Jest silna tendencja w środowiskach rozwojowych – a może i w społeczeństwie jako takim – by łączyć bycie dobrym z byciem miłym.

Tymczasem, jak mawia najlepszy status relacyjny na facebooku… „To skomplikowane”.

To dużo, dużo bardziej skomplikowane.

Założenie, że „miły” = „dobry” to typowa heurystyka poznawcza, skrót myślowy, ułatwiający operowanie w świecie.

Tylko skrót jak to skrót. Czasem faktycznie oszczędzi drogi… Ale raz na jakiś czas wpakujesz się na takie manowce, że „skasują” Ci korzyści z ostatnich dziesięciu czy piętnastu skrótów.

Innym takim skrótem jest „smaczny” = „zdrowy” w odniesieniu do jedzenia. Historycznie miało to sens – im bardziej wyrazisty smak, tym więcej składników odżywczych, albo tym więcej kalorii, których naszym przodkom dramatycznie brakowało. Tylko po tysiącleciach selektywnej hodowli oraz po setkach lat zaawansowanej obróbki pokarmów doszliśmy do etapu, gdy „smaczny” coraz częściej zaczyna oznaczać „niezdrowy”. Bo nasycony tłuszczami czy cukrami, których kiedyś było jak na lekarstwo – a dziś mamy ich po uszy.


Podobnie z „miły” = „dobry”. Czasem tak. A niekiedy „miły” = „zły”. W pewnych przypadkach „miły” =”najgorszy jak mogłoby być”.


Wiem, to mało instynktowne. „Miły”, „sympatyczny” kojarzą nam się z kimś dobrym i wspierającym.

Ale niewiele osób pamięta,  że psychopaci potrafią być niezwykle czarujący, mili i sympatyczni… tak długo, jak zapewnia im to spełnienie ich potrzeb. Najczęściej kosztem osoby taką „sympatią” obdarowaną.


Ale zostawmy nawet sytuacje, gdy ktoś ma złe intencje. Nawet jeśli ma absolutnie najlepsze i najszczersze – „bycie miłym” nie musi być najlepszą możliwą opcją.

Czasem możesz być miłym i wspierającym – i wspierać kogoś w działaniu, które prowadzi do jego krzywdy.

Czasem możesz być miłym i zniechęcać kogoś do jakiegoś zachowania – ale przez to bycie miłym niedostatecznie skutecznie.


Ładnych parę lat temu jeden z moich znajomych regularnie zachowywał się w sposób, cóż, dość go ośmieszający. Pisał w mediach społecznościowych w sposób ogromnie patetyczny i wydumany, raz za razem.

Jako znajomy kilkukrotnie delikatnie zwróciłem mu prywatnie uwagę, że to nie jest najlepszy pomysł. Bezskutecznie.


A potem moja żona – która nawet go osobiście nie znała – napisała na swoim blogu post wyśmiewający takie zachowania i cytujący przykłady m.in. z jego profilu. Dla jasności – nie był jedyną osobą w internetach tak piszącą, post też nie był skupiony na nim ani nawet nie wymieniał go w żaden sposób. Wykpiwał zachowanie. Cytaty z profilu znajomego pojawiły się w dużej mierze dlatego, że były pod ręką i łatwo je było znaleźć.


Znajomy bardzo się na nas wkurzył. Beata zaliczyła od niego bana, ja usłyszałem sporo cierpkich słów i mniej lub bardziej zawoalowanych dowalań.

Ale ciekawa rzecz… od tego czasu mój znajomy jakoś tak przestał pisać w takim patetycznym stylu.

Zachowanie mojej żony nie było miłe. Ale w kategoriach zmiany (nawet gdy nie było to akurat jej celem) dało duże lepsze efekty, niż moje miłe i delikatne sugestie. Co więcej, mam ogromną nadzieję, że w sytuacjach gdy sam będę się głupi zachowywać, moi znajomi i przyjaciele zdecydują się być bardziej bezpośredni, niż mili – nawet jeśli mieliby wrażenie, że mogą tak ryzykować naszą relację.

Bo na koniec dnia to jedna z tych rzeczy, po których poznajesz prawdziwych przyjaciół. Po tym, że potrafią zaryzykować przyjaźń z Tobą, żeby powstrzymać Cię od wielkiego błędu.

Ba, po tym poznaje się też po prostu dobrych ludzi – że wolą, żeby było Ci dobrze, niż żebyś ich lubił.


Oczywiście, podejście to można bardzo łatwo nadużyć w przeciwną stronę. Uzasadniać zwykłe okrucieństwo, arogancję czy obcesowość przez „większe dobro” osób, które de facto są tu po prostu ofiarami ataku. Dlatego właśnie jest to temat skomplikowany i niełatwy.

Czasem bycie „miłym” jest pozytywne. Czasem szkodzi.

Czasem bycie „dupkiem” ratuje dupę (nomen omen) komuś, wobec kogo jesteśmy „dupkami”. A czasem głupi dupek to po prostu głupi dupek.

To złożone. Wyjdźmy z prostych założeń „najważniejsze, to być miłym” i patrzmy na konsekwencje.

Będzie trochę mniej miło, jasne. Ale może będzie bardziej, cóż – dobrze :)


I jasne, najlepiej byłoby, gdyby dało się te dwie kwestie połączyć. Niestety, nie zawsze będzie to możliwe. A nawet gdy będzie to możliwe, nie zawsze będzie na to czas, zasoby, możliwości. Czasem też chęci – i tu jest miejsce na pracę nad sobą, by starać się tych chęci mieć więcej. Ale na koniec dnia, ważne jest zadanie sobie pytania, co jest dla nas istotniejsze, jeśli musimy wybierać – być dobrym, czy być miłym. Bo nie zawsze da się to pogodzić.



Beyond NLP w Praktyce to kurs dla wszystkich, którzy chcieliby opanować NLP i zacząć korzystać z tych narzędzi na co dzień.  Usprawnij swoją komunikację, inteligencję emocjonalną i skuteczność w codziennym życiu. Ogromny pakiet nagrań i materiałów w wyjątkowo przystępnej cenie!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis