Czy oszustwo się opłaca?

Kursantka zapytała mnie ostatnio jak patrzę na kwestie oszukiwania. Jeśli odstawimy na bok kwestię etyczną, czy oszukiwanie się opłaca? Podała przykład swoich znajomych, którzy przez kombinowanie potrafili przebimbać studia bez żadnych negatywnych konsekwencji. Nikt ich nie złapał. Nic im się złego nie stało. 

Moja odpowiedź w takiej sytuacji (pomijając oczywiście kwestie etyczne) jest następująca: oszukiwanie jest po prostu strategia wysokich zysków i wysokiego ryzyka.  

Nie da się powiedzieć że taka strategia z definicji lepsza czy gorsza od strategii niskich zysków i niskiego ryzyka. Można rozważać, czy taka strategie jest lepsza czy gorsza w konkretnym przypadku. Na przykład czy opłaca się oszukiwać skarbówkę żeby “zaoszczędzić” 100 zł podatku? A jak to wygląda Jeśli chcemy „zaoszczędzić” milion? Zawsze znaczenie ma indywidualna sytuacja. A jednocześnie warto bliżej przyjrzeć się obydwu tym rodzajom strategii.

Strategie niskiego zysku i niskiego ryzyka ( lub w niektórych sytuacjach wysokich kosztów i niskiego ryzyka), to strategie który skupiamy się na pewnym rezultacie, chociaż zwrot z niego mamy dużo mniejszy albo musimy w jego uzyskanie włożyć dużo większy wysiłek. Na przykład wpłacając pieniądze na konto w banku, albo kupując nisko-oprocentowane państwowe obligacje, nasz zysk będzie dużo niższy, ale  i szanse na utratę zainwestowanych środków są też bardzo niskie w porównaniu z grą na giełdzie.  Ucząc się starannie do egzaminów na studiach inwestujemy w to dużo czasu i dużo zasobów. Ponosimy duże koszta. Jednak nasz zwrot jest w miarę pewny. Takie strategie są przewidywalne i  bardziej komfortowe emocjonalnie, ale dają dużo mniejsze szanse na dramatyczne zmiany sytuacji. Wymagają cierpliwości i rozłożenia wysiłku w czasie.


Strategie wysokiego zysku i wysokiego ryzyka ( lub w niektórych sytuacjach niskich kosztów i wysokiego ryzyka), to strategie gdzie rezultat jest dużo mniej pewny. Za to może być dużo większy.  (Alternatywnie, musimy włożyć dużo mniejszy wysiłek, choć szanse na sukces są też  mniejsze). Na przykład inwestujemy nasze pieniądze w startup. Nową firmę, która ma niewielką możliwość zawojować rynek i wielką paść. Jest duża szansa, że nasze pieniądze utopimy. Jest też niewielka szansa, że właśnie zainwestowaliśmy w nowego Facebooka i będziemy  miliarderami. Albo właśnie idziemy na egzamin bez nauki, licząc że przebimbamy się  jakoś szczęściem, urokiem osobistym i laniem wody. Może nam się uda a może solidnie wtopimy. Takie strategie z jednej strony dają potencjalnie nieprzyjemne emocje – stres,  lęk, frustracje. Ale z drugiej, dla wielu osób są ekscytujące i angażujące. Na pewno osoby, które zdecydowały się takie strategię i osiągnęły sukces będą bardziej medialne. Łatwiej fantazjować o tej jednej cudownej inwestycji, niż o latach ciułania. Rzadziej trafiają do mediów historie dużo większej grupy, która ryzykowała i ponosiła porażkę.


Oszukiwanie, gdy odejmiemy aspekt etyczny, jest po prostu jedną z wielu strategii wysokiego ryzyka.  Jest szansa, że oszczędzisz dużo czasu i wysiłku albo unikniesz dużych kosztów.  Ale jest też szansa że wtopisz. A jak już wtopisz, to niestety, ale oszukiwanie ma to do siebie,  że  jest uogólniane. Jednorazowa sytuacja w której zostałeś przyłapany na oszustwie sprawia, że zostajesz trwale zakwalifikowany jako  oszust. Więc póki Ci wychodzi, to Ci wychodzi. Jak Ci przestanie wychodzić chociaż raz, to cierpisz podwójnie. Po  pierwsze, ludzie przestają Ci ufać i stają się dużo bardziej ostrożni wokół Ciebie. Po drugie nawet gdy Ty zmienisz swoje postępowanie, ludzie i tak będą myśleli o Tobie w kategoriach “oszust/oszustka”. A to rzuci się cieniem na wszelkie Twoje dalsze relacje z tymi osobami. Wejdzie tu konkretna rama poznawcza, gdy nawet Twoje najszczersze intencje będą rozpatrywane z perspektywy „co on/ona chce tutaj ugrać?”


Jestem planszówkowcem i jednym z filtrów w jaki patrze na rzeczywistość, są mechaniki gier planszowych. I w pewnym sensie oszukiwanie jest taką nieustanną grą z mechaniką znaną jako „Push your luck”.  To mechanika w grach w której cały czas kusisz los. „Zobaczymy jak długo się uda?”. Szacowanie kiedy zrezygnować, a kiedy jeszcze ryzykować. Tylko gdy przestanie się udawać, to będzie bolało. A odróżnieniu od  rozrywkowych gier, gra w życie za porażki potrafi karać bardzo boleśnie…


Czy to znaczy, że każdy oszustwo dostanie ukarane? Nie oczywiście że nie! Życie to gra wielkich liczb.  Jest tylu oszustów na świecie, że niewątpliwie część nich osiągnie same szczyty i nigdy nie podwinie im się noga. Jednocześnie możemy powiedzieć, że oszukiwanie nie jest najbardziej opłacalną strategia.  Skąd możemy to wiedzieć? Ponieważ na przykład w zarządach korporacji mamy wprawdzie ponadprzeciętnie wiele osób wykazujących cechy socjopatyczne (kiedyś mówiliśmy psychopatyczne), ale nie mamy tam samych socjopatów. W zarządach korporacji mamy faktycznie ponadprzeciętnie wielu ludzi, którzy nie mają żadnych oporów moralnych przed kłamstwem  i manipulacją dla osiągnięcia swoich celów. Mamy ich niemal dwa razy więcej niż w normalnej populacji.  Ale w normalnej populacji mamy około półtora procent socjopatów, a w zarządach korporacji trzy procent. Nie trzydzieści. Nie pięćdziesiąt. Ani tym bardziej nie sto. 


Innymi słowy takie strategie oszukiwania, są prawdopodobnie bardziej skuteczne niż bylibyśmy skłonni zaakceptować, biorąc pod uwagę naszą naturalną skłonność do takich zachowań. (Czy raczej brak takiej skłonności.) Natomiast takie strategie nie są na tyle skuteczne,  żeby wypleniły wszystkie inne. To popularne zjawisko w przyrodzie. Podobne analizy były robione na przykład względem tego skłonności mężczyzn do pozostania z matką swojego dziecka. Biorąc pod uwagę możliwości mężczyzn do poczęcia wielu dzieci z różnymi kobietami  i ewolucyjną korzyść takiej strategii, wydawałoby się, że opłacalne strategią dla każdego mężczyzny będzie chęć uwiedzenia i zapłodnienia jak największej ilości kobiet. W rzeczywistości jednak, im więcej takich mężczyzn, tym kobiety będą mniej skłonne i bardziej wymagające przed nawiązaniem kontaktów z jakimkolwiek facetem. Dlatego istnieje pewna populacyjna dynamika tego zjawisko. Optimum zaangażowanych ojców i facetów skaczących z kwiatka na kwiatek. Podobnie z oszustami i ludźmi uczciwymi. Jeśli oszustów jest zbyt wielu, całość społeczeństwa ponosi na tyle duże koszta, że dany obszar działania zaczyna szwankować.  Wtedy zwykle pojawiają się jakieś społeczne mechanizmy naprawy, które tymczasowo zmniejszają ilość oszustów znacznie poniżej akceptowalnego (z perspektywy systemu) progu. Ludzie sięgają po widły, pochodnie i idą zrobić mały wielki lincz. Albo coś w tym stylu.  Liczba oszustów drastycznie spada. Następnie ta liczba oszustów stopniowo wzrasta, aż przekroczy optimum i ponownie uruchomi mechanizm obronny systemu.


Odpowiadając na pytanie „czy oszustwo się opłaca” wskazałbym więc na trzy główne kwestie do rozważenia. 

Po pierwsze na jakim etapie systemu jesteśmy? Czy jesteśmy na etapie gdzie system jest bardziej, czy mniej tolerancyjny dla oszustwo? Względnie czy za chwilę będzie ta zmiana  kierunku wahadła, kiedy pojawią się najbardziej surowe kary?

Po drugie jaka jest realna korzyść z oszustwa? (Zysk albo redukcja kosztów.) A jakie jest prawdopodobieństwo jego wykrycia i możliwa kara?

No i trzecia kwestia – jak sobie radzimy z takim ryzykiem emocjonalnie? Cały czas rozpatrujemy temat niezależnie od aspektu etycznego, mówimy tylko i wyłącznie o emocjach związanych z ryzykiem. Na ile je tolerujemy? Na ile ich potrzebujemy i pragniemy?  Czy zyski jakie uzyskamy z oszustwa są warte potencjalnego stresu, zamartwiania się i tak dalej?


To kwestia indywidualna.  Z mojej perspektywy jeśli w wyniku oszustwa byłbym ustawiony na  wiele lat i jakoś potrafił sobie pogodzić kwestie etyczne, dopiero wtedy mógłbym rozważać je jako potencjalny opłacalne. Inaczej po prostu nie ma sensu nawet o tym myśleć. Ale też ja mam niską tolerancję dla ryzyka. W każdym obszarze. Moja dominująca struktura poznawcza niemal w każdym kontekście to budowa, i w tą strukturę wpisane są solidność i stopniowe (niekiedy zbyt stopniowe!) działanie. Nie uruchamiam projektów z impetem, tylko stopniowo je buduje – i z tej perspektywy oszustwo się po prostu nie opłaca. (A przynajmniej nie miałem nigdy opcji oszukiwania w takiej skali, by miało szanse zacząć ;) ).  Znam osoby które nie są w stanie żyć bez ryzyka i dla nich ocena opłacalności oszustwa wyglądałaby zupełnie inaczej.


Albo wersja TLDR; – oszustwo się opłaca do momentu, kiedy przestaję się opłacać, a wtedy się bardzo nie opłaca ;)



Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis