A może by się tak nieco pozwijać?

„Widzę, że fajnie się rozwijasz”, przez jakiś czas było najpopularniejszym pozdrowieniem w środowisku zmiany osobistej, w którym funkcjonowałem. Rozwój był tam nieustannie podkreślany, „jak się nie rozwijasz, to się cofasz” i podobne bon moty strzelane regularnie.

Jest coś co  mi w tym układzie niezbyt pasuje i to pomijając kwestię dość wrednej zagrywki statusowej przy tym powitaniu (podwyższenie statusu mówiącego, choć pozornie dotyczy witanego, przekaz pt. „Jeśli oceniam, że się fajnie rozwijasz, to stawiam się w pozycji kogoś, kto ma prawo oceniać nie tylko ciebie, ale i kierunek w jakim idziesz.”) Po prostu ta obsesja rozwoju, jak każda inna obsesja, prowadzi do kiepskich efektów. Pracowałem z wieloma klientami, którzy „rozwijali się” niszcząc po drodze swoje prywatne, a czasem i zawodowe życie w imię „rozwoju”.

Tylko zdumiewająco często nie zadali sobie pytania „do czego ten rozwój ma zmierzać?”

Nie ma znaczenia? Wszelki rozwój jest dobry? Komórki rakowe też tak uważają. No, na serio to nic nie uważają – w końcu to komórki, ale rak jest właśnie przykładem niekontrolowanego rozwoju i rozrostu czegoś, co nie powinno się tak rozwijać.

Odnoszę wrażenie, że niekiedy ludzie cierpią na takiego „psychicznego raka”, rozwijając rzeczy, które i tak mają w sobie rozbudowane do przesady i często niszcząc przy okazji inne, których bardziej by potrzebowali*. Oczywiście klasycznym przykładem tego jest kwestia zbyt wysokiego poczucia własnego znaczenia u osób niepewnych siebie, o której pisałem już w wielu miejscach, ale tak naprawdę w większości obszarów można coś takiego znaleźć. Także dlatego, że z podejście „więcej tego samego” jest dla nas automatycznie atrakcyjnym rozwiązaniem, tak już działa nasz mózg (więcej w temacie napiszę przy recenzji książek Watzlawicka, już po Świętach).

Dlatego zachęcam Cię, zwłaszcza przy okazji zbliżających się świąt i wolnego czasu, jaki większość ludzi będzie w tym czasie miała, do wykonania kroku wstecz, zwłaszcza, jeśli naprawdę siedzisz w tematyce rozwoju i zadania sobie kilku prostych pytań. Pierwszym z nich niech będzie „po co się rozwijam?” I nie, „po prostu, dla rozwoju”, nie jest dozwoloną odpowiedzią, a jeśli przyjdzie Ci ona na myśl, to jest to znak, że naprawdę warto temat przerobić.

Po co się rozwijasz? Co to ma dać w Twoim życiu? Co w nim zmienić? Jak je wzbogacić?

Bez zadania sobie tych pytań, „rozwój” łatwo staje się ucieczką od odpowiedzialności za życie „ja nie muszę podejmować decyzji o tym czego chcę, bo się rozwijam”.

Dlatego gorąco zachęcam Cię, korzystając ze Świąt, zwiń się trochę, a może nawet niemal zupełnie. Tak, by w kolejnym roku rozwijać się w kierunku i stopniu, które będą dla Ciebie najlepsze.

Wesołych Świąt, dużo zwoju i dużo rozwoju. A przede wszystkim dużo szczęścia.

Artur

P.S. Makowiec przecież też powstaje ze zwijania ;)

*Ten termin nie ma na celu obniżenia znaczenia faktycznych chorób nowotworowych – to poważne problemy i w żadnym razie moim celem nie było ich ośmieszenie, natomiast podobieństwo mechanizmu rozwoju jednego i drugiego było na tyle duże, że zdecydowałem się skorzystać z tego przykładu.


Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Piotrek

    Faktycznie Artur ostatnio zacząłem się naprawdę zastanawiać co to znaczy się rozwijać i jak się to u mnie sprawdza. Odkryłem, że to co w środowisku rozwoju osobistego nazywane jest rozwojem, zostało mi w dziwnym sposób przemycone przez trenerów, którzy chcą bym myślał, że rozwój polega na korzystaniu z ich szkoleń! Trochę podstępne i przez to miałem przez jakiś czas przekonanie, że bez ich szkoleń nie ma rozwoju… Nie będę wytykał palcem na konkretne osoby ale tak w końcu działają instalacje ;p Ważne że sobie to uświadomiłem i zaczynam zwijanie się jak polecasz ;p

    Dzięki za artykuł i Wesołych Świąt ;)

  • Radek

    Mój poziom według skali Artura to S1-S2. Pojęcie „rozwój osobisty” strasznie mi się znudziło. Wręcz nie mogę na nie patrzeć. Jak wchodzę na jakiegoś nowego bloga o „rozwoju osobistym” to od razu to zamykam. Tak samo jak widze jakiegoś nowego internetowego celebrytę (lub celebrytą want to be)którego głównym polem zainteresowań jest „rozwój osobisty” to zamykam to czym prędzej.
    Jest pewna dziedzina wiedzy zwana psychologią i do tej mam szacunek. A poddziedzina „rozwój osobisty” czy cała ta „psychologia sukcesu” jest opanowana przez całą rzeszę rozmaitych oszustów, manipulatorów ,ćwierć inteligentów,internetowych marketerów,szarlatanów itp. Ci ludzie przedewszystkim pomogli sobie a ich dzieła zalegają półki jako makulatora :).
    Dlatego jestem kontent ,że Artur w tym wpisie to pojęcie „rozwój” trochę odbrązawia :)

  • Sebo

    „A poddziedzina „rozwój osobisty” czy cała ta „psychologia sukcesu” jest opanowana przez całą rzeszę rozmaitych oszustów, manipulatorów ,ćwierć inteligentów,internetowych marketerów,szarlatanów itp”

    Radek, rozwój osobisty to stawanie się lepszym w czymś, rozwijanie swoich umiejętności. Na stronach o rozwoju osobistym masz masę technik których możesz użyć w celu stania się lepszym w czymś. Więc nie wiem o co Ci chodzi ?

    • Radek

      Ja jakoś przeczytałem kilka książek z tej dziedziny w żaden sposób mi to nie pomogło. Mówię tutaj o prostych książkach pisanych właśnie przez rozmaitych samozwańczych „Guru” typu Robbins.
      W nlp itp się nie zagłębiałem bo uważam to za coś dziwnego.
      Ostatnio właśnie przeczytałem jedyną wartościową książkę z dziedziny sukces/motywacja którą uważam za dobrą. Autor Larry Winget.
      Przepraszam że mój komentarz jest jest dokładnie w temacie wpisu, ale musiałem gdzieś wylać moją frustrację:)

      • Spox, potrafię to zrozumieć, swoją drogą też cenię Larry’ego, nawet mam w planach książkę w jego „buldogowatym” stylu ;)

  • Sebo

    „przeczytałem kilka książek z tej dziedziny w żaden sposób mi to nie pomogło”
    tylko że oprócz czytania trzeba WYKONYWAĆ odpowiednie techniki do danego celu.
    Pewnie dobierasz nieodpowiednie techniki do wyzwania.

    • Sebo, możesz wykonywać techniki, ale często książki faktycznie przedstawiają jako „jedyne” techniki, które sprzyjają jedynie w pewnym wycinku problemów.

      Weźmy choćby wspomnianego Robinsa. Ideologia Robinsa jest dość prosta – przez problemy trzeba się przebić, zdobywając odpowiednią motywację (rozpęd), by je rozwalić. I na pewną grupę problemów zadziała to świetnie. Jak na drodze staje Ci ścianka z gipsu, to faktycznie można ją przebić z rozpędu i nawet niespecjalnie się zasapać. Na inne problemy zadziała to, choć mało wydajnie – ze ścianą z gipsu, ale dużo grubszą byłoby już gorzej. A na niektóre problemy to podejście nie zadziała zupełnie – bo ścianę z tytanu musisz już obejść w jakiś sposób, nie przebijesz się przez nią, choćbyś nie wiem ile miał motywacji. Za to może się okazać, że przy całej twardości, jest ona dość mała i łatwo ją okrążyć albo przeskoczyć.

      Kwestia tego, by dobrać odpowiednie metody do odpowiednich sytuacji, a większość guru, dla prostoty i siły przekazu, woli mówić „moja technika jest jedyna, używaj jej”, zamiast „są różne możliwości, pomyśl, dobierz co pasuje i wtedy z tego korzystaj.” Niestety, widziałem w swojej karierze naprawdę wiele osób, które utknęły starając się zmusić swoją ulubioną technikę do zadziałania w sytuacji, w której zadziałać nie miała prawa.