Czego nie wiesz o swojej niewiedzy?

Trudno jest myśleć o swojej niewiedzy. Jak nazwa wskazuje, nie wiesz o czym miałbyś myśleć.

Jednocześnie jednak większość ludzi jest skłonna przyznać się do niewiedzy w pewnych obszarach. Nikt chyba nie zakłada, że ma w swojej głowie dostęp do każdej informacji na świecie, od średniej temperatury na Fiji w ostatniej dekadzie poprzez wydobycie węgla brunatnego w Ugandzie.

To ludzie wiedzą, rozumieją i akceptują. Przyznają, że takiej wiedzy mogą nie mieć, uznają, że mogą się tu mylić. Sam(a) pewnie taką niewiedzę u siebie dostrzegasz.

To wszystko jednak jedynie przejawy czegoś, co można określić niewiedzą pierwszego poziomu.

Tymczasem czeluści niewiedzy sięgają dużo głębiej, niż mogło Ci się wydawać…

Jednym z najciekawszych artykułów, jakie czytałem w ostatnim roku była historia pewnej profesor fizyki. W związku z redukcją godzin wykładowych potrzebowała jakoś dorobić, dała więc ogłoszenie „Rozmowa z fizykiem na skype, 20 minut za 50$”. Zgłaszało się do niej nieco osób chcących się dokształcić, ale większość jej rozmówców to fizycy-hobbiści, bez formalnego wykształcenia, ale z pasją do tej dziedziny. To co wiedzą z fizyki, wiedzą z pism popularnonaukowych i często na tej podstawie tworzą różne karkołomne teorie.

Rozmówcy autorki nie wiedzieli czego nie wiedzą. Nie potrafili rozpoznać które z treści podanych w piśmie popularnonaukowym miały faktyczne znaczenie, a które były tyko metaforą ułatwiającą zrozumienie abstrakcyjnego tematu. Jakie elementy ilustracji opisywały rzeczywistość, a jakie były dodane przez grafikę by całość dobrze wyglądała. Nie znali podstawowego języka fizyki – matematyki. Byli skazani na wtórne i z natury zniekształcające jej tłumaczenia.

Wielu z tych rozmówców miało dobre intencje. Wielu było inteligentnymi, oczytanymi ludźmi. Problem nie leżał w ich potencjale, ale w braku wiedzy – i nieświadomości tego braku.


Nasze codzienne, ludzkie doświadczenie mówi nam, że mamy dość wiedzy by zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. W końcu jakoś w niej operujemy. Nie byłoby to możliwe, gdybyśmy jej nie rozumieli!

Jasne, bywały rzeczy, których nie rozumieliśmy. Ale w końcu zdobyliśmy dość wiedzy, by je zrozumieć! Dlaczego więc w przyszłości miałoby być inaczej? Jasne, mogę teraz nie wiedzieć o tym średnim zasoleniu Bałtyku, ale wejdę sobie na Wikipedię i zaraz się tego dowiem!


Jak wskazywałem wcześniej, to przykład niewiedzy pierwszego poziomu. Brak konkretnych treści, których istnienia jesteś świadomy. Tak samo myśleli pasjonaci fizyki ze wspomnianego artykułu – uważali, że brakuje im jakiegoś klucza by przełożyć ich teorie na „prawdziwą” fizykę i dotrzeć z nią do fachowców w dziedzinie. W rzeczywistości jednak ich brak wiedzy był dużo głębszy, niż mogli podejrzewać…


Niewiedza drugiego poziomu, to brak wiedzy n.t. istnienia danej treści. Na pierwszym poziomie nie wiem jakie jest zasolenie Bałtyku. Na drugim poziomie nie wiem, że istnieje coś takiego jak Bałtyk, albo, że może być on zasolony.

Nie wiem jakie pytania mogę zadawać, by miały sens. Nie wiem jakie mogę mieć braki w myśleniu, jakie niewypowiedziane założenia mogą funkcjonować w moim obrazie świata.


Dostrzeżenie niewiedzy pierwszego poziomu jest dość łatwe i proste. „Dziura” jaką zostawia jest bardzo wyraźna. Nie jest też zbyt emocjonalnie angażująca – akceptujemy, że możemy nie wiedzieć wszystkiego. Traktujemy to wręcz jako cnotę – pokorę  albo ciekawość świata.

Za to dostrzeżenie niewiedzy drugiego poziomu robi się już nieporównywalnie trudniejsze. Jak odkryć nieoczekiwany brak? Jak dowiedzieć się, że nie masz w szafie ubrania, którego uzyskania w ogóle nie pamiętasz? Wskazówki mogą tam być, ale są one dużo bardziej subtelne i mniej oczekiwane. Pusty wieszak. Nieco za dużo przestrzeni między innymi ubraniami. Łatwo je zignorować lub zreinterpretować na inne sposoby. A to wciąż dość prosty i namacalny przykład – większość niewiedzy drugiego poziomu jest nieporównywalnie bardziej subtelne.


Problem jest pogłębiany przez fakt, że nie jesteśmy o takiej niewiedzy uczeni. Przeciwnie, całe życie uczy nas oczekiwania na niewiedzę pierwszego poziomu i domyślnej wiedzy drugiego poziomu. W toku socjalizowania jesteśmy – jeśli dobrze pójdzie! – uczeni zadawania pytań i ciekawości. Nie uczy się nas jednak myślenia o tym, czy jesteśmy zdolni do sformułowania odpowiednich pytań. Do zrozumienia odpowiedzi.

Słyszymy „nie ma głupich pytań” i akceptujemy to hasło na wiarę, zamiast zrozumieć i przyjąć samą stojącą za nim intencję („ciekawość jest dobra i pożądana”).

Jesteśmy przyzwyczajani do „wiedzy” podawanej w wygodny, łatwy do przełknięcia sposób. Przyzwyczajani? Ba, wręcz rozpieszczani tym w epoce internetu i edutainmentu! (Edutainment – nauka przez zabawę. Widzisz, rozpieszczam Cię, jeśli to słowo było Ci nieznane, wyjaśniłem je bez potrzeby jakiegokolwiek wysiłku z Twojej strony!)

Gdy napotykamy na wyjątek od tego rozpieszczania buntujemy się. Nie chcemy wkładać w to wysiłku. Nie chcemy się angażować. Nie chcemy założyć, że może czegoś nie wiemy. To nie nasza wina – tak wychowuje nas świat, w którym żyjemy.

To nie nasza wina. Ale jeśli chcemy coś z tym zrobić, to nasza odpowiedzialność.


Miałem niedawno dość specyficzną, miejscami mocno frustrującą dyskusję na jednej z grup facebookowych. Moja rozmówczyni rzuciła „w eter” pytanie o badania na bardzo, bardzo ogólny temat. Absurdalnie ogólny z perspektywy poszukiwania badań. Na moje próby doprecyzowania – co byłoby niezbędne do trafnego wskazania badań – reagowała pewna irytacją. Później w prywatnej korespondencji wskazała mi, że odbierała moje próby doprecyzowania jako popisywanie się wiedzą czy próby umniejszania rozmówcy. Trudno jej było zrozumieć, że to co tak odbierała wynikało z wymogów samej metody naukowej – że nie da się o nią sensownie pytać nie przestrzegając jej reguł.

Gdy w końcu udało mi się ją do tego przekonać, pierwszą reakcją było „w takim razie nauka jest bezużyteczna dla laika”. Nie przyszła jej do głowy opcja, że może w takim razie laik po prostu musi się najpierw nauczyć pewnych reguł nauki, zanim zacznie ją zgłębiać.

Takie podejście jest bardzo częste i bardzo naturalne – bo jako ludzie jesteśmy przyzwyczajeni do dostrzegania niewiedzy pierwszego poziomu, ale już nie drugiego…

(Notabene, rozmówczyni wspomniała, że czytuje tego bloga, więc korzystając z okazji pozdrawiam i dziękuję, bo ta wymiana dała mi okazję do napisania takiego wyjaśniającego artykułu. Sądzę, że może z niego skorzystać wiele osób.)


Bardzo często NIE WIEMY jak się uczyć. Nie wiemy jakie pytania możemy zadać, by miały one sens, a jakie będą – w najlepszym razie – marnowaniem czasu. Nie wiemy czego nie wiemy, a co wiedzieć potrzebujemy by mieć szanse na zrozumienie tematu.

Myślenie w ten sposób- myślenie na tzw. meta-poziomie – jest dla nas potwornie nieintuicyjne. A to nawet nie jest koniec zabawy, bo mamy przecież kolejne poziomy niewiedzy. Np. kwestia wiedzy, do której posiadania jesteśmy niezdolni ze względu na naturę naszego mózgu. Który to niewielki kawałek białka ewoluował do operowania w określonej skali i niezbyt dobrze sobie radzi np. z kwantowym poziomem rzeczywistości, próbując tłumaczyć na ten poziom zjawiska i struktury z naszej skali makro. (Stąd duża część kwantowych bredni w rozwoju osobistym…)

Nawet jednak zostając na meta-poziomie, takie myślenie jest trudne. Jest nienaturalne. Jest czymś, co wymaga wysiłku i świadomej decyzji. Zatrzymania się i poszukania, często po omacku, dziur w tym, jak zbudowaliśmy swój model świata.

Jeśli ktoś Ci takie dziury stara się sygnalizować – to może być to nieprzyjemne. Może być to też trudne do zrozumienia – bo gdy już daną dziurę wypełnisz (nie martw się, masz maaaasę innych!), to trudno jest z powrotem postawić się w sytuacji gdy tej dziury brakowało. Trudno jest wyjaśnić tą dziurę w języku zrozumiałym dla kogoś, kto ją posiada.

To nie złośliwość. To nie arogancja.  To nie chęć umniejszenia Ciebie. To po prostu problemy z przekazem.


Oczywiście, czasem Twój rozmówca będzie po prostu aroganckim, złośliwym, umniejszającym palantem. Trzepnij go wtedy krzesłem po głowie albo coś ;) Ale zanim sięgniesz po krzesło, zatrzymaj się. Wsłuchaj w swój model świata. Poszukaj miejsca, które jest nieco za gładkie, zbyt ogólne. Poszukaj tej nieoczekiwanej pustki. Nie w tym co wiesz. W tym, co wiesz, że możesz wiedzieć.

Jeśli ją znajdziesz, złap ją dobrze, skup się na niej. Jest śliska jak węgorz i łatwo może Ci się znów wymknąć. Ale jeśli ją utrzymasz i wypełnisz, Twój świat może stać się dużo bogatszy.



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Pawel

    W drugim zdaniu jest błąd :)

  • Michał Kurzyński

    Dzięki za artykuł.
    Nieoczekiwanie dał mi motywację do nauki która od dawna odkładałem, rożnie sobie to tłumacząc. Teraz wiem że ten opór przed wiedzą którą trzeba samemu odnaleźć, która nie jest łatwo i przyjemnie podana.
    Wiedząc to, czego nie wiedziałem, że nie wiem, dostrzegam konieczność ciężkiej pracy, aby nauczyć się tego czego chcę się nauczyć, a nie czekanie na kogoś kto mi wyjaśni łatwo.

  • Pawel

    Hm, czyli jeżeli nie wiem jak zarabiać pieniądze inaczej nich dotychczas i więsze (a wiem, że się da, takie mam przekonanie i pewne strzępy informacji z otoczenia, oraz różne mniej lub bardziej sugestywne obrazy) to jest to pierwszy poziom. Natomiast drugim poziomem było by – gdybym nie wiedział, że wogóle są jakieś inne możliwości?

    Czy można się do tego odnieść w ten sposób?