Wiem, wiem, obiecałem Ci na dzisiaj nowy materiał odnośnie Coachingu Improwizacyjnego. Jest w przygotowaniu, ale wcześniej chciałbym podzielić się z Tobą czymś, na co dzisiaj trafiłem i co mnie po prostu powaliło.
To coś, to Google Side Wiki ( http://www.google.com/sidewiki/intl/pl/index.html ), małe narzędzie o ogromnych możliwościach. To prawdziwy koszmar internetowych maniaków kontroli, wychodzących z założenia, że cenzura jest najlepszym sposobem na budowanie swojego wizerunku. To prawdziwy młot na nieuczciwych sprzedawców, nierzetelnych kontrachentów, ale także świetny sposób na wsparcie tych ludzi, którzy robią kawał dobrej roboty w swojej działce.
Jak to działa? Gdy masz w przeglądarce akturalną wersję Google Toolbar (jeśli nie masz – możesz ją łatwo zainstalować korzystając z powyższego odnośnika), znajdziesz tam ikonkę SideWiki. Ikonka ta pozwala Ci skomentować dowolną stronęWWW na której akurat jesteś (podpisując się przy tym, co pozwoli na przeciwdziałanie spamerom). Właściciel strony nie ma wpływu na komentarze, a przeczytać ją może każda inna osoba posiadająca SideWiki.
Co to w praktyce oznacza?
Z jednej strony oczywiście może to być ujście dla wielu frustratów czy próby stosowania nieuczciwej konkurencji. ALE to da się łatwo obejść – wypowiedzi każdego użytkownika są śledzone, dodatkowo, anonimowe wypowiedzi będą miały mniejszą wartość niż te podpisane i z wypełnionym profilem na google.
Z drugiej strony natomiast, oznacza to cudowne wyrównanie pola gry.Nieważne jak wielkim graczem jesteś. Jeśli zrobiłeś w konia choć jednego klienta – teraz ma on szanse powiadomić o tym wszystkich, którzy będą odwiedzali Twoją stronę. Nieważne jak niewielką jesteś firemką – jeśli klienci są z Ciebie zadowoleni, teraz mają prostą drogę do wyrażenia tego w internecie, łatwo, szybko i skutecznie.
A to oznacza rozwój w kierunku większej odpowiedzialności za klientów i za swoje działania, czyli w kierunku czegoś, z czego wszyscy skorzystamy. Dla mnie jest to iście wspaniałe rozwiązanie, doskonale wpisujące się w ideę, dla której pisałem takie materiały jak Poradnik Przetrwania w Wyborze Coacha/Trenera, dlatego mam nadzieję, że rozumiesz moje podniecenie i wybaczysz mi opóźnienie materiałów z improwizacji na rzecz tego wpisu
Oczywiście, jest jeszcze szansa, że SideWiki się nie przyjmie. Ale jest ona minimalna – w końcu to Google, a korzyści z funkcjonowania tej zabawki są po prostu cudowne.
Dlatego, swoją drogą, mam do Ciebie prośbę. Zainstaluj SideWiki i skomentuj moje strony: blog.krolartur.com ; www.krolartur.com i www.changemasters.pl . Jeśli coś Ci się podoba, albo coś Ci się nie podoba – równie chętnie o tym usłyszę, a Tobie zajmie to dosłownie chwilkę.
W następnym wpisie będę miał dla Ciebie kolejną dawkę materiałów z Coachingu Improwizacyjnego, a tutaj chciałbym Ci pokazać kilka klipów z Teatru Improwizacyjnego, które pokazują, dlaczego tak bardzo przypadła mi do gustu ta metoda.
Przykładowa scenka (wszytko to improwizacja, bez skryptu):
Scenka nr. 2
Wykład Keitha Johnstone’a – twórcy teatru improwizacyjnego
Właśnie mija druga rocznica od kiedy zacząłem przyjmować klientów na płatne coachingi. Czwarta rocznica tego, gdy zacząłem coachować (a przynajmniej – gdy zacząłem świadomie określać to co robię jako coaching) minęła już kilka miesięcy temu. Jak więc wskazują niezwykle skomplikowane wyliczenia matematyczne – zanim pracowałem z klientami za pieniądze, przez ponad dwa lata przyjmowałem również klientów za darmo. Robiłem to dla zdobycia doświadczenia w realnej pracy z ludźmi, w odróżnieniu od pracy na szkoleniach – choć jeśli to również udało się Ci się wydobyć z samego obliczenia matematycznego, oferuję Ci pracę tu i teraz!
W związku z tą rocznicą, postanowiłem podzielić się z Tobą niektórymi obserwacjami, jakie zauważyłem podczas tych lat pracy i kilkuset osób, z którymi miałem w tym czasie przyjemność (no, zazwyczaj ) pracować jako coach.
Jedną z tych obserwacji i tą, na której chciałbym skupić się dzisiaj, było coś, co określam jako paradoks czasu i efektu.
Widzisz, na samym początku przyjmowałem klientów zupełnie za darmo. Spotykaliśmy się w kawiarnii, oni płacili za kawę i to było wszystko. Kiedy zacząłem pracować z ludźmi, zaczynałem od indywidualnie negocjowanej ceny, ustalanej w zależności od efektu, który ich interesował. Co ważne, płacili wtedy wyłącznie przy osiagnięciu efektu i niezależnie od tego, ile sesji zajęło jego uzyskanie. W końcu, od nieco ponad roku, pracuję niemal wyłącznie za stałą stawkę, uzależnioną od czasu, który zajmuje uzyskanie efektu.
Paradoks leży w tym, że w momencie gdy klienci płacą mi za sesję, osiągają zwykle efekty zdecydowanie szybciej, niż wtedy gdy płacili mi za efekt, albo gdy nie płacili wcale!
W pamięć wryło mi się wspomnienie jednego z klientów z którym pracowałem na efekt, który chciał się zmotywować do pewnej rzeczy. Muszę mu w tym momencie podziękować, ponieważ właśnie jego słowa były dla mnie inspiracją do zrezygnowania z pracy na efekt. Brzmiały one “Wiesz co, te narzędzia do motywowania się, które od Ciebie uzyskałem działają świetnie… Tylko jakoś nie jestem zmotywowany, żeby ich używać.”
Ta wymiana pokazała mi jak na talerzu, że bez własnego zaangażowania klienta w proces zmiany, możesz stanąć na głowie – a zmiana i tak nie zajdzie. Dlatego właśnie, jako jeden z moich podstawowych przekazów do ludzi z którymi pracuję, brzmi “Mogę pracować bardzo ciężko, ale ani trochę ciężej niż Ty sam.”
Oczywistym zaś jest, że dla większości ludzi motywacja finansowa jest czymś, co zdecydowanie bardziej skłania do pracy własnej niż brak takiej motywacji. Tym, czego nie oczekiwałem, było to jak bardzo skuteczna będzie to motywacja. W czasach, gdy pracowałem na efekt, zadaną pracę domową robiły zwykle 2-3 osoby na 10. Gdy pracuję za stawkę godzinową, pracę domową wykonuje 9 osób na 10 -co oczywiście znacząco przyczynia się do utrwalenia i wzmocnienia efektów.
Jako ciekawostka – 10 osoba, tak która nie wykonuje pracy domowej, w większości wypadków jest dokładnie tą samą osobą, która nie płaci za sesję z własnej kieszeni. Płacą za nią rodzice, mąż albo żona.
Wnioski wyciągnij sam
Baw się i rozwijaj z pasją!
P.S. Dzisiaj 250 rocznica mojego ulubionego piwa – Guinnessa. Jeśli będziesz ją świętować – wypij i kufelek za moje zdrowie!
Serio, czasami fobia, np. lęk wysokości, jest BARDZO zdrową rzeczą.
Uwaga, ten film nie jest dla ludzi o słabym sercu – zarówno mnie jak i wielu innym widzom adrenalina skakała przy nim w kosmos i to w mało przyjemny sposób. Jeśli masz słabe serce, zdysocjuj się przed oglądaniem.
Tym chłopakom przydałoby się nie tyle zdjąć fobię, co ją wywołać. Skutecznie.
Przynajmniej do czasu, gdy nie uda się znaleźć metody na zainstalowanie zdrowego rozsądku…
Wczoraj wieczorem wróciłem do domu po dwóch tygodniach urlopu. Dwa tygodnie odcięcia od normalnego życia, internetu i innych dziwnych rzeczy były zdecydowanie przyjemne i korzystne – wróciłem ze świerzą głową i masą nowych projektów do wprowadzenia w życie, jak również z pomysłami na usprawnienie już istniejących. Niedługo napiszę o nich więcej, teraz jednak wciaż jeszcze nadrabiam wyjazdowe zaległości (nazbierało się trochę tego przez ten czas), dlatego chciałem Ci się tylko przypomnieć i zapowiedzieć nowe ciekawostki już tutaj, już niedługo
Post ten został napisany przed moim wyjazdem na urlop i został umieszczony tutaj przez moją asystentkę, Magdę. Jeśli masz jakieś uwagi lub pytania dotyczące jego treści, napisz na artur@krolartur.com, chętnie odpowiem po powrocie.
Jednym z najczęstszych problemów, o którym wspominają mi ludzie którzy zaczynają zajmować się zmianą osobistą jest reakcja środowiska. Z jakiegoś powodu otoczenie niezbyt lubi te wszystkie nowe metody zmiany i często stara się ich użytkowników „sprowadzić do parteru”.
W tym wypadku działa po prostu prosta cecha naszego mózgu – nasz mozg lubi to co ‘znane’. Sprawia mu to czysto kinestetyczna, wymierna przyjemność. Jesteśmy nagradzani za tworzenie zrozumiałych, powtarzalnych wzorców, bo zwiększają one bezpieczeństwo i szanse na przeżycie.
W tym wypadku to co mile – to ‘znany’, ’stary’ Ty. Wiec Twoi znajomi dążą instynktownie do utrzymania ’starego’ Ciebie.
Jednocześnie jednak mozg uczy się tylko przez to co nowe, wiec warto byś dal ludziom wokół siebie nowy prezent i nauczył ich nowej jakości siebie, gdy już zdecydowałeś się na podjęcie zmiany.
Jak to możesz zrobić? Znajdź sposób by przekonać ich emocje (nie ich „logiczną” świadomość, ale właśnie ich emocje!), że Twój rozwój da im więcej przyjemności niż Twoje pozostanie niezmienionym
Wzmacniaj pozytywne stany ludzi wokół siebie, tak by w Twoim towarzystwie czuli się świetnie.
Daj im parę fajnych metafor na kwestie przyjemności płynącej z zaakceptowania zmian.
Zmieniaj ludzi wokół siebie na lepsze, pracując bezpośrednio z ich nieświadomością – przez bajki, metafory, opowiastki, itp – a szybko uzyskasz akceptacje od ich nieświadomości – i wsparcie dla swojego rozwoju ze strony ludzi wokół Ciebie.
I najważniejsze – baw się i rozwijaj, na luzie Nie gadaj o zmianach – tylko siebie zmieniaj i już
Post ten został napisany przed moim wyjazdem na urlop i został umieszczony tutaj przez moją asystentkę, Magdę. Jeśli masz jakieś uwagi lub pytania dotyczące jego treści, napisz na artur@krolartur.com, chętnie odpowiem po powrocie.
Szybka uwaga, która może być przydatna dla wszystkich „Zmieniaczy” – sprawdź jak znaczące zmęczenie fizyczne wpływa na łatwość przyjmowania nowych sugestii i co się dzieje z filtrami percepcyjnymi w tego typu odmiennym stanie świadomości. Wrażeniami podziel się w komentarzach
Post ten został napisany przed moim wyjazdem na urlop i został umieszczony tutaj przez moją asystentkę, Magdę. Jeśli masz jakieś uwagi lub pytania dotyczące jego treści, napisz na artur@krolartur.com, chętnie odpowiem po powrocie.
Witaj w pierwszym z moich „urlopowych” blogów. Jako że urlop kojarzy się zwykle z luźnymi doświadczeniami, pobawimy się dzisiaj z luzowaniem, a dokładniej – z luzowaniem poprzez oddech i różne techniki korzystania z oddechu.
1. Metoda, której nauczyłem się od Michaela Pereza, a która w oryginale wywodzi się z tradycji buddyjskich mnichów. Żeby zmienić stan emocjonalny w którym jesteś, zacznij oddychać w rytmie 2 momenty wdechu, 1 moment zatrzymania powietrza, 4 momenty wydechu i tak w kółko. Ważniejszy jest tutaj rytm niż czas trwania cyklu oddechowego, dlatego nie podaję wartości dla „momentu”. Generalnie im dłużej (byle w granicach komfortu) tym lepiej, ale jeśli masz do wyboru między rytmem a długością – wybierz rytm.
Poćwicz przez kilka minut takie oddychanie i zobacz jaki efekt uzyskasz.
2. Ta metoda pochodzi od Wina Wengera – jednego z najciekawszych ludzi w świecie rozwoju osobistego, a przy tym dającego swoje materiały całkowicie za darmo! Zapolujcie na niego – warto.
Wyobraź sobie, że nosisz na sobie ciężką, metalową zbroję w upalny dzień. W zbroi jest parno, duszno, niewyobrażalnie gorąco, a całość waży chyba z tonę. Naprawdę wyobraź sobie jak to jest kiedy masz ją na sobie.
A teraz wyobraź sobie, że wchodzisz do przyjemnie chłodnego pomieszczenia i zdejmujesz tą zbroję. Niech Twój kolejny oddech będzie pierwszym oddechem który bierzesz, gdy pozbyłeś się tego żelastwa.
Przez około minutę oddychaj tak, żeby każdy Twój oddech był tym pierwszym oddechem po zdjęciu zbroi.
Zajmując się rozwojem, czasami łatwo zapomnieć o tym, że co jakiś czas warto po prostu odpocząć od wszystkiego – włączając w to sam rozwój osobisty!
Dlatego tym właśnie się zamierzam zająć przez najbliższe dwa tygodnie – wypoczywaniem na słonecznej, Tureckiej plaży,w całkowitym oderwaniu od normalnego, rozwojowego działania. Kto wie – może to właśnie będzie przykład na najskuteczniejszy rozwój?
Żebyś jednak nie poczuł się pokrzywdzony, drogi czytelniku, zadbałem o to, żeby moja asystentka, Magda, miała na ten czas przygotowany zestaw wpisów, zarówno do bloga, jak i na moje grupy dyskusyjne. Dlatego zaglądaj tu regularnie – część mnie będzie tutaj z Tobą
Więc baw się dobrze – ja zdecydowanie zamierzam
Rozwijaj się z pasją i do zobaczenia!
-Artur
You are currently browsing the ChangeMaker blog archives
for Wrzesień, 2009.