Lubimy mieć o sobie dobre zdanie. To jedno z wielu naturalnych złudzeń, do których wszyscy jesteśmy predysponowani. Służy ku temu między innymi racjonalizacja. To wrodzona skłonność do reinterpretacji świata tak, by zachować o sobie dobre zdanie.

Pomaga nam to być wytrwałym i nie poddawać się zbyt wcześnie. Walczyć o swoje. Zmierzać do celu.

Pomaga nam to iść w zaparte i pogrążać się w błędach. Walczyć o to, co nam się nie należy. Zmierzać ku przepaści.

Innymi słowy, odrobina racjonalizacji może być przydatna, ale duża dawka może nam nieźle złoić skórę.

psycho-29041_1280

To nie morderstwo, to tylko aktywne ćwiczenie fizyczne… które wymaga częstej zmiany partnerów.

Racjonalizacja jest jednym z najciekawszych i najpowszechniejszych błędów poznawczych, na jakie jesteśmy podatni. Stanowi nieodłączny element naszej autonarracji, opowieści, którą sami dla siebie gawędzimy. Opowieści, w której, rzecz jasna, to my jesteśmy bohaterami. Opowieści, w której, tak na koniec dnia, nie możemy być zbyt źli, ani słabi, ani niefajni – bo komu by się taka opowieść podobała?

Racjonalizujemy więc. Reinterpretujemy całą opowieść tak, by wypaść w niej milej, fajniej, mądrzej i atrakcyjniej.

Co istotne, racjonalizacja to nie tylko zjawisko bieżącej reinterpretacji i „dorabiania” wymówek i wyjaśnień do swoich zachowań. To również proces aktywnego modyfikowania swoich wspomnień i doświadczeń, tak, „by wyszło na nasze”. Pewne wspomnienia zyskują większą istotność. Inne są usuwane w cień. Jeszcze inne tworzone są na nowo, w innej postaci. (Pisałem już o tym między innymi na przykładzie Briana Williamsa.)



Przerwa na reklamę ;)


Zbliża się koniec semestru/roku szkolnego? Chcesz wesprzeć w nauce siebie, lub swoich bliskich? 

Kurs Skuteczna Nauka, w 100% oparty na konkretnych, przebadanych rozwiązaniach, to prosty przepis na przyśpieszenie i usprawnienie procesu uczenia się. Tak, żeby ucząc się krócej zapamiętywać więcej. E-kurs dostępny na MindStore, tylko 79 zł za pełen program.


Wracamy do artykułu :)



„Klasyczne” badania racjonalizacji przeprowadzał w połowie ubiegłego wieku Leon Festinger. W wielu różnych scenariuszach stawiał on przed badanymi studentami nudne i nieprzyjemne zadania. Studenci mieli np. obracać kołki o 90 stopni, jeden po drugim, przez pół godziny. Po wykonaniu zadania Festinger prosił ich, żeby sami skłamali kolejnemu ochotnikowi (w rzeczywistości pomocnikowi badacza), mówiąc, że badanie było ciekawe. Tłumaczył się potrzebą zebrania odpowiedniej grupy badanych i proponował nagrodę za kłamstwo – dolara lub dwadzieścia dolarów. Następnie, gdy te osoby już skłamały, poproszono je o ocenę zadania.

Ludzie, którzy dostali 20 dolarów (ok. 160 dolarów na dzisiejsze pieniądze) uznawali zadanie za nudne.

Ludzie, którzy dostali dolara (ok. 8 dolarów na dzisiejsze pieniądze) uznawali zadanie za dość ciekawe.

Bo sam pomyśl – chciałbyś sprzedać swoją uczciwość za dolara? Za 8 dolarów? Za 30 zł?

Jasne, że nie.

Ale 600 złotych za drobne kłamstwo to już – dla większości ludzi – coś do strawienia. Można zachować o sobie dobre zdanie tłumacząc, że nie idąc na ten układ byłoby się idiotą, a tak jesteśmy mądrzy i cwani.

Przy 30 zł ta wymówka nie działa, trzeba więc usprawiedliwić się inaczej. Np. redagując swoje wspomnienia tak, by wyszło, że wcale nie kłamaliśmy. Zadanie było tak naprawdę całkiem ciekawe.

Tak właśnie działa racjonalizacja – w tym wypadku zachodząca w kontekście tzw. dysonansu poznawczego, czyli próby pogodzenia dwóch sprzecznych poglądów („Jestem uczciwym i dobrym człowiekiem” vs „Właśnie skłamałem”).

Warto mieć świadomość, że jesteśmy na taką racjonalizację podatni nieustannie, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Po prostu dlatego, że jesteśmy ludźmi.


Co to oznacza w praktyce?

Zjawisko racjonalizacji niesie ze sobą szereg praktycznych konsekwencji, zarówno w kontekście własnego zachowania, jak i relacji z innymi ludźmi.

a) Jesteśmy nieustannie podatni na racjonalizowanie własnych zachowań i potrzebujemy naprawdę dużej autodyscypliny (albo regularnych „zewnętrznych” analiz np. w formie psychoterapii czy superwizji) aby ograniczyć wpływ takich zachowań u siebie. Dlatego ważna jest regularna weryfikacja swoich poglądów na swój własny temat, zwłaszcza ilekroć usprawiedliwiamy swoje zachowanie lub zbywamy nie pasujące nam zachowanie innych ludzi. (Tomek Kwieciński napisał ostatnio fajny artykuł w temacie, w kontekście popularnej racjonalizacji „Nie mam znajomych, bo mi zazdroszczą sukcesu.”)

Prosta i praktyczna zasad jaką tu sugeruję – ilekroć pojawi Ci się cień wątpliwości co do swoich wymówek czy usprawiedliwień, zweryfikuj temat z 2-3 osobami które szanujesz i którym ufasz, że w razie potrzeby kopną Cię w głowę i sprowadzą na ziemię.

b) Im bardziej zaangażujemy się w jakiś proces czy zachowanie, tym silniej będziemy chcieli to zaangażowanie racjonalizować. Dlatego warto mieć świadomość, że ilekroć wchodzimy z kimś w dyskusję, zwykle zmniejszamy szanse na przekonanie tej konkretnej osoby – bo zaangażowała ona już energię w obronę swojego stanowiska. Podobnie np. osoby które już kupiły jakiś towar będą miały tendencję do obrony swojej decyzji za wszelką cenę.

c) Oczywiście, można to wykorzystać w drugą stronę – najpierw skłonić kogoś do określonej, pasującej nam deklaracji, dzięki czemu ta osoba będzie miała tendencję do obrony tego zdania i utwierdzania się w nim.


Koniec końców najważniejszym aspektem pozostaje jednak wpływ racjonalizacji na nasze samooszukiwanie. I tu pojawia się kolejny problem…


Plaster na rzeczywistość

Dużym problemem z racjonalizacja bywa to, że zwykle podchodzimy do niej jak do plastra… W pewnym momencie zaczyna nam doskwierać, ale rzadko kiedy jesteśmy gotowi zerwać go jednym ruchem. Skubiemy trochę… Potem chwila przerwy… I znów skubiemy… I znów…

W ten sposób możemy zmarnować naprawdę dużo czasu, a końcowy efekt naprawdę nie będzie lepszy. Dużo lepiej – choć może to na chwilę zaboleć – zerwać ten emocjonalny plaster jednym zdecydowanym ruchem. Zaakceptować, że zrobiliśmy coś źle i po prostu na przyszłość działać inaczej.

Sęk w tym, że jeśli popełniliśmy błąd, to tak po prostu jest i nie ma sensu temu zaprzeczać. Przed niczym nas to nie uchroni. Ba! Nie potrzebujemy żadnej ochrony, bo jeśli popełniliśmy błąd to i tak ponosimy jego konsekwencje. Co najwyżej nie jesteśmy tego świadomi – ale brak świadomości przed niczym nie chroni.

Amerykański filozof i psychoterapeuta Eugene Gendlin podsumował to idealnie w krótkim, ale dosadnym cytacie:

„Prawda już się wydarzyła. Przyznanie jej niczego nie pogarsza. Zaprzeczanie jej nie sprawi, że zniknie. A ponieważ jest prawdziwa, można z nią coś zrobić. Nieprawdziwych rzeczy nie da się doświadczyć. Ludzie mogą znieść prawdę, bo już jej doświadczają.”



Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis