Niekiedy, słysząc o rzeczach, które zachodzą na niektórych szkoleniach, przychodzi mi do głowy tylko jedna reakcja: „Ale, u leśnego licha, po co?”

Jestem tu być może skrzywiony – duża część osób, prowadzących szkolenia w zakresie zmiany osobistej, nigdy nie została sama przeszkolona w przygotowywaniu szkoleń. Nie myślą w ogóle o tym, że szkolenie, to takie coś, na które ludzie przychodzą z określonymi umiejętnościami, wiedzą i postawami, a mają wyjść z innymi, rozwiniętymi umiejętnościami, wiedzą i postawami. Nie mają pojęcia, że jedno i drugie da się i warto weryfikować. Nie projektują szkoleń z myślą o tym, jakie efekty mają przynieść poszczególne moduły, tylko wrzucają co im chęć, kreatywność i wiedza na myśl przyniosą. Wiem o tym dobrze, w końcu sam tak kiedyś podchodziłem do tematu.

Ale mimo tego… mimo tego czasami po prostu nie wytrzymuję i zostaje mi zapytać „PO CO?”

Np. jakiś czas temu spotkałem się ze znajomym, który z pasją opowiadał o zagranicznym szkoleniu, które odbył jego przyjaciel.  W ramach szkolenia uczestnicy mieli się uczyć „cierpienia dla innych”. Jak? Ot, stali przez kilka godzin w bezsensownie bolesnej pozycji – niektórzy ponoć aż mdleli z tego bólu – a jeśli widziało się, że ktoś już nie wytrzymuje, należało do niego podejść i zachowując swoją bolesną pozycję, podtrzymać jego w jego bolesnej pozycji. Tak rzekomo mieli się uczyć cierpieć dla innych…

Umm, tak jakby to delikatnie ująć… Nie. Zdecydowanie nie.

Mój znajomy był wtedy ewidentnie zachwycony tematem, więc nie chciałem już wprost iść na konfrontację, ale tak czysto praktycznie, jedyne czego uczyli się tamci ludzie, to bezmyślne wykonywanie kretyńskich poleceń trenera i zupełnie bezsensowne cierpienie. No, przesadzam, nauczyli się też jak racjonalizować swoje zachowanie i dobudowywać martyrologiczne historyjki do głupich działań.

Serio, czy efekt autorytetu i konformizm społeczny był w tamtej grupie aż tak duży, że nikomu nie przyszło do głowy zawołać „co to za ściema??? „

Jaki jest sens budowania skrajnie sztucznej sytuacji cierpienia, tylko na życzenie prowadzącego? Czego to realnie uczy? I to w sytuacji, gdzie naprawdę nie trudno zorganizować realne warunki, w których – jeśli już ktoś się chce uczyć cierpienia dla innych – to byłoby to cierpienie dla ludzi naprawdę potrzebujących, a nie dla gromadki ludzi na tyle głupich, by nie być w stanie zapytać o sens idiotycznego ćwiczenia.

„Dobra, Król, mądralo, to jak ty byś takie szkolenie zrobił?” Zapytają niektórzy. Cóż, zapewne bym nie zrobił, gdyż uważam tego typu uczenie, w tej formie, za absurd, ale gdybym już miał, to posłałbym tych ludzi na dzień albo dwa, do pracy w kuchni dla bezdomnych. Od wczesnego ranka, do późnych godzin nocnych, w ogromnym tempie, gorącu, stresie – ale faktycznie z okazją zrobienia czegoś dobrego dla innych.

To byłoby miejsce na podtrzymywanie innych, gdy padają i dbanie o nich. To byłoby miejsce, w którym ta mentalna masturbacja cierpieniem przynosiłaby przynajmniej jakieś realne korzyści dla innych ludzi, ludzi, którzy faktycznie mogliby z tego skorzystać.

A tak – po co?

Realny sens dodawania elementów do szkolenia jest jedno – usprawnić osiąganie zakładanych efektów szkolenia, którymi powinny być zmiany umiejętności, wiedzy i postaw uczestników. Jak wiemy z danych nt transferu umiejętności, największe szanse na taki efekt będą miały te sytuacje, które są najbliższe warunkom, w jakich normalnie funkcjonują uczestnicy.

O ile więc normalnym zachowaniem Twoich uczestników nie jest podchodzenie do ludzi i opowiadanie im ostatnich głupot, ćwiczenia z tego zakresu niewiele im dadzą.

Jeśli ich normalnym zachowaniem nie jest stanie jak idioci w niewygodnej pozycji, ot, dla zasady i cierpienia, w towarzystwie innych takich osób, ćwiczenia z tego zakresu niewiele im dadzą.

Ludzie przychodzący na szkolenia mają normalne życia, w których przydałoby się, żeby mogli wykorzystać opanowywane umiejętności. Warto o tym pamiętać, przy projektowaniu szkoleń i ćwiczeń do nich. Warto o tym pamiętać idąc na szkolenie i wymagając od prowadzącego jasnej odpowiedzi: wszystko fajnie, ale po co to robimy? Jak się to przeniesie, realnie, na moje życie po szkoleniu?


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis