„Bójcie się o synów”, czyli #metoo i kultura gwałtu po raz trzeci

O problemach zwiazanych z kulturą gwałtu, oraz wartości płynącej z akcji #metoo pisałem już na blogu jakiś czas temu. Obecnie – choć akurat w Polsce niespecjalnie o tym słychać – mamy na zachodzie kolejny nawrót tej debaty. Tym razem za sprawą Bretta Kavanaugha, nominata do amerykańskiego sądu najwyższego. Przy okazji jego przesłuchań w kongresie, psycholożka dr Blaise Ford zgłosiła, że w liceum Kavanaugh próbował ją zgwałcić. Po jej zgłoszeniu wystąpiło z podobnymi zarzutami kilka innych kobiet, a koledzy Kavanagha z czasów studiów podważyli publicznie jego zeznania przed Senatem. Mimo wszystko Kavanaugh został przegłosowany przez większość Republikańską (i jednego Demokratę), a Donald Trump w swoim przemówieniu stwierdził, że obecnie „jest bardzo niebezpieczny czas dla mężczyzn” i „matki powinny się martwić o swoich synów”.

Nie martwić się, że mogą kogoś zgwałcić, rzecz jasna. „Chłopcy będą chłopcami.” Martwić się, że zostaną niesłusznie pomówieni po latach i zrujnuje im to życie.

To hasło – „no dobrze, ale jeśli zaczniemy tak ufać rzekomym ofiarom gwałtów, to wielu facetów może zostać nieuczciwie pomówionych” – przewijało się w zasadzie w każdej dyskusji n.t. kultury gwałtu i #metoo jaką widziałem. Pomyślałem więc, że warto poświęcić wpis na odniesienie się do niego.

Długo myślałem jak dobrze zacząć. Jest to temat szalenie emocjonalny i uruchamiający automatyczne reakcje po obydwu stronach debaty. Dlatego prośba – przeczytaj artykuł do końca i dopiero potem wyrób sobie na jego temat zdanie. Inaczej jestem w stanie w zasadzie zagwarantować, że po którejkolwiek stronie debaty nie stoisz, już moje pierwsze zdanie n.t. mojego stanowiska w temacie sprawi, że będziesz chcieć skończyć lekturę. Nie da się jednak dobrze przedstawić zniuansowanej sprawy nie zaczynając od pewnych, z natury nadmiernie uogólnionych założeń. Więc przeczytaj do końca i dopiero się odnoś, ok? Mamy układ? Super :)


Moje podstawowe stanowisko w sprawie brzmi następująco: Męskie obawy przed niesprawiedliwym oskarżeniem, z którym trudno jest walczyć, są uzasadnione – tyle, że nie mają wystarczającego znaczenia, biorąc pod uwagę kontekst całej sprawy, by zwracać na nie uwagę.

No dobra. Pierwsza połowa zdania wkurzyła wszystkich pro-metoo, druga połowa wszystkich anty-metoo, moja robota skończona, mogę iść do domu. A, nie, siedzę w domu jak to piszę, więc mam chyba chwilę by rozwinąć i jednak może to wkurzenie nieco rozwiać.


Czy obawy przed niesprawiedliwym oskarżeniem są uzasadnione?

Cóż, tak. Dla jasności – nie ze względu na częstotliwość takich fałszywych oskarżeń. Ok. 80% gwałtów nie jest zgłaszanych. (Niektórzy eksperci sugerują nawet, że aż 95%!) Z tych, które są zgłaszane, mniej niż 5% okazuje się fałszywymi oskarżeniami. 20%*5%= 1% To nie jest duże ryzyko, obiektywnie rzecz biorąc. Tym bardziej, że ryzyko kary więzienia dla sprawcy, gdy gwałt został zgłoszony jest, niestety, podobne – ok. 5% (dane z UK). Pomyśl o tym przez chwilę – ryzyko tego, że ktoś został fałszywie oskarżony o gwałt jest podobne jak to, że ktoś kto faktycznie zgwałcił pójdzie do więzienia! (Mowa tu o karze więzienia, procent osób tymczasowo aresztowanych będzie faktycznie większy.)

Ryzyko fałszywego oskarżenia jest więc naprawdę niskie. Tym bardziej, że ujawnienie tak traumatycznego doświadczenia jest emocjonalnie po prostu potwornie trudne i bolesne. To sprawia, że nawet faktycznym ofiarom trudno często cokolwiek powiedzieć. Ale faktem jest, że jakieś ryzyko fałszywego pomówienia jest. Zawsze zdarzą się osoby o cechach socjopatycznych, które uznają, że oskarżenie konkurenta o molestowanie to dobry ruch w karierze, albo po prostu dobra zabawa. Zawsze zdarzą się osoby z zaburzeniem osobowości typu borderline, które wykorzystają taką groźbę w kontaktach z innymi. Nie będzie ich dużo, ale będą. W tym względzie warto zrozumieć, że mężczyźni mogą się faktycznie obawiać.


Tym bardziej, że są to oskarżenia, z których szczególnie ciężko jest się wybronić, jeśli są fałszywe. Sam znam trzy osoby, które zostały w różnym stopniu oskarżone w tym zakresie – i sam nie wiem tak naprawdę co myśleć. No bo jak poznać? Jedna z tych osób, oskarżona o gwałt przesiedziała kilka miesięcy w areszcie. Rzekomo w ramach zemsty byłej partnerki. Jedna twierdzi, że była oskarżona tylko po to, by zablokować jej awans (oskarżenie złożyła dużo mniej doświadczona konkurentka do tego samego stanowiska). Jedna wprost przyznaje, że tak była w toksycznej relacji, gdzie obydwie strony zachowywały się bardzo nie w porządku, ale gdy ta toksyczność została nagłośniona, to nagonka skupiła się tylko na nim.

Żadnej z tych osób nie znam zbyt blisko, więc tym bardziej trudno mi tu wyrokować. Im bliższa relacja tym dodatkowo dochodzi kwestia obrazu danej osoby, tego, że przecież przyjaźnimy się z fajnymi ludźmi i dobrymi – w końcu sami myślimy o sobie jako o fajnych i dobrych, więc z kim mielibyśmy się przyjaźnić? Tym trudniej więc dopuścić opcję, że taka osoba mogła się zachować nie w porządku. Z jednej strony sprzyja to skłonności do niewiary potencjalnej ofierze. Z drugiej też pokazuje jak trudno zmyć z siebie potencjalne oskarżenie – w końcu nawet zwolnienie z aresztu nic nie mówi, pamiętajmy, tylko 5% zostaje skazanych. Fałszywe oskarżenie może więc za taką osobą iść przez długie lata.

To powiedziawszy, prawda jest też taka, że dotyczy to wszystkich oskarżeń, nie tylko tych na tle seksualnym. Niby „niewinny do skazania”, ale przy długich latach przez jakie ciągną się procesy i tak przy dowolnym nagłośnionym oskarżeniu można oczekiwać, że „przyczepi się” do człowieka. Więc pojawia się pytanie, na ile obawa o oskarżenie o molestowanie jest większym powodem do obaw niż np. oskarżenie o malwersacje finansowe.


Osobnym problemem jest cała nasza kultura, która niestety sprzyja też ryzyku w tym zakresie. Nie tylko nie mamy kultury zgody na zbliżenie, ale wręcz mamy kulturę w której kobietom często „wypada” grać niechętną, przynajmniej na początku. Jest to do zmiany, jasne – strasznie podoba mi się promowane w wielu źródłach pro-zgodowych podejście typu „ok, jeśli jesteś z kimś, kto chce się bawić w gierki typu ‚domyśl się, że moje nie znaczy tak’, to raczej nie jest to osoba, z którą chcesz być.” To akurat jest czymś, czego trzeba oduczyć obydwie strony, dla bezpieczeństwa wszystkich.

Np. Znajomy prawnik opowiadał mi o casie, który mieli na studiach. Para poszła do łóżka, trzykrotnie w ciągu jednej nocy. Dwukrotnie było za obopólną zgodą, za trzecim razem ona nie chciała, on uznał, że ona się droczy i zmusił ją do stosunku. Na poziomie zgodowym sprawa jasna, nie było zgody, gwałt. Tyle, że… Pierwsze dwa razy, gdy z jej strony była zgoda, też była ona w formacie droczenia się i „nie chcę”, gdy – jak sama przyznała – chciała. I tu pojawia się realne pytanie – skąd sprawca miał wiedzieć, że za trzecim razem to już nie droczenie się?

Jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się całkowite odejście od tego stylu zachowania. Domyślne i bezwzględne „nie to nie”, a jeśli ktoś się droczył i chciał, ale przez to, choć miał ochotę na stosunek to nic z tego nie wyszło, to trudno. Może nauczy się dzięki temu, by na przyszłość się nie droczyć.


Podsumowując tą część – tak, uważam, że obawy mężczyzn są tu uzasadnione. Faktycznie, można zostać nieuczciwie oskarżonym. Ryzyko jest skrajnie niewielkie, ale to przykład ryzyka o dramatycznych konsekwencjach, więc obawa przed nim jest uzasadniona. Może to wymagać od mężczyzn dodatkowego wysiłku dla zredukowania takiego ryzyka, nieco więcej namysłu jak zadbać by sytuacje były jasne i pewne i bezpieczne dla drugiej strony.

To powiedziawszy…


Te obawy nie są na tyle istotne, w szerszej perspektywie, by na nie na tym etapie reagować.

Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy…

Przy całym uzasadnieniu męskich obaw… cóż, po prostu musimy sobie z nimi poradzić. Musimy wziąć na siebie nieco odrobinkę dyskomfortu w życiu. Przeżyjemy, serio.

Bo…

80-95% gwałtów nie jest zgłaszanych.

Co piąta kobieta doświadczy w życiu gwałtu lub próby gwałtu. Mowa tu o „cywilizowanym” świecie, nie o strefach wojny!

Ponad połowa doświadczy molestowania.

Bardzo duży procent poświęca masę uwagi na dbanie o swoje bezpieczeństwo, dostosowuje odpowiednio swój styl życia.

Tylko 5% gwałcicieli, których gwałty zostały zgłoszone, faktycznie zaliczy za to odsiadkę…

A jednocześnie ciężar psychologiczny dla ofiary zgłaszającej gwałt jest naprawdę potężny.


W chwili obecnej kobiety ponoszą ogromny udział odpowiedzialności w zakresie przeciwdziałania molestowaniu i gwałtom, tak bardzo muszą dbać o te kwestie, pilnować swojego bezpieczeństwa, a jednocześnie w tak dysproporcjonalnym stopniu padają ofiarami. (Tak, są też gwałty na mężczyznach. Są jednak zdecydowanie rzadsze, plus postulowane zmiany pomogą też w tym zakresie.)

Przeniesienie odrobiny więcej odpowiedzialności i ryzyka na mężczyzn naprawdę nas nie zabije. A może dać nieproporcjonalnie większą ulgę dla kobiet. Dla nas -1/100 dla jakości życia, dla nich +40/100. Mówimy o takiej wymianie.

Jasne, super by było, gdyby tego -1/100 nie trzeba było ponosić. Gdybyśmy żyli w cudownym świecie, w którym takie problemy same z siebie się rozwiązały. Niestety, rzeczywistość ssie, a termin zwrotu przy zakupie przez internet minął kilka miliardów lat temu, więc musimy sobie radzić z tym co mamy. Jeśli więc możemy ponieść odrobinę więcej ryzyka i odrobinę większy dyskomfort po to, by innym stało się aż o tyle lepiej… To nie ma tu o czym dyskutować.


Dlatego właśnie uważam, że choć męskie obawy mogą być uzasadnione i potrafię je zrozumieć, to są ceną, jaką warto mimo wszystko ponieść. Tym bardziej, że to w dużym stopniu okres przejściowy, góra kilkadziesiąt lat niezbędnych do wystarczającej zmiany społecznej, by kultura gwałtu skończyła jak ospa prawdziwa i po prostu zniknęła z naszego świata. Więc serio – warto. Jasne, indywidualnie zawsze jest ryzyko nieuczciwego oskarżenia. Tyle tylko, że indywidualnie masz też ryzyko nieuczciwego oskarżenia przez prokuraturę np. o handel narkotykami i ok. 95% (na podstawie decyzji sądów dotychczasowych) szans na to, że jak prokuratura wystąpi o areszt tymczasowy, to go dostaniesz. Przejmujesz się tym bardzo na co dzień?

Czasem życie ssie. Ale tu jesteśmy w stanie łatwo sprawić, by dla dużej grupy ludzi zaczęło ssać dużo, dużo mniej. I to chyba fajny cel.

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis