Czym jest Lean Mind?

Jedną z podstawowych reguł celowego ćwiczenia – najwydajniejszej formy praktyki w drodze do mistrzostwa – jest to, że nie wystarczy coś robić regularnie. Za łatwo jest wtedy spocząć na laurach. Po prostu w kółko mielić to samo. Zamiast tego należy skupić się na jakieś umiejętności, szlifować ją i rozwijać… A potem pójść dalej. Zrobić coś nowego. Rzucić sobie wyzwanie.

Inaczej okazuje się, że eksperci z dwudziestoletnim doświadczeniem wypadają gorzej, niż ludzie tuż po studiach. Bo nie dawali sobie dostatecznych wyzwań.. 

Wyraźnie widzę to w toku prowadzonych szkoleń.  Pierwszych 5-6 edycji danego szkolenia przynosi ze sobą konkretne usprawnienia i możliwości rozwoju.  Kolejne 4-5 to czas, gdy takie szkolenie się najprzyjemniej robi. Bo jest już tak wyszlifowane, że jest w zasadzie samograjem.  Naprawdę trudno byłoby je spaprać. Płynie niczym wartki strumień, niosąc ze sobą zarówno trenera jak i uczestników, doprowadzając wszystkich do celu w idealnym tempie. Ale to trochę jak burger z masłem orzechowym. Wiesz że będzie pyszny, ale już nie za bardzo da się go usprawnić. (Jeśli uważasz, że hamburger z masłem orzechowym nie byłby pyszny, spróbuj. Potem pogadamy.  Heretyku.)

Kolejne szkolenia tego samego typu są wciąż fajne, ale już trochę mało satysfakcjonujące.  Zaczynasz czuć. że nie rozwijasz się na nich tak, jak mógłbyś. Gdy do tego dojdzie, można oczywiście i tak robić swoje. Ma się świetnie przygotowany, sprawdzony i cholernie wartościowy produkt.  Komercyjnie to najlepszy czas by z niego korzystać. Tylko… można też spróbować czegoś nowego. Zawsze będzie to ryzyko. robiąc coś nowego możemy zawsze zrobić coś gorszego. Ale bez tego ryzyka trudno o prawdziwy skok jakościowy.


A ja, cóż…  Ostatnia edycja Praktyka Beyond NLP numer XIV.  Nie licząc dodatkowych pobocznych szkoleń, które w mniejszym lub większym stopniu też obejmowały program Praktyka. To naprawdę dobry materiał. A jednocześnie czułem, że jest trochę ograniczający.  Mimo znaczących zmian w Beyond NLP, wciąż był oparty o ramy programowe klasycznego Praktyka NLP. A tam było, na przykład, wiele narzędzi które są bardzo cenne, ale coś w nich po prostu nie styka. Ludzie, realistycznie, rzadko z nich korzystają.  Warto by więc ich się było pozbyć. Z drugiej strony, pracowałem w ostatnich latach dużo z pracownikami korporacji, freelancerami oraz właścicielami firm. Widziałem codzienne potrzeby tych ludzi. Wyraźnie odczuwałem, że klasyczny program Praktyka omija pewne kluczowe obszary w pracy takich osób. Np. poruszane jest ustalanie celów, ale już niekoniecznie zarządzanie czasem.  Jest wiele technik na usprawnienie komunikacji… a jednocześnie pomija się wiele z najpowszechniejszych błędów, jakie w komunikacji mogą mieć miejsce.


Zacząłem się więc zastanawiać jakie dłuższe szkolenie zaprojektowałbym, gdybym nie był uwiązany programem Praktyka i w ogóle punktem odniesienia NLP? Korzystając z lat mniejszych lub większych eksperymentów i szlifowania swoich narzędzi, ale odrzucając dotychczasowe ograniczenia i założenia? Gdybym po prostu chciał stworzyć własny dłuższy program edukacyjny?


Z miejsca oczywiste stały się dla mnie dwie kwestie.

Po pierwsze – będę musiał ciąć i to ostro. Bo chciałbym do takiego programu napakować ogromną ilość treści i narzędzi. Zrobić taki rozwojowy scyzoryk szwajcarski (tylko z łatwiejszym wysuwaniem ostrzy ;) ), coś, co dawałoby narzędzia na każdą sytuację i dla każdego. Szybko stało się oczywiste, że nie będzie to możliwe. Inaczej trzeba by zrobić nie kurs rozwojowy, a całe studia ze skutecznego rozwoju osobistego. Jakkolwiek mogłoby to być fajnym pomysłem, niewiele osób miałoby na to czas. Ludzie szukają konkretów, szybkiej dawki praktycznej wiedzy. Nawet na rynku korporacyjnym coraz więcej firm stawia na krótkie, kilkugodzinne formy edukacyjne (na ile ma to sens, to już inny temat, może kiedyś go poruszę). Muszę więc wybrać to, co najbardziej przydatne dla jak najszerszej grupy uczestników.

( Nie znaczy to, że inne tematy należy zignorować. Ale można z nich zrobić szkolenia specjalistyczne, „obok” głównej formuły. )

Po drugie – potrzebuję spójnej osi szkolenia. Logicznej struktury, która będzie wiązała przekazywane treści, nadawała im sens i tworzyła spójny obraz poznawanych treści.  Oczywiście, takie osie można stworzyć niemal z niczego, ale najlepiej, gdyby znaleźć coś, co daje dodatkową, głęboką wartość.


Tak jak wspomniałem, w ostatnich latach dużo pracuję z korporacjami, w tym z zespołami programistycznymi. To sprawia, że jestem dość obyty z metodykami stosowanymi w takich zespołach. Rozwiązaniami takimi, jak Agile (a zwłaszcza SCRUM) czy Lean Management. Po wielu miesiącach analizy i eksperymentów, to właśnie Lean okazał się tu być najciekawszą ścieżką.


Lean Management to jeden z terminów używanych do opisu czegoś, co pierwotnie nazywało się Toyota Production System, system produkcji Toyoty. Po drugiej wojnie światowej, gdy Japonia próbowała podźwignąć się z gruzów, Toyota próbowała przenieść na rynek japoński rozwiązania masowej produkcji z amerykańskich zakładów Forda… I poniosła dotkliwą klęskę. Produkcja na masową skalę na chłonny rynek amerykański pozwalała zakładom Forda na marnotrawienie zasobów na ogromną skalę i wciąż wychodzić na plus. Na to nie mogła sobie pozwolić Toyota borykająca się z małym rynkiem i powojennnym niedoborem surowców. To, co sprawdzało się w masowej produkcji Forda okazywało się być zbyt kosztowne w lokalnej produkcji Toyoty. Wprowadzono więc – i przez lata rozwijano i szlifowano – zupełnie inne podejście, skupione na realizacji małych partii towaru, wedle potrzeb klientów lub sklepów. Nie mogąc rywalizować masowością, skupiono się na wyeliminowaniu wszystkich elementów procesu produkcji, które nie przyczyniały się bezpośrednio do zapewnienia klientowi docelowemu pożądanej wartości. W ten sposób zaoszczędzano czas, materiał i siły przerobowe. Błędy zwykle wychwytywano i naprawiano w krótkim czasie, unikając kosztownych korekt dużych partii towaru i opóźnień w realizacji zleceń. Pozbywając się zbędnych elementów łańcucha produkcji zredukowano też ryzyko wypadków i zwiększono bezpieczeństwo pracowników.

Im bardziej o tym myślałem, tym wyraźniej widziałem podobieństwa między Lean Management, „Szczupłym” zarządzaniem, a tym, co robię na szkoleniu z uczestnikami. Każdy z nas w życiu marnuje masę energii, nadmiernie reagując tam gdzie nie trzeba czy naprawiając błędy dopiero, gdy już się nagromadzą i osiągną masę krytyczną. Rozwój osobisty, tak jak go rozumiem, służy w dużej mierze oszczędzeniu tej energii. Życiu lepiej i wydajniej, bez nadmiernego przejmowania się, ale też ze zdolnością do pobudzenia się do działania, gdy jest to ważne i cenne.

A skoro tak, to być może osią nowego szkolenia… albo wręcz nowego systemu podejścia do pracy ze sobą – powinno być właśnie to „Szczupłe” myślenie?


To było początkiem pracy nad Systemem Lean Mind, Systemem Szczupłego Umysłu. Rozwojem osobistym skupionym na maksymalizacji wartości i podawanym w sposób, który sprzyja maksymalizacji tej wartości. W wielu przypadkach wymusiło to cofnięcie się do podstaw i zadanie sobie pytań o to, co naprawdę daje wartość w szkoleniach. A gdy już udało się to zidentyfikować – to kolejnym wyzwaniem był sposób na maksymalizację tych elementów… Oraz zmianę elementów, których z różnych przyczyn nie da się usunąć, ale które niespecjalnie budują wartość w obecnej postaci. Choćby taka przerwa obiadowa… Czy dałoby się ją zaadaptować tak, by uczestnicy odpoczywając jednocześnie mogli utrwalać poznane umiejętności?

Przygotowanie tego wszystkiego było sporym wyzwaniem… Ale ma naprawdę fajny potencjał. Okazja do podważenia rzeczy, które wydawały się w szkoleniach stałe i niezmienne, a które okazują się być całkiem plastyczne.

Tak powstał Lean Mind, oraz jego podstawowe szkolenie, Lean Mind Experience.


Aby zmaksymalizować czas poświęcony na praktykę i trening umiejętności – wg. licznych badań kluczowy element skuteczności szkolenia – opieram kurs na systemie Blended Learning, czyli materiałach z którymi uczestnicy wstępnie zapoznają się jeszcze przed szkoleniem. Tak by zminimalizować czas na wyjaśnienia i wprowadzenia teoretyczne, a zmaksymalizować przestrzeń na ćwiczenia, dyskusje, studia przypadku i odnoszenie poznanych rozwiązań do swoich potrzeb.

Ten system pozwala też na coś, o co wielu uczestników prosiło – możliwość udziału tylko w części cyklu. Choć pełną korzyść otrzymasz uczestnicząc we wszystkich dziewięciu dniach, jeśli zależy Ci szczególnie na relacjach i pracy z emocjami, bo z wydajnym działaniem radzisz sobie dobrze – możesz wybrać się tylko na te dwa moduły. (Inna sprawa, że cena jest zaprojektowana tak, by zdecydowanie zachęcać do udziału w całości.)


Wielu uczestników moich poprzednich szkoleń wspominało, że jest wręcz zasypana nowymi narzędziami i potencjałem ich wdrożenia. Dlatego Lean Mind będzie prowadzony wyłącznie w formie trzech oddzielnych zjazdów, z dłuższymi przerwami między nimi – tak by dać uczestnikom dość czasu na wprowadzenie, przetestowanie i przemyślenie poznanych rozwiązań. Aby ich w tym wesprzeć, dostaną nie tylko zadania wdrożeniowe, ale też całe poszkoleniowe plany rozwojowe.


Nawet przerwy kawowe i obiadowe zostaną zmodyfikowane – uczestnicy będą mogli w ich trakcie wykonać dodatkowe, specjalne zadania dla chętnych, rozwijające ich umiejętności i dające dostęp do kolejnych zadań specjalnych i innych niespodzianek.


„Urawza” to termin, jakim Japończycy określają drobne, niezwykłe, ale praktyczne rozwiązania optymalizujące codzienne działania. Materiały Lean Mind pełne są takich Urawaza, drobnych rozwiązań dających znaczące efekty. Żadne z nich nie mogłoby być modułem szkoleniowym samym w sobie, są na to za małe – ale odpowiednio podane, solidnie wzbogacają wartość procesu szkoleniowego.


To oczywiście tylko garść przykładowych modyfikacji – jest tego w całym procesie dużo więcej. Wszystko po to, by szkolenia z Lean Mind same w sobie spełniały maksymę Lean i zapewniały optymalne warunki dla rozwoju uczestników.


No dobrze, wiesz już, że będziesz się uczyć skuteczniej, ale czego?

Lean Mind Experience podzielone jest na trzy weekendowe (piątek-niedziela) zjazdy.

Lean Relations zajmuje się skuteczną komunikacją. Tym, co jest najważniejszego w relacjach i jak to wzmacniać. Jak unikać błędów, wspierać to co działa i czynić kontakty z innymi głębszymi i pełniejszymi. Co istotne, nie zajmujemy się tutaj w ogóle kwestią perswazji (choć poświęcamy sporo uwagi temu, jak dotrzeć do rozmówcy i być dobrze zrozumianym). Elementy perswazji i sprzedaży zostały przesunięte do oddzielnego szkolenia specjalistycznego, Lean Influence. To cenne rzeczy, przydatne dla wielu osób. Ale każdemu przydadzą się rozwiązania wzbogacające i pogłębiające wszystkie relacje.

Lean Actions to moduł poświęcony wydajności i skuteczności osobistej. Jak działać lepiej, jak dobierać cele i je realizować, dobierając odpowiednie priorytety, zarządzając lepiej swoim dniem, automatyzując działania i zachowując optymalną motywację i determinację do działania? Co tak naprawdę buduje wartość w naszym działaniu i jak to zoptymalizować? Jak pozbyć się tego, co pozornie trzeba robić, ale co nie ma realnej wartości. Na wiele sposobów to sedno myślenia Lean, przeniesione na poziom jednostki.

W Lean Emotions wchodzimy głębiej, w pracę nad emocjami i tym, żeby zacząć optymalnie je wykorzystywać. By płynąć z prądem, miejscami lekko korygując tylko bieg rzeki, zamiast walczyć ze sobą i próbować wymusić określone reakcje. Zajmiemy się tu pewnością siebie i stresem. Lękiem i szczęściem. Tym jak czuć emocje pełniej, ale też jak odsuwać je, gdy pojawiają się w nieodpowiednim miejscu. Bez walki i zmuszania się, ze zrozumieniem jakie emocje w nas powstają i dlaczego.


Pierwsza edycja Lean Mind Experience startuje już jesienią, a do 1 sierpnia dostępna będzie z 30% zniżką w przedpłacie. Obowiązuje limit 12 osób na szkoleniu. Jeśli widzisz tutaj coś dla siebie – zapraszam :)

Więcej informacji znajdziesz na stronie ChangeMakers.

Jeśli masz jakieś pytania o Lean Mind, daj znać w komentarzach :)

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis