Lata temu pracowałem z Moniką. Była na jakimś szkoleniu które prowadziłem (w zasadzie evencie , wtedy jeszcze nie wiedziałem czym są faktyczne szkolenia), potem zdecydowała się na skorzystanie z sesji coachingowej. Po sesji wystawiła mi opinię pozytywną, ale dość chłodną. Zgodnie ze swoim podejściem, umieściłem ją i tak na stronie – wychodzę z założenia, że uczciwie jest umieszczać wszystkie przysłane mi opinie od klientów.

Opinia ta brzmiała tak:

„Artur jest niezwykle inteligentną osobą i bardzo skutecznym trenerem. Ma olbrzymia wiedze, którą doskonale wykorzystuje. Początkowo sprawia wrażenie osoby nieco kontrowersyjnego i często jego sposób działania wywołuję dużo agresji, ale wszystko do sprawia, że można dotrzeć do podstawy problemu i skutecznie go rozwiązać. Podczas coachingu przeszkadzał mi tylko dystans i powaga, którą zachowuje podczas spotkań.”


Sześć lat później spotkaliśmy się ponownie – brała udział w dwóch jednodniowych szkoleniach (teraz już faktycznie szkoleniach! ;) ), które prowadziłem. W przerwie jednego z nich przywołała tamtą naszą pracę i to, jak bardzo doceniła ją z perspektywy czasu, gdy zobaczyła jej długoterminowe efekty.

Zgodnie z prawdą wskazałem jej wtedy, że nie mogę brać tu odpowiedzialności. Być może zmiany które uzyskała były efektem naszej pracy, a być może innych czynników, nigdy nie da się tego trafnie stwierdzić w jednostkowym przypadku. M.in. dlatego mówiąc o skuteczności swojej pracy staram się używać kategorii „Na X osób z którymi pracowałem nad tą kwestią, Y uzyskało taki efekt.” Tym niemniej Monika była na tyle miła, że zdecydowała się napisać mi uaktualnioną opinię:

„Pierwszy raz z Arturem pracowałam 6 lat temu. Brał udział w szkoleniach z Jego udziałem, miałam również sesje indywidualną. Po takiej sesji zrezygnowałam z udziału w szkoleniach z rozwoju osobistego. Nie zrezygnowałam jednak z nich bo nie działały, ale dlatego, że dzięki Arturowi wreszcie znalazłam techniki, które pomogły mi zmienić życie. Na początku tego nie doceniałam, ale teraz, z perspektywy czasu widzę jak dużo udało mi się zmienić w moim życiu. Zmieniło się moje nastawienie, relacje z ludźmi, sposób myślenia i dzięki temu wszystkiemu z osoby zakompleksionej, niepewnej siebie i szukającej wszędzie problemów stałam się po prostu szczęśliwa.

Pod koniec wakacji tego roku miałam przyjemność wziąć udział w dwóch jednodniowych szkoleniach prowadzonych przez Artura. Chciałam sobie przypomnieć pewne techniki i popracować z rzeczami, które teraz chce zmienić. I były to dwa niesamowite dni – przypominałam sobie kilka rzeczy, nauczyłam się kilku nowych. Pomimo tego, że minęło dopiero kilka dni od pierwszego z szkoleń już widzę różnice w moim działaniu.

Artur to najlepszy trener z jakim miałam przyjemność pracować. Ma olbrzymią wiedzę, którą potrafi przekazywać w bardzo przystępny sposób. Jego szkolenia i sesje indywidualne są naprawdę skuteczne i jeśli tylko chce się zmienić swoje życie to nie ma szans żeby informację i techniki, które przekazuję nie zadziałały. Poza tym jest bardzo sympatyczny i pomimo poruszania trudnych tematów można się przy Nim czuć komfortowo. Gorąco polecam!”


Dlaczego o tym piszę? Ze względu na jedną istotną kwestię. Jeśli jest jedna rzecz, która różni mnie od większości coachów czy changeworkerów na rynku, to jest nią to: skupienie na efektach u klientów.

Oczywiście, tytułowe pytanie „sympatia czy efekty?” jest często pozornym wyborem. Najlepiej jest zadbać o to, by klient zarówno Cię lubił, jak i miał efekty. Niekiedy masz jednak do wyboru tylko jedną z tych rzeczy. Pytanie brzmi: co wybierzesz?


Nie jest to takie oczywiste pytanie. Jasne, profesjonalnie należałoby odpowiedzieć, że najważniejsze są efekty. Ale…

Po pierwsze: jesteśmy ludźmi. Istotami głęboko, rdzennie społecznymi. Naturalne jest dla nas dążenie do bycia lubianym. Także bycie lubianym przez klientów. To naturalna tendencja, która może jednak bardzo sabotować skuteczną interwencję. Bo co, jeśli zapytam o coś, a klient się obrazi? Lepiej utrzymać miły klimat na sesji.

Po drugie: jesteśmy usługodawcami. Klient, który ma efekty, ale nie jest emocjonalnie ugłaskany, może więcej nie przyjść. Ba, klient który nie ma efektów, ale nas lubi, może przychodzić regularnie, licząc, że coś w końcu uzyska. Z perspektywy finansowej, dobry układ. Zwłaszcza, gdy ktoś dopiero rozwija swoją praktykę i nie przyjmuje jeszcze klientów regularnie. Jasne, jest to mało etyczne, ale etyką się nie najesz.

Po trzecie: skuteczność w coachingu nie jest łatwa do zmierzenia. Follow-up wymaga dodatkowego czasu, za który nikt nam nie płaci. Często wymaga kilku prób kontaktu, bo odpisanie na nasze pytanie o skuteczność rzadko kiedy jest dla klienta największym priorytetem. Może też być nieprzyjemny – sądziliśmy po sesji, że wszystko super, a tu klient stwierdza, że guzik, nic to mu nie dało. Nic wiec dziwnego, że wiele osób skupia się na kryteriach mniej wartościowych, ale łatwiejszych do zmierzenia. „Czy klient jest zadowolony po naszej pracy? Albo przynajmniej  na tyle mnie lubi, że nie będzie chciał wprost przyznać, że coś mu nie pasuje?”

Kącik coachingowy czeka...

Kącik coachingowy czeka…

Z tej perspektywy, skupianie się na efektach wymaga od coacha specyficznej mentalności – mentalności rzemieślnika. Ludzie o mentalności biznesmena skupią się na zadowoleniu klienta i sprzedaniu mu więcej, niezależnie od jakości. Ludzie o mentalności społecznika skupią się na atmosferze i relacji z klientem, poświęcając dla nich jakość czy okazje biznesowe. Koncentracja na efektach wymaga podejścia rzemieślniczego, wartościowania swojej pracy przede wszystkim po jej jakości, po jakości którą w coachingu da się zmierzyć tylko przez efekty.

Fajnym bonusem jest tu fakt, że krótkoterminowo takie podejście może zniechęcać klientów, ale długoterminowo będą dużo bardziej doceniać uzyskane efekty – co ładnie ilustruje* przykład Moniki.

*Ilustruje, nie dowodzi ;)

Dlatego zachęcam do przemyślenia tematu u siebie i zastanowienia się – na swoje potrzeby, nie dla rzucania hasłami – co dla Ciebie jest na chwilę obecną najważniejsze w Twojej pracy (niezależnie, coachingowej czy dowolnej innej) i czy ew. nie warto tego zrewidować. Takie „rzemieślnicze” podejście bywa czasem trudne, ale daje ogromną satysfakcję.


Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem.


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis