Czy adrenalina może wyzwolić w ludziach nadludzką siłę?

Nastolatek naprawia coś w podwoziu samochodu… Nagle wysuwa się lewarek! Ogromny cadillac przytrzaskuje go do ziemi! Zginąłby niechybnie, ale jego matka, pod wpływem adrenaliny była w stanie podnieść samochód i uratować syna…

Policja kontroluje drobnego, starszego narkomana, który przyjął dużą dawkę PCP… Dwóch wielkich funkcjonariuszy kontra mężczyzna ważący może z 50 kilogramów… Nagle coś doprowadza go do furii, podnosi obydwu policjantów i ciska nimi jak szmacianymi lalkami.

Egzorcyzmowany nastolatek rzuca próbującymi go przytrzymać dorosłymi i potrzeba dziesięciu ludzi by go utrzymać w miejscu!


Wszyscy widzieliśmy tego typu sceny w filmach lub słyszeliśmy opowieści tego typu. Czy to czysta fantazja i legendy miejskie, czy też mają one jakieś podstawy w rzeczywistości? A jeśli tak, to czy jesteśmy w stanie świadomie uzyskać taką nadludzką siłę?

Często powtarzam, że nasze ciało nie było projektowane przez wykwalifikowanego inżyniera. Ewolucja przypomina pod tym względem raczej pijanego MacGyvera, składającego rzeczy które jako-tako są w stanie wykonywać potrzebne im funkcje. Oznacza to między innymi sporo sytuacji swoistej redundancji – rozwiązań przesadnych do potrzeb i nawet możliwości. Coś w rodzaju zamontowania silnika odrzutowego w „maluchu”, bez zmiany pozostałych elementów. Nawet jeśli chwile tak pojedzie „na pełnym gazie” to za chwilę po prostu się rozpadnie. Chyba, że jakoś go ograniczymy…

Tak jest też z naszymi mięśniami. Ogólna siła, którą potencjalnie moglibyśmy z nich wyciągnąć jest nieporównywalnie większa, niż jesteśmy w stanie. Po części wiąże się to z twardymi ograniczeniami – mamy po prostu za mało neuronów kontrolujących mięśnie by jednocześnie odpalić je wszystkie. Druga część ograniczeń służy natomiast temu, żebyśmy się po prostu nie zabili.


W klasycznym anime Ghost in The Shell z 1995 jest pewna kultowa scena. Główna bohaterka – cyborg Motoko Kusanagi próbuje wyrwać właz do czołgu. Jej sztuczne mięśnie pęcznieją, pęcznieją… aż w końcu jej sztuczne ciało nie wytrzymuje, siła jest tak dużą, że jej ręce i nogi dosłownie odrywają się od reszty ciała. Scena ta – choć to tylko animacja – jest niezwykle silna, trafia do czegoś głęboko u widza, który rozpoznaje tak ogromny włożony wysiłek.

Fikcyjna Motoko mogła to uzyskać dość łatwo, bo była cyborgiem. Jej sztuczne ciało mogło po prostu wyłączyć odczuwanie bólu i „manualnie” sterować napięciem swoich sztucznych mięśni. To dało jej dużo większą siłę. Ale Newton jest nieubłagany, każdej akcji towarzyszy proporcjonalna kontreakcja. Ta sama siła, która oddziaływała na właz czołgu oddziaływała też na ciało Motoko. Właz okazał się trwalszy.

To oczywiście wszystko sceny z anime, ale ładnie ilustrują te same prawidłowości ludzkiego ciała. Gdybyśmy zdołali wydobyć pełną siłę naszych mięśni, to:

a) oderwałyby nam się od szkieletu,

b) rozerwałyby się same na strzępy.


Nasze ciało wie o tym, dlatego mamy konkretne organy służące ograniczaniu siły, jaką nasze mięśnie są w stanie wydobyć. Narządy ścięgniaste Golgiego wysyłają sygnały ograniczające napięcie mięśni, które mogłoby grozić oderwaniu ich od szkieletu. (Z tego powodu osoby z wszczepionymi sztucznymi ścięgnami mają tendencję do ponownego ich nadrywania – bo sztuczne ścięgna pozbawione są tych narządów.) Mamy też wbudowanych kilka innych mechanizmów ograniczających takie pobudzenie – między innymi ból.

Jest on sygnałem mówiącym nam, że powinniśmy przestać, bo uszkodzimy nasze ciało. (Jedną z dużych wyzwań stojących przed zawodowymi sportowcami jest właśnie nauczenie się pokonywania bariery bólu.) To on skłania większość ludzi do tego by prędzej czy później „ustąpić” i przestać.


Adrenalina. Środki psychoaktywne typu PCP. Delirium. Poważne zaburzenia dysocjacyjne w rodzaju poczucia opętania.

Te wszystkie bodźce – oraz wiele innych – mogą prowadzić do wyłączenia odczuwania bólu (lub poważnej zmiany jakościowej jego odczuwania, jak w wypadku dysocjacji). Mogą też potencjalnie zagłuszyć lub zaburzyć sygnały narządów ścięgniastych Golgiego.

Nasze ciało przestanie nam mówić „przestań wkładać w to taką siłę, bo się uszkodzisz”.

A skoro zabraknie takiego sygnału, to włożymy taką – i większą – siłę.

Jest duża szansa, że za to zapłacimy, może nawet trwałym kalectwem. Ale przez krótką chwilę będziemy w zdolni do wysiłku fizycznego wielokrotnie przekraczającego nasze normalne możliwości.

Mamy tego przykłady np. w wypadku wielu katastrof, gdzie zwłoki potrafią być dodatkowo okaleczone. Np. niektóre ofiary katastrofy promu Sewol miały rozerwane palce, bo próbowały pełną swoją siłą wyrwać okna swoich kabin. Walcząc o życie nie były limitowane żadnymi psychologicznymi ograniczeniami. Z perspektywy mózgu lepiej przeżyć bez palców, niż umrzeć z palcami.


(Notabene, należałoby tu oczekiwać, że zawodowi atleci będą mieli proporcjonalnie mniejsze zyski z takich używek, itp. – gdyż są zdolni w dużo większym stopniu przekraczać tą barierę bólu na co dzień.)


Więc tak, adrenalina może prowadzić do nadludzkiej siły.

A jednocześnie nie jest to coś, co chcielibyśmy móc świadomie kontrolować. Bo byśmy się tym po prostu skrzywdzili.

Tak, też mam ochotę strzelić po pysku ewolucyjnego MacGyvera…



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Grzegorz Szczepanik

    Być może warto wspomnieć że szympansy są dużo silniejsze od ludzi – częściowo kosztem precyzji – to pokazuje zakres potencjalnych rezerw w lepiej skonstruowanym humanoidzie.

    • Nie jestem pewien na ile jednak możemy przenosić szympansy – inna konstrukcja ciała mimo wszystko – choć niewątpliwie są jakąś poszlaką.