Czy można zmienić się w związku dla drugiej osoby?

Czy da się zmienić w związku? Dopasować do drugiej osoby? A nawet jeśli, to czy ma to sens? Czy nie jest utratą własnego szczęścia na rzecz szczęścia innej osoby?

Przeglądając materiały o związkach spotykam się z dwiema dość zdecydowanymi postawami w tym temacie. Niektórzy mówią – tak, zmiana jest cenna i możliwa. Inni – nie, w zdrowym związku partner/ka nigdy nie oczekuje zmiany drugiej osoby, bo to nieuczciwe wobec niej. Nie można poświęcić swojego szczęścia na rzecz innych.

Sam jestem zdecydowanie zwolennikiem tej pierwszej opcji. Starałem się jednak zrozumieć zwolenników drugiej. Mam wrażenie, że udało mi się znaleźć jeden kluczowy element takiej postawy. Jest nim, w mojej ocenie, podejście do zmiany w związku jako do gry o sumie zerowej.

Na temat gier o sumie zerowej i niezerowej pisałem już na blogu jakiś czas temu (patrz np. tutaj). W dużym uproszczeniu, gry o sumie zerowej to takie gry, gdzie czyjś zysk zawsze jest okupiony stratą drugiej osoby. Jeśli ja kończę rozgrywkę na +2 zadowolenia, to ktoś inny musi ją skończyć na -2. (Albo np. dwie inne osoby na -1, cztery na -0.5, itp.) Bilans musi być równy zero.

Gry o sumie niezerowej działają inaczej. Tam suma może być inna od zera. (Co ważne, może być też ujemna – ludzie czasem o tym zapominają.)

Jeśli ktoś zakłada, że związki i zmiany w nich działają na zasadzie gry o sumie zerowej,to oczekiwanie zmiany od partnerki/a jest niewątpliwie czymś okrutnym. Żeby nam było lepiej chcemy, by druga osoba się poświęciła. By było jej gorzej. To samolubne i niezdrowe podejście.

Tyle tylko, że nieco oderwane od życia. Bo większość interakcji międzyludzkich to gry o sumie niezerowej.


Jeśli zranię bliską mi osobę, nawet jeśli przez chwilę – np. w kłótni – było to przyjemne, ogólna suma tej sytuacji jest zdecydowanie ujemna. Miałem +4 przez chwilę w kłótni („Ale walnąłem tekstem! Aż w pięty poszło!”), ale potem -3 po kłótni („W sumie to tak jakoś kiepsko wyszło”), druga osoba cały czas miała -8. Suma emocjonalna: w trakcie kłótni 4-8 = -4, po kłótni -3-8 = -11, w sumie -15. Słabo

Jeśli zrobię coś fajnego dla bliskiej mi osoby, kosztuje mnie to pewien wysiłek (wartość ujemna), ale mam też satysfakcję z tego co zrobiłem, reakcji tej osoby, itp. (wartość dodatnia), nawet nie patrząc na reakcję drugiej osoby, już wychodzi nam suma niezerowa całej zabawy.

I podobnie jest ze zmianą.


Kluczem do udanej zmiany w związku jest to samo, co stanowi klucz do udanych negocjacji typu „win-win”. Uświadomienie sobie, że poszczególne osoby zaangażowane w związek nadają inną wartość poszczególnym zachowaniom i sytuacjom. Jeśli np. niezbyt lubiłbyś się myć i regularny poranny prysznic miałby dla Ciebie wartość -2, ale śmierdzący mąż miałby dla Twojej żony wartość -8, to godząc się na ustępstwo w tym zakresie nie kończymy na zerze, tylko na +6. Całkiem niezła wymiana!

Jeśli przyjrzysz się swojemu życiu i sytuacjom konfliktowym – czy nawet po prostu niewygodnym – w relacjach z ludźmi, możesz odkryć, że takie nierówne rozłożenie wag jest regułą. Owszem, będą pewne kwestie na tyle ważne dla każdej ze stron, że ustępstwo byłoby działaniem wbrew sobie. Takie „dla mnie to +50, a dla ciebie to -50” będą czymś, gdzie trudno mówić o ustępstwie. Wtedy faktycznie albo jedna ze stron musi zrezygnować (być może nadrabiając to sobie w innych obszarach mniej istotnych dla partnera/ki), albo może to stanowić powód dla rozstania pary. Jeśli np. ja chciałbym bardzo mieszkać w mieście, jako zwierze miejskie, a moja żona odkryłaby w sobie powołanie do mieszkania w samym środku leśnej głuszy, to byłoby tu trudno pójść na częściowe ustępstwa dla każdej ze stron. Tam pojawiałaby się gra o sumie zerowej. (Lub na tyle bliskiej zerowej, by różnica nie miała większego znaczenia.) Tam oczekiwanie zmiany byłoby wobec drugiej osoby nie fair.

Takich sytuacji jest jednak zdecydowana mniejszość.


Większość – tak w związkach jak w życiu, biznesie i innych obszarach – to właśnie gry o sumie niezerowej, często bardzo niezerowej. Bo ludzie są różni. I mają różne wartości. Ktoś bardzo nie lubi prasować, ale pasuje mu zmywanie. Ktoś inny nienawidzi jeździć samochodem, a druga osoba uwielbia. Jesteśmy jako ludzie na tyle zróżnicowani i wielowymiarowi, że zamiast rzucać hasła o tym, jak to okrutne jest oczekiwanie zmiany od drugiej osoby, warto ją po prostu lepiej poznać. Dowiedzieć się ile dane rzeczy są dla niej warte. Bo może się okazać, że ta cholerna rzecz, która nam bardzo przeszkadzała, jest czymś co druga osoba może zmienić bez mrugnięcia okiem. Czemu tego nie robiła? Bo nie uznawała jej za jakkolwiek istotną!

Ba! Czasem takie zestawienie wartości może wręcz dać dodatkową motywację do jakiegoś działania. Jeśli dla mnie szczupła sylwetka jest pozytywem, ale niewielkim (+2), ale dla mojej żony moja szczupła sylwetka jest czymś istotniejszym (+5), to uzyskujemy już +7. A to daje solidniejszą zachętę do pracy nad tym obszarem.

Jeśli przyjmiemy, że zmiana w związku jest grą o sumie zerowej, pozbawiamy się tych wszystkich opcji. Jeśli dopuścimy różnorodność, to może się okazać, że jednak sporo rzeczy da się zmienić i to dość bezboleśnie. Jasne, nie wszystko! Będą i „sumy zerowe”. Wóz, albo przewóz. Akceptujesz mnie pod tym względem, albo nie ma co się bawić, bo ta konkretna rzecz nie ulegnie zmianie.

Ale tych rzeczy naprawdę nie ma aż tak wiele. Po co więc robić sobie problem, gdy nie ma ku temu powodów?



Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Piotrek

    Jeśli partner zawsze gustował w szczupłych kobietach (po prostu nie potrafi się przemóc do innych) i jego partnerka z pewnych względów nie potrafi już utrzymać niższej wagi… jakby rozwiązać takie równanie żeby mocno nie zaburzyć bilansu?

    • Aleksander Nowak

      Podobna sytuacja do
      „Jeśli np. ja chciałbym bardzo mieszkać w mieście, jako zwierze miejskie, a moja żona odkryłaby w sobie powołanie do mieszkania w samym środku leśnej głuszy, to byłoby tu trudno pójść na częściowe ustępstwa dla każdej ze stron. Tam pojawiałaby się gra o sumie zerowej. (Lub na tyle bliskiej zerowej, by różnica nie miała większego znaczenia.) Tam oczekiwanie zmiany byłoby wobec drugiej osoby nie fair.”

  • Krzysztof Moszyński

    Ze zmianą w związku jest taki problem, że część ludzi wchodzi w związek nie z osobą, z którą mają do czynienia, tylko z jej przyszłym wyobrażeniem. „Takim, jakim jest teraz go nie akceptuję, ale na pewno w związku się zmieni.” Po czym czekają, czekają, marnują czas swój i drugiej osoby – a facet cały czas taki sam. Wydaje mi się, że jeśli wchodzi się w związek, to lepiej jest akceptować drugą stronę nie taką, jaką wydaje nam się, że może być – tylko taką, jaką jest teraz. Inaczej człowiek się zwykle srogo zawodzi, bo bycie w związku to nie jest zwykle (zwłaszcza dla kobiety) sytuacja, w której ta posiada dystans i autorytet potrzebny dla przekonania niechętnego faceta do jakiejś niewygodnej dla niego zmiany. A zwykle wchodzenie w taki związek oznacza, że kobieta już na wstępie znajduje się na słabszej pozycji – bo gdyby tak nie było, to nie wchodziłaby w relację z osobą, w której jej sporo rzeczy przeszkadza – co czyni zmianę faceta jeszcze mniej prawdopodobną.

    Oczywiście działa to w obie strony, ale wydaje mi się, że kobiety mają pod tym względem jednak gorzej.