Cały post o mnie ;)

Serio ;) Choć może lepiej, żebym wyjaśnił nieco motywację, bo jeszcze uznasz czytelniku, że mi odbiło i znajdę się w kolejnym rankingu anty-guru.

www.dianadomin.com


Czytam teraz bardzo ciekawą książkę „What would Google do?” Jeffa Jarvisa (recenzja wkrótce). Książkę specyficzną, gdyż niby próbuje analizować strategie Google, ale w praktyce wychodzi z niej swego rodzaju manifest współczesnego internetu. Manifest fascynujący i do mnie osobiście dość dobrze trafiający. Jednym z elementów tego manifestu jest postawienie na otwartość – im bardziej jesteś otwarty, im więcej o sobie mówisz, o swoich poglądach i powiązaniach, tym lepiej.


Postanowiłem wiec, w ramach jednorazowego eksperymentu, zrobić post cały o sobie. Nie o tym co wiem, ale o tym co uważam. Pisać nie o faktach, czy nawet o stosunkowo silnie podpartych przekonaniach, a o poglądach właśnie. Jeśli kiedyś brałeś udział w dyskusji ze mną i chciałeś mi wykazać brak logiczności czy nietrafne wnioskowanie – tu się ewidentnie podkładam, bo wiele z tych poglądów na pewno jest nieracjonalnych, opartych na niewystarczających danych, itp.

Nie mam różowego pojęcia, czy ten post będzie dla kogokolwiek ciekawy. Może dla stałych czytelników? Może nawet nie dla nich. Tak jak powiedziałem, to jednorazowy eksperyment, wyjdzie czy nie, w kolejnym poście wracamy do normalnego programu :) Tym bardziej jestem jednak ciekawy Twoich wrażeń w temacie. Zaczynamy więc – oto moje poglądy:


Polityka:

Jestem zwolennikiem patriarchialnego libertarianizmu. Innymi słowy, uważam, że państwo nie powinno w bezpośredni sposób narzucać niemal niczego ludziom (za wyjątkiem sytuacji, gdy czyjeś zachowanie zagraża życiu, mieniu i zdrowiu innych ludzi). Jednocześnie uważam, że państwo powinno, poprzez techniki drobnego wpływu (priming, itp.) wpływać na standardowe zachowania ludzi w sposób, który byłby dla nich korzystny. Np. ZUS czy jego odpowiednik zdecydowanie nie powinien być obowiązkowy, ale powinien być domniemany – by się z niego wypisać, musisz podjąć taką decyzję i to zgłosić.  Przez sytuację zagrażające mieniu czy życiu mam też na myśli różnego rodzaju oszustwa, nieuczciwy marketing, itp. w którym to przypadku państwo powinno moim zdaniem interweniować i jasno stawiać granice.

(Jestem tak nieprzyzwyczajony do pisania o „państwie”, że ilekroć pisze „państwo”, dłonie automatycznie próbują pisać „Państwo”, jakbym pisał do kogoś w liczbie mnogiej ;) ).

W wyborach głosowałem zwykle na PO, ostatnim razem na RP, nie mam pojęcia na kogo i czy zagłosuję kolejnym razem. Na pewno nie na RP – na który głosowałem zachęcony sugestią bardziej zorganizowanego, biznesowego podejścia do polityki i skupienia na kwestiach gospodarczych, z pewnymi elementami lewicowości społecznej,  a otrzymałem 99.9% lewicowości społecznej i 0.1% podejścia gospodarczego. Szkoda, już podziękuję. PO widzę obecnie jako najmniejsze zło – PiS i pokrewne postrzegam jako mocno szkodliwe, SLD jako nieudolne, zdecydowanie zaliczam się do osób nie mających obecnie nikogo, na którego z chęcią bym zagłosował ( i marzącego o partii głoszącej hasło „zajmujemy się tylko gospodarką, kwestiami światopoglądowymi możemy później”). Jako nastolatek byłem – jak pewnie wielu, fanem Korwina-Mikke, regularnie czytywałem jego felietony w Angorze, aż coraz częściej zaczynałem wyłapywać błędy, głupoty i wywalone w kosmos fantazje w jego tekstach.

Nie kupuję gazet ani tygodników, chyba, że do pociągu. Długo kupowałem regularnie Newsweeka, ale od dłuższego czasu mam do tego pisma uraz po tym, gdy jeden z redaktorów, gdy wysłałem do pisma list niezgadzający się z jego artykułem, strzelił mi niedwuznaczną sugestię p.t. „jak będziesz dyskutował, to obsmaruję twoją firmę”. Fakt, później chyba się połapał, że przesadził, ale uraz do pisma pozostał. Z niepolitycznych pism kupowałem też Kuchnię, Men’s Health, a dziś kupuję w zasadzie tylko CD-Action.

Choć podoba mi się idea jednomandatowych okręgów wyborczych, mam pełną świadomość, że nie ma to szans na zaistnienie. Dużo ważniejsze – ale i nierealne – wydaje mi się zaprzestanie finansowania partii z budżetu państwa.

Jestem zwolennikiem merytokracji tam, gdzie to tylko możliwe. Niech decydują kompetencje. Jednocześnie jestem świadomy problemów z trafnym pomiarem wielu kompetencji i wiem, że nie jest to podejście łatwe do wprowadzenia.

Uważam, że światowa panika antyterrorystyczna jest irracjonalna i skrajnie przesadzona.


Gospodarczo

Jestem za podatkami najlepiej niskimi, ale przede wszystkim prostymi – proste przepisy są moim zdaniem dużo ważniejsze niż sama wysokość podatków (w granicach rozsądku, oczywiście). Uważam, że pod względem przepisowym w Polsce jest ogólnie źle, ale przez ponad 5 lat prowadzenia firmy jestem naprawdę zadowolony z zachowania Warszawskich urzędników w US i ZUS. Plus, znajoma zakłada właśnie firmę w Czechach i słuchając jej historii – nie jest źle (choć dobrze też nie).

Jestem za w pełni dobrowolnym zusem, z pełnymi tego konsekwencjami (nie płacisz = nie licz na żadne wsparcie od państwa na starość, sorry, jesteśmy dorośli i mamy wybór). Wbrew pozorom, sądzę, że duża część płatników dalej by w tym systemie pozostała, a ci, którzy – jak ja sam – chcą oszczędzać samemu, też mieliby ten komfort.

Jestem za prywatyzacją służby zdrowia i edukacji – co da się wbrew pozorom połączyć sensownie z zabezpieczeniem przez państwo dostępu do tych usług, np. w formie bonów edukacyjnych.

Nie mam problemów z wielkimi korporacjami, tak długo jak usługi przez nie świadczone są na dobrym poziomie – i uważam, że da się to pogodzić, choć nie jest łatwe. Jednocześnie doceniam największa chyba w historii siłę jednostki w starciu z takimi firmami w sytuacji, gdy usługi nie są na wystarczającym poziomie.

Wierzę, że państwo (znów chciałem napisać przez P) nie ma żadnego zobowiązania, by zapewnić ludziom pracę. Ma natomiast ogromne – i nierealizowane – zobowiązanie by maksymalnie ograniczyć lub zlikwidować bariery, jakie stoją przed tym by ludzie sami sobie i sobie nawzajem zapewnili pracę.

Uważam, że protekcjonizm państwowy jest zły ALE w przypadku przedsiębiorstw funkcjonujących międzynarodowo niekiedy może być uzasadniony (gdy inne państwa same go stosują w danym sektorze).

Uważam, że kapitalizm jest ogólnie dobrym systemem i przydałaby się jego pełniejsza forma, a rolą państwa powinno być wspieranie przepływu informacji (bo rynek najlepiej działa przy pełnym dostępie do informacji, bez tego są miejsca na przekłamania).

Uważam, że ideologie p.t. „znieśmy pieniądze, mamy dość zasobów dla każdego” są naiwne i nierealne. Szlachetnie naiwne – co doceniam – ale wciąż naiwne.

Uważam, że firmy mają odpowiedzialność społeczną poza odpowiedzialnością wobec akcjonariuszy, czy może raczej – że odpowiedzialność społeczna firm jest jednym z elementów ich długoterminowej odpowiedzialności wobec akcjonariuszy.

Uważam, że wydatki na kulturę powinny być oparte na zapotrzebowaniu rynkowym, ale również, że to zapotrzebowanie państwo może aktywnie kreować.


Obyczajowość

Jestem za prawem związków homoseksualnych do małżeństw, nie mam nic przeciwko adoptowaniu dzieci przez takie związki – oczywiście po spełnieniu tych samych wymogów, jakie są obecnie przy adoptowaniu.

Jestem za legalizacją i opodatkowaniem prostytucji. Nigdy nie korzystałem, nigdy nawet się nad skorzystaniem nie zastanawiałem, a jednocześnie jestem świadom, że nie sposób tej działki zlikwidować, można więc ją chociaż objąć państwową opieką i przy okazji podreperować budżet.

Jestem za depenalizacją narkotyków – czy legalizacją, tu nie jestem pewien – połączoną z mocnym programem edukacyjnym w tym zakresie. Razem zrobi to więcej dobrego, niż obecny system. Ale też muszę tu dodać, że mam za sobą ładnych kilka lat kariery w organizacjach zajmujących się redukcją szkód od narkotyków, co niewątpliwie wpływa na moją ocenę.

Jestem za wczesną i pełną edukacją seksualną. Nie zamiatajmy pod dywan realnych kwestii, bo będą z tego tym większe problemy.

Nie uważam seksu pozamałżeńskiego u dwojga dorosłych ludzi, za cokolwiek złego – ich prywatna decyzja, ich biznes, o czym w ogóle rozmawiamy?

Nie jestem wierzący, ale nie jestem też antyklerykałem – uważam, że kościół jako instytucja robi u nas sporo dobrego, mimo realnych problemów z nim związanych. Z miłym zaskoczeniem czytam doniesienia o działaniach Franciszka I i jego nastawieniu do wiernych.

Strasznie mnie irytuje martyrologiczne podejście do bycia Polakiem. Zdecydowanie wolę podejście  oparte o docenianiu tego, co nam się, jako naród udaje… Może zrezygnowanie z tak dobitnego świętowania powstań listopadowego i styczniowego na rzecz świętowania udanego powstania wielkopolskiego byłoby fajnym krokiem?

Uważam, że kanon literatury wrzucanej do głowy uczniom to ciężka zbrodnia. Tak – to laickie, niedouczone twierdzenie, ale zmuszanie uczniów do czytania Mickiewicza czy Sienkiewicza uważam za absurd. Te książki nawet w swoim czasie były po prostu miałkie, a dziś – gdy standardy w literaturze, uwadze czytelnika, itp. naprawdę się zmieniły i tego typu lektury jedynie zniechęcą większość młodych do czytania. A przecież to zainteresowanie rywalizuje z wieloma innymi atrakcyjniejszymi dla nich, więc po co dodatkowo rzucać sobie kłody pod nogi? Bo to „klasyka” w opinii osób, które w dużej mierze same przeszły indoktrynacje, że to „klasyka”?

Uważam, że edukacja, wiedza i kompetencje są bardzo ważne, choć papierek niekoniecznie. Jednocześnie, mając świadomość wysiłku niezbędnego do zdobycia określonych papierków, uważam fałszywe przypisywanie sobie doktoratu, itp. za niedopuszczalne.

Jeśli chodzi o identyfikację, najsilniej się chyba identyfikuję z byciem człowiekiem cywilizacji zachodu i mieszkańcem Warszawy (a nawet mocniej chyba po prostu „miejskim zwierzęciem”), dużo mniej z rodzinnymi Kielcami, z byciem Polakiem czy nawet Europejczykiem.

Wydaje mi się, że nie mam specjalnych uprzedzeń odnośnie żadnej rasy, natomiast jestem świadomy, że działają na mnie stereotypy odnośnie narodowości i państw – np. ze względów bezpieczeństwa nie mam nigdy zamiaru odwiedzać Brazylii czy Rosji.

Jestem przeciwko biciu dzieci. Nie mam tu szczególnie silnych emocji w jedną czy w drugą stronę, po prostu dane jasno pokazują – to po prostu nieskuteczne i szkodliwe.

Nie wierzę w równość kultur. Nie znaczy to, że w innych kulturach nie ma wartości, albo nasza nie ma wad, ale wierzę, że cywilizacja zachodnia jest obiektywnie najlepszą kulturą i najkorzystniejszą dla jej członków.

Nie uważam, żeby któraś religia była lepsza czy gorsza – w każdej pojawiają się fanatycy, w większości działający tak naprawdę w imię nie religii, a bardziej pierwotnych, plemiennych tradycji, dla których religia jest jedynie wymówką.

Wierzę, że decyzję w ważnych kwestiach należy podejmować w oparciu o wiedzę i dowody naukowe.

Nie jestem zwolennikiem kary śmierci, ze względu na możliwości nadużywania. Uważam, że więzienie powinno być dużo bardziej niż obecnie nastawione na resocjalizację i znam osobiście przypadki bardzo udanej resocjalizacji. Jestem świadomy, że takie nastawienie wymaga dużo większej ilości zasobów, zasobów, których nie mamy.

Nie przepadam za sztuką nowoczesną. W sumie nie uważam jej zwykle za sztukę, tylko za poszukiwanie uwagi.

Uważam, że sztywne przypisywanie stałych ról płciowych, zwłaszcza wg. schematu „mąż pracuje, żona z dziećmi” jest szkodliwe, natomiast jeśli ktoś tak chce i obydwu stronom pasuje – ich sprawa, ich życie, nie mój biznes.


Zdrowotnie

Jak już wspomniałem, jestem za prywatyzacją służby zdrowia, małymi opłatami za każdą wizytę, opcją dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego. Szalenie mi brakuje na naszym rynku ubezpieczenia zdrowotnego pokrywającego hospitalizację wszędzie na terenie kraju.

Jestem za legalnością in vitro, ale przeciw jego refundacji – wychowanie dziecka jest drogie. Jeśli nie stać Cię na in vitro, prawdopodobnie nie będzie Cię też stać na zapewnienie dziecku odpowiednich warunków.

Jestem za obowiązkowymi szczepieniami – bo odporność stadna jest w interesie nas wszystkich. Doceniam dobre intencje większości antyszczepionkowców, bardzo ubolewam nad ich niedoinformowaniem (a celowymi manipulacjami pogardzam).

Jestem świadomy wielu problemów z medycyną i farmacją – a jednocześnie uważam je za cudowne wręcz rozwiązania, które w sposób nie do opisania zmieniły ludzkie życie. Dla jasności – nie mam żadnych związków finansowych z medycyną ani farmacją, prowadziłem jedno szkolenie dla handlowców ze  firmy z tej branży i to firmy nie sprzedającej, z tego co wiem, leków.

Uważam, że największym problemem współczesnej medycyny, obok ograniczonych zasobów, jest niepełny dostęp dodanych medycznych.


Ogólnie

Jestem kosmicznie wdzięczny za to, że żyję dziś, a nie 100 lat temu – przy wszystkich wadach naszego świata, uważam, że żyjemy w absolutnym raju na ziemi.

Dostrzegając wady „systemu” społecznego w jakim żyjemy, jednocześnie uważam, że i tak ma on zdecydowanie więcej zalet niż wad.

Im więcej uczę się o historii, tym mniej idealistycznie podchodzę do różnych obszarów życia, przechodząc od „tak powinno być” do „tak jest, a teraz co możemy zrobić, by było choć trochę lepiej?”

Mam dość mieszane poglądy co do kwestii praw autorskich, dostrzegając wartość argumentów obydwu stron – tak, świat się zmienia, tak internet wprowadza nowe normy, a jednocześnie autorzy powinni być wynagradzani za swoją pracę i argument „jak ściągam, to nikt na tym nie traci” jest dla mnie dość absurdalny. Gorąco wspieram inicjatywy takie jak KickStarter czy PolakPotrafi i widzę w nich realne szanse na zmiany w tym obszarze – zmiany w pełni oddolne.

Uważam, że wiadomości powinny być bardziej skupione na informacjach niż na rozrywce, choć jestem świadomy, że stacje telewizyjne muszą zarabiać. Sądzę, że obowiązkowe pasmo wiadomości bez prawa do puszczania reklam byłoby ciekawym rozwiązaniem.

Jestem mocno zmartwiony tym, że internet pozwala i wręcz promuje takie selekcjonowanie informacji, by potwierdzać swoje uprzedzenia.

Uważam, że jeśli jesteś świadkiem oszustwa i nie reagujesz, stajesz się współwinnym.

Uważam, że żyjemy w dużo lepszym świecie i nawet w naszym kraju mamy nieporównywalnie lepsze warunki, niż ocenia większość osób.



I to chyba tyle :) Jak mówiłem, eksperyment, jestem ciekawy czy ktoś w ogóle to doczytał do końca i ciekawy Waszych reakcji.


Chcesz być bardziej kreatywny? Skuteczniej rozwiązywać problemy? Pomoże Ci w tym e-kurs Techniki Praktycznej Kreatywności - jeden z wielu praktycznych materiałów rozwojowych dostępnych na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Jakajn

    Jestem mile zaskoczony Twoja osoba i Twoimi pogladami;).

    • jan

      czytałem do konca i tak sobie pomysłałem że jakby wiecej osób miało jasno sprecyzowane poglądy – życie byłoby prostsze :)

      dzięki…

      chciałbym abyśmy mieli wpływ na podatki i na rząd,
      obecnie to mit ( demokracja to mit ) rządza nami ludzie i nie przejmują się co myślą ich wyborcy ( nie ważne na kogo głosowali )

      nalezy pamiętać – że rząd bierze pieniądze także od osób które na nich nie głosowały ! szok !?

      a jednak mają w dupie swoich przeciwników ( tak jakby nie rozumieli że to wspólnota ) a nie prywatny folwark

  • karamba

    PO mniejsze zlo? PiSu nienawidze, bo to komunisci. Ale PO swoimi rzadami jest jeszcze gorsze. PiS obnizylo podatki, PO podnioslo. Co prawda obie partie podnosily ilosc urzednikow ale tempo wzrostu PiS obnizyl, a PO duzo zwiekszylo. W kwestiach wolnosci obywatelskich, obie partie sa fatalne. Ale ustawe o zabieraniu dzieci rodzicom na podstawie interpretacji urzednika wprowadzilo PO. Podnoszenie placy minimalnej i skladek ZUS dla przedsiebiorcow oczywiscie PO. Kradzenie pieniedzy z OFE, prywatyzacja ponizej cen rynkowych itd. Mozna wymieniac i wymieniac.
    Jesli Ty uwazasz PO za mniejsze zlo, to jestes oderwany od rzeczywistosci. Nawet nie orientujesz sie w obecnym programie PO, ktore coraz bardziej schodzi na lewo w strone palikota.

    • Nie zamierzam dyskutować :) Jak pisałem powyżej, to co napisałem to oceny subiektywne. Jasne, mam argumenty przeciwko temu co napisałeś, ale prawdę mówiąc, nawet nie chce mi się wdawać w taki spór :) Choćby dlatego, że broniąc PO bardziej bym się do niego przekonał, a tego nie chcę :)

  • 123

    Tak jakby się trochę gubisz miejscami. Jak chcesz podzielić libertarianizm z tworzeniem regulacji o tworzeniu małżeństw partnerskich i prawa adopcji? Tymi rzeczami nie powinno się zajmować państwo w idei libertarianskiej. Nie powinno być państwowych małżeństw. No chyba, że takie istotne jest, żeby państwo miało więcej danych o obywatelach. Ale skoro miałaby mu przyświecać idea libertariańska to po co takie dane?

    • Szans na w pełni lebertariańskie państwo praktycznie nie ma, więc warto IMO dopasowywać jednak oczekiwania do obecnego układu również.

      • 123
        • Ciekawe, dzięki. Mam wątpliwości, czy mogłoby to tak funkcjonować bez nadrzędnego rządu i opcji „w razie czego może wkroczyć”, ale niewątpliwie ciekawy case.

          • Michał Kulczycki
          • 123

            A propo komentarza michała. Ludność sprowadza się do regionu bez kapitału, więc najpierw mieszka na przedmieściach w slumsach. Jednak to nie są slumsy jak w Brazylii. Ludzie pracują i z czasem przeprowadzają się do mieszkań. Twoje agresywne nastawienie do sprawy jest zastanawiające, bo nie zadajesz sobie trudu, żeby przeanalizować to, że ktoś wrzuci jakieś zdjęcie z komentarzem, że bieda. W Nowym Yorku też znajdziesz miejsca, ktore na zdjeciu wygladaja fatalnie, ale nie powiesz, ze Nowy York to glownie slumsy.

    • Michał Kulczycki

      Libertarianizm niejedno znaczy. To, że w Polsce dominuje nurt propertariański konserwatywny/randystyczny (w zależności od wieku chciałoby się dodać złośliwie) to akurat przypadek (wzg. odbicie biedy ideowej…)

      • 123

        Rozbijanie sprawy na szczegóły i dowodzenie na tej podstawie, że ogół jest całkiem błędny też świadczy o niedojrzałości w dyskusji.

        Libertarianizm to najprościej wolność. Zarówno obyczajowa jak i gospodarcza. Powstawanie praw „z urzędu” zawsze się łączy z regulacjami. I tyle.

        Każda modyfikacja może być w nurcie libertarianizmu lub częściowo w zgodzie z jego myślą. Ale co to ma do rzeczy. Wychodzę z założenia, że Artur pisze precyzyjnie. Bo jeśli nie to faktycznie jako jego osobisty ochroniarz,( co można zobaczyć na fejsbooku) mozesz sie czepiac kazdej wypowiedzi.

        • 123, Michał bynajmniej moim ochroniarzem nie jest :D Nawet jest nieco tematów, co do których się mocno nie zgadzamy :) Natomiast jest niewątpliwie jedną z najbardziej kompetentnych osób, z jakimi miałem przyjemność rozmawiać.

  • blad?

    „ak już wspomniałem, jestem za prywatyzacją służby zdrowia, małymi opłatami za każdą wizytę, opcją NIEdobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego”
    To jestes za prywatyzacja czy za opcja Niedobrowolnego ubezpieczenia? Chyba wkradl sie blad, bo to calkiem nielogiczne

  • edukacja

    Jaka powinna byc edukacja seksualna wg. Ciebie?

    • Przede wszystkim jasna i otwarta informacja o antykoncepcji i zdrowiu seksualnym, najpóźniej ok. 12 roku życia. Rozwianie różnych popularnych mitów. Jeśli przy okazji pomoc w akceptacji własnego ciała, dojrzewania, itp. to tym lepiej, ale najważniejsze jest tu wg. mnie podstawowe BHP zanim dzieciaki zaczną eksperymentować – bo eksperymentować, przynajmniej niektóre, będą.

  • Jacek

    Jeżeli chodzi o obowiązkowe lektury w szkole – całkowicie się z Tobą zgadzam. Ja i wielu moich znajomych po skończeniu szkół miało uraz do książek, prawdziwy uraz. Dopiero po kilku latach z racji zainteresowania rozwojem osobistym zacząłem czytać, bez zmuszania jak to było w szkole. I powiem, że spodobało mi się to, od tamtego czasu przeczytałem dziesiątki książek, ale na samą myśl o „Dziadach” czy „Panu tadeuszu” robi mi się niedobrze.

  • Robert

    Skończyłem czytać na polityce, a i tak dziwię się sam sobie, że poswięciłem na to czas. Raczej nie interesują mnie Twoje poglądy odnośnie reszty. Tak jak nie interesują mnie poglądy polityczne, ale chciałem sobie już doczytać. Myślę że większość osób zrezygnuje po kilku zdaniach. Wstęp zachęca, a później jest meeega sztywno.

  • Michał Kulczycki

    Komentując na wyraźną prośbę:
    1) nie rozumiem Twojej postawy wobec refundacji in vitro: na tej zasadzie można odmawiać leczenia wszelkich chorób/zaburzeń stojących na drodze do skutecznego rozmnożenia się (np. retinopatii), mówić „i tak będzie drogo, wiec se fundnij”
    2) nie rozumiem Twojego stosunku do ZUS z dwóch przyczyn:
    a. wszelkie system tego typu realizują – obok funkcji emerytalnej – także cel solidaryzmu społecznego w zakresie zdrowotnym. Nikt nie jest w stanie „odłożyć” np. na bardzo skomplikowaną operacje dziecka ratującą mu życie w nagłym przypadku, albo wobec b. rzadkiego schorzenia – typowy libertarianizm w tym zakresie oferuje ludziom tylko dwa wyjścia: śmierć, ew. zdanie się na jamużnę.
    b. ludzie się wypisują z tego systemu będąc dorosłymi tylko w sensie formalnej pełnoletniości – do momentu w którym się opamiętują (np zdając sobie sprawę z własnej śmiertelności) mija wiele lat, a część osób zresztą programowo założy, że w europejski państwie nie umiera się z głodu na ulicy. W pewnym sensie obowiązkowość jest tutaj rozwiązaniem tragedy of the commons.

    • 1) Co do innych mam podobne podejście, in vitro ma dodatkowo kwestie „życiową” o której sądziłem, że warto napisać.
      2a) Jest też opcja prywatnego wykupienia ubezpieczenia zdrowotnego, na co pojawi się rynek
      2b) Jeśli nie dajemy ludzi odpowiedzialności za siebie w wieku 24 lat (typowa osoba po studiach), to IMO jest problem.

      • Michał Kulczycki

        Nie chcę specjalnie dyskutować, bo nie taki był zamysł, ale w kwestii 2b) muszę :)

        Otóż problem polega na tym, że prywatne ubezpieczenie zawsze wiąże się z pułapem świadczeń i we wzmiankowanych scenariuszach dla normalnie zarabiającego człowieka jest w zasadzie bezużyteczne. I dlatego się właśnie zrzucamy – bo żaden szarak nie pociągnął by składki załatwiającej np. rozłączenia bliźniąt syjamskich czy przeszczepu twarzy (przykłady z palca, ale wiesz o co mi chodzi).

        • Z jednej strony wiem – z drugiej jednak choćby w USA prywatne ubezpieczenia długo działały całkiem przyzwoicie. Z wadami, ale wciąż.

          • Michał Kulczycki

            Nieprzypadkiem ogromną rolę w tamtejszym „systemie” odgrywają instytucje charytatywne…

            Kończąc :)
            http://sphotos-b.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/533956_333257290115039_118556567_n.jpg

          • Konrad Kubiec

            ^ i tak powinno być (moim zdaniem), że instytucje powołane przez społeczeństwo dla społeczeństwa powinny mieć ogromną rolę i znaczenie społeczne. Ja nie spotkałem organizacji myślącej strategicznie długofalowo (20-40 lat). Bez tego nie wyobrażam sobie efektywnych modeli działania typu „daj wędkę” i nowych „wędkarzy” wcielaj w grono sponsorów. Bez silnych organizacji społecznych (co jest objawem mądrego społeczeństwa) będzie nadal jak na załączonym obrazku ;)

  • Mateusz Mastalerz

    „Nie zamierzam dyskutować :) Jak pisałem powyżej, to co napisałem to oceny subiektywne. Jasne, mam argumenty przeciwko temu co napisałeś, ale prawdę mówiąc, nawet nie chce mi się wdawać w taki spór :) Choćby dlatego, że broniąc PO bardziej bym się do niego przekonał, a tego nie chcę :)”
    To nie wygląda na racjonalne :)
    Czy nie lepiej przeanalizować plusy i minusy parti a nie wypierać i kierować się emocjami?

    • Michał Kulczycki

      Wiesz, to jest raczej moment „Nazywam się Artur i jestem …” – nie np. „proszę o diagnoze i recepty” ;)

      • Mateusz Mastalerz

        Ok ;) Tylko myśle że warto o tym pomyśleć :D

  • argothiel

    Dorzuć jeszcze o aborcji. :)

    Najbardziej kontrowersyjne wydało mi się stwierdzenie „wierzę, że cywilizacja zachodnia jest obiektywnie najlepszą kulturą i najkorzystniejszą dla jej członków”.

    To w ramach feedbacku, nie dyskusji oczywiście.

    • Jestem za prawem do niej.

      • Piotr

        Artur, tak między nami ;p dlaczego nie jesteś za karą śmierci (bo może być nadużywana) a jesteś za prawem do aborcji? To jest ciężki temat bo najczęstszym argumentem podawanym za aborcją jest gadanie „a co z dziećmi, które były zapłodnione przez gwałt”. Podobno nawet Hawkins na swojej skali szacował, że aborcja jest ponad 200 czyli jest to ta jego tzw „moc”… wtf?!

        • Piotrek, akurat u mnie jest to dość prosta kwestia tego, że człowieczeństwo przypisuję odpowiednio rozwiniętemu mózgowi, a nie jakiejś postulowanej duszy. Więc aborcja w pierwszych miesiącach ciąży nie jest dla mnie w żadnym wypadku zabójstwem.

  • Tomek P

    Jeżeli można oczywiście, to chciałbym skomentować jeden punkt, ewentualnie wymienić się argumentami za i przeciw.

    Napisałeś, że jesteś za legalizacją prostytucji.
    Moim zdaniem ustanowienie prawa rozwiąże bardzo powierzchowne problemy, ale zamiecie pod dywan te najgorsze. Powiedzmy, że jest grupka kobiet (większa i mniejsza) która to robi w 100% z własnej woli i poparłaby takie prawo.
    Ale nie oszukujmy się, to jest biznes prowadzony przez mężczyzn i z jednej i z drugiej strony mężczyźni czerpią z niego korzyści. Kobiety to często ofiary skrajnej sytuacji materialnej (muszą np. wykarmić dzieci, chcą im zapewnić godne warunki życia) lub wręcz zostały oszukane i są wykorzystywane pod groźbą przemocy (np. imigrantki z jeszcze biedniejszych krajów).
    Moim zdaniem prawo dałoby większe przyzwolenie (bo oprawcy i tak znaleźli by furtki żeby było legalnie), a ofiarom powiedzielibyśmy wprost: nie pomożemy wam.

    To tak a propo otwartego pisania o swoich poglądach. :D
    Pozdrawiam i bardzo spodobał mi się taki post.

    • Tomek, sądzę, że mimo wszystko w takich przypadkach mielibyśmy większą kontrolę i dużo łatwiej byłoby przeciwdziałać handlowi kobietami, itp. Dodatkowo takie rozwiązanie ma jedną kolosalną przewagę (wynikającą z patologii naszego systemu, ale to inna kwestia) – w przypadku przestępstw podatkowych nie funkcjonuje u nas domniemanie niewinności, a tu dużo łatwiej byłoby takie przestępstwa wykazywać.

  • Karol

    To sobie czytam i myślę „kurcze, to jakbym czytał tekst o sobie” ;)

  • Mateusz Wrzosek

    Jak to zwykle bywa każdy z nas komentatorów tego postu, pod jednymi postami się podpisze, a pod drugimi nie. Jest to zupełnie normalne, mamy różne poglądy , które wynikają z różnych przekonań, wartości, doświadczeń, sposobu wychowania, kultury etc.

    Osobiście najdalej mi do ciebie w kwestii obyczajowości ze względu na to, że staram się kierować wartościami chrześcijańskimi. Obszar do dyskusji z tobą jest w tym zakresie spory. Tak sobie myślę, że skoro mile odczytujesz doniesienia o Franciszku, a jego działalność jest określana łacińskim słowem pontifex czyli budowniczy mostów to pokuszę się o ten przysłowiowy most w temacie związków homoseksualnych i ich prawa do małżeństwa i adopcji dzieci.

    „Jestem za prawem związków homoseksualnych do małżeństw, nie mam nic przeciwko adoptowaniu dzieci przez takie związki – oczywiście po spełnieniu tych samych wymogów, jakie są obecnie przy adoptowaniu”. – Skąd u ciebie akceptacja do roszczenia sobie prawa przez związki homoseksualne posiadania takiej samej rangi co małżeństwo? Czyżby każdy związek jednopłciowy, a jak wiadomo pod tym pojęciem może się kryć cały zakres relacji jednopłciowych ( ojciec – syn, brat – brat, wujek – bratanek itp.) będzie chciał dążyć do posiadania tych samych praw i zobowiązań co małżeństwo? Może się okazać, że wrodzony instynkt podpowie nam, że nie. Oczywiście, domyślam się, że chodzi nam wszystkim o ten konkretny związek homoseksualny. Jednak podałem ten przykład, aby zwrócić uwagę, że już na poziomie definicji, a więc sytuacji wyjściowej owej problematyki powstaje wątpliwość czy słuszne jest dążenie jednopłciowego związku ludzi do uzyskania znaku równania z małżeństwem? Małżeństwo nazywa się małżeństwem nie dlatego, że jest ludzi dwoje i mają organy rodne i trzymają się razem do końca życia, tylko dlatego, że dokonują wolnego aktu wyboru siebie i są odmienni płciowo co dalej się wiąże z kwestią rodzicielstwa, a więc też kwestii adopcji. Na chwilę obecną czekam na twój głos :)

    Pozdrawiam.

    • Mateusz, próbujesz nieco emocjonalnie „straszyć” relacjami rodzinnymi, ale przecież chrześcijaństwo jak najbardziej, jeszcze nie tak dawno, pozwalało np. na małżeństwo dorosłego z 11-latką (choćby Unia Polsko-Litewska się kłania – tyle lat miała Jadwiga, Jagiełło 23). Dziś już coś takiego byłoby zbrodnią i pedofilią. Tak więc definicje i zakres małżeństwa także się zmieniały przez lata. Co więcej, jeśli trzymalibyśmy się kwestii rozmnażania, to zgodnie z Twoją definicją ludzie bezpłodni nie powinni móc się żenić.

      Z mojej perspektywy – to, co robią dwie dorosłe osoby, tak długo, jak nie zagraża to innym osobom, jest ich sprawą. Małżeństwa osób spokrewnionych jest zagrożeniem dla ich ewentualnego potomstwa, w przypadku relacji rodzic-dziecko można też oczekiwać wpływu zakłócającego możliwość świadomego wyboru. Natomiast nie mam – nieco nad tym myślałem, bo to jednak tabu kulturowe – nie mam argumentów przeciw małżeństwu bezpłodnego rodzeństwa. Byłoby to dla mnie dziwne, tak – ale to wolna ich wola i moje „dziwne” nie ma tu znaczenia. Znajomy pił wódkę z majonezem – to też dziwne dla mnie, ale to nie mój biznes.

  • Mateusz Wrzosek

    „…ale przecież chrześcijaństwo jak najbardziej, jeszcze nie tak dawno, pozwalało np. na małżeństwo dorosłego z 11-latką (choćby Unia Polsko-Litewska się kłania – tyle lat miała Jadwiga, Jagiełło 23). Dziś już coś takiego byłoby zbrodnią i pedofilią”.

    Fakt, zmianie myślenia na przestrzeni dziejowej podlegał każdy ruch, każda instytucja( case: Chrześcijańskie misje, które z początku odgórnie narzuciły monogamię poligamicznym mieszkańcom Afryki, odstąpiły od tego, uznając , że zasady moralne winny być przyjęte w sposób swobodny i od wewnątrz) Może warto zastanowić się też, czy w ówczesnym społeczeństwie mając 11 lat biologiczne oznaczało większą dojrzałość do pewnych obyczajów czy funkcji społecznych? Temat do zbadania.

    Masz rację, pisząc o rodzicielstwie jako następstwie małżeństwa okazałem się nieprecyzyjny. Możliwość rodzicielstwa, jest dokładniejsze.

    „Natomiast nie mam – nieco nad tym myślałem, bo to jednak tabu kulturowe – nie mam argumentów przeciw małżeństwu bezpłodnego rodzeństwa. Byłoby to dla mnie dziwne, tak – ale to wolna ich wola i moje „dziwne” nie ma tu znaczenia. Znajomy pił wódkę z majonezem – to też dziwne dla mnie, ale to nie mój biznes.”

    Tak, nie naszym jest biznesem gust kulinarny kolegi choć w guście jego seksualnym już postawilibyśmy mu granicę pt. nie zajmuj się dziećmi. Zgadza się w drugim przypadku pojawia się zagrożenie dla innych i tu nie jest wszystko jedno.

    Wróćmy jednak do związku homoseksualnego. Panuje w naszej cywilizacji przekonanie, że volenti non sit iniuria czyli chcącemu nie dzieje się krzywda i w świetle prawa jest to logiczne, mianowicie jeżeli kupiłem dany produkt , wykazałem swoją dobrowolność i nawet jak mi się już nie podoba później to nie kończy się sprawą w sądzie chyba, że no właśnie nawet prawo, które jest najbardziej zainteresowane regulacją norm zewnętrznych uznaję pewną furtkę w postaci niedozwolonej klauzuli:
    http://www.uokik.gov.pl/niedozwolone_klauzule.php.

    Do czego zmierzam, otóż kierując się prawem innych do dobrowolności( chcącemu nie dzieje się krzywda) kiedy widzimy, że dwie strony chcą tego samego i nawet się tym w swoim odczuciu cieszą, nie musi się to równać automatycznie, że nie dzieje się im lub jednej stronie krzywda.

    Może trochę piszę ogólnie, ale uznałem Artur, że za nim mocno wejdę w dyskusję różnych kwestii dotyczących związku homoseksualnego chciałbym podać argument przeciw twierdzeniu, że jeżeli obie strony czegoś chcą i cieszą się tym to nic nam do tego. CDN

  • Jakjan

    Jakie masz poglady polityczne? Na kogo bys zaglosowal w wyborach?

    • Najbliżej chyba do PO, ale z ogromnym oporem, de facto nie mam nikogo kto by mi idealnie pasował, moja idealna partia powiedziałaby „na razie skupiamy się konkretnie na gospodarce, a zabawy światopoglądowe to luksus, na który będzie nas stać później”. To bardziej głosowanie przeciw niż za.

  • Pawel

    Mimo wszystko, jeżeli chodzi o lektury co byś zaproponował zamiast Sienkiewicza, Mickiewicza?

    Czy opisałeś, albo opiszesz może swoje doświadczenie odnoszące się do pracy z ludźmi uzależnionymi.

    • Musiałbym przejrzeć mocno dostępną literaturę, by coś konkretnie zaproponować.

      Nie pracowałem z ludźmi uzależnionymi bezpośrednio – pracowałem w organizacji pozarządowej zajmującej się taką pracą, ale nie jako terapeuta, tylko najpierw jako „asystent od wszystkiego”, by z czasem zajmować się głównie organizacją konferencji i odrobinę wsparciem IT. W sumie może kiedyś o tym napiszę