Co tam w sieci piszczy #32

Co ciekawego warto przeczytać w sieci? Jak zawsze mieszanka materiałów polskich i angielskich. Miłej lektury :)


Jak kapitalizm niszczy branżę gier – jeśli jesteś graczem, zapewne wielokrotnie kląłeś na korporacyjne decyzje w tym zakresie. Ten artykuł da Ci nowe powody do klęcia ;)


Czarnoskóry burmistrz w stanie Georgia nie może dostać kluczy do własnego gabinetu (ang) – ładna demonstracje tego, że wbrew popularnym hasłom, rasizm naprawdę ma się dobrze…

Kawa nie jest obowiązkowa, ale na pewno nie zaszkodzi.


Jak fałszywe obrazy szerzą fikcyjne informacje o migrantach (ang) – czyli dekonstrukcja popularnych fake newsów wraz ze wskazaniem technik manipulacji.


W służbę zdrowia uderzy tsunami – analiza problemów z opieką zdrowotną i możliwych opcji w tym zakresie.


Znajdź autorów-mężczyzn (ang) – zabawny wątek na reddicie n.t. tego jak mężczyźni piszą kobiety i czego zupełnie nie rozumieją…


Czy fala oskarżeń o gwałt i molestowanie to lincz na mężczyznach? – dobry wywiad n.t. akcji #metoo


Science fiction bez przyszłości? (ang) – fajny tekst nt. losów SF i naszej kultury w ogóle


Manipulacje w wykresach – jak łatwo zmanipulować danymi?


Kiedy rewolucja przyszła po Amy Cuddy (ang) – fascynująca historia afery wokół „póz mocy”


Czy humaniści naprawdę są bezrobotnymi przegrywami? – no właśnie, są czy nie?


Nowy symbol statusu to nie to ile wydajesz, ale ile pracujesz (ang) – i czemu to totalna patologia ;)


Jak wybrać kawę – bo kawa :)


Google się pomyliło – trend na otwarte biura niszczy produktywność (ang) – opinia n.t. otwartych planów biurowych…


Kosiarz na wakacjach (photo) – ŚMIERĆ też musi sobie czasem odpocząć :)



Praktyk Beyond NLP - skoncentrowana dawka rozwojowej wiedzy i praktycznych umiejętności. Komunikacja, inteligencja emocjonalna, perswazja, zarządzanie czasem, organizacja czasu. To wszystko i dużo więcej- już 17-25 marca 2018!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • krzysz

    Z pierwszego zalinkowanego tekstu bardziej trafia do mnie komentarz jednego uzytkownika niż dysertacja autora, który zamiast skupić się na konkretach to z fanatycznym zapałem pisze o swoich preferencjach politycznych. Celną kontre dostał w komentarzu:
    „Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy patrzą innym w portfele. Gorzej Panu z powodu zarobków szefów korporacji? Zawiść to bardzo brzydka cecha. Zabawne, że lewicowcy zarzucają swoim przeciwnikom, że ci kierują się niskimi pobudkami i chodzi im tylko o pieniądze, a tym czasem im chodzi dokładnie o to samo, tylko w swojej hipokryzji udają, że powoduje nimi jakieś poczucie sprawiedliwości i altruizm. Popiera pan różne zrównania płac i podatkowe progi wyłącznie z myślą, że się to Panu opłaci.”

    Jako programista od siebie dodam, że autor nie zdaje sobie sprawy jak trudna jest to branża i jak ryzykowna. Pomijam już to, że autor nie określił jak rzekomo branża gier miałaby być poprawiona w ustroju niekapitalistycznym? Kapitalizm nieustannie rozwiązuje problemy rynku,i nie ma takiego ustroju, który by wyeliminował błedy popełnione na rynku… Jaka konkretnie regulacja kapitana państwo miała by uzdrowić tę branżę? Licencje? Koncesje? O świeta naiwności! Jak narazie regulacje (mam tu na myśli prawa patentowe) znacząco niszczą potencjał tej branży.

    • krzysz

      Z racji, że nie mozna zamieszczac tu linków to polecam wpisac w google np. 12 unbelievable video game patents

    • Krótka odpowiedz: tak, gorzej. Gorzej dla pracowników tej firmy. Gorzej dla klientów. Gorzej dla społeczeństwa. I paradoksalnie gorzej dla akcjonariuszy. I na wszystko to są badania.

      Jedna zgoda. Kapitalizm dzielnie i nieustannie walczy z problemami rynku… które sam tworzy i to szybciej niż pokonuje.

      Jeśli natomiast chcesz regulacje państwowe, na początek proponuje zakaz prowadzenia firm wyłącznie dla zysku (są badania czemu taka mentalność jest chora) oraz wysokie podatki dochodowe dla kadry zarządzającej (są badania czemu to służy firmie, akcjonariuszom i pracownikom).

      • Jacek

        Witaj Artur!
        Z jakich pobudek piekarz prowadzi piekarnie, a szewc szyje buty?
        Przyjemnosć/pasja czerpana z wałkowania ciasta albo szycia butów?
        Ciekaw jestem Twojej rozmowy z piekarzem lub szewcem, w ktorej probowalbys zakazac mu pracy wylacznie dla zysku, motywujac to tezą, ze jego mentalnosc jest chora :)

        • Kluczowa różnica to forma własności. Gdy dochodzą akcje do zabawy to dość dramatycznie zmienia mentalność. Dlatego to co na poziomie pojedynczego rzemieślnika jest spoko (choć obstawiam, ze duża cześć nie tylko dla zysku pracuje) na poziomie organizacji przeradza się w patologie. To temat z którym trochę nie mamy jak dyskutować, bo tu nie ma kwestii opinii, to jest po prostu przebadane.

          Uznałem, biorąc pod uwagę kontekst, ze poziom korpo jest domyślnym elementem dyskusji, ale widzę, ze mogło to być niejasne ;)

          • Jacek

            Szydzisz Waćpan ;)
            Ja z kolei podalem ten przyklad dla kontrastu, rozumiejac kontekst – bo – skoro proponujesz rozwiazanie systemowe – czyli zakaz pracy wylacznie dla zysku – to powinno sie to tyczyc wszystkich poziomow funkcjonowania w gospodarce. Pytanie – jak chcialbys walczyc z gigantycznymi placami szefow korpo i – generalnie – z nierownosciami w wynagradzaniu w ramach korporacji – chwalebna idea – podobnie jak zamiana znaczeń pojęć: ‚pracodawca’ i ‚pracobiorca’, ktora, notabene, szczerze popieram.

          • Systemowo w kontekście korporacji konkretnie, niedoprecyzowałem (obecnie przynajmniej w krajach anglosaskich jest legalnie odwrotnie – legalnie korporacje muszą być dla zysku i tylko zysku – i ten przepis dość łatwo by zmienić). Dodatkowo systemowo
            a) promocja spółdzielczej formy własności – te sprawdzają się na zachodzie całkiem nieźle, sięgajac już kilkunastu procent rynku, wyróżniając się dużo większą odpowiedzialnością społeczną oraz dużo mniejszymi róznicami między pensjami zarządu, a szeregowych pracowników (nie chcę skłamać, ale róznice były bodajrze rzędu 5-8x spóldzielczośc a 50-60x korpo).
            b) alternatywnie niemiecki model, z udziałem przedstawicieli związków w radzie nadzorczej (prawo kodeterminacji) sprawdza się nieźle.
            c) historycznie nieźle sprawdzał się model kolosalnych podatków dochodowych dla gigantycznych pensji (w szczytowej formie ponad 90% w USA dla kwot bodajże powyżej 400 tys rocznie – w latach 70-tych). Ani zarządy wtedy nie forsują podwyżek (bo trudno uzasadnić takie dofinansowanie rządów, ani prezesi tak o nie nie walczą. (Co jest o tyle z kolei istotne, że mamy dane wyraźnie pokazujące, że wysokie wynagrodzenie prezesa negatywnie koreluje z wynikami finansowymi firmy – zwykle jest to tłumaczone tym, że prezes chcąc się „nachapać” podejmuje decyzje, które krótkoterminowo podbijają wartość akcji, ale długoterminowo szkodzą firmie. Choć moim zdaniem alternatywne tłumaczenie – nadmierna presja prowadząca do paraliżu poznawczego – też może pasować.)

          • krzysz

            ale w branży IT to nie działa! To utopia.
            Najlepsze firmy developerskie przyciagaja najlepszych programistow nie tylko sowitymi dochodami ale roznorakimi dodatkami typu bonusy za zwiekszona efektywnosc w pracy, prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym, karnetami do gymów, posiłkami dietetycznymi itd. itd. Tak rozpoznajesz m.in. najlepsze firmy developerskie. Kraj, który słynie w hołdawaniu polityce równościowej – mam na myśli Norwegie – wrecz w tym przoduje jesli chodzi o Europe.
            Jesli jest to doskonale przebadane to pokaz mi jaki procent jest takich firm developerskich w branży gier, które nie stosują tego typu praktyk i są wciąż w pierwszej setce najlepszych?

            Obawiam sie, że tego typu badania dzialaja na zasadzie wybierania fragmentów z rzeczywistosci, aby pasowało do tezy. W gospodarce PRL-u tez pewnie bys znalazl kilka ciekawych elementów, ktore by jawiły sie korzystniej niż na tle gospodarki kapitalistycznej (np. mniejsza konkurencja o płace miedzy pracownikami) – nie zmienia to jednak faktu, że to tylko jakiś mały fragment rzeczywistości i w CAŁOŚCIOWYM ogladzie przedsiebiorczosci wspolczesny kapitalizm bedzie miadzaco zawsze bardziej efektywny gospodarczo niz PRL.

          • Akurat w branży growej pensje są mocno nierynkowe względem reszty deweloperki – zacznijmy od tego (patrz np. ostatnia afera z CD-Projektem). Druga kluczowa kwestia – tutaj dyskusja dotyczy nie szeregowych pracowników, tylko zarobków zarządów (a tam rzadko masz devów).

            Reszta dyskusji – nie znasz badań, ale z góry wiesz, że opierają się na wybieraniu fragmentów rzeczywistości, bo nie pasują do Twoich wyobrażeń. No jak z tym dyskutować, tak serio?

            I nie, w całościowym oglądzie kapitalizm nie będzie miażdząco bardziej efektywny gospodarczo niż zarządzanie państwowe. Porównaj sobie np. Koreę Południową, która właśnie pod państwowym zarządzaniem skoczyła z totalnej dziury na tygrysa azjatyckiego przodującego w branży high-tech. Odsyłam chocby do „Złych Samarytan” jako źródła, bo dramatycznie upraszczasz.

          • krzysz

            No ja nie twierdze, że państwowe zawsze złe. Co najwyżej uważam, że w wiekszosci przypadków mniej efektywne niz prywatne a w kulturze słowianskiej jest to gra nie warta świeczki znając – wiekami ugruntowane – słowianskie umiłowanie do oligarchizmu. W Polsce bym sprywatyzował wszystko, co się da, jak się patrzy jaką samowolke uprawia sie w polskich spólkach, gdzie udziały ma skarb panstwa.
            Co do badań to ja wcale nie kwestionuje ich słuszności. Podkreśliłem jedynie ich fragmentarycznosc a jako dowod podałem, że nie znam ani jednej dobrej firmy developerskiej, która by stosowała sie do standardów w ktorych eliminuje sie stymulant finansowego zysku. Skoro nawet Norwegia w tym przoduje to powinno to dac do myslenia. A dobre rzeczy znajdziemy w kazdym systemie czy to feudalizm, czy komunizm to wszedzie tam znajdziemy cos co lepiej sie sprawdzalo niz w innym ustroju. Dlatego wazny jest calosciowy obraz.

            Kadry zarządzajace muszą byc sowiecie wynagradzane, bo nikt nie podejmie sie pracy na stanowisku tak szalenie stresogennym. Domykanie terminow w branzy gier na tak nieprzewidywalnym obszarze pracy to najwieksza możliwa zmora. Branża gier pod tym wzgledem sie wyroznia jesli chodzi o developerke. Musialyby sie calkowicie zmienic oczekiwania wobec tej branzy, żeby na stanowiska menadzerskie garneli sie ludzie dla ktorych nie zysk jest głównym motywatorem.

          • Czy „w większości przypadków mniej efektywne niż prywatne”? Badania tego nie pokazują.

            „Ugruntowane umiłowanie do oligarchizmu” – dowody proszę. „Wiekami ugruntowana” była niemiecka i japońska leniwość,

            brak porządku i umiłowanie do zabawy i nadmiernej emocjonalności. (Odpowiednio, źródła z XIX i XX wieku, Niemcy i Japonia).

            Samowolka w firmach państwowych – a patrzyłeś na samowolkę w firmach prywatnych? UK już dwa razy prywatyzowało koleje i dwa razy musiało państwo je przejmować z powrotem i ratować ze skraju ruiny.

            Kadry zarządzające – jakimś cudem w latach 40-70 nie były tak sowicie wynagradzane, a kolejka do pracy i tak była nader długa. Więc sorry, nie kupuję tej argumentacji, bo to neolibska mantra wyssana z palca.

    • Koziolek666

      Tak żyje się gorzej, a w dodatku to pogorszenie zaczyna być mierzalne. „23 rzeczy…” Ha-Joon Changa dobrze omówiony problem.

      • krzysz

        no nie wiem, dzisiaj bezdomni zyją pod wieloma wzgledami lepiej niż niegdyś królowie w średniowieczu. Kwestionowanie współczesnego dobrobytu w krajach Zachodu to próba zakłamania rzeczywitości. Moim zdaniem dobrobytu jest az za nadto wsrod tzw. klasy średniej i mniej zamoznej, stąd też w tych klasach jest coraz wiecej zachoroan na depresje i pojawia sie coraz czesciej egzystencjalny marazm. Kraje skandynawskie jako esencja dobobytu niech służa za przyklad. Jako kontrprzyklad można podać kraje Afykanskie które słyną z biedy a zarazem najwiecej szczesciliwych ludzi mozna tam spotkac wsrod wlasnie biedoty

        • To nie jest kwestia „kwestionowania współczesnego dobrobytu w krajach Zachodu”. To kwestionowanie DRÓG do jakich te kraje zachodu doszły do tego dobrobytu (które były potężnie protekcjonalistyczne i z konsensusem waszyngtońskim nie miały nic wspólnego). Jeśli natomiast chodzi o dobrobyt w klasy średniej i niższej – no więc nie, dobrobyt tych klas systematycznie spada od lat 70-tych na zachodzie, co bezpośrednio wiąże się z poluzowaniem państwowej kontroli nad kapitalizmem.

          Co do depresjii – ostrzeżenie, za ten poziom bycia draniem możesz z bloga wylecieć. Bo nie da się nazwać inaczej niż draństwem powielania dawno zdebunkowanych mitów nt. „depresji jako „egzystencjonalnego marazmu”. Dokształć się, choćby z artykułów tu na blogu, zanim będziesz powtarzać takie okrutne brednie. Zwłaszcza, że masz 50% szans samemu depresje zaliczyć kiedyś w toku życia.

          Piramida Maslowa to wyssana z palca koncepcja, Maslow sam przyznał, że nie jest uogólniona.

          „Bycie bogatym to wyzwanie” to tekst tak uprzywilejowany, że mi się niedobrze robi jak to czytam. Twoje wywody o „marazmie i dobrobycie” to znów masa uprzywilejowania nijak niezwiazanego z wiedzą psychologiczną w temacie. To są serio teksty na poziomie fap-fantazji młodego randysty, do tego połączone z absurdalnym kolonializmem i fantazjami n.t. skandynawii, afryki czy biedoty nijak nie powiązanych z rzeczywistoscia.

          Jeśli chcesz dyskutować tutaj i rzucać tak okrutnymi i niesprawiedlwymi tezami, to przynajmniej spróbuj je podeprzeć jakimiś źródłami. Nie wypadasz wtedy tak bardzo na uprzywilejowanego dupka, a obecnie niestety wygląda to strasznie.

          • krzysz

            Uważam, że trochę przesadnie reagujesz na mój post i rozumiesz go opacznie. Wzrost zachorowań na depresje w krajach dobrobytu jest faktem. Można spierać się o przyczyny, jednak nie sposób temu zaprzeczyć. Postawiłem hipotezę, że przyczynia się do tego powszechny dobrobyt z kilku względów:
            – porównuje poziom subiektywnie odczuwalnej szczęścliwości pomiedzy krajami dobrobytu a krajami znacznie poniżej standardów dobrobytu
            – gwałtowne przechodzenie z klasy nizszej do wyzszej sprawia, że cześć osob nie jest w stanie sobie poradzic z poczatkową euforią.
            – zjawisko przesycenia pozytywnymi bodźccami i później kompensacja poprzez spadek nastroju to neuropsychologiczny fakt. Tak jak regularne wchodzenie w stany ekstazy konczy sie gwaltownym odreagowaniem, tak w przypadku powszechnego dobrobytu może działać podobny mechanizm (oczywiście pomijam osoby z genetyczną predyspozycją do zachowań depresyjnych. Chodzi tu jedynie o determinanty zewnetrzne)
            – ludzie mało ambitni zaspokają potrzeby z pierwszych poziomów piramidy Masłowa (jeśli uważasz ten model za błedny to można użyć innej piramidy potrzeb dzielonej na poziomy). Nie ma szczególnego znaczenia jaka jest hierarchia tych potrzeb, istotne jest to, że istnieją potrzeby pierwszego, drugiego, n-tego stopnia. Część populacji zatrzymuje się na realizacji pierwszych poziomów i jesli robia to wlasnym wysilkiem to daje to im poczucie wewnetrznej satysfakcji. Realizacja za nich tych potrzeb odbiera potencjalność wewnetrznej satysfakcji i nie sprawi wcale, że poczują przyplyw ambicji i poszerza zakres swych potrzeb. Czesto konczy sie to pójściem na łatwiznę czyli narkomanią i alkoholizmem żeby podtrzymać minimalny stan szcześcia.

            No i jestem trochę darwinistą społecznym ale to wynika z realizmu. Jeżeli człowiekowi nie udaje sie czegoś poprawić to należy to zostawić naturze. Budowanie utopii i krain powszechnej szczęścliwości nikomu sie jeszcze nie udało. Pracowałem trochę w Norwegii i tam własnie doszedłem do podobnych refleksji. Nie mogłem pojąć dlaczego ci ludzie mają ze soba jakiś problem, skoro wszystko tu mają. Teraz wiem dlaczego…mają za dużo i przede wszytskim zbyt łatwo im to przychodzi!

          • No widzisz, a ja uważam, że jak na to co napisałeś zareagowałem wyjątkowo delikatnie :)

            Nie, wzrost zachorowań na depresję w krajach dobrobytu nie jest faktem. Przede wszystkim mylisz większą wykrywalność z większą zachorowalnością. Akurat związek ubóstwa z depresją – i to przyczynowy – jest tak pięknie wykazany w badaniach, że tutaj po prostu Twoje twierdzenia demonstrują Twoją totalną ignorancję w poruszanym temacie.

            Teoria o „przechodzeniu z klasy niższej do wyższej i początkowej euforii” to czyste fantazy, nijak nie związane z wynikami badań w temacie.

            Zjawisko „przesycenia pozytywnymi bodźcami i kompensacji przez spadek nastroju” to nie psychologiczny fakt, tylko znów poppsychologiczne fantazy. Mamy habituację (przy wystawieniu na dowolny bodziec, pozytywny czy nie), ale przy nastroju mamy akurat czynnik pośredniczący – właśnie nastrój – który wygasza nawet w dużej mierze wpływ habituacji.

            „Regularne wchodzenie w stan ekstazy kończy się gwałtownym odreagowaniem” – znów, źródła proszę. Chyba, że mylisz tutaj kwestie ekstazy od używek (choćby ekstazy), tylko tam nie masz „odreagowania”, tam masz wyczerpanie serotoniny przez nagłe wydzielenie całości zapasów i konieczność odbudowania zapasów. Nieporównywalna sytuacja.

            Nie ma żadnej psychologicznie udowodnionej „piramidy potrzeb dzielonej na poziomy”. O to właśnie chodzi – to był idiotyzm w koncepcji Maslowa (do którego on sam się przyznał), jak i w dowolnej innej podobnej. Potrzeby nie są piramidą. Nie istnieją potrzeby pierwszego, drugiego ani n-stopnia. Cała koncepcja demonstruje ostrą nieznajomość współczesnej wiedzy psychologicznej. Cała Twoja teoria o wewnętrznej satysfakcji, ambicjach, przyczynach narakomanii czy alkoholizmu to kolejny przykład „naiwnej teorii mózgu”, poppsychologicznego bajania.

            I nie miałbym zbyt wiele przeciwko temu bajaniu, gdyby to było tylko bajanie. W końcu ja nie muszę się jakoś wybitnie znać na programowaniu, a Ty na psychologii. ALE i to kolosalne ALE – tutaj Twoje bajanie jest otwarcie krzywdzące dla ludzi którzy cierpią na depresję. (Oraz klasistowskie i nie tylko.) A na to mam wybitnie niską tolerancję.

            Idąc dalej – Rand akurat mit złowrogiego przedsiębiorcy pogłębiała – jej przedsiębiorcy to socjopaci, gwałciciele i nie tylko. „Jestem darwinistą społecznym” to zaś zdanie równorzędne do „nie mam pojęcia na czym polega teoria darwina”. Bo głupia racjonalizacja klasizmu zwana „darwinizmem społecznym” z faktycznym rozumieniem teorii ewolucji nie ma nic wspólnego (przede wszystkim opierając się na mylnym „najsilniejsi” zamiast „najlepiej przystosowani”).

            Idąc dalej – „jeśli człowiekowi nie udaje się czegoś poprawić, to należy to zostawić naturze” – to mentalność magicznego dywanu („skoro samoloty czasem spadają, to przerzućmy się na magiczne dywany”).

            Budowanie „utopii” całkiem nieźle działa w skandynawii, fajnie działało w Europie Zachodniej o USA tak w latach 50-70, czyli tzw. złotym trzydziestoleciu. Przestało działać, jak lobbing firmowy przepchnął wyssane z palca (dosłownie – ZERO weryfikacji empirycznej!) kretynizmy typu Krzywa Laffera, To miło, że Tobie się w Norwegii niepodobało, ale to kiepski argument – przeciętny Polak jest dużo bardziej nieszczęśliwy niż przeciętny Norweg. Nie mówiąc o przeciętnym Hindusie, który nawet do Polaka ma daleki dystans.

            Względem dobrobytu i rzekomego braku danych – weź nie pierdol, za przeproszeniem. Wkleić Ci tu ścianę tekstu z badaniami w temacie? :D Z wzrostem prekariatu? Ze stagnacją lub wręcz spadkiem zarobków klasy ubogiej i średniej? Dramatyczne wzrosty kosztów edukacji, służby zdrowia, itp?

            Przeciętny człowiek zachodu z klasy średniej i ubogie może nabyć znacznie więcej dóbr i usług? Tak? To sprawdź jak to jest z nieruchomościami. Z edukacją. Z takimi podstawowymi kwestiami. Nawet nieco takich linków swego czasu tu wrzucałem – jak w latach 70-tych pracując przez wakacje w USA mogłeś zarobić na utrzymanie na studiach (również w UA), teraz pracując na pełny etat nie jesteś w stanie tego zrobić.

          • krzysz

            „Przede wszystkim mylisz większą wykrywalność z większą zachorowalnością.”

            Dlaczego zakładasz, że wiąże się to tylko z wiekszą wykrywalnością? Bo nie pasuje do tezy? Np. mniej opiekuncze panstwa jak USA czy Singapur mają mniejszą zachorowalnosc na depresje niz kraje skandynawskie, i co teraz? (też będziesz deperacko deprecjonował tamtejszą wykrywalność, żeby obronic skandynawski raj?). Poza tym ja nigdzie nie twierdziłem, że skrajna nedza zmniejsza prawdopodbienstwo depresji. Stwierdziłem jedynie, że kraje znacznie poniżej standardów wspołecznych krajów dobrobytu (np. gdy porownmy je z pierwsza 20 najlepszych) mają niższą zachorowalność. Nie jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że bieda jest zawsze lepsza dla szczescia. Istotny jest stan nieustannego wychodzenia z biedy a nie stan permanentnej biedy lub pełnego zaspokojenia. Stan wychodzenia z biedy daje wieksze poczucie satysfkacji niż życie w spolecznestwie kastowym lub gdy potrzeby są zaspokajane przez państwo jak ma to miejsce w systemach socjalnych. W przypadku krajow najbiedniejszych jest zasadnym twierdzić, że jest słaba wykrywalność, tak w przypadku krajów średnio zamożnych już nie.

            Poza tym mylisz odpowiedź ankietowanych o ich poziom z satysfakcji z życia, z rzeczywiśie odczuwaną satysfakcją z życia. Gdy spytasz się przecietnego Amerykanina jak się czuje to z kulturowej konwencji odpowie “w porządku”, nawet jeśli bedzie cierpial na depresje, natomiast gdy spytasz sie przecietnego Polaka to duze prawdopodbienstwo bedzie, że konwencjonalnie bedzie narzekał nawet jeśli bedzie miał udany dzień. W Skandynawii jest duża presja spoleczna na okazywanie satysfakacji życiowej ale ona się ma nijak do ich rzeczywistego stanu szczescia i staysfkacji z zycia na co wskazują chociazby bardzo wysokie wskazniki depresji (moim zdaniem to i tak jest kropla w morzu i gro osób jest niezidentyfikowanych jako osoby chore na depresje)

            „O to właśnie chodzi – to był idiotyzm w koncepcji Maslowa (do którego on sam się przyznał), jak i w dowolnej innej podobnej. ”

            Gdzie znajde żródła na całkowicie odciecie sie srodowiska psychologicznego od modelów hierachii potrzeb. To, że model Maslova był uproszczeniem to przyznalem ci racje (w przedmiocie dyskusji było to zupełnie nieistotne jaką ustalimy hierachie). Po przelotnym przejrzeniu danych widze, że modele hierarchii potrzeb są w psychologii wciąż popularne i krytyczne uwagi nie odnoszą się do samej hierarchii potrzeb, tylko do ich zróżnicowanego mapowania wzgledem kontekstu. Sama hierarchia nie jest szeroko kwestionowana.

            ” Z wzrostem prekariatu? Ze stagnacją lub wręcz spadkiem zarobków klasy ubogiej i średniej? Dramatyczne wzrosty kosztów edukacji, służby zdrowia, itp?
            Ze stagnacją lub wręcz spadkiem zarobków klasy ubogiej i średniej? Dramatyczne wzrosty kosztów edukacji, służby zdrowia, itp?”

            Ale jak to sie ma do spadku dobrobytu? Co z tego, że zarobki gdzies lokalnie spadły skoro ludzie nabywają wiecej żywności a za srednią pensje nabywają wiecej dóbr? Co z tego, że koszty utrzymania słuzby zdrowia wzrosły skoro zmniejsza sie umieralność noworodków i zwieksza się wyleczalność w całej populacji? Używanie takich pojęc jak prekariat już z góry cię usadawia na stanowisku ideologicznym. Tak jak ludzie zasadnie patrzą z politowaniem na korwinistów, tak i krzykliwych sekciarzy z Rakłem nie należy brać poważnie, którzy używają tej dziwnej nowomowy, która z góry ustala ideologiczną identyfikacje. Po co się z góry okopywać na pozycji jakiegos politycznego dogmatyzmu?

            Mam kilka pytań:
            Czy poziom anafabetyzmu spada – tak czy nie? (I prosze bez demagogii wyrywając z kontekstu jakies lokalne aberracje)
            Czy przecietny człowiek z klasy średniej i ubogiej może nabyć wiecej dóbr niż w dekadach ubiegłych?
            Czy dostep do powszechnej edukacji się zwiekszył, gdy liczymy ilość nowoprzybyłych studentow i uczniow?
            Szczególnie dane z Polski nie pozostawiają tutaj żadnych złudzeń!

            To, że wyrwiersz z kontekstu pojedyncze zjawiska, żeby przedstawić rzekomo pogłebiające się ubóstwo nie zmieni nic w kwestii, że analfabetyzm spada (wszelkie lokalne wzrosty analfabetyzmu wiaza sie jedynie z ludnoscią imigrancką, ktora przybywa z biedniejszych krajów i nie zdążyła sie jeszcze zasymilować np. z powodów rasistowskich białej ludności), coraz wiecej ludzi sie uczy, ludzie mogą więcej nabyć niż w dekadach ubiegłych. Przykładowo w USA pewne kierunki studiów rzeczywiście podrożały. Zapomniałeś jedynie dodać jeden istotny szczegół, że skonczenie studiówj w USA np. na kierunku medycznym czy politechnicznym wiąże się z dużym prawdopodbienstwem, że zostaniesz milionerem. Trudno to uznać za zaspokojanie podstawowych potrzeb prekariatu. :) Dawniej skonczenie studiow medycznych w USA nie wiązało się z tak ogromnymi profitami (nie wspomne o regulacyjnych powodach, które zmiejszyły konkurencyjność w zawodzie lekarza).
            Nie wiem jak bardzo trzeba być lewicowo opornym, żeby tych faktów nie przyjmować do wiadomości, szczególnie, że nie podlegają one zadnej dyskusji w przeciwienstwie do np. krzywej Laffera, (którą sam osobiście traktuje neutralnie bo oponuje wysokie podatki nie dlatego, że są nieefektywne ale że razi mnie psychologia zawiści podsycana przez ideologów i tworzenie sztucznego konfliktu miedzy klasą bogatszą a biedniejszą i wzajemne nasyłanie jednych na drugich).

          • Wiesz co, nie chce mi się. Nie podajesz ani jednego źródła, ani krzty dowodu na swoje wyssane z palca fantazje – które są skrajnie sprzeczne z współczesną wiedzą psychologiczną. Nawet Twoje tezy odnośnie depresji nie mają związku z jakimikolwiek danymi. Większa depresja w Skandynawii niż w USA? Bullshit. Burden of diesease dla depresji, dostosowane do populacji, wg. WHO, pierwsza dziesiątka:
            Indie, Chiny, Usa, Indonezja, Brazylia, Rosja, Pakistan, Bangladesz, Nigeria, Iran. Za http://www.who.int/healthinfo/global_burden_disease/estimates/en/index2.html

            Ba, nawet na poziomie diagnozy, ignorując wzrastającą częstotliwość wykrywania, Twoje „wychodzenie z biedy” wypada, cóż, kiepsko https://en.wikipedia.org/wiki/Epidemiology_of_depression

            Dziękuję, o czym my tu jeszcze rozmawiamy? O urojonym świecie, w którym kraje Skandynawii jakimś cudem mają większy poziom depresji niż USA?

            Dopóki nie zaczniesz swoich tez opierać na choć krztynce faktów, proszę, nie zawracaj mi głowy. Jak na poziom oderwania od rzeczywistości i tak poświęciłem zbyt dużo czasu na dyskusję z Tobą.

  • Malgosia

    dobry wywiad, ale komentarze pod spodem porażające