Co Ci jeszcze w życiu pozostało?

Mój kolega po fachu, Maciek Budkowski, udostępnił swego czasu jeden z najlepszych artykułów, jaki czytałem w 2016. Zaczynał się on od wizualnego przedstawienia Twojego życia (zakładając, że dożyjesz do słusznego wieku 90 lat) w formie lat, miesięcy, tygodni, a nawet dni.

Już samo to – sprowadzenie całego Twojego życia do jednej kartki kropek – może być dobrym powodem do namysłu. Ale autor artykułu poszedł o krok dalej i zaczął „tłumaczyć” ten czas na konkretne wydarzenia i doświadczenia. A to – oraz zrobienie tego samego dla siebie – NAPRAWDĘ skłania do przemyśleń…

Nie zawsze są to szczęśliwe przemyślenia

Nie zawsze są to szczęśliwe przemyślenia

Załóżmy, że dożyjesz 90-ki. To dość optymistyczne – średnia długość życia w Polsce to ok. 77 lat – ale przyjmijmy je roboczo.

Załóżmy też, że Twoi bliscy – rodzice, rodzeństwo, krewni, przyjaciele, partner/partnerka też dożyją tej 90-ki. Jasne, niektórzy mogą dożyć 110. Oby był ich jak najwięcej Ale też inni odejdą przed 60-ką, więc musimy tu przyjąć pewne założenia robocze.


Założenie gotowe? To ruszamy dalej.

Skoro celujemy w 90 lat, to pytanie ile Ci jeszcze do tego czasu zostało?

Jeśli to jest rok (w tygodniach) to ile takich lat ci zostało?

□ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □ □

Ja miałem 33 urodziny niecałe 2 tygodnie temu. To oznacza, że zostało mi niecałych 57 lat. Mniej niż 57 takich linii po 52 tygodnie każda.

Co z tego wynika? Całkiem sporo.


Relacje – większość moich krewnych mieszka w innych miejscach niż ja. To sprawia, że z wieloma z nich spotykam się dość rzadko, nawet raz na kilka lat. Z niektórymi, raczej starszymi, spotykam się tak 1x na dwa lata. Z innymi, młodszymi, 1x na 5 lat. Biorąc pod uwagę częstotliwość spotkań i ich wiek, z wieloma z tych osób spotkam się jeszcze w życiu jakieś… 10 razy.

Dziesięć razy!

Gdy pierwszy raz to podliczyłem było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem. To jedna z tych rzeczy, które traktuje się jako oczywiste i domyślne. Że te osoby zawsze tam będą. Realne przeliczenie tego na dziesięć fizycznych spotkań jest ogromnym uderzeniem. Skłania do tego, by – gdy te spotkania będą – bardziej je cenić. Albo zmienić styl życia i działania by takich spotkań było więcej.


Nawet z bliższymi krewnymi spotykam się średnio 1-2 razy na kwartał. Nawet zakładając długie życie dla wszystkich i stałą częstotliwość spotkań, uzyskujemy mniej niż sto dni spędzonych z takimi osobami, do końca życia. Pomyśl o tym – jeśli, jak ja, odwiedzasz swoją rodzinę w innym mieście raz na 2-3 miesiące, typowo na 1-2 dni, to zostało Ci zapewne mniej niż rok wspólnego czasu. (Jasne, by być fair, jeśli mieszkasz w innym mieście niż Twoi rodzice czy rodzeństwo, to już na etapie Twojego lub rodzeństwa wyjazdu na studia, do pracy, itp. miażdżącą większość wspólnego czasu mieliście już za sobą.) Warto o tym pamiętać przy kolejnych spotkaniach i zadbać o ich jakość.


No dobrze, ale przejdźmy na luźniejsze tematy. Na przykład na tego bloga. Nie, nie zamierzam prowadzić go do śmierci. Realistycznie sądzę, że maksymalnie prowadziłbym go lub współprowadził jeszcze około 10 lat. Rocznie przygotowuje około 150 wpisów, w sumie daje to więc około 1500 wpisów do napisania. Dużo, ale od tego trzeba odjąć wiele przewidywalnych i powtarzalnych (świąteczne, podsumowania roku, plany na kolejny, „co tam słychać w sieci”, itp.). A to już daje liczbę, o której trzeba pomieścić. Co chcę na tym blogu zostawić? Jakie treści przekazać. Jaką wiedzę zawrzeć.

Rozkminka na długi czas.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  dostępny jest e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!

 


Wracamy do artykułu :)



Książki – to ważna rozkminka, bo w zależności od tego ile zostało mi do przeczytania, potrzebuję być mniej albo bardziej selektywny w doborze lektur. Jeśli zostałoby mi do przeczytania np. 30 książek (czyli odpowiednik polskiej średniej, tzn. pół książki rocznie), to musiałbym każdy wybór rozważać bardzo ostrożnie. Jeśli natomiast utrzymam dotychczasowy średni wynik ok. 40 książek rocznie, mam przed sobą nieco ponad dwa tysiące tomów. Za mało by akceptować każdy chłam, ale dość dużo by pozwolić sobie na eksperymenty i ryzyko, że jakaś lektura okaże się gniotem i marnowaniem czasu.


Gry komputerowe – ciekawym pierwszym wnioskiem z tego ćwiczenia było dla mnie stwierdzenie, że grałem w ubiegłych latach dużo mniej, niż mi się wydawało! Liczba „większych” gier jakie przeciętnie kończę w ciągu roku jest czymś, co mogę policzyć na palcach jednej ręki, do tego może drugie tyle „drobiazgów” na kilka godzin. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, bo sądziłem, że gram dużo bardziej hardkorowo, niż w rzeczywistości.

Podtrzymując takie tempo (czy w wieku 80 lat będę wciąż grał?) daje to koło 600 gier do końca życia, z czego ok. 300 większych/dłuższych. To już skłania do solidnej selekcji tego, na co się zdecyduje.


Planszówki – lepiej jest z planszówkami. Choć moim ideałem byłyby cotygodniowe spotkania ze znajomymi + regularne partie z żona i w innych gronach, realistycznie jest z tym gorzej. Nawet z tych cotygodniowych spotkań realistycznie wychodzi ok. 30 spotkań rocznie. Wciąż daje to jakieś 1700 spotkań na planszówki do końca życia.

Albo krócej, jeśli nasz zautomatyzowany system doboru gier zgodnie z przewidywaniami zyska świadomość i wymorduje nas razem z resztą ludzkości…


Kino i teatr – średnio po ok. 5-6 wyjść w roku na jedno i na drugie. Daje to jeszcze niecałych 300 filmów w kinie i niecałych 300 spektakli w teatrze (i musicali, które wliczam do tej kategorii). Całkiem miło.


Rower – dotychczas wychodziłem w ciągu roku ok. 30 razy rocznie, ale trudno oczekiwać, żebym po 60-ce miał podobne wyniki, biorę więc połowę jako średnią. To daje… 855 wyjść na rower. Kurcze, mało, zdecydowanie za mało i silny impuls by to zmienić na lepsze.


Pływanie w morzu/oceanie – o ile nad morzem jestem co roku, to faktyczne wejście do wody i pływanie zdarza się już dużo rzadziej, może z raz na trzy lata. To daje… 19 takich okazji do końca życia. Zdecydowanie za mało i wiem, że to będę chciał zmienić.


Seriale – tu miałem pewne skłonności rewizyjne :) Oglądam średnio koło 20 sezonów seriali w ciągu roku. Czasem sezon to 3 odcinki (Sherlock), czasem nawet 35 (Last Week Tonight With John Oliver, który na potrzeby tej kwestii traktuję jako serial). Średnio koło 20. Niekiedy półgodzinne, niekiedy godzinne, najczęściej 45 minut. Część seriali bardziej przeskakuję, niż oglądam, ale wciąż daje to ok. 300 godzin w ciągu roku. W skali życia to ponad tysiąc sezonów seriali – i niemal dwa lata oglądania non stop. Dużo i będę chciał to przemyśleć i przyciąć, tak przynajmniej o 1/3. (Co jest o tyle problematyczne, że w pierwszej kolejności „przytnę” głównie seriale przewijane, a więc zajmujące mniej czasu…) Myślę, że zacznę od myślenia o każdym potencjalnym serialu do oglądania w kategorii łącznej inwestycji czasowej.


Jedzenie na mieście – nie licząc obiadów w trakcie przerw szkoleniowych, czy wyżywienia na wyjazdach (zawodowych i turystycznych) jemy na mieście średnio dwa razy na miesiąc. To daje 1368 wyjść do restauracji do końca życia. To dziwne, ale to jakoś okazało się demotywujące, tzn. zrobiło się tego za dużo i będę chciał to jakoś przyciąć.


Whisky – o ile nie wpadnie ktoś w gości by pomóc szybciej skończyć butelkę, przeciętną 0.7 piję (choć w tym tempie to bardziej sączę) przez około dwa miesiące. To daje nieco ponad 342 butelki do końca życia. Jest przynajmniej kilka tysięcy rodzajów whisky i whiskey, a ciągle powstają nowe. Różnią się krajem pochodzenia, typem zbóż, procesem przygotowania, mieszaniem lub jego brakiem, beczkami w których leżakowały, wiekiem. To wszystko ma wpływ na smak i aromat. Jeśli chciałbym spróbować choć mały ułamek tego wszystkiego, muszę zacząć albo szybciej pić, albo polować na mniejsze butelki ;)


Kawa – średnio piję ok. 5 kaw dziennie. Zakładając, że mimo zapowiadanego znaczącego wzrostu ceny kawy będę w stanie podtrzymać ten poziom spożycia, oznacza to… 104.025 wypitych kaw.

Wow…

Chyba muszę sobie strzelić kawę z wrażenia :)


Tyle moich przykładowych wyliczeń. Wiele daje do namysłu, niektóre szokują, niektóre są po prostu zabawne.

Zachęcam Cię do wykonania takich rachunków dla siebie i przemyślenia ich konsekwencji. Wiele rzeczy może Ci się przewartościować.



Chcesz być bardziej kreatywny? Skuteczniej rozwiązywać problemy? Pomoże Ci w tym e-kurs Techniki Praktycznej Kreatywności - jeden z wielu praktycznych materiałów rozwojowych dostępnych na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • kerayt

    Nie chcę Cię martwić, ale do 90 lat zostało Ci 57, a nie 67 lat.

    • Literówka, wyliczenia były do 57. Już skorygowane :)

  • Pawel

    Myślałem, że jesteś trochę starszy… 5 kaw/dzień, czy to nie za dużo?

  • Wpis skłaniający do myślenia. Myślę, że warto jeszcze zliczyć czas „zmarnowany”. Sytuacje w których nie robimy nic wartoścowego, a jednocześnie też nie odpoczywamy. Może wtedy znajdzie się wiecej czasu na pozostałe aktywności, które chcielibyśmy wykonać?

    • Adam314

      Stąd prosty wniosek, jeśli nie wie się co teraz zrobić, lepiej odpocząć niż robić coś bezwartościowego

  • pwoloszun

    Mam kilka przemyslen i obiekcji ;) wiec lets go pofilozofujmy:

    1) Te wyliczenia zakladaja, ze prowadzisz dosyc unormowany tryb zycia ORAZ – co wazniejsze – ze Twoje nawyki nie beda sie diametralnie zmieniac przez najblizsze 57 lat. Serio minione 33 lata daja duze szanse na brak wiekszych zmian w Twoim zyciu/Twoich priorytetach, etc?

    2) Robisz wyliczenia, wychodzi Ci, ze pijesz za duzo kawy/ogladasz seriali, a za malo spedzasz czasu z rodzina/znajomymi. TYLKO czy przypadkiem dzieki temu nie jestes bardziej szczesliwy? Mamy(tak, tak, tez tam jestem) wyrzuty sumienia, ze powinnismy spedzac wiecej czasu z najblizszymi. Tylko tak jakos czesto wychodzi, ze jak juz wychodzimy z gosci to mamy wszystkiego serdecznie dosyc i jedyne o czym marzymy to odpoczac przy ksiazce, albo denerwujemy sie, ze „zmarnowalismy” czas, ktory moglismy poswiecic na fajna gre w wesolym gronie?

    3) Uderzylo mnie, ze praktycznie nie wspomniales o pracy i pieniadzach, za wyjatkiem bloga, ktorego tez bardziej wrzuciles do kategorii Twojej „misji”.

    Na koniec, zeby nie bylo – fajny eksperyment myslowy :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    • 1) Jasne, są pewnym uproszczeniem, deklarowałem to zgóry :)

      2) Nie piję za dużo kawy, wypraszam sobie! :P

      2a) Celem wyliczeń nie jest, żeby coś wyszło, tylko okazja do refleksji. Powiedziałbym, że tu uruchamiają się te trzy kategorie szczęścia – „dobry dzień, ekstaza, dobre życie” i pozwalają przeanalizować pewne kwestie z perspektywy „dobrego życia”, a nie „dobrego dnia” (i vice versa) :)

      3) Wiesz co, nieco mi się po noworocznych różnych wpisach przejadło czytanie i pisanie o pieniądzach i jakoś tak nie miałem ochoty :)