Cały ten hejt

Jeden z czytelników zasugerował mi, żeby napisać nieco o hejcie, o tym czym jest, a czym nie jest. O tym jak często jest wykorzystywany jako wymówka i ucieczka przed trafną krytyką.

No to pisze – choć nie wiem, czy to, co było oczekiwane.

Z hejtem sprawa jest taka… Że nie ma czegoś takiego jak hejt.

Absolutnie, skrajnie, totalnie nie znoszę terminu „hejt”. Uważam, że jest on wrzodem na dojrzałej debacie publicznej. Wnosi dużo szkód, nie wnosi żadnych korzyści. Czas go posłać na wieczystą emeryturę w czeluściach zapomnienia.


Tylko teraz żebyśmy się dobrze zrozumieli!


NIE MÓWIĘ, że nie ma mowy nienawiści i jadowitych ataków na ludzi w internecie (i poza nim). Jest i warto jej przeciwdziałać.

NIE MÓWIĘ, że nie ma bully’ingu, przemocy psychicznej w internecie i poza nim. Jest i warto mu przeciwdziałać.

NIE MÓWIĘ w końcu, że internet nie daje anonimowym osobom okazji i środków do wyładowania swojej niechęci i frustracji, często na niewinnych osobach. Daje i warto pracować nad metodami przeciwdziałania temu.

To, że nie ma hejtu, nie znaczy, że w internecie nie ma syfu, który warto wyczyścić. Jest go aż zanadto.


Tylko ten syf już mamy nazwany i sprecyzowany.

Nie potrzebujemy wprowadzać nowego terminu „hejt”, żeby móc o tym syfie mówić.

Co więcej, wprowadzanie tego nowego terminu jest po prostu szkodliwe. Na wielu płaszczyznach.


Zerwanie ciągłości

Jeśli wprowadzamy nową koncepcję, „hejtu”, to jest ona oderwana od innych, znanych już koncepcji.

Gdybyśmy mówili o przemocy psychicznej i bully’ingu w internecie, moglibyśmy patrzeć na to przez pryzmat tego co wiemy o pozainternetowej przemocy psychicznej. Co motywuje sprawców? Jakie interwencje działają? Jakie działania ze strony ofiar pozwalają na lepszą obronę? Mamy już jakiś zestaw wiedzy, być może nie da się go zaadaptować 1:1, ale można z czegoś korzystać. Jeśli zamiast tego wprowadzamy „hejt” to jest to „czysta karta”, którą można uzupełnić niekoniecznie sensownymi treściami.

Co więcej, przemoc psychiczna i bully’ing mają już pewne osadzenie kulturowe, automatyczne skojarzenia, które budzą i na których można się oprzeć. „Hejt” tego nie ma – co jest często celową zagrywką osób, które na tą koncepcję się powołują.


Etykietowanie

Dzięki odcięciu od dotychczasowych znaczeń, termin „hejt” może być używany w dowolnej roli. Skoro nie ma jasnego znaczenia, to może znaczyć to co chcemy.

To ułatwia wykorzystanie tego terminu tak jak robi to wielu szarlatanów (także w rozwoju) – jako „cepa” na wszelką, także uzasadnioną krytykę. Wystarczy taką krytykę wrzucić do worka z etykietką „hejt” i już nie trzeba się do niej odnosić, bo przecież „nie dyskutujemy z hejterami, ani nie negocjujemy z terrorystami” (tak, „terror” też stał się dziś taką etykietką, ale to inna historia).

Takie etykietkowanie nie byłoby jeszcze takie złe  -jako trik retoryczny jest banalnie proste do obalenia, gdyby nie jeden istotny proces…


Wypaczenie terminu

Jeśli każda krytyka może być „hejtem”, a każdy kto nie jest skrajnym wazeliniarzem może odkryć się w roli „hejtera”, to „hejt” szybko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie i szybko zaczyna być traktowany jako pusta obelga, beztreściowe hasło.

I nie byłoby w tym nic złego, bo to jest bezwartościowe hasło.

Tylko jedno duże ale…


Uciszanie ofiar

Pamiętasz tą przemoc psychiczną i bully’ing? Mowę nienawiści, jadowite ataki, bezpodstawne, anonimowe obrażanie?

Tych rzeczy już niema. Tych koncepcji już nie ma w publicznej przestrzeni. Zastąpił je przecież „hejt”…

A „hejt” okazał się pustym słowem, głupim hasełkiem.


Więc jak ktoś jest realnie napastowany i o tym mówi – nikt go nie usłyszy.

Więc jak ktoś jest faktycznie prześladowany – nie ma jak o tym powiedzieć.

Więc jak ktoś jest ofiarą – może jeszcze być oskarżony o bycie agresorem!

Zawłaszczając przestrzeń realnych problemów przez puste hasełko p.t. „hejt”, jednocześnie odbieramy możliwość dyskusji o tych realnych problemach. Nie dając absolutnie nic w zamian.


Dlatego serdecznie nie znoszę terminu „hejt”. Dlatego nie zamierzam go używać – i zachęcam, byś też go nie używał. Bo to fikcja. Nie ma czegoś takiego, jak „hejt”. W odróżnieniu od trafnej krytyki, do której trzeba się konkretnie odnieść. I w odróżnieniu do mowy nienawiści i prześladowaniu psychicznemu, którym trzeba dać opór.



Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  przedpłata na e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Do premiery (15 czerwca 2017), promocyjna cena w przedpłacie! Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Krzysztof

    BTW. Skąd takie motywy bokserskie na zdjęciach w tym blogu? Czyżby zainteresowanie boksem?