Decyzja, a zaangażowanie…

Podjęcie decyzji o zmianie jest ważne, jeśli chcemy coś ze sobą zrobić.

Podjęcie decyzji o zmianie jest niezbędne, jeśli chcemy coś ze sobą zrobić.

Podjęcie decyzji jest niewystarczające, jeśli faktycznie chcemy coś ze sobą zrobić.

Przez lata szkoleń rozwojowych – odbywanych zarówno w roli uczestnika, jak i prowadzącego – zauważyłem pewien wyraźny trend w ćwiczeniach. Uczestnicy dostawali do wykonania ćwiczenie w parach (albo trójkach lub podobnych grupach – chodzi o trend, nie o specyfikę par ;) ). Takie, w którym na zmianę odgrywali różne role. Dostawali też określony czas na takie ćwiczenia.

Jak to zwykle bywa, różne pary potrzebowały różnego czasu na pojedyncze wykonanie ćwiczenia. Jeśli grupa miała na ćwiczenie 15 minut, niektóre pary „uwinęły się” w jedną stronę w 5 minut, a inne potrzebowały 10 i prosiły o wydłużenie ćwiczenia. Naprawdę interesujące jednak było co działo się z parami, które zrealizowały ćwiczenie szybciej.

W wariancie optymistycznym, wykonywali ćwiczenie w jedną i drugą stronę, zmieniając się rolami, po czym resztę czasu wykorzystywali na plotkowanie.

W wariancie pesymistycznym, najpierw plotkowali, a jak został czas to wykonywali ćwiczenie w jedną, czasem też w drugą stronę, „na chybcika”.

Było to takim standardem w rozwoju osobistym, że traktowałem to jako coś oczywistego i domyślnego. No tak, tak po prostu ludzie pracują w parach, można ich co najwyżej pilnować by najpierw ćwiczyli, a potem plotkowali.


A potem pojechałem na kurs improwizacji do Keitha Johnstona. Dla jasności, Keith jest świetnym improwizatorem, ale nie jest wcale jakimś wybitnym trenerem, na poziomie takich twardych kompetencji trenerskich czy nauczycielskich. Nie jest też zły – jest po prostu ok.

A jednak, przy tym „po prostu ok” trenerze zobaczyłem coś, czego nie widziałem przy żadnym trenerze, jakiego widziałem w szeroko rozumianym rozwoju osobistym.

U Keitha, kiedy dostawaliśmy ćwiczenie i zrobiliśmy je w jedną i drugą stronę… i został nam czas… Robiliśmy je ponownie w jedną stronę! A jak został czas to jeszcze w drugą! I tak aż nie przerwał czasu na ćwiczenie!

Przez niemal tydzień szkolenia w wielonarodowej grupie może z jeden raz nie wykorzystywaliśmy w pełni czasu na ćwiczenie, gdyż druga osoba tego nie chciała. W każdym innym przypadku robiliśmy scenę za sceną, ćwiczenie za ćwiczeniem, póki był czas.

To nie była kwestia nauczyciela. To była kwestia grupy. Wszystkie osoby tam obecne wiedziały po co i dlaczego tam są. I chciały jak najwięcej skorzystać z tej sytuacji. Były w pełni zaangażowane – i skorzystały z tego kursu dużo bardziej, niż gdyby po prostu uczestniczyły w nim, bez takiego zaangażowania. (Od tego czasu staram się dodawać taki punkt w kontrakcie szkoleniowym, ale powiedzmy sobie szczerze – kontrakt, kontraktem, ale liczy się też wstępne podejście uczestników.)


Wiem, że wydaje się to być dość oczywiste. Ale nie jest. W wielu obszarach, ale chyba szczególnie w rozwoju osobistym czy szeroko rozumianym dbaniu o siebie…

Kilka takich luźnych obserwacji:

  • Moja żona rozważała niedawno na Facebooku czemu jest tak mało wydarzeń w mieście celujących w bezdzietnych 30-40 latków. Jeśli coś jest przeznaczone dla takich osób, to raczej dla rodziców z dziećmi. Do dyskusji włączyła się nasza przyjaciółka, prowadząca fundację organizującą wydarzenia, zarówno dla rodziców z dziećmi, jak i dla samych dorosłych. Jak stwierdziła – rodzic dla dziecka zmusi się do wyjścia z domu, dla siebie mu się nie chce. Wydarzenia, które robiła dla dzieci lub rodziców z dziećmi były w pełni zapełnione. Dla samych rodziców, mimo intensywnego badania rynku – zionęły pustką.
  • Hitami na różnych telezakupach są „cudowne” przyrządy do ćwiczeń, wibrujące pasy „spalające tłuszcz gdy oglądasz telewizję”.
  • Siłownie „żyją” tak naprawdę z ludzi, którzy kupili karnet, nawet bardzo drogi – i nigdy z niego nie skorzystali.
  • Występ w telewizji czy radiu nie daje, przynajmniej bezpośrednio, specjalnego zwrotu dla trenerów, coachów czy psychoterapeutów. Telefon się nie rozdzwania… Z jednym charakterystycznym wyjątkiem – jeśli dany człowiek zajmuje się hipnozą, telefon dzwoni non stop. Ludzie nie chcą pracować nad sobą – to wymaga zaangażowania. Chcą by ktoś przyszedł i zmienił ich bez ich pracy.
  • Sam czasem- zbyt często, niestety – spotykam się z takim podejściem u klientów coachingowych. Oczekiwaniem, że zostaną zmienieni bez własnego wysiłku. Że w jakiś magiczny sposób sam udział w procesie coachingowym – bez zaangażowania, wykonywania zaleceń do pracy własnej, często wręcz bez sesji (w przypadku długich przerw między kolejnymi spotkaniami).


Decyzja „trzeba coś ze sobą zrobić” jest oczywiście ważna. Nawet niezbędna.

Ale jest niewystarczająca.

Potrzebny jest kolejny krok. Potrzebne jest faktyczne zaangażowanie się w proces pracy nad sobą – czy będzie to trening fizyczny, coaching lub psychoterapia, nauka języka czy dowolna inna działalność.

To dobrze, że podjąłeś decyzję, by coś ze sobą zrobić. To dobrze, że zdecydowałaś się zmienić. Moje propsy!

Tylko to nie wystarcza. Jedna decyzja jest ważna, ale musisz ją podejmować ponownie i ponownie, raz za razem, aby mieć szanse faktycznie osiągnąć to na czym Ci zależy.


To jedna z tych rzeczy, które mamy niestety spaprane przez naszą kulturę. W kulturze popularnej zachodu – filmach, książkach, komiksach – mamy model jednej wielkiej decyzji. Punktu przełomowego kiedy to zbieramy się w sobie, podejmujemy decyzję i wielkim czynem osiągamy sukces! Na tym zresztą żerują m.in. guru motywacyjni, namawiający do podjęcia tej wielkiej decyzji… a potem kolejnej i kolejnej, bo oczywiście jedna nie wystarczy.

Bo to po prostu tak nie działa. Nie ma jednej decyzji. Są codzienne. W we współczesnych kulturach azjatyckich z ich Tsuyoku Naritai! mają to lepiej ogarnięte. Tam mają ten niezbędny, nieustanny wysiłek wpisany w postrzeganie świata. Nie ma szybkich i prostych rozwiązań. Nie ma magicznych napojów. Jest sumienna praca, podejmowanie odpowiedniej decyzji każdego dnia.

Nie jest to łatwe. Ale daje efekty.

W rozwoju. W zdrowiu. W związku. W życiu.

Podejmij decyzję. A potem podejmuj ją dzień po dniu, jakkolwiek ciężkie może to być. Bez tego trudno liczyć na cokolwiek.



Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Pawel

    Ja naiwny myślałem, że takie rzeczy też zobaczę gdy będę na studiach, nie mówiąc już o szkoleniach, za które ludzie płacą spore pieniądze.

  • Regina

    Przecież to wygodne, płacisz komuś, czasami naprawdę sporo kasy i…czekasz na cudowną zmianę życia:) Jakie zaangażowanie? Jaka systematyczność?:)
    hokus pokus i masz co pragniesz, a jak nie ma rezultatów to możesz powiedzieć,że,
    no,cóż …tak miało być.

  • Kamil

    Artur, razem z Austinem wspominacie o tzw. 20 minutach, które mózg potrzebuje na przetworzenie informacji (emocjonalnej?). Zainteresowało mnie właśnie zjawisko takiego kilku-kilkunastominutowego ciągłego przesuwania uwagi na dany temat po tym jak już go zakończyłem. Jakby odbywało się jakieś przetwarzanie w tle. Zarzuciłbyś jakimiś hasłami, po których mógłbym poszukać więcej info na temat takiego przetwarzania w tle/napisałbyś post o tym?

    • Andy wspomina, ja tłumaczę tylko, ale przyznam, że nie kojarzę kontekstu teraz, więc trudniej mi się odnieść.

      • Kamil

        Na nagranej sesji, kiedy używałeś IEMT też wspomniałeś

        • Sesja sprzed paru lat, więc przyznam, że musiałbym odkopać o co chodziło.