Przygotowując się do Anty-Guru Ayn Rand, pomyślałem, że warto pochylić się nad jej filozofią obiektywizmu i wskazać czemu dokładnie jest ona tak głęboko wadliwa wewnętrznie. Bez takiego omówienia trudno w pełni zrozumieć czemu Rand zasłużyła sobie na miejsce w Anty-Guru. Z drugiej strony krytyka obiektywizmu w ramach Anty-Guru zawierałaby też wiele elementów krytycznych wobec samej autorki. Lepiej oddzielić te dwie kwestie i poddać je osobnej krytyce.

Obiektywizm: Wyzwól się z kajdan społeczeństwa!

Obiektywizm: Wyzwól się z kajdan społeczeństwa!

Filozofia obiektywistyczna to system zakładający istnienie obiektywnej rzeczywistości poza ludzką świadomością, racjonalizm jako metodę poznawania świata, samolubne dążenie do własnego szczęścia ponad wszystko jako podstawę moralności oraz kapitalizm z minimalistyczną rolą państwa jako jedyny sprawiedliwy system, który pozwala na realizację tej moralnej idei. Filozofia ta promowana była na początku głównie przez powieścio-traktaty filozoficzne autorstwa twórczyni ideologii, Ayn Rand. Te powieści – przede wszystkim „Źródło” oraz „Atlas Zbuntowany”, używały swojej fabuły jako pretekstu dla długich ekspozycji ideologii obiektywizmu. (Rekordzistą jest tu przemowa Johna Galta w „Atlasie Zbuntowanym”, licząca… ponad 50 stron! Nic dziwnego, że próby sfilmowania książki przynosiły bardzo kiepskie efekty.) Bohaterami książek są zawsze „herosi”, ludzie wyjątkowo zdolni i oddani swojej pracy, wybitne jednostki na których spoczywa świat, konfrontowane z miernotami chcącymi ściągnąć ich do swojego poziomu – choćby za cenę zniszczenia społeczeństwa i świata.

Obiektywizm Ayn Rand jest jednym z tych systemów filozoficznych, które są strasznie nęcące dla ludzi młodych. Gdy jesteś w tym wieku, w którym wszystko wokół wydaje Ci się bez sensu (niekiedy słusznie, a niekiedy dlatego, że jesteś nieświadomy głębi swojej ignorancji w danym temacie), hasła obiektywizmu mają sens. Kiedy jesteś w tym wieku, że wydaje Ci się, że jesteś wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju i przed Tobą ogromne sukcesy, hasła obiektywizmu mile łechczą Twoją próżność. Sam widzisz się w roli Rand’owskich herosów. Gdy jesteś w tym wieku, w którym nie miałeś jeszcze zbyt wielu okazji na konfrontację z poważnymi i niezależnymi od Ciebie trudnościami życiowymi, nieoczekiwanymi tragediami, chorobami i śmiercią dotykającymi ludzi Ci bliskimi, hasła obiektywizmu wydają się być głęboko sensowne.

Doskonale to rozumiem. Sam byłem obiektywistą. Sam zachwycałem się „Atlasem Zbuntowanym” i „Fontanną”. Jak wiele błędnych systemów, obiektywizm łączy pewne łatwe do przyjęcia przesłanki (typu istnienia obiektywnej rzeczywistości poza ludzką świadomością), z ideami dużo słabiej uzasadnionymi. Dzięki „oczywistości” truizmów, te „słabsze” idee również są przyjmowane, w ramach jednego mempleksu. Bezkrytyczne akceptowanie fabuły pozwala zignorować marysuizm pozytywnych bohaterów, kolosalne dziury fabularne i logiczne, oraz fakt, że książki były po prostu dla autorki formą odreagowania traumy po życiu w stalinowskiej Rosji.

Ale człowiek dorasta, uczy się i zaczyna analizować to w co wierzy. A obiektywizm wyjątkowo słabo opiera się nawet drobnej analizie…



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz popracować nad swoją pewnością siebie? Kurs autocoachingowy VOD Pewność Siebie w Praktyce zapewni Ci materiał do efektywnej pracy nad sobą w tym zakresie. 33 lekcje wideo o łącznej długości ponad 250 minut. 100% konkretnych, gotowych do zastosowania narzędzi.


Wracamy do artykułu :)



Choć filozofia Rand jest popularna wśród laików, w środowisku akademickim cieszy się ona raczej niechęcią i pogardą. Jej teksty nie są niemal nigdy omawiane na uniwersytetach, filozofowie publicznie uważają ją za kogoś, kto przynosi największą ujmę ich dyscyplinie. Nie jest to też kwestia niechęci środowiska akademickiego do myślicieli postulujących państwo minimum –  autorzy tacy jak Nozick z jego „Anarchy, State and Utopia” są powszechną lekturą na uniwersytetach.


Sednem filozofii Rand, zgodnie z jej własnymi słowami, jest próba narzucenia nowej moralności. U jej sedna znajduje się niechęć do altruizmu oraz wielbienie samolubności. Samolubność ta nie musi być szkodliwa dla innych – Randowski heros cieszy się gdy inni kupują wyniki jego pracy i z nich korzystają. Zawsze jednak to jego pragnienia i potrzeby są najistotniejsze. Altruizm wg. Rand prowadzi zawsze do wykorzystania – skoro musisz się poświęcać, to tracisz, co jest w tym modelu niemoralne.

Ta koncepcja nie jest ograniczona tylko do obiektywizmu Rand. Mieli z nią problem choćby biolodzy ewolucyjni, promujący ideę samolubnego genu. Ich badania pokazały jednak, że przy zachowaniu konkretnych reguł, altruizm jak najbardziej działa i daje solidną przewagę ewolucyjną. Reguły te to:

a) altruizm zwłaszcza wobec osób spokrewnionych,

b) altruizm wobec osób niespokrewnionych działający na zasadzie oczekiwanej wzajemności, wraz z grupowym ostracyzmem wobec osób tą wzajemność łamiących.

Przy zachowaniu tych kryteriów – a wszystko wskazuje na to, że jako ludzie jesteśmy „na twardo” uwarunkowani genetycznie do ich przestrzegania – altruizm daje nieporównywalnie lepsze efekty niż samolubność. Przez większość część ludzkiej historii tak właśnie działały ludzkie społeczeństwa. (Zainteresowanych ta kwestią odsyłam np. do moich podsumowań po lekturze historii długu, na Cafe Royal – tutaj i tutaj. A najlepiej do samego „Debt: the first 5000 years” Graebera.) To właśnie altruizm i współpraca dały homo sapiens przewagę nad innymi gatunkami hominidów.

Współczesna popularność poglądów typu filozofii obiektywistycznej wywodzi się w mojej ocenie po części z tego, że nasza współpraca jest obecnie dużo mniej namacalna. Choć jesteśmy od siebie współzależni w nieporównywalnie większym stopniu niż kiedykolwiek wcześniej, większość tej współzależności jest dla nas niewidzialna. Łatwo więc uznać, że jej po prostu nie ma – a przynajmniej dużo łatwiej niż np. średniowiecznym chłopom u których cała wieś pracowała nad kanałem nawadniającym.


A, jeśli ktoś preferuję logiczną krytykę Rand, podjął się tego jej były współpracownik, Robert Nozick i jest ona miażdżąca. Wskazuje on, że Rand wychodzi z trzech podstawowych przesłanek, do których autorytarnie dopisuje dowolny swój wniosek jako absolutnie i niepodważalnie z nich wynikający – i to w momencie, gdy nawet pierwotne przesłanki nie są zbyt silne.


Obiektywizm Ayn Rand przegrywa też testy w prawdziwym świecie. Kilka firm próbowało wprowadzić koncepcje filozofii obiektywistycznej w praktyce. Przykładem jest tu Sears, którego szef w 2008 wprowadził nowe, wolnorynkowe reguły, dzieląc firmę na rywalizujące oddziały, którym zależało tylko na własnym dochodzie. Efekt? Rywalizacja prowadziła do utraty lojalności pracowników i oddziałów wobec całej marki, licznych przejawów wzajemnego sabotażu między oddziałami, niechęci do działań krótkoterminowo szkodliwych dla oddziału, ale korzystnych dla całej marki (np. promocji mających ściągnąć klientów do sklepu). Wszystko (m.in. spadające ceny akcji czy zapasy gotówki firmy) wskazuje na to, że sieć zmierza ku upadkowi przez taką politykę.

Efekt ten nie powinien zresztą dziwić. Duże firmy uzyskują większą wydajność właśnie dzięki współpracy oddziałów, niż ich rywalizacji. Ba, krytyka marnowania zasobów na rywalizację czy równoległą pracę różnych firm nad jedną i tą samą innowacja leżała u podstaw krytyki XIX-wiecznego kapitalizmu. Przykład Searsa wskazuje, że krytyka ta była słuszna i ultraindywidualizm w biznesie jest po prostu potwornie marnotrawny.

(Uprzedzając teksty fanów Rand o tym jak to socjalizm w Rosji ewidentnie nie zadziałał i w ogóle jest bee… odsyłam choćby do rankingu dostatku za ostatnie lata – na jego szczycie od lat są kraje łączące socjalizm z kapitalizmem, oferujące solidne wsparcie społeczne, znaczną redystrybucję majątku, wysoką wolność indywidualną, silną kontrolę państwową biznesu i mocne standardy demokratyczne obok kapitalistycznego rynku. Może więc nie chodzi o „kapitalizm albo socjalizm”, ale o proporcję w połączeniu tych dwóch modeli?)


Koniec końców, ludzie są istotami społecznymi. Historycznie nasze społeczności opierały się przede wszystkim na współpracy, nie na rywalizacji (o czym szybko przekonaliby się bohaterowie Rand w jej wyimaginowanej dolinie herosów, gdyby rzeczywiście mieli tam zamieszkać). Większość zadań stojących przed ludźmi była po prostu zbyt duża, by dało się je wydajnie zrealizować samemu. Ayn Rand odrzucała tą koncepcję. Nawet jeśli w pewnym momencie dowody antropologiczne zmuszały ją do uznania, że ludzie naturalnie dążyli do kooperacji, zaraz argumentowała, że przecież po to ludzie są na szczycie drabiny ewolucji, by wyrosnąć poza te „ograniczenia”.

Tak, dokładnie. Założycielka nurtu filozoficznego zwanego obiektywizmem, skonfrontowana z obiektywną rzeczywistością nie pasującą do jej poglądów, stawała na głowie by tą obiektywną rzeczywistość móc zignorować. Lepszego epitafium da tego nurtu nie sposób wymyślić.

To powiedziawszy, obiektywizm jeszcze długo będzie popularny, przynajmniej wśród ludzi w wieku studenckim. Przynajmniej do czasu, gdy nie powstanie jakaś alternatywa dla Atlasa, również uderzająca w podobne nuty miłości własnej i indywidualizmu – ale wskazująca na wartość współpracy. Tej rywalizacji ideologicznej nie wygra się bowiem przez fakty, a przez odpowiednio zgrabny mempleks.

Albo po prostu wtedy, gdy ludzie trochę dorosną i zyskają nieco dystansu. Wtedy „Atlas” robi się deczko mniej atrakcyjny ;)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis