Miałem niedawno ciekawą rozmowę z byłą klientką. Pracowałem z nią około 10 lat temu, w czasach kiedy jeszcze siedziałem mocno w ezoteryce, było więc dla niej dużym szokiem, jak bardzo od tej tematyki odszedłem. Wśród wielu pytań, które mi zadała („Czyli aury nie istnieją?” „Czyli astral nie istnieje?”) padło jedno pytanie, które szczególnie zwróciło moją uwagę.

„A czy choroby psychiczne naprawdę istnieją?”

Pytanie to było strasznie ciekawe. Nie byłem w stanie na nie bowiem łatwo odpowiedzieć…

Dla jasności – nie jestem w żadnym stopniu zwolennikiem anty-psychiatrii i stanowiska, że koncepcja chorób psychicznych to próba społecznej kontroli nietypowych osób. Po prostu tak postawione pytanie jest wbrew pozorom bardzo trudne. Co więcej, trudność ta odnosi się nie tylko do chorób psychicznych, ale do chorób w ogóle.

Bo widzisz, mówiąc precyzyjnie, żadne choroby nie istnieją.


W tym momencie część czytelników zapluła pewnie monitor kawą (dobrze) lub herbatą (heretycy!). Zwłaszcza jeśli akurat czytają te słowa trawieni gorączką lub z zatkanym nosem, takie twierdzenie może wydać się strasznie nieuprawnione. Inni czytelnicy zapewne przyklasnęli łącząc w głowie moje słowa z jakimś dziwnym ezoterycznym pomysłem typu „Nie ma chorób, są tylko zaburzenia energii.” Prosiłbym wszystkich jednak o odrobinę cierpliwości i wstrzymanie osądu na kilka chwil.


Kiedy piszę, że choroby nie istnieją, to piszę to w takim samym sensie w jakim mogę napisać, że nie istnieją miasta. Zarówno „choroby”, jak i „miasta” są tak naprawdę umownymi koncepcjami opisującymi jakiś rzeczywisty stan fizyczny oraz powiązane z nim procesy.


Nie ma czegoś takiego jak miasto. Warszawa czy Londyn tak naprawdę nie istnieją.

To co istnieje, to konkretne budynki położone w określonym miejscu. Istnieją ludzie je zamieszkujący. Istnieje szereg procesów związanych z tym miejscem. Dla wygody poznawczej nauczyliśmy się nazywać takie miejsca miastami i wyróżniać ich określone cechy. Ale „miasta” to tylko nasz umowny sposób opisu tej całej kombinacji cech. Co więcej, pewne cechy miast mogą ulec zmianie, a my wciąż będziemy o nich myśleć jako o miastach. Np. dziś jako istotny element miast uznajemy ruch samochodowy, ale coraz więcej miast zamierza w kierunku jego usunięcia lub ograniczenia i za 50 lat może być tak, że o miastach myślimy jako o tych miejscach, gdzie samochody nie mają wstępu. Wciąż będą to jednak dla nas miasta.


Podobnie wygląda sprawa z chorobami. To nasze umowne terminy na określone zbiory objawów o wspólnym źródle, najskuteczniejszych metodach redukcji, itp. Objawy są czymś realnym, metody ich redukcji itp. również. Etykietka choroby jest jednak czymś jednocześnie umownym, jak i bardzo przydatnym. Tak jak etykietka miasta.

I tak jak etykietka miasta, tak samo etykietka choroby może ulegać zmianie. Za pięć lat może się np. okazać, że zamiast jednej schizofrenii identyfikujemy pięć odmiennych zaburzeń o podobnych objawach, ale różnych przyczynach i metodach przeciwdziałania.


Zdaje sobie sprawę, że na tym poziomie dyskusja niebezpiecznie zbliża się do Clintonowego „To zależy jaka jest definicja słowa jest…” Jednocześnie uważam, że warto się wyczulić na tą specjalną kategorię obiektów – jednocześnie umownych, ale bardzo blisko powiązanych z rzeczywistością. Ich umowność daje im pewną elastyczność, ale nie podważa ich praktycznej użyteczności. Kluczem do ich efektywnego wykorzystania jest przy tym utrzymywanie ich w myślach w tym półpłynnym stanie koncepcji… Nie jest to łatwe, bo nasz mózg chciałby oszczędzić sobie wysiłku i „zamknąć” je w konkretnym stanie. Istnieje, nie istnieje. A lub B. Jasno, prosto, wyraźnie.


Jesteśmy w stanie wyjść ponad taki pierwotny sposób myślenia. Myśleć dużo sprawniej i skuteczniej. Ale wymaga to od nas wysiłku. Co więcej, nie jest to wysiłek jednorazowy. Nasz mózg będzie nas próbował oszukać – jest leniwy. Albo oszczędny, zwał jak zwał. Chodzi o to, że nie wystarczy Ci jednorazowy wysiłek. Takie koncepcje będą się usztywniać, krystalizować. Co jakiś czas będziesz potrzebować do nich wrócić i je pobudzić. Niestety, inaczej się nie da.

Dlatego zwróciłem taką uwagę na to pytanie. „Czy choroby psychiczne istnieją naprawdę?” Koncepcja chorób psychicznych jest bowiem jedną z takich płynnych struktur, jednocześnie użytecznych, osadzonych w rzeczywistości, ale też całkowicie umownych. Warto o tym pamiętać w jakiejkolwiek poważnej dyskusji na ich temat.



Gry Planszowe w Szkoleniach - ostatni moment na skorzystanie ze zniżki na szkolenie o tym, jak skutecznie wykorzystywać gry planszowe jako narzędzia szkoleniowe! 18 VI 2018, Warszawa! Do 21 maja tylko 390 zł w promocji!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis