Cykl Anty-Guru powraca :) Wiele osób chciało przeczytać o Robbinsie, jednak jednym z dużych zarzutów wobec Robbinsa jest jego promocja Franka Kerna, żeby więc móc w pełni zrozumieć o co chodzi, powinniśmy zacząć od tego jakże szlachetnego i uczciwego człowieka. A dokładniej – skazanego oszusta i ostatniego drania.


Frank Kern – nazwisko dla niektórych znane bardzo dobrze, ale dla wielu w Polskim świecie rozwoju praktycznie nieznane, a to dlatego, że Kern jest guru marketerów internetowych. Zwłaszcza tych marketerów, którzy chcą zarabiać na uczeniu innych jak zarabiać na uczeniu innych jak zarabiać na uczeniu innych jak być marketerami internetowymi zarabiającymi…

To środowisko, generalnie, dość specyficzne – od podstaw zbudowane na dominującej strukturze poznawczej lotów kosmicznych (mamy „stronę startową”, „odliczanie do początku promocji”, akcent na „bycie gwiazdą”, „rozbłyśnięcie”, „wzniesienie się nad konkurencje” i ogólne skupienie na statusie). Główne forum tej gromadki – Warrior Forum – jest bardzo ciekawym obiektem do analizy i sądzę, że dałoby się z niego napisać kilka naprawdę niezłych prac naukowych ;) Choć w marketingu internetowym jest niewątpliwie dużo przydatnych rozwiązań, to jednak ogromna część tego środowiska zmierza w kierunku „get-rich-quick”, czyli „jak to się dorobić byle by się nie narobić”. Nie zdziwiłbym się, gdyby w ciągu kilku lat „twardy” marketing internetowy – oparty na poprawie usability stron, itp. – oddzielił się od tego „odlecianego”, tworząc nowy, „nieskalany” brand.

Jednak nawet na tle tego „odlecianego” środowiska, Frank Kern wyróżnia się jednak zdecydowanie – skalą draństwa, za które odpowiada.

Irwin Frank Kern jest oszustem. Tak, jak Trumpa mogłem nazwać co najwyżej kanciarzem, bo nie złamał wprost prawa – jedynie zasady przyzwoitości, tak Kerna mogę otwarcie nazywać oszustem, gdyż został za oszustwo po prostu skazany. Facet robił najzwyklejszą w świecie piramidkę, oferując metody błyskawicznego dorobienia się w internecie.

Choć jego ugoda z Federalną Komisją Handlu (FTC – odpowiednik naszego UOKIK) zakazywała mu podobnych prób (dzięki czemu uniknął więzienia, płacąc tylko spore odszkodowanie), Frank wrócił do „biznesu”, znów sprzedając metody na to by stać się błyskawicznym milionerem. Przebił przy tym wszelkie standardy draństwa, wprost w swoich materiałach mówiąc „Zacząłem zarabiać pierwsze pieniądze, kwoty czterocyfrowe, kłamiąc, że zarabiam kwoty sześciocyfrowe.” Muszę przyznać, że ten wzorzec zachowania jest zresztą klasyczną metodą wszelkich internetowych oszustów, MLMowców, itp. Pozując na zarabiających nieporównywalnie więcej, niż zarabiają w rzeczywistości (a często nie zarabiają nic!) starają się zwabić kolejnych pełnych nadziei frajerów w swoją sieć. Jak widać robią się na tyle bezczelni, że zaczynają wprost zdradzać to jako swoją „tajemnicę sukcesu”.

Frank nie poprzestał zresztą na kłamaniu. Założył bowiem Syndykat – de facto kartel, a więc formę współpracy nielegalną w USA i UE. Syndykat to zbiór kilku „znanych” marketerów internetowych, którzy dbają wzajemnie o swoje interesy. Niby nie są ze sobą powiązani jako firma, ale stosują (nielegalną) zmowę cenową, ustalanie (nielegalne) harmonogramów swoich promocji, tak by nie kolidowały, oraz wzajemne sprzedawanie swoich towarów – a co ważniejsze, wzajemne budowanie sobie sztucznej wiarygodności (legalne, ale mocno nieetyczne), tak by sprzedawać więcej swoich pseudoproduktów.

To co sprzedaje Syndykat to oczywiście, w większości, infoprodukty p.t. „jak zarobić krocie sprzedając w internecie”. (Odpowiedź „Znajdź frajerów chcących zarobić krocie sprzedając w internecie i sprzedaj im system jak sprzedawać w internecie, obiecując, że nie muszą nic umieć ani wiedzieć, by z niego skorzystać.”) Oczywiście są one kosmicznie drogie (mówimy często o tysiącach dolarów) i bezwartościowe – na blogu Salty Droid, który zajmuje się takimi oszustwami, są przykłady tych „produktów” i cóż – śmiech na sali.

Syndykat sprzedaje głównie produkty swoich członków, ale raz na jakiś czas wciąga – dla powiewu świeżości – kogoś z zewnątrz, kogo chwile promuje, wysysa do cna – większość kasy ze sprzedaży promowanych produktów zbierają członkowie Syndykatu, bo w końcu dają takiemu frajerowi szansę – i zostawia na lodzie. A że ten poziom draństwa nie wystarczy, to zazwyczaj robią jeszcze coś – sprzedają dane tej osoby do tzw. kotłowni z Utah.

„Kotłownie” to wielkie centra telemarketingu (nazywane tak, bo zwykle mieszczą się w kotłowniach, piwnicach i innych tanich lokalach), gdzie setki napędzanych amfetaminą telemarketerów wciska bezwartościowe usługi „coachingu” naiwnym, zdesperowanym ludziom. (Link prowadzi do nagranej rozmowy sprzedażowej – tylko dla ludzi o mocnych nerwach i/lub braku sumienia.) Ludziom, którzy są zwykle zadłużeni, świat im się wali i którzy nagle dostają „okazję” – okazję sprzedawaną przy użyciu po prostu obrzydliwych, jadących na emocjach i instynktach, brutalnych metod sprzedażowych. Większość z nich nie ma szans i zadłuża się – na tyle, na ile tylko może, bo goście z kotłowni wiedzą jak wybadać ich limit kredytowy. Często do końca życia. To obrzydliwy, oparty na oszustwie przemysł, który ma niestety spore wpływy polityczne w stanie Utah – łącznie z zaejestrowanym przekupywaniem ich głównego prokuratora.

A Kern i jego koledzy, obok naciągania ludzi, sprzedają również ich dane do tej potwornej maszynki.

Nie, żeby dawało im to dość środków – Kern jest jak widać tak zdesperowany pod względem kasy, że zostawił swoją poważnie chorą dziewczynę na ostrym dyżurze, byle tylko strzelić kolejne wideo sprzedażowe.

Na wiele sposobów, ta banda jest najgorsza spośród wszystkich anty-guru, których dotąd opisywałem. Jest mi wprost niedobrze, gdy opisuje tak ekstremalne wykorzystywanie ludzi. Dla mnie, prywatnie, balansują na krawędzi draństwa które wykreśla ich z bycia ludźmi. Ludzie tak po prostu, do jasnej cholery, nie postępują.

Ale Syndykat, z Kernem na czele, tak.


Brak mi słów. Serio. Jeśli powyższe Ci nie wystarcza, do skreślenia tego gościa, nie wiem co mógłbym dodać.


Co zamiast?

Przyznam, że nie znam się na marketingu internetowym na tyle, żeby wprost coś konkretnego polecać. Warto po prostu poszukać materiałów w tematyce usability stron internetowych, pozycjonowania i podobnych kwestii, ew. zainwestować w podręczniki dla osób, które zawodowo się tym zajmują np. w pracy dla agencji reklamowych.


Więcej o Kernie

http://www.theverge.com/2012/5/10/2984893/scamworld-get-rich-quick-schemes-mutate-into-an-online-monster

http://saltydroid.info/category/frank-kern/


Powrót do strony cyklu.

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis