Argument: Masz drugi mózg w sercu/jelitach…

Argument: „Badania pokazały, że masz drugi mózg w sercu/jelitach…”


Fakt: Nie, nie mam. Mózg mamy jeden, w głowie. Sztucznego jak dotąd nie udało nam się wstawić nikomu. Natomiast sztuczne serce, albo sztuczne fragmenty układu trawiennego wstawiamy ludziom na porządku dziennym i nie obserwujemy przy tym zmian w ich osobowości, zdolnościach intelektualnych, itp.

Mit ten prawdopodobnie bierze się z pewnej dość podstawowej pomyłki w terminologii. Na wieść o tym, że nasz układ trawienny zawiera wiele neuronów, wiele osób uznaje z góry „o, to znaczy, że nasz układ trawienny ma drugi mózg!”. Tymczasem nie każdy neuron jest komórką mózgową (ani wszystkie komórki mózgowe są neuronami). Co więcej, samo występowanie komórek mózgowych nie wystarcza jeszcze do powstania mózgu czy tym bardziej umysłu – liczy się choćby struktura.

Neurony są wyspecjalizowanymi komórkami układu nerwowego. Nic wiec dziwnego, że jest ich cała masa w układzie trawiennym czy w sercu, skąd zbierają informacje (przekazywane później do mózgu) oraz gdzie przekazują polecenia (również z mózgu). Obydwa te systemy są wysoce regulowane, więc silne i stabilne połączenie z mózgiem są tu oczywiste. Nie znaczy to jednak, że systemy te same mają własne „mózgi”. Przez analogię -system miejskiego monitoringu ma masę komputerów, które zbierają informacje z kamer i przekazują je do centrali, oraz które mogą tymi kamerami sterować. Ale to wciąż wyspecjalizowane komputerki, którym daleko do centralnego systemu zarządzającego monitoringiem.

Powtarzanie tego mitu ma zwykle dość jasny cel – próbę wspierania irracjonalnych ideologii uzasadnianych emocjami ich głosiciela. Jako, że emocje symbolicznie kojarzy się zwykle z sercem, albo z „bebechami” (w związku z subiektywnym odczuwaniem wielu z nich), uzasadnianie tego przez stwierdzenie, że emocje te są efektem pracy „drugiego mózgu w jelitach” może dla niektórych osób stanowić racjonalne uzasadnienie. Niestety, z racjonalnością nie ma to nic wspólnego.

Nie jest przy tym jasne dlaczego „emocje stworzone przez drugi mózg w jelitach” miałyby być w jakikolwiek sposób lepsze od emocji stworzonych przez „pierwszy mózg w głowie” – bo przecież emocje także są produktem mózgu i wiemy nawet jakie konkretne struktury w mózgu za nie odpowiadają. Problem z emocjami leży nie w ich źródle, ale w ich odruchowości, która sprawia, że często nie są one dopasowane do realnej sytuacji, a jedynie do bodźców ją aktywujących.

Aby być jednak fair, należy dodać, że w tej ogólnej idei może być pewne ziarno prawdy. Istnieje nieco wstępnych badań sugerujących, że rodzaj symbiotycznych bakterii zasiedlających nasze jelita może mieć wpływ na nasz nastrój, w pośredni sposób: produkty przemiany materii tych bakterii wpływają na naszą gospodarkę biochemiczną, która z kolei wpływa na mózg. Badania tutaj są obiecujące, ale wciąż na bardzo wczesnym etapie i trudno na ich podstawie coś zdecydowanie stwierdzić.


Przejdź do listy argumentów


15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)



Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • maciek

    Nie a propos mozgu, ale w klimacie:Kiedys czytalem artykul, gdzie opisywano osoby, korych osobowoosc sie zmieniala po przeszczepach, w strone charakteru dawcy. Wieesz moze czy to prawda czy mit?

    • Mit. Tzn. przy tej ilości przeszczepów, jaka jest wykonywana na świecie co roku należy oczekiwać, statystycznie, że pewna ilość biorców zmieni swoje podejście do życia (np. zacznie je bardziej szanować, albo bardziej z niego czerpać, bo przekona się o jego krótkości). Można też oczekiwać, statystycznie ,że jakiś procent tych zmian mógłby się pokrywać z osobowościami dawców. Ale to czysta statystyka, jeśli chodzi o realny wpływ „biorę serce od hipisa i staję się dzieckiem kwiatem” to nie ma na to żadnych dowodów.

      • Jan

        Boże jakie bzdury… kto w ogóle pisze że mózg jest w jelitach i sercu? Nigdy się w ogóle z takim głupim mitem nie spotkałem.

        Przecież jest jasny podział. Mamy Ośrodkowy układ nerwowy (OUN – mózgowie i rdzeń kręgowy) i obwodowy układ nerwowy (Somatyczny układ nerwowy i autonomiczny ze swoją częścią współczulną i przywspółczulną) A włókna nerwowe to z czego niby się składają hmmm? Przecież to są wypustki komórek nerwowych. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę coś takiego jak pamięć komórkowa. A no i jeszcze jedno – spojrzeć na organizm jak na całość a nie wyjmować poszczególne części.

        • No niestety jak poszukasz online, to dość często można znaleźć takie argumenty, sam ostatnio spotkałem się z sytuacją, gdy próbowano mnie tym „zażyć” w dyskusji ;)

          Ad. Pamięć komórkowa – czy mówisz o międzypokoleniowej, epigenetycznej kwestii, czy też o tezie, wg. której pamięć/osobowość są przechowywane w komórkach innych organów, a nie w mózgu? Jeśli to drugie, to jest dawno obalony mit.

          • Jan

            Teza że „cechy osobowości” są przechowywane w komórkach już na samym początku budziła moją ogromną wątpliwość. Uważam że w tym rozważaniu jest wiele błędów leżących u podstaw i wynikających z braku wiedzy. Zapewne cechy osobowości lokują się w komórkach małego palca u nogi :-) Ciekawe jest jednak czy pewne związki chemiczne, zapotrzebowanie na pewne substancje komórek organów które zostały przeszczepione mogą wpływać na człowieka który te organy dostał „w prezencie”. Jakby nie patrzeć nasz organizm składa się z komórek a każda komórka prowadzi swój metabolizm, oddycha, wydala i komunikuje się z innymi komórkami. Ciekaw jestem czy jeśli przeszczepią Ci wątrobę od osoby uzależnionej od alkoholu to może zaczniesz czuć pociąg do alkoholu bo wątrobie „będzie czegoś brakować”. Nie wiem czy jest to w jakiś sposób potwierdzone. Słyszałem tylko o osobach które dostawały serce od palacza i potem czuli pociąg do papierosów. Nie odnoszę tego jednak do cech osobowości.

          • Pytanie czy nie jest to po prostu przypadkowa zbieżność do której dorobiono wyjaśnienie pt. „skoro dostał serce od palacza, to znaczy, że teraz chce mu się palić przez to serce”, a nie np. „skoro był na krawędzi śmierci i prawie umarł, to teraz zmieniło mu się nieco podejście do życia”.

          • Jan

            Oczywiście tak może być. Nie wiem jednak jak można to zbadać. Z resztą mi „ręce opadają” bo im dalej w las tym więcej drzew i pytań bez odpowiedzi. Można nauczyć się całej anatomii, histologii, fizjologii, patologii, biochemii ale zawsze pozostanie to odwieczne pytania „czym jest życie”, „czemu powstało”, „Jaki jest głębszy sens istnienia poza przetrwaniem i reprodukowaniem swoich genów”. Nauka nic nie odkrywa tylko opisuje coś co już jest. Ludzie którzy są wybitni potrafią spojrzeć na coś z takiej perspektywy (z której inni nie patrzyli) i zacząć drążyć temat. Czasami to jest błędne koło i tylko filozofia a czasami coś z tego się rodzi sensownego i twórczego. Jest jeszcze wiele rzeczy do zbadania.

          • Jan

            :-) Artur przerabiałeś materiały Echarta Tolle?

          • Trudno nazwać przerobieniem – przeczytałem dwie książki, ale mnie mocno zniechęciły.

          • Jan

            Potęgę teraźniejszości?

            Jak dla mnie książka jest niesamowita. Oczywiście opisuje te aspekty które opisują inni spece od duchowości. Rzuca ona jednak świeższe światło na „oświecenie”. Z resztą tak jak książki OSHO które rozwalają różne historie w głowie i prowadzą do stanu większej harmonii i spokoju. Dla mnie to czego uczy Echart Tolle jest bardzo odświeżające. Z resztą ile osób trąbi o medytacji i życiu w chwili. Jednak tak mało osób zaczyna medytację praktykować i stawać się tym samym uważnym obserwatorem własnego myśliciela. Z własnych doświadczeń mogę stwierdzić że medytacja pozwala na większy dostęp do wewnętrznych zasobów i czystszą, bardziej świeżą ocenę tego co się dzieje. Dzięki temu można dobrać zachowania i działania które będą w danej sytuacji bardziej skuteczne.

          • Cóż, jak dla mnie Tolle jest pewnie lepszy od Osho, ale to dlatego, że naprawdę trudno być gorszym od Osho. Natomiast jest to dla mnie klasyczna popduchowość, bez jakiejś szczególnej wartości.

            Czy medytacja/mindfulness może pomóc? Tak, choć zastanawiam się czy ćwiczenia uptime (np. z impro) nie dałyby podobnych efektów szybciej, łatwiej i bez całej kulturowej otoczki.

          • Jan

            Pytanie jednak czy jest to „kulturowa otoczka”czy coś więcej. Dla mnie religie które są już wyprane, wymielone i oderwane od rdzennych wartości to kolebka kulturowa a nie nauki duchowe.

            Co do ćwiczeń o których wspomniałeś to ich nie znam. Mogę Ci tylko napisać jedną rzecz o której nie z każdym się pogada. Po książce Echarta i Osho w moim życiu miały miejsce dziwne zjawiska które opisywane są jako synchroniczność. Zdumiały mnie one do tego stopnia że nie mogłem uwierzyć że dzieją się naprawdę. Miałem także „niby przypadkiem” kontakt z ludźmi którzy byli „dziwni” ze społecznego punktu widzenia i powiedzieli mi nie wiadomo dlaczego i po co rzeczy które na mnie bardzo wpłynęły.

          • Teraz pytanie czym są „nauki duchowe”. Jak dla mnie – i mamy na to całkiem solidne wsparcie psychologiczne – są to po prostu stare techniki terapeutyczne, często wypaczone przez wieki bezmyślnego, wyrwanego z kontekstu powtarzania. Oczywiście można postulować coś innego, ale prosiłbym wtedy o uzasadnienie.

            Jeśli chodzi o synchroniczność – odsyłam do tematyki błędów poznawczych, przy zgłębieniu łatwo można odkryć jak z szumu informacyjnego można sobie taką „synchroniczność” dostrzec… Tylko to jak dostrzeganie wzorów w plamach rorschacha ;) Oczywiście, można do tych wzorów dobudować całą legendę i poddać się tej narracji, ale to tylko fajny przykład na to, jak nasz mózg lubi sobie opowiadać bajki ;)

          • Jan

            Te synchroniczności jakie mi się przydarzyły były tak jawne i klarowne że gdybym stwierdził że to przypadek uważałbym swój tok myślenia za ignorancję. Właśnie tym torem myślałem co ty – że sobie po prostu jakąś ideologię dorabiam. Podchodzę do wielu zagadnień sceptycznie i analitycznie. A na te zjawiska jakie mi się przytrafiły logicznej odpowiedzi nie znajduje. Po prostu były tak nieprawdopodobne że ciężko uznać je za zwyczajny przypadek i zogniskowanie się na jednej informacji wyciągniętej z „szumu informacyjnego”. Gdyby to była tylko coś w stylu że myślę o jakiejś osobie a ona dzwoni to jeszcze ale to były rzeczy bardziej unikatowe. Przy jednej synchroniczności była przy mnie inna osoba i była tak samo w szoku jak ja – a tak samo jak ja podchodzi bardzo sceptycznie do wielu rzeczy.

            Artur napisz jakiś wpis jak możesz o tym co uważasz o naukach duchowych. Twierdzisz że są to stare techniki terapeutyczne i masz na to sporo wsparcia psychologicznego. Jestem tego ciekaw.

          • Jan, jeśli podchodzisz sceptycznie, to warto zapoznać się z podstawowymi błędami we wnioskowaniu, ułatwi to skuteczny i trafny sceptycyzm. Np. To co demonstrujesz właśnie to, nomen omen, argument do ignorancji, argumentum ad ignorantiam, a dokładniej jego specyficzna wersja znana jako „argument from personal incredulity”, co luźno tłumaczy się jako „argument z osobistego niedowierzania”. To błąd logiczny opierający się na tezie „skoro ta rzecz jest dla mnie niesamowita i nie do racjonalnego wyjaśnienia, to na pewno jest w ogóle niesamowita i nie do racjonalnego wyjaśnienia”.

            Podpowiedź do prawdopodobnego miejsca błędu we wnioskowaniu – mylenie prawdopodobieństwa, które musisz wyliczyć. Przez analogię, gdy ktoś wygra w lotka to prawidłowym prawdopodobieństwem do wyliczenia jest to, że ktokolwiek ze wszystkich grających wygra w lotka (szanse ok. 50% przy typowym losowaniu), a nie że ta konkretna osoba wygra w lotka (szanse bodajże jeden na trzydzieści milionów w danym losowaniu). Podobnie w wypadku synchroniczności, nie należy oceniać prawdopodobieństwa, że zajdzie akurat to jedno konkretne zdarzenie w Twoim wypadku, tylko że jakieś tego typu zdarzenie zajdzie kiedykolwiek u kogokolwiek.

          • Jan

            Ja rozumiem co piszesz i jednocześnie nie jestem co do tego przekonany. Czemu? Bo zauważyłem że te zjawiska mają miejsce przy specyficznym stanie ducha dlatego nie porównywałbym tego do wygrywania w loterii.

            To nie coś takiego – siedzę sobie znudzony i nagle Ooooo zbieg okoliczności. U mnie te zjawiska miały miejsce w stanie wzruszenia, większej wrażliwości i receptywności – tylko w takich momentach miały one miejsce. Myślę że logika, analizowanie, rachunek prawdopodobieństwa, myślenie przyczynowo skutkowe nie wyjaśni wszystkich zjawisk. Mogę się oczywiście mylić. Nie pozjadałem wszystkich rozumów ale jestem ciekaw. Może powinienem napisać tak – jestem sceptyczny i zarazem otwarty. Nie zawsze jednak pukam do właściwych drzwi bo niektórym ich własne ego uniemożliwia przyznanie się że czegoś po prostu nie wiedzą, nie mają z tym doświadczeń. Pewnie sam tego doświadczyłeś w kontaktach z różnymi trenerami – którzy zawsze chcieli mieć na wszystko odpowiedź. To tak jak lekarz który zamiast przyznać się że czegoś nie wie i skierować pacjenta do innego specjalisty świeci oczami i przez to szkodzi.

          • Jan, powiedziałbym, że raczej jesteś po prostu otwarty, ale lubisz siebie postrzegać jako sceptycznego. Jeśli chcesz być faktycznie sceptyczny, zachęcam naprawdę do zgłębienia tematyki myślenia sceptycznego :)

        • Sławek S.

          To jest wiedza z podstawówki, która tak na prawdę jest jedynie zbiorem faktów, z których nic praktycznego nie wynika.

          Pytanie jest inne: gdzie i jakie decyzję są podejmowane – decyzje obserwowalne u osobnika gołym okiem lub mające składowy wpływ na te decyzje.

          Można też powiedzieć: w sumie to nie ważne gdzie, to szczegół „techniczny”. Tak, ale być może da się jakoś wpływać na te inne „procesory” – mając łatwiejszy do nich dostęp, bez potrzeby trepanacji czaszki:P

          • Odpowiedź: w mózgu. Debata może dotyczyć tego na ile w płatach czołowych, a na ile w głębszych, starszych strukturach, ale koniec końców – w mózgu.

          • Jan

            Ok. powstrzymam się od takich komentarzy..

          • Jan

            Na podstawówce to zatrzymały się Twoje rozważania. Sory pomyśl 100 razy zanim coś napiszesz. No i sięgnij do książek takich chociażby jak fizjologia człowieka – tak w ramach uściślenia – to nie lektura z podstawówki a podręcznik dla studentów medycyny.

          • Panowie, zwłaszcza Jan, prosiłbym o nieco wstrzemięźliwości. Nie róbmy tutaj młóćki.

  • Łukasz Kozioł

    Mózg w jelitach (?)

    Osoba A mówi do osoby B: Badania pokazały, że masz drugi mózg w jelitach.
    Na to osoba B odpowiada: Wiesz, tak właściwie, to ja mam WSZYSTKO w dupie.

    :D

  • Sławek S.

    Temat ciekawy…
    Nazwa „mózg w d*pie” jest oczywiście skrótem myślowym używam na potrzeby laików, ale pytanie:
    czy owe sieci neuronowe oplatające jelita i serce:
    a) podejmują autonomiczne decyzje, a jeżeli tak, to być może feedback „wraca” do mózgu np w postaci sygnałów hormonalnych
    b) wysyłają sygnały w kierunku mózgu (a nie jednie odbierają od niego sygnały) – to chyba można łatwo sprawdzić

    Nie śledzę tematu, więc nie wiem czy badano te kierunki.

    Nawet podstawowe założenia ulegają zmianom: http://wyborcza.pl/1,75400,14872464,Mozg_jest_znacznie_potezniejszy__niz_sadzono___wynika.html?

    • a) Tak, o tyle że są częścią autonomicznego układu nerwowego.
      b) Oczywiście, że tak – w końcu aby mózg regulował trawienie czy tempo bicia serca musi wiedzieć jak szybko to serce bije albo jaki jest stan napełnienia żołądka.

      Żaden z tych procesów nie przekłada się jednak na „drugi mózg”.

      Art o dendrytach ciekawy, muszę sięgnąć do oryginalnych materiałów w temacie aż, dzięki :)

      • Sławek S.

        Znowu rozbijamy się o skróty myślowe, tak więc aby uszczegółowić:
        można by zbadać czy te „dodatkowe” sieci neuronowe:
        a) jedynie „raportują” do mózgu/rdzenia (hormonalnie/aksonami) wyniki pomiarów (np szybkość bicia serca)
        b) wykonują obliczenia wyższego rzędu, podejmujące decyzje (np decydują czy powinniśmy być agresywni/szczęśliwi/itd) i wysyłają „rozkazy” albo co najmniej sugestie – dalej u różnych ludzi te sugestie mogłyby być „brane pod uwagę” lub „ignorowane” przez mózg.

        Cały czas piszę czysto hipotetycznie, bo się nie znam, ale być może mogłoby tak być… przynajmniej tak projektujemy rozproszone systemy informatyczne…

        Co do linku, to koniecznie przeczytaj oryginał, bo „autor” ograniczył się jedynie do tłumaczenia najprostszych sekcji oryginału. Badania dotyczyły przetwarzania obrazów i wynika z nich, że wykrywanie niektórych cech obrazu zachodzi również w dendrytach.

        Przy okazji kolejny wątek: niektórzy ludzie mają wrażenia jakoby myśleli innymi częściami ciała – są „scentrowani” w jakimś miejscu brzucha, serca, itd (np romantyczne odczuwanie sercem to chyba nie jedynie metafora). Wszystko zależy od wyczulenia do wnętrza – bez takiego wyczulenia wszystko brzmi jak bełkot. Np. plemiona stepowe mają różne rodzaje strachu, umiejscowione w różnych narządach jamy brzusznej. Zawodników tłukących się na ringach za duże pieniądze kołczuje się (pewnie też za duże pieniądze:) na umiejętność skupienia strachu w małym palcu – najmniej potrzebna w walce część ciała…

        Zapewne są to tylko wrażenia, zapewne jedynie projekcje umysłu. Ale daje to wyobrażenie skąd u ludzi pojawiają się metafory innych „mózgów”. Tak więc może warto posiłkować się tą metaforą w różnych… modelach…:)

        • Ad a i b – ani to, ani to. Te sieci są częścią AUN i więc w ramach AUN robią więcej niż tylko raportowanie – wpływają też na bezpośrednie reakcje, jednocześnie jednak nie decydują o agresji, szczęściu ani podobnych „wyższych” procesów.

          Ad link i oryginał – to akurat moja żelazna zasada, nigdy nie wierzę na słowo dziennikarzom w kwestiach nauki ;)

          Ad. Reprezentacje ciała – polecam Sandra Blakeslee „The body has a mind of it’s own” w temacie.

          • S.

            Dzięki za polecenie książki:) Kilka poleconych przez Ciebie już czeka w kolejce, ale tę też dodam…

            Nie chcę wyjść na jakiegoś orędownika mózgu w d*pie, bo nie mam w tym żadnego interesu. Po prostu na podstawie ogólnej intuicji na temat systemów i tego jakim słabo „zaprojektowanym” zlepkiem komponentów jest człowiek wydaje się to dosyć prawdopodobne. Swego czasu namiętnie uczęszczałem na wykłady neuro-kognitywistów (np podczas ogólnoświatowych Dni Mózgu) i bylem świadkiem dyskusji czy umysł to jedynie mózgowie. Niewiele zrozumiałem, ale stąd moje zainteresowanie. Aż z ciekawości w wolnym czasie poszukam badań na temat tego jak można udowodnić, że AUN nie wpływa na „wyższe decyzje”…

            Być może kiedyś się spotkamy (np podczas szkolenia) to wówczas opowiem jakie „magiczne” rzeczy można wyciągnąć z „mięcha” metodą Feldenkraisa. Zmiany osobowości, nad którymi można pracować tygodniami w nlp czy latami klasycznie „wgrywają” się w godzinę przez „mięso”:)

          • Tu akurat mamy dość proste kliniczne możliwości weryfikacji, bo mamy jednak ludzi którym różne wnętrzności wymieniają na sztuczne. Jeśli wiązałoby się to z osobowością itp. to łatwo dałoby się to zweryfikować klinicznie.

            Co do caseów – wiesz, jestem pewien, że mogły się dziać prawdziwe cuda, ale to anegdoty. Do czasu niezależnej, klinicznej weryfikacji trudno więc wykluczyć choćby placebo.

  • Myst

    Przepraszam za ten komentarz nie na temat, ale chciałbym zgłębić temat, a wiem, że Ty Arturze coś o tym wspominałeś. Mianowicie mam na myśli psychologię pozytywną i Seligmana. O co chodzi z jego badaniami? Podeślesz jakiś link, gdzie można by poczytać więcej? Dzięki z góry.