odżywiają, robią tak, bo zostały lepiej wychowane, przez bardziej majętnych rodziców, których wsparcie pozwoliło takim osobom też na większe ryzyko i łatwiejsze osiągnięcie sukcesu. Możemy więc próbować zmieniać styl żywienia, a tymczasem lepiej byłoby nam  poszukać jakiegoś wsparcia, które pozwalałoby nam podejmować większe ryzyko? (Oczywiście, to tylko hipotetyczny przykład, chodzi o wskazanie reguły).

Do czasu, gdy nie ustalimy, czy zebrane dane mają relację przyczynową, czy jedynie korelacyjną, niestety nie powiedzą nam za wiele.


…a przyczynowość może mieć różny kierunek

Co jednak równie istotne, nawet jeśli mielibyśmy do czynienia z przyczynowością, nie wiedzielibyśmy w jakim kierunku ona działa. Czy to ludzie wykazujący dane nawyki mają większą skłonność do bogactwa? Czy może ludzie, którzy stali się bogaci będą mieli skłonność do pewnych zachowań?

Przyjrzyjmy się powyższej liście z tej perspektywy:

  • Hazard – jako hazard u biednych traktowano kupowanie losów na loterii czy np. gry hazardowe. Ale przecież to głównie bogaci inwestują na giełdzie – co też jest formą hazardu, choć już nie jest tak liczone. Może tu istotna była definicja?
  • Marzenia i cele – gdy jesteś biedny i skupiony na najbliższym czynszu, trudno Ci myśleć bardziej do przodu o jakichś marzeniach czy celach
  • Zdrowie – bogatych stać na siłownię, osobistych trenerów, lepszej jakości jedzenie (w USA wielu biednych mieszka w tzw. pustyniach żywieniowych, gdzie NIE DA SIĘ kupić świeżych warzyw i owoców!), droższe restauracje. Mają też mniej codziennego stresu, który redukowaliby alkoholem (tudzież stać ich na alternatywy w stylu kokainy).
  • Czas – bogaci mają większą dostępną gamę rozrywek, bo ich na to stać, biednych często stać tylko na internet i telewizję; wcześniejsze wstawanie było w odniesieniu do początku pracy – mogło więc np. sugerować, że zaczynali pracę później, a nie, że wcześniej wstawali; lista rzeczy do zrobienia mogła być czymś, czego się nauczyli
  • Oszczędności – więcej zarabiasz, to łatwiej oszczędzać
  • Relacje – plotkowanie jest formą redukcji stresu i budowania koneksji, której bogaci mogą nie potrzebować; ludzie skupieni na sukcesie raczej nie szukają kontaktu z biednymi, tylko z bogatymi…
  • Nauka – bogaci mają więcej czasu i energii na lekturę, często wykonują też zawody wymagające doszkalania
  • Pozytywne podejście – nic dziwnego, że bogaci widzieli źródło swojego sukcesu w sobie – to typowe zjawisko psychologiczne, by przypisywać sobie sprawstwo dobrych działań
  • Emocje – biedni mają generalnie dużo więcej stresu, więc nic dziwnego, że i częściej puszczają im nerwy

Dla jasności – NIE WIEMY które wytłumaczenie jest trafne. Możliwe, że obydwa są nietrafne, możliwe, że obydwa są trafne po części. W tym sęk, że nie da się z tego wnioskować. Należałoby dopiero ustalić, czy zebrane dane pozwalają na ustalenie przyczynowości „od nawyków do bogactwa”. A i wtedy trzeba by też sprawdzić siłę efektu (bo dany nawyk może się owszem, realnie przyczyniać do bogactwa, ale np. w 0.05%… a wymagać od Ciebie masy wysiłku) . A i wtedy nie mamy gwarancji, bo mogły się zmienić warunki…


Różnice w czasie i przestrzeni

To, co dzisiaj robią milionerzy jest dla nas przy tym mniej interesujące, niż odpowiedź na inne pytanie – co robili stając się milionerami? Oraz czy dziś te same metody by zadziałały?

W końcu ich dzisiejsze nawyki, nawet jeśli pozwalałyby im podtrzymać majątek, nie muszą pomagać w jego pierwotnym zgromadzeniu (a mogą nawet szkodzić). Inaczej trenujesz i jesz starając się zrzucić wagę, a inaczej tylko utrzymując obecną – czemu więc w kontekście majątku takie podejście miałoby nie obowiązywać? A środowisko biznesowe zmienia się szybciej, niż ludzka biologia, więc pojawia się dodatkowo kwestia skuteczności technik w czasie. Metody, które działały 5, 10 czy 30 lat temu mogą dziś po prostu nie działać. Dlatego nawet, gdybyśmy doszli do tego co pomogło obecnym bogaczom się wzbogacić… wciąż nie wiedzielibyśmy, czy pomoże to nam…

To samo dotyczy zresztą miejsca – coś, co działa w USA niekoniecznie musi działać w Polsce (i vice versa), choćby ze względu na różnice w poziomie zaufania społecznego czy otwartości. W USA można zacząć gadkę z sąsiadem w kolejce w markecie i sprzedać mu swoją usługę. W Polsce raczej bym na to nie liczył ;)


Jak widzisz z powyższych uwag, próby wnioskowania w stylu Corleya są absolutnie nieuprawnione. W zasadzie wystarczyłoby je zamknąć hasłem „korelacja nie oznacza przyczynowości”, ale celowo zdecydowałem się wyliczyć większą ilość błędów i problemów z takim podejściem. (Wciąż nie są to wszystkie!) Moją intencją było tu pokazanie jak trudno jest w rzeczywistości dojść do prawdy n.t. tak złożonych zjawisk. Dlatego trzeba je szanować i nie rzucać się pochopnie na proste rozwiązania i metody…


Żerowanie na stereotypach

Nie powinno nikogo chyba dziwić, że Corley zrobił ze swojej ankiety spory biznes i sprzedaje swoim klientom mowy motywacyjne o tym jak stać się bogatymi. I ludzie kupują.

Model biznesowy jest tu prosty – bierzemy popularne stereotypy w danej kulturze (biedni są biedni bo są leniwi i nie mają dobrych nawyków, bogaci są bogaci bo ciężko pracują i mają dobre nawyki) i sprzedajemy ludziom takie rzekome oczywistości, wraz z „przepisem” dla nich samych. To działa (dla sprzedawców), bo:

  • potwierdza ludzkie stereotypy, a to przyjemniejsze emocjonalnie, niż ich podważenie
  • pozwala słuchaczom poczuć się lepiej od pewnej wyimaginowanej grupy leniwych biednych
  • pozwala słuchaczom poczuć się bezpieczniej, bo coś wielkiego i złożonego i trudnego – jak zgromadzenie bogactwa – zostaje zamknięte w pięknych, prostych hasłach i regułach (zwykle również potwierdzających stereotypy słuchaczy)
  • daje słuchaczom poczucie, że coś robią ze swoim życiem, choć w praktyce tylko wyrzucają pieniądze

W ten sposób, sprzedając znane rzeczy ludziom, którzy już w nie wierzą, guru motywacyjni typu Corleya trzepią całkiem spore pieniądze (do czasu kolejnej mody)… Ale bogacą się na tym tylko oni.


Co z tego wynika?

Oczywiście, wnioskiem z tego artykułu nie powinno być „a, super, czyli walić czytanie i zdrowe odżywianie, teraz siadam na maraton chipsy + telewizja + wkurzenie na cały świat”!

To, że dane nawyki nie prowadzą do bogactwa nie znaczy, że nie są one zdrowe czy wartościowe. Warto je często wprowadzać – ale wprowadzajmy je z realistycznych przyczyn. Także dlatego, że wtedy łatwiej nam je będzie podtrzymać i utrwalić.

I nie dajmy się kupić na tanie obietnice prostych metod na stanie się bogatym. Poza odziedziczeniem (bezpośrednim, lub pośrednim, np. przez wykorzystanie kontaktów rodziców, jak u Gatesa), względnie wżenieniem się w majątek, prostych metod na bogactwo nie ma. Nie ma w ogóle jasnych i pewnych metod. Są rzeczy które prawdopodobnie pomagają, z solidnym prior probability. I są rzeczy, które prawdopodobnie szkodzą. Większość z tych rzeczy jest dość zdroworozsądkowa i naprawdę nie musisz wydawać nie wiadomo jakich kwot na motywacyjne spędy, które miałyby Cię ich nauczyć.

A na koniec dnia jest to, czego tak bardzo wielu guru motywacyjnych nienawidzi – bo nie da się tego sprzedawać – czyli rozkład prawdopodobieństwa. Lub, mówiąc inaczej – łut szczęścia. Można udawać, że go nie ma… ale to trochę jak chodzić po polu minowym z zamkniętymi oczami,”bo póki nie widzę min, nic mi nie zrobią”.



Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Rafał

    Hej,
    Dobry artykuł. Naprawdę dziękuje ci za twoją pracę. Uważam, że jesteś jednym z nielicznych ludzi, którzy uczą o NLP – zdroworozsądkowo. Naprawdę w dzisiejszym świecie, gdzie niektórzy coachowie nawet bez żadnego wstydu przyznają, że obiecywanie ludziom szybkiej zmiany – to tylko marketing (przecież to oczywiste co nie?). Podziwiam, że potrafisz trzymać się faktów i zawsze jesteś otwarty na merytoryczną dyskusję. Pozdrawiam

  • Piotr Bekier

    Do listy ludzi, którzy działali bądź działają w podobny sposób można by jeszcze dodać MMI Harva Ekera ( nie pamiętam jak się jego imię i nazwisko pisało) i jego książkę „bogaci albo biedni po prostu różni mentalnie”. W tej książce jest mnóstwo stereotypów na temat bogatych i biednych… Nie polecam :D no chyba że przeczyta się ją tylko po to by się zaszczepić na takie stereootypy

  • ewa

    Artur! Bardzo,bardzo dziekuje ci za ten wspis. Nie raz prowadzilam ze znajomymi dyskusje na powyzszy temat i brakowalo mi argumetow czy slow by wyrazic to wszystko co ty tak pieknie opisales.
    Teksty tego typu sa dzis uwazam niesamowicie potrzebne, bo ksiazki jak chocby ta o ktorej wspominasz naprawde robia ludziom wode z mozgu i to nawet tym ktorych naprawde uwazalam za myslacych//
    Poruszyles po krotce znane zjawisko w psychologii polegajace na przypisywaniu sobie sprawczosci tego wszystkiego co dobrze nam wyszlo. Fascynuje mnie od jakiegos czasu ten temat, bo chociaz zadnym badaczem nie jestem, golym okiem widac jak bardzo wiele w zyciu to prawdziwy lut szczescia a jednoczesnie przeraza mnie jak bardzo ludzie przypisuja sobie i tylko sobie wszelkie zaslugi. Jest to o tyle niebezpieczne ze prowadzi do bardzo skrzywionego sposobu patrzenia na innych. Chodzi mi o to ze jesli ludzie ktorym udalo sie z powodu naprawde niezaleznych od nich cos osiagnac a innym, chocby naparwde robili wszystko jak trzeba – nie, ci pierwsi zwyczajnie przypisuja tym drugim wiele niesprawiedliwych cech – takich jak lenistwo, glupota itd.
    Byloby super jakbys rozwinal ten temat w jakims swoim wpisie. Chodzi tu pewnie o cos zwanego illusion of control? Jest to bardzo fascynujace i zarazem szokuje jak malo ludzi zdaje sobie sprawe z istnienia tego bledu poznawczego..
    Dziekuje raz jeszcze za ten wspanialy wpis!

  • Świetny artykuł !

  • kotekkkk

    a ja sensu tego artykułu przyznam się, że nie rozumiem. Autor chce nam przez to powiedzieć, że nawyki nie mają zadnego znaczenia w kontekscie sprawnosci bogacenia się a wszystko to dzieło przypadku i szczęśliwego losu na loterii życia? Czy to przypadkiem nie jest próbą racjonalizowania własnej pozycji materialnej?
    Nie wiem na ile potwierdzają to badania ale sam na przykładzie własnej wielodzietnej rodziny – której członkowie startowali z podobnego punktu – widze pewne prawidłowosci w kontekscie bogacenia się. Jedna czesc wujów prezentowała zupełnie inne postawy życiowe i koresponodowało to z odniesionym sukcesem zawodowym. Po tym doswiadczeniu rodzinnym śmiem twierdzić, że istnieje coś takiego jak mentalność biedaka i jest ona bardzo charakterystyczna.

    • Adam314

      Podstawowe przesłanie – korelacja to nie przyczynowość: Przez ostatnie 100 lat mamy wzrost globalnego ocieplenia i jednocześnie spadek liczby piratów na świecie. Korelacja jest idealna. Czy to znaczy, że piraci powstrzymywali planetę przed ociepleniem? A może ocieplenie wybiło piratów? A może jakiś inny czynnik wpłynął na te oba? A może to zupełnie niezależne zjawiska, każde mające swoje przyczyny?

      Jestem pewien, że jakieś nawyki i jakieś umiejętności mają wpływ na bogacenie się. Jakieś inne nawyki mają wpływ na pozostawanie w biedzie. Chodzi o to, że przedstawiona w książce zależność niemal 1:1 zależność jest nieuprawniona.

    • „I nie dajmy się kupić na tanie obietnice prostych metod na stanie się
      bogatym. Poza odziedziczeniem (bezpośrednim, lub pośrednim, np. przez
      wykorzystanie kontaktów rodziców, jak u Gatesa), względnie wżenieniem
      się w majątek, prostych metod na bogactwo nie ma. Nie ma w ogóle jasnych
      i pewnych metod. Są rzeczy które prawdopodobnie pomagają, z solidnym
      prior probability. I są rzeczy, które prawdopodobnie szkodzą. Większość z
      tych rzeczy jest dość zdroworozsądkowa i naprawdę nie musisz wydawać
      nie wiadomo jakich kwot na motywacyjne spędy, które miałyby Cię ich
      nauczyć.”

      A wnioskowanie z anegdot (co właśnie uprawiasz) jest z góry skazane na porażkę.

      • kotekkkk

        Może być tak jak piszesz, ale może być też tak, że tylko promil ludzi jest zdolny udźwignąć bogactwo. Widać to na przykładzie tzw. nowobogackich, którzy losem szcześcia zdobyli duzo kapitału wcześniej klepiąc biede a ludźmi którzy wychowali się w bogatych rodzinach, gdzie kultury obchodzenia sie z bogactwem uczyli sie juz od malenkości. Dlaczego zdecydowana wiekszość osób, która wygrywa na loterii poteżne sumy pieniedzy i tak później wraca do punktu wyjścia, bo nie potrafi udźwignąć cieżaru bogactwa? (co gorsza wpada później w jeszcze gorszą sytuacje uzależniając się od rzeczy do których wcześniej nie mieli dostepu)
        Dlatego osobiście widze pozytyw w tym, że najwiekszym kapitałem dysponuje tylko promil ludzi – najcześciej pochodząc z bogatych domów dostatecznie dobrze oswojonych z operowaniem wielomilionowym kapitałem

        • „Udźwignąć bogactwo”? Ciekawa rama, stawiająca bogactwo jako ciężar i wymóg, a bogatych jako swego rodzaju nadludzi :P Całkowity mit, ale co tam, pozwala racjonalizować totalnie spaczony system gospodarczy :D

          • kotekkkk

            no to czym wytłumaczysz fenomen osób wygrywajacych na loterii, którzy w spektakularny sposób tracą wygrane pieniądze?

          • Jedną kwestią jest to, że loterie selekcjonują osoby skłonne do mało racjonalnych decyzji finansowych, więc nie masz reprezentatywnej próby. Drugą – pytanie o realną powszechność tego rzekomego fenomenu. Bo często się słyszy o tym, że rzekomo większość zwycięzców loterii traci pieniądze i się zadłuża… ale jak pokopałem chwilę i poszukałem badań (tu masz np. fajne zestawienie https://www.theatlantic.com/business/archive/2016/01/lottery-winners-research/423543/ ) to wydaje się to być zwykłym mitem (nawet potrafię wskazać narrację czemu taki mit mógł powstać ;)

          • MarcinS

            Wskaż :P

  • Krzysztof Lipiński

    Sorry ale bardzo nietrafiony artykuł. Z tego artykułu jasno wynika że bogaci (self made) mają mnóstwo czasu, przyzwyczajeni do bezstresowego życia, jako że mają mnóstwo pieniędzy to mogą oszczędzać jednocześnie odżywiając się zdrowo i ruszając.

    Jak ty w takim razie widzisz zostanie bogatym? Ja widzę zostanie bogatym jako bardzo ciężką pracę na przestrzeni wielu lat której niewielu jest gotowych się podjąć, ciągłą naukę i rozwój oraz nieludzką miarę samodyscypliny i podążania za celami.

    Natomiast cały ten artykuł jest zbudowany na biednym myśleniu że ktoś ma pieniądze przez przypadek i przez to może być lepszy niż ty, i to że ty nie potrafisz oszczędzać, rozwijać się i nie posiadasz samodyscypliny by ćwiczyć i możliwie zdrowo się odżywiać, negujesz tezę że to mogła być ich przyczyna. Stawiasz też parę nielogicznych tez które przywołam:

    1.Giełda to nie hazard – jeżeli znasz reguły i masz doświadczenie – wygrywasz, zdolność podejmowania przekalkulowanego ryzyka jest wartościową zdolnością niezwiązaną z hazardem (grą zupełnie losową). 2. Jak nie realizując celów i marzeń możesz osiągnąć stan ‚bycia bogatym’ jeżeli jedyna na czym się skupiasz to spłacenie rachunku?

    3. Nieposiadając dyscypliny wystarczającej by biegać lub zrobić kilka pompek twierdzisz że możliwe jest stanie się bogatym (chyba że kogoś zdrowie nie obchodzi ale dyscyplinę posiada).

    4. „im więcej zarabiasz tym łatwiej oszczędzać” – kłamstwo. Niemal każdy kto miewał kontakty z ludźmi zna kogoś kto nieważne ile miał pieniędzy potrafił je wydać. Nie musisz odkładać 20% od razu. ale zacznij od nie-wydawania na głupoty i progresywnie odkładaj 1%, jak wyjdzie -> 2% i tak dalej. Dyscyplina finansowa jest podstawą posiadania pieniędzy.

    5. Nauka: więc bogaty stajesz się od tak, nie potrzebujesz pogłębiać swojej wiedzy po godzinach i uczyć się nowych rzeczy by móc osiągać sukcesy w rejonie na którym nie masz dużej wiedzy ani doświadczenia(zakładając że osiągasz bogactwo samemu). To chcesz powiedzieć ?

    6. Owszem łatwiej być pozytywnym jak jesteś bogaty ale spójrz z tej strony: Jeżeli ci ludzie sami zbudowali swój finansowy sukces musieli być dobrej myśli do końca i wiara że mieli łatwo i przyjemnie cały czas jest ignorancją najwyższej rangi.

    7. Na koniec zostawiłem przyczynowość i korelację. Powołałeś się na matematykę której tutaj nie stosujesz. Jeżeli statystyka (zakładamy że poprawnie wykonana) mówi coś, to nawet jeżeli istnieje ryzyko że to coś nie będzie prawdą (dajmy 50% na to) to i tak statystycznie opłaca Ci się to robić bo nic nie stracisz. (wymieniłeś tu same pozytywne rzeczy więc tym bardziej warto, warto, warto).

    Składam skromny wniosek o przebudowę artykułu i niepowielanie mitów biednych ludzi, chyba że taki był cel. Bo teraz przekaz jest jasny: to nie ciężka praca czyni bogatych a przypadek. A ty masz prawo narzekać bo jesteś ‚ogłupiany’ przez ludzi którzy Ci mówią że jest inaczej.

    • Obawiam się, że uparcie trzymasz się swojego ulubionego mitu, nawet nie próbując go podważyć, a tym bardziej nie czytając przedstawionego artykułu ze zrozumieniem.

      Z artykułu, wbrew temu co piszesz, nie wynika „‚że bogaci (self made) mają mnóstwo czasu, przyzwyczajeni do bezstresowego życia, jako że mają mnóstwo pieniędzy to mogą oszczędzać jednocześnie odżywiając się zdrowo i ruszając.” – wynika, że nie jesteśmy w stanie ocenić jak konkretnie jest na podstawie danych przedstawionych przez Corleya.

      To, że widzisz zostanie bogatym jako ciężką pracę na przestrzeni wielu lat to Twoje wkupienie w mit od zera do milionera. Tymczasem badania pokazują, że o ile takie sytuacje się niekiedy zdarzają, to są one mniej więcej równie prawdopodobne, jak zostanie bogatym przez wygraną w totka. (Dla jasności – mówimy tu o faktycznym bogactwie, nie o klasie średniej. Drugie dla jasności – był okres w historii, złote trzydziestolecie powojenne, gdzie ta reguła nie obowiązywała i szanse na dorobienie się ciężką pracą faktycznie były większe – nie wielkie, ale wyraźnie większe.) Generalnie bogatym zostajesz przez odziedziczenie (bezpośrednie, albo pośrednie, jak np. w wypadku Gatesa i kontaktów matki, które pozwoliły na pierwsze sukcesy Microsoftu, choćby w postaci MS-DOS). Czynniki w stylu przypadku również odgrywają wielką rolę (odsyłam do świetnego badania n.t. popularności utworów, w związku, właśnie, z czystym przypadkiem.

      Co to w ogóle jest „biedne myślenie”, tak btw.?

      Idąc po kolei:
      1. Giełda to absolutnie hazard. Doświadczeni eksperci giełdowi mają skuteczność mniejszą niż małpa rzucająca rzutkami do tarczy. Badania są w temacie jasne. A i wiele gier hazardowych nie jest bynajmniej absolutnie losowych, tak dla jasności ;)

      2. Non sequitur. J

      3. Jaką dyscyplinę ma Trump? :D :D :D

      4. Nope, nie kłamstwo, ponownie coś świetnie wykazane badaniami. Nawet krok dalej – im więcej już masz pieniędzy, tym większy masz realny zwrot z inwestycji do uzyskania (przebadany na funduszach powierniczych uczelni w USA).

      5. W wielu wypadkach tak może jak najbardziej być.

      6. Nie, nie musieli być. Tworzysz fikcyjne uzasadnienia dla fikcyjnych wyobrażeń.

      7. Nie, serio, matematyka nie działa tak jak opisujesz. I nie, Twoja wypaczona wersja zakładu Pascala nie jest ani trochę lepsza niż oryginalny idiotyzm. Bo te rzeczy nie są bezkosztowe – kosztują czas i energię. Co radośnie ignorujesz.

      Składam wniosek o to, żebyś wyszedł z mitów, w które wierzysz (Eker? dobrze poznaje źródło tych syfów?) i które robią Ci krzywdę. Podziękujesz mi.

    • lady_firefly

      Krzysztof, dajmy na to, jestem biedna, pracuję za pensję minimalną. Mam ograniczoną ilość czasu i energii po pracy, więc do wyboru dwie opcje.

      1. Kupić książkę Toma Corleya „Rich Habits” i:
      – naklejać na lustrze pozytywne afirmacje
      – po pracy czytać książki o tym, jak stać się bogatym, słuchać motywujących video, notować sobie wskazówki
      – przejść na zdrową, pełnowartościową dietę (wydając 100 zł więcej z mojej pensji i tracąc więcej czasu na dojazd do targów i naukę gotowania nowych potraw)
      – 3 razy w tygodniu jeździć na siłownię (120 zł na karnet i 2 godziny wyjęte z dnia, razem z dojazdem)
      – wypisuję sobie cele i uczę się SMARTa
      – notuję sobie w tych celach oszczędzanie, ale z dodatkowymi wydatkami na książki motywacyjne, dietę i siłownię w tym miesiącu mi się nie udaje
      – pisanie maili do ludzi, których uważam za ludzi sukcesu i pytanie ich o wskazówki
      – nie zostaje mi już czasu i energii na inne rzeczy.

      2. Druga rzecz którą mogę zrobić z tym samym czasem i energią:
      – umówić się na bezpłatną wizytę z doradcą w Urzędzie Pracy
      – poczytać o możliwościach pracy w mojej okolicy
      – rozesłać wiele CVek w miejsca, które wydają mi się realną opcją lepszej pracy
      – zapisać się za 120 zł miesięcznie na kurs angielskiego, 2 razy w tygodniu
      – umówić się z przyjaciółmi na piwo (30 zł), odreagować stres, porozmawiać o swojej sytuacji zawodowej, popytać, czy mają jakieś pomysły gdzie mogę składać, poprosić, żeby dali znać gdyby słyszeli, że ktoś kogoś szuka
      – odłożyć 50-100 zł z mojej pensji
      – jeść to co do tej pory
      – nie ćwiczyć
      – wieczorem nie czytać żadnych książek psychologicznych, pooglądać pół godziny telewizję i pójść spać trochę wcześniej, żeby mieć więcej energii na szukanie lepszej pracy

      Nie wiem, jak długo szuka się lepszej pracy sposobem nr 2 (długo), ale pierwszym jeszcze dłużej. Więc to nie jest tak, że statystycznie opłaca się inwestować czas i energię w rzeczy, które ktoś sobie pisze w książce. Babcia by mi powiedziała, że w szukaniu pracy pomoże mi codzienne chodzenie do Kościoła na godzinę. Mam też to robić, na wszelki wypadek? Oprócz książek, wykładów, diety i siłowni? A spać kiedy? I kiedy się skupić na faktycznym osiąganiu postawionych celów?