Fantastykę naukową czytam od szczeniaka, z mniejszą lub większą intensywnością. Zawsze lubiłem w niej to, że autorzy przynajmniej starają się opierać kreowane światy o jakieś potencjalnie realne, przyszłe rozwiązania. Nigdy jednak nie było to na skalę, jaką zademonstrował Peter Watts, którego książki dały mi wiele radosnej rozkminki w ostatnich latach… I chciałem się z Tobą tymi rozkminkami podzielić :)

Licencja CC2.0, źródło https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Acceptance_speech_Peter_Watts.jpg

Prawda jest taka, że Peter Watts nie jest zbyt dobrym pisarzem. W momencie, gdy próbuje pisać konkretne fabuły, cóż, coś mu tam nie zgrzyta. Z trudem przegryzam się przez  jego Behemotha, pierwsza połowa Echopraksji była też dość bolesna…

Jednocześnie jednak Peter Watts jest WYBITNYM pisarzem SF.

Jak to możliwe? Jak ktoś może być jednocześnie przeciętnym pisarzem, ale świetnym pisarzem SF? Nie, to nie kwestia niskiego poziomu SF jako takiego ;) Jest wiele puplpowych książek SF, które są jednocześnie kiepskim SF, ale czyta się je świetnie.

Ale jako gatunek fantastyka naukowa ma za zadanie zabrać czytelnika w świat „co by było gdyby”. Wziąć jakiś kawałek obecnej technologii czy wiedzy naukowej, zbudować wiarygodny świat oparty o rozwój tej wiedzy czy technologii i urządzić wycieczkę krajoznawczą.

I trudno mi znaleźć pisarza, który robiłby to lepiej, niż Watts.


Być może jest to związane z jego zainteresowaniami. Watts jest z wykształcenia biologiem morskim, ale duża część jego książek i opowiadań eksploruje tak bliskie mi tematyki świadomości i neuronauk. I robi to bardzo, bardzo sensownie. Jego typowa książka – zwykła powieść SF – ma koło 140 odnośników bibliograficznych, źródeł naukowych na których budował swoje koncepcje. Niewiele znajdziesz poradników rozwojowych, które miałyby taką bibliografię.


To właśnie w eksploracji takich elementów przyszłości Watts jest najlepszy. Koncepcja uzależnienia osób molestowanych od zastrzyków dopaminy – i wynikająca z tego zdolność do pracy w ultrastresującym środowisku – z Rozgwiazdy. Zawarte w Wirze niesamowite opisy nieustannej ewolucji wirusów komputerowych w świecie, w którym zarówno wirusy, jak i zabezpieczenia przed nimi zaczęto opierać na algorytmach genetycznych.

No i rozważania n.t. świadomości i transhumanizmu ze Ślepowidzenia oraz Echopraksji…


Transhumanizm

Transhumanizm to ruch, którego wiodącą ideą jest znaczący rozwój ludzkich możliwości intelektualnych i fizjologicznych przy wykorzystaniu nowych technologii. Ruch całkiem popularny w środowisku rozwojowym i w sumie zrozumiałe – cała koncepcja rozwoju osobistego jest takim transhumanizmem-light. Główny transhumanizm nigdy mnie specjalnie nie angażował. Mówiąc wprost, postrzegałem go jako sympatyczne mrzonki. Coś w rodzaju powtarzających się od dziesięcioleci wyobrażeń, że już zaraz, już za momencik odkryjemy tajniki nieśmiertelności i nie będziemy musieli umierać. Jasne, kiedyś może do tego dojdzie. Ale raczej wątpliwe, by ktokolwiek z obecnie żyjących tego dożył.

Podobnie w wypadku transhumanizmu. Jasne, być może kiedyś dojdziemy do usprawnień realnie poprawiających nasze moce przerobowe. Ale na razie mamy mamienie się nootropami, które realnie dają efekty porównywalne z kawą. Może kiedyś zintegrujemy nasze mózgi z wszczepami. Ale teraz jaramy się kartą magnetyczną w ręce i Google Glasses (pamięta ktoś je jeszcze? :D ).


Cóż, Watts wskazał na aspekt całej zabawy, który w ogóle nie przyszedł mi do głowy, ale który bardzo skłania do namysłu…

Kiedy ostatnio prowadziłeś długą, fascynującą i faktycznie rozwojową filozoficzną debatę na temat natury świata z trzylatkiem? Albo z psem?

Bo jeśli dojdziemy do prawdziwego transhumanizmu, to my będziemy tym psem.


Główny bohater Ślepowidzenia, Siri Keeton, jest syntezystą. Człowiekiem, którego rolą jest brać wglądy zaawansowanych AI odkrywających prawdę o wszechświecie i tłumaczyć to – samemu bynajmniej nie rozumiejąc wszystkiego – na język zrozumiały dla „podstawowych” ludzi. „Podstawowych” nie znaczy przeciętnych – to najtęższe mózgi ludzkości. „Podstawowych” czyli po prostu nie przekształconych poza granice naszego gatunku i rozumienia.

Podobną rolę pełni jedna z bohaterek Echopraksji, tym razem tłumacząc wglądy umysłu-roju, wielu ludzkich mózgów połączonych w jeden spójny system rozumowania, na rzeczy, które można opatentować w normalnym świecie.


W tych i innych miejscach prozy Wattsa powraca jedna kluczowa kwestia. Jeśli chcemy faktycznie iść w kierunku transhumanizmu… To musimy pozostawić za sobą humanizm. Jeśli przekraczamy bycie człowiekiem… to ceną za to jest przekroczenie bycia człowiekiem. Zostawienie tego za sobą. Zostawienie siebie -takiego jaki teraz jesteś – za sobą. W bardzo realny sposób tak naprawdę umrzeć… To motyw rzadko poruszany w literaturze nawet gdy jakieś aspekty transhumanizmu się pojawiają (w zasadzie jedyne co mi przychodzi do głowy w tym zakresie, to końcowa zmiana Dr. Manhattana w Watchmen). W Echopraksji kończy się słodko-gorzką obserwacją, że różne transhumanistyczne gatunki tak bardzo wyszły ponad ludzkość, że tak naprawdę nie biorą jej w ogóle pod uwagę jako istotnego czynnika w planowaniu przyszłości świata. Bo i po co?

I jest to coś, co daje mi niezłą zagwozdkę. Gdyby jednak pod koniec mojego życia jakieś aspekty transhumanizmu stały się realnie możliwe… To jak do tego podejść? Na ile byłoby to jeszcze pozostawanie sobą? Na ile to pozostawanie jest czymś, czego warto się tak trzymać?


Swoją drogą, skoro przy transhumanizmie jesteśmy, jedna z tych rzeczy, za które po prostu muszę Wattsa pochwalić: pisanie hiperinteligentnych postaci. Normalnie w literaturze czy filmie takie postacie albo mają „magiczny” dostęp do informacji, których nie mieliby prawa posiadać (film Limitless), albo ich absolutnie losowe strzały okazują się w magiczny sposób trafne (Sherlock z BBC), albo są wciąż głupie, tylko odrobinę mniej głupie, niż inni bohaterowie (serial Limitless). Tymczasem Watts jest w stanie napisać wybitnie inteligentne istoty tak, aby ich inteligencja faktycznie była widoczna – BEZ ogłupiania innych postaci. Za to ogromny szacunek.



Przerwa na reklamę ;)


Zbliża się koniec semestru/roku szkolnego? Chcesz wesprzeć w nauce siebie, lub swoich bliskich? 

Kurs Skuteczna Nauka, w 100% oparty na konkretnych, przebadanych rozwiązaniach, to prosty przepis na przyśpieszenie i usprawnienie procesu uczenia się. Tak, żeby ucząc się krócej zapamiętywać więcej. E-kurs dostępny na MindStore, tylko 79 zł za pełen program.


Wracamy do artykułu :)



Świadomość

Inną koncepcją, z którą Watts robi dużo ciekawych rzeczy, tak w książkach, jak w opowiadaniach, jest świadomość.

Weźmy np. Ślepowidzenie, tytułowe zjawisko jednej z książek. Jest to dobrze zbadana sytuacja, w której osoba nie mająca świadomości n.t. jakiegoś bodźca, jest w stanie na niego reagować. Np. po uszkodzeniu obszaru mózgu odpowiedzialnego za wzrok, pacjenci wciąż są w stanie złapać rzuconą w ich kierunku piłkę. Świadomie tej piłki nie widzieli, ale i tak byli w stanie chwytać. Sugeruje to, że świadomość nie jest tak naprawdę czynnikiem niezbędnym do funkcjonowania. Jedną z tez, którymi Watts bawi się w Ślepowidzeniu jest więc opcja, że świadomość jest tak naprawdę ograniczeniem. Ewolucyjnym wąskim gardłem, spowalniającym przetwarzanie informacji o świecie. W takim ujęciu transhumanizm prowadziłby do porzucenia świadomości – z zewnątrz nie byłoby wszak większej różnicy. No, poza wzrostem mocy przerobowej…

Albo The Things, opowiadanie odnoszące się do kultowego horroru Johna Carpentera pt. The Thing. Watts przedstawia tam świat z perspektywy istoty o świadomości rozlanej po wszystkich komórkach ciała. (Z perspektywy naszego centralnego układu nerwowego wydaje się to bluźnierstwem, ale mamy zwierzęta, np. rozgwiazdy, które są prymitywną formą takiego rozwiązania.) Jak funkcjonowało i jak działało. W innym opowiadaniu z tego samego zbioru rozważa działanie „mózgu” opartego na wyładowaniach elektrycznych w chmurach, powolnego niczym lodowiec, ale i równie nieubłaganego.

Ale wróćmy jeszcze do Ślepowidzenia. Inną fascynującą koncepcją tam zawartą – całkiem solidnie uzasadnioną w świetle współczesnej wiedzy psychologicznej i psychiatrycznej – jest opcja celowego wywoływania tzw. „osobowości wielorakiej”. Układu, w którym każda z subosobowości miałaby swoją konkretną rolę i specjalizację. Każda mogłaby pracować w tle nad jakimiś problemami. W efekcie w jednym ciele mogło być kilka błyskotliwych mózgów, każdy o własnej specjalizacji – choć miało to oczywiście swoją cenę. W świetle obecnych badań nad tematyką subosobowości, koncepcja ta wydaje się szalenie ciekawa i nie zdziwiłoby mnie, gdyby była to pierwsza realistycznie dostępna dla ludzi opcja transhumanizmu.


Każda taka nowa koncepcja, którą przedstawiał Watts była czymś, co skłaniało mnie do tego by usiąść i długo rozkminiać. Te chwile, gdy odkładałem na chwilę czytnik, czułem nową porcję dopaminy między uszami i pochłaniało mnie rozważanie konsekwencji danych koncepcji i propozycji – tym dla mnie właśnie jest esencja SF i dlatego Wattsa uznaję za pisarza wybitnego. I naprawdę dającego do namysłu w różnych kontekstach. A przecież wymieniłem tu tylko niewielki ułamek wszystkiego, co ten autor podrzucał w swoich materiałach :)


A jako ciekawa puenta, też warta rozważenia ;)

Jedną z koncepcji, jaką bawi się Watts w Echopraksji jest idea wszechświata jako programu (lub hologramu), która jest jedną idei rozważanych w ramach fizyki teoretycznej. Pojawia się wtedy pytanie jaki jest cel tego programu i rola boga jako bytu/procesu łamiącego jego reguły. Czyli bóg jako wirus komputerowy wszechświata… I tylko pytanie, czy to celem wszechświata, czy boga jest pełna entropia – czyli coś, z czym życie jest absolutnie sprzeczne…

Ot, fajna koncepcja i wariant, z którym dotąd się nie spotkałem :)


Swoją drogą, jeśli zachęciłem, wiele prac Wattsa – w tym Ślepowidzenie, Trylogia Ryfterów i wiele opowiadań – dostępnych jest darmowo na licencji CC na jego stronie. Po angielsku, ale jeśli czytasz w tym języku, warto.



Potrzebujesz dawki solidnej determinacji do działania? Chcesz zaangażować się bardziej, usprawnić swoje działanie, wesprzeć swoją motywację? Chcesz by Ci się bardziej chciało, a co ważniejsze - chcesz być w stanie robić to co trzeba, nawet gdy Ci się niezbyt chce? Poznaj e-kurs Determinacja w Działaniu! 26 lekcji wideo, 210 minut, praktyczne i konkretne rozwiązania do wprowadzenia w życie od razu! Już teraz na Mindstore.pl


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis