Czytam właśnie „A slip of the keyboard”, zbiór materiałów non-fiction śp. Terry’ego Pratchetta. Jest tam między innymi treść jego przemów na kilku konwentach fanów fantastyki. I jest tam zdanie, które zdaje się być wręcz uderzające w jego ustach. Terry Pratchett czuł, że jest oszustem. Wręcz identyfikował się w tym względzie z Moistem von Lipvigiem, jedną ze swoich postaci.

Autor, który napisał ponad 50 niezwykle popularnych książek (rozeszły się w ponad 50 milionach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na ponad 33 języki – a mówimy tu o fikcji i o książkach fantasy, a więc literaturze jednak dość niszowej!), który przez długi czas – zanim przegoniła go J.K.Rowling – był najlepiej sprzedającym się pisarzem w Wielkiej Brytanii… Uważał, że jest oszustem. Że wcale nie jest tak dobry, że nie powinien być w tym miejscu, w którym jest. To miejsce takich osób jak Arthur C. Clarke, a nie ktoś taki jak on.

Sad businessman sitting at workplace and trying to find solution of problem

 

Pratchett nie jest tu wyjątkiem. Regularnie spotykam się z ludźmi – często klientami coachingowymi, niekiedy po prostu znajomymi z różnych branż – którzy w chwili szczerości wyznają, że czują się jakby oszukiwali ludzi. Bo inni uważają ich za kogoś, kim sami się nie czują. Za ludzi lepszych, bardziej kompetentnych i obeznanych. A przecież oni wiedzą, że jest inaczej.

Skąd bierze się takie poczucie bycia oszustem*?

Odruchową odpowiedzią wielu osób będzie w tym momencie hasło „z niskiego poczucia własnej wartości”. Nie mogę się z tym jednak zgodzić. Osoby o faktycznie niskim poczuciu własnej wartości nawet nie dostrzegałyby, że inni tak pozytywnie ich oceniają.

Dlatego sądzę, że problem ten bierze się z mieszanki, w różnych proporcjach, dwóch czynników – perfekcjonizmu, oraz błędu atrybucji.

*Mówię tu oczywiście o sytuacjach, w których jest niezasłużone – jeśli właśnie stawiasz/promujesz piramidkę finansową lub w inny sposób faktycznie oszukujesz ludzi, to Twoje poczucie bycia oszustem będzie w pełni zasłużone ;)


Błędy atrybucji to kategoria zjawisk poznawczych, związanych z nietrafnym ocenianiem sytuacji, a w szczególności tego jak dzielimy w danej sytuacji odpowiedzialność. Najczęściej służą one nadmiernie pozytywnej ocenie siebie, zwykle również kosztem innych, wg. zasady „Jeśli mi się coś nie udało, to dlatego, że warunki zewnętrzne na to nie pozwalały (atrybucja zewnętrzna), ale jeśli mojemu rywalowi się nie udało, to dlatego, że jest głupi i leniwy (atrybucja wewnętrzna).”

Błędy atrybucji są wywoływane przez wiele czynników, ale jednym z najbardziej podstawowych jest kwestia pewnej asymetrii informacyjnej. Doskonale wiemy co działo się w naszej głowie, jakie mieliśmy intencje i wymówki w danej sytuacji, ale mamy bardzo ograniczony dostęp do tego, co działo się w głowie naszych rozmówców. Zwykle ludzie używają tego do usprawiedliwiania własnych porażek, tak by czuć się z nimi lepiej.

Jeśli jednak błędy atrybucji zmieszają się z drugim czynnikiem, perfekcjonizmem, powstaje mieszanka wybuchowa. Perfekcjonizm będzie bowiem sprawiał, że oceniamy siebie dość negatywnie, dostrzegając to, jak moglibyśmy zrobić coś lepiej. Widzimy więc nasze osiągnięcia, patrzymy na rzeczy, które umiemy – i widzimy, że jednak mogłoby być lepiej. Im lepszymi jesteśmy fachowcami, tym zwykle w danym obszarze wyraźniej to dostrzeżemy (mówi o tym efekt Krugera-Dunninga – laicy nie wiedzą jak są kiepscy, eksperci przeceniają swoje ograniczenia). Więc gdy ktoś mówi nam, jacy jesteśmy dobrzy w tym co robimy, na myśl przychodzi nam od razu cały szereg kontrargumentów. Po po prostu wiemy czemu „wcale nie jest tak, jak mówi druga osoba”. A skoro ona jednak w to wierzy, to często (i tu pojawia się nutka zbyt dużego poczucia własnego znaczenia) to my wywarliśmy u niej takie błędne wrażenie. To my ją „oszukaliśmy” w jakiś bliżej nieokreślony sposób. Inaczej by wiedziała, że wcale tacy fajni/dobrzy/kompetentni/utalentowani nie jesteśmy, tak jak my sami to wiemy.

Słowem, bardzo, bardzo wredna mieszanka.


Co z tym zrobić?

Błędów atrybucji się raczej nie pozbędziemy – są dość mocno wbudowane w naszą ludzką psychikę. Możemy jednak zająć się perfekcjonizmem i z nim pracować. Perfekcjonizm najczęściej napędzany jest pewną zerojedynkowością w myśleniu – albo jest super, albo jest do kitu, więc jeśli są jakiekolwiek wady… to już jest do kitu. Warto przyjrzeć się tej „zerojedynkowości” i poszerzyć skalę, dać sobie kilka dopuszczalnych wartości (Np. Do Kitu/Słabo/Tak Sobie/Może Być/Bardzo Dobrze/Super). Wtedy presja stanie się dużo lżejsza i łatwiej będzie też zaakceptować opinie innych na nasz temat.

Jak to konkretnie zrobić? Rozwiązaniem jest praca terapeutyczna lub coachingowa (także autoterapeutyczna/autocoachingowa). A z konkretnych narzędzi zwłaszcza metody pracy z przekonaniami oraz techniki z zakresu mindlines.

Bo hej, jeśli ktoś Ci mówi, że jesteś w czymś dobry/a, to może po prostu chce Ci się podlizać, ale może też szczerze Cię w tym zakresie podziwia. I pewnie sobie na to zasłużyłeś lub zasłużyłaś. Może warto by było się tym nacieszyć?


Gry Planszowe w Szkoleniach - chcesz nauczyć się korzystać z gier planszowych w toku swoich szkoleń? To kurs dla Ciebie! 18 VI 2018, Warszawa


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis