Archive for the 'Doświadczenie' Category
Witaj,
Czas czytania: ok. 3 minuty.
Życie potrafi być świetnym nauczycielem dla zmieniacza, także w zupełnie nieoczekiwany sposób. Od kilku tygodni mamy kotkę – Gwiazdę – i wszystko ok, gdyby nie jeden problem – koteczka ma mało przyjemny nawyk sikania nam co jakiś czas do łóżka. Dodatkowo robi to mocno chaotycznie i nie sposób było dojść do tego czemu tak jest. Próbowaliśmy różnych metod, dawały częściową poprawę, a potem znów było coś nie tak.
Aż w końcu zdaliśmy sobie sprawę z tego, że problem niekoniecznie ma jedno źródło. Że to samo zachowanie – sikanie na łóżko – może płynąć z zupełnie różnych powodów, poczynając od stresu, kiedy Gwiazda znalazła się w nowym domu, poprzez frustrację podczas pierwszej rui, a kończąc na tym, że przeszkadza jej, kiedy w łazience, gdzie jest kuweta, płynie bierząca woda i potrzebuje mieć drugą kuwetę w innym miejscu, specjalnie na te sytuacje. Dopiero gdy te wszystkie czynniki są wzięte pod uwagę, możliwe jest pełne rozwiązanie problemu (no, chyba że jeszcze nas czymś zaskoczy – czekamy i obserwujemy
Sytuacja ta jest jednocześnie świetną metaforą do tematyki zmiany osobistej. Niekiedy ludzkie problemy opierają się o jeden schemat i strukturę – wtedy właśnie możliwe jest wprowadzenie iście książkowych sesji zmiany. Często jednak jeden problem jest efektem kilku nakładających się procesów i nawet gdy poluzujesz większość z nich, sam problem może powracać – o ile nie wyczyścisz wszystkiego.
Dlatego właśnie ważne jest patrzenie na klienta także z perspektywy całego systemu i nie skupianie się na jednym, wypatrzonym schemacie zmiany. Niekiedy taki schemat faktycznie wystarcza, często jednak warto zajrzeć głębiej i w pełni pomóc klientowi w osiągnięciu jego celu.
P.S. Dalej ucząc się z życia, po wizycie u weterynarza z kotką przyszła mi do głowy nowa usługa, którą będę niedługo testował. Tak jak u lekarza czy weterynarza masz możliwość krótkiej konsultacji, gdzie bada on Twoją sytuację i udziela wskazówek oraz proponuje rozwiązania (np. w postaci przepisanych leków), tak samo chciałem Ci zaproponować możliwość skorzystania z konsultacji n.t. zmiany. Czas konsultacji to 10 do 15 minut (na żywo lub przez telefon albo skype) i przez ten czas badam Twój problem oraz sugeruję możliwe ćwiczenia (w niektórych wypadkach, również dostarczam skrypty do ćwiczeń), sposoby działania oraz, ewentualnie, sugerowane lektury. Koszt takiej konsultacji to 100zł, zarezerwować ją możesz wysyłając maila na adres artur@krolartur.com
Baw się i rozwiajaj z pasją!
-Artur
Witaj,
Czas czytania: ok. 3 minuty
Od prawie półtora roku uczymy się z moją partnerką, Beatą, tańczyć. Dotychczas chodziliśmy głównie na zajęcia indywidualne, ale ostatnio, dla odmiany, postanowiliśmy spróbować zajęć grupowych, z podstaw tanga argentyńskiego. Nie ma co ukrywać, że przyczyniła się do tego lektura najnowszej książki Andrzeja Setmana (www.setman.pl) p.t. “Tak… Chcę Kochać” i czarujących opisów tanga zawartych na tamtych stronach.

Przez ten czas jedną z rzeczy, nad którymi dużo pracowaliśmy była prawidłowa rama podczas tańca, ja uczyłem się też dobrze prowadzić. Wciąż zostało mi sporo do przerobienia w tej dziedzinie, ale ostatnio na wieczornych ćwiczeniach odkryliśmy ciekawą zależność. Jeśli Beata tańczyła ze mną z otwartymi oczami – często nie słuchała do końca mojego prowadzenia, zdarzało jej się oczekiwać na ruch, który nigdy nie nastąpił, a w efekcie – całość wypadała dość przeciętnie. Natomaist gdy poprosiłem ją o to, żeby zamknęła oczy i poddała się muzyce i temu, jak odczuwa moje prowadzenie – nastąpiła gwałtowna zmiana. Nagle moje prowadzenie stało się dużo skuteczniejsze i nie było najmniejszych kłopotów z tym, żeby partnerka podążała w tańcu tam, gdzie prowadziłem. Wszelkie ograniczenia, które przeszkadzały wcześniej, nagle zniknęły.
A przecież moje prowadzenie nie zmieniło się ani o jotę. Natomiast moja partnerka musiała w końcu skupić się wyłącznie na nim. Wcześniej, chociaż uważała, że podąża całkowicie, w praktyce miejscami, przez swoje oczekiwania, zaburzała kierunek wspólnego tańca. A w tańcu takim jak tango, gdzie odpowiednie prowadzenie jest bardzo ważne, miało to niezwykle istotne znaczenie.
Zdarzenie to jest dla mnie ciekawą metaforą codziennego życia i rozwoju osobistego. Często w ramach rozwoju jest tak, że ludziom wydaje się, że coś robią, że angażują się w jakiś proces, itp. W praktyce jednak jakaś ich część pozostaje na zewnątrz, analizując i ubezpieczając – a paradoksalnie, często czyniąc całą sprawę mniej bezpieczną.
Oczywiście, ten system ma również swoje zastosowanie – ludzie pozbawieni zdolności do takiej kontroli potrafią na tym mocno ucierpieć. Natomiast zdarzają się sytuacje, kiedy taką kontrolę po prostu trzeba na chwilę porzucić, zamknąć oczy, oprzeć się na prowadzącym i dać się ponieść muzyce. Jeśli więc jest jakaś kwestia w Twoim życiu, z której przepracowaniem masz kłopot – sprawdź, czy nie jest to dobre miejsce, żeby właśnie rzucić się na głęboką wodę i dać się kontrolować chwili, odbierając sobie możliwości zewnętrznej kontroli, tak tylko na ten jeden moment.
Miłego odkrywania!
P.S. Zostało jeszcze tylko kilka dni do szkolenia The Science of Motivation. Jeśli chcesz wziąć w nim udział – zarejestruj się teraz! http://www.activechange.pl/motivation.html
Baw się i rozwijaj z pasją!
-Artur
Witaj,
Czas czytania: ok. 10 minut
Lata temu, kiedy zaczynałem swoją przygodę w środowisku rozwoju osobistego, natrafiłem na pewien, spory wtedy dla mnie, problem.
Wiele metod i podejść dotyczących takich rzeczy jak związki, poznawanie nowych ludzi czy prowadzenie szkoleń wymagało opowiadania historii, idealnie ciekawych historii z własnego życia.
I miałem z tym problem. W końcu nie robiłem nic takiego wyjatkowego. Ot, miałem normalne życie, jak wszyscy. O czym tu gadać? Przecież, jak się zastanawiałem, to nie było tam nic co zwracałoby moją uwagę. I tak dalej. Był to dla mnie całkiem poważny problem i długo myślałem jak go obejść albo co zmienić w swoim życiu, żeby stało się ekscytujące. Żeby było tam coś, o czym można opowiadać.
Tak jak np. u tego gościa:
- jako dziecko wręcz w ostatniej chwili – już siny i nieprzytomny – niemal cudem został uratowany przez śmiercią w wyniku banalnego wypadku
- później jeszcze kilkukrotnie staje na krawędzi śmierci – raz życie ratuje mu cukierek M&Ms, innym razem, przez banalne przeoczenie ze strony lekarzy staje mu serce i zalicza śmierć kliniczną… dwa razy pod rząd. Niestety, wieści o świetlnym tunelu pozostają niepotwierdzone w tym wypadku…
- jako nastolatek tak zachwyca się angielską książką, że w ciągu paru wieczorów tłumaczy ją dla kumpli nie znających języka
- jego impreza klasowa kończy się, gdy jeden z uczestników ląduje w szpitalu z nożem w brzuchu
- od wczesnych lat zwiedza liczne więzienia w Polsce
- tuż po osiągnięciu pełnoletności zaczyna pracę na zachodzie w organizacji zajmującej się narkomanami; przy tej okazji m.in. zwiedza stadion Manchester United i imprezuje na jego terenie oraz trafia do paru nowych więzień, tym razem na świecie
- wzorując się na Billu Clintonie i jego metodach budowania kontaktów, podczas wakacji na studiach wysyła do znajomych ponad 300 kartek pocztowych, tak, żeby sprawdzić jaki to da efekt
- trenuje trzy różne sztuki walki, w sumie przez niemal 10 lat
-jako nastolatek zaprzyjaźnia się z Rickiem Bayanem – autorem jednego z hitów copywritingu, “Words That Sell” i kontynuacji “More Words That Sell”, jak również pełnego czarnego humoru “The Cynic’s Dictionary”
-przez 11 lat męczy się z silną fobią na psy – kiedyś ucieka nawet przed jamnikiem
- zwiedza intensywnie południe Anglii, Edynburg, Wiedeń, Pragę, Budapeszt i Paryż. Po drodze nocuje wszędzie od schronisk turystycznych i prywatnych domów aż po hotele 5-gwiazdkowe.
- wyrusza na samotną dwutygodniową włóczęgę po Węgrzech. Po drodze zaprzyjaźnia się m.in. z japońskim wagabondą.
- mimo wielu imprez na studiach jako absolutnie najlepszą – bo najbardziej pełną życia – traktuje imprezę którą przeżył w Budapeszcie w towarzystwie znajomych czterdziestokilkulatków, odkrywając że wieczór przy winie, muzyce i dobrym jedzeniu w knajpie na wybrzeżu Dunaju może być wielokroć lepszy niż studenckie imprezy na dyskotece
- przez cztery lata uczy się japońskiego u imigrantów z tego kraju
- itp.
Oczywiście, ten gość to ja i to ja z tamtego okresu, ten sam ja, który nie widział nic ciekawego w swoim życiu, Artur z czasów gdy miał jakieś 20 lat. Ale kluczem do sprawy jest to, co pisałem wcześniej – w moim życiu nie było nic, co zwracało MOJĄ uwagę. Oczywiście, że nie było! To było moje życie, więc wszystko co się w nim działo było dla mnie naturalne i oczywiste. Te wszystkie rzeczy były i są dla mnie skrajnie typowe, no bo czego tu nietypowego szukać? Japoński? No jasne, że się uczyłem i co z tego? Włóczęga po Węgrzech? No była i co? Co w niej ciekawego?
Dopiero spojrzenie na sprawę z boku, opisanie siebie tak, jakbym opisywał kogoś innego pozwoliło mi dostrzec te wszystkie historie. O każdej z rzeczy, które wymieniłem powyżej, mógłbym opowiedzieć przynajmniej po jednej, a często po kilkanaście historii. O bliźnie, którą wciąż mam na twarzy po czasie gdy ćwiczyłem karate i nie zadbałem o odpowiednie blokowanie. Albo o przejmującej samotności, gdy po paru dniach wędrówki okazało się, że w północno-zachodnich Węgrzech NIKT nie mówi po angielsku i ogromnej radości jaką było spotkanie kogoś, kto jednak mówi – w tym wypadku japońskiego biznesmena który podróżował sobie po świecie. To wszystko historie które łatwo można wydobyć z tych – tak oczywistych i normalnych dla mnie – sytuacji. Ba, jedna z tych historii, nieco ubarwiona – o śmierci klinicznej – pare lat później pomogła mi przekonać kogoś, żeby nie podejmował próby samobójczej. Ale to już inna historia.
Natomiast na potrzeby tego wpisu, chodzi mi o jedno – o przedstawienie Ci podstaw do prostego ćwiczenia, które pozwoli Ci odkryć, jak ciekawą osobą faktycznie jesteś.
Zacznij opisywać siebie i swoje życie ze szczegółami, ale nie mów o sobie, a o innej osobie, która akurat miała niemal identyczne życie co Ty. Mów w trzeciej osobie “on” lub “ona” i opisuj po prostu, niekoniecznie w kolejności, wydażenia z życia tej osoby. Opisuj je na głos do dyktafonu albo do żywego słuchacza. Poświęć na to jakieś pół godziny, staraj się mówić jak najwięcej, jeśli brakuje Ci pomysłów na to co mówić – opisz jakąś sytuację dokładniej.
Możesz się zaskoczyć tym, jak ciekawą osobę opiszesz.
Jeszcze jedno – lista, którą podałem powyżej, nie jest ani szczególnie pozytywna, ani szczególnie negatywna. Jeśli opisujesz siebie w ten sposób, opisz całą, prawdziwą osobę, z dobrymi i złymi doświadczeniami z jej życia. Nie wszystkich historii musisz używać, ale miej wybór. Bo nie chodzi o budowanie wizji “super-siebie”. Chodzi o dostrzeżenie jak niezwykłe i bogate życie mogłeś przeżyć i nawet tego nie pamiętać, albo nie być świadomym. Np. ja nie byłem świadomy sukcesu Ricka w copywritingu – po paru latach intensywnej internetowej znajomości jakoś straciłem z nim kontakt, a za tamtych czasów wydał tylko (świetny zresztą) The Cynic’s Dictionary. Co mogę powiedzieć – mam dodatkowy bonus z tego posta, przypomniałem sobie tą znajomość i postaram sobie ją odtworzyć
Baw się i rozwijaj z pasją!
-Artur
Witaj,
Czas czytania: ok. 3 minuty
Właśnie mija druga rocznica od kiedy zacząłem przyjmować klientów na płatne coachingi. Czwarta rocznica tego, gdy zacząłem coachować (a przynajmniej – gdy zacząłem świadomie określać to co robię jako coaching) minęła już kilka miesięcy temu. Jak więc wskazują niezwykle skomplikowane wyliczenia matematyczne – zanim pracowałem z klientami za pieniądze, przez ponad dwa lata przyjmowałem również klientów za darmo. Robiłem to dla zdobycia doświadczenia w realnej pracy z ludźmi, w odróżnieniu od pracy na szkoleniach – choć jeśli to również udało się Ci się wydobyć z samego obliczenia matematycznego, oferuję Ci pracę tu i teraz!
W związku z tą rocznicą, postanowiłem podzielić się z Tobą niektórymi obserwacjami, jakie zauważyłem podczas tych lat pracy i kilkuset osób, z którymi miałem w tym czasie przyjemność (no, zazwyczaj ) pracować jako coach.
Jedną z tych obserwacji i tą, na której chciałbym skupić się dzisiaj, było coś, co określam jako paradoks czasu i efektu.
Widzisz, na samym początku przyjmowałem klientów zupełnie za darmo. Spotykaliśmy się w kawiarnii, oni płacili za kawę i to było wszystko. Kiedy zacząłem pracować z ludźmi, zaczynałem od indywidualnie negocjowanej ceny, ustalanej w zależności od efektu, który ich interesował. Co ważne, płacili wtedy wyłącznie przy osiagnięciu efektu i niezależnie od tego, ile sesji zajęło jego uzyskanie. W końcu, od nieco ponad roku, pracuję niemal wyłącznie za stałą stawkę, uzależnioną od czasu, który zajmuje uzyskanie efektu.
Paradoks leży w tym, że w momencie gdy klienci płacą mi za sesję, osiągają zwykle efekty zdecydowanie szybciej, niż wtedy gdy płacili mi za efekt, albo gdy nie płacili wcale!
W pamięć wryło mi się wspomnienie jednego z klientów z którym pracowałem na efekt, który chciał się zmotywować do pewnej rzeczy. Muszę mu w tym momencie podziękować, ponieważ właśnie jego słowa były dla mnie inspiracją do zrezygnowania z pracy na efekt. Brzmiały one “Wiesz co, te narzędzia do motywowania się, które od Ciebie uzyskałem działają świetnie… Tylko jakoś nie jestem zmotywowany, żeby ich używać.”
Ta wymiana pokazała mi jak na talerzu, że bez własnego zaangażowania klienta w proces zmiany, możesz stanąć na głowie – a zmiana i tak nie zajdzie. Dlatego właśnie, jako jeden z moich podstawowych przekazów do ludzi z którymi pracuję, brzmi “Mogę pracować bardzo ciężko, ale ani trochę ciężej niż Ty sam.”
Oczywistym zaś jest, że dla większości ludzi motywacja finansowa jest czymś, co zdecydowanie bardziej skłania do pracy własnej niż brak takiej motywacji. Tym, czego nie oczekiwałem, było to jak bardzo skuteczna będzie to motywacja. W czasach, gdy pracowałem na efekt, zadaną pracę domową robiły zwykle 2-3 osoby na 10. Gdy pracuję za stawkę godzinową, pracę domową wykonuje 9 osób na 10 -co oczywiście znacząco przyczynia się do utrwalenia i wzmocnienia efektów.
Jako ciekawostka – 10 osoba, tak która nie wykonuje pracy domowej, w większości wypadków jest dokładnie tą samą osobą, która nie płaci za sesję z własnej kieszeni. Płacą za nią rodzice, mąż albo żona.
Wnioski wyciągnij sam
Baw się i rozwijaj z pasją!
P.S. Dzisiaj 250 rocznica mojego ulubionego piwa – Guinnessa. Jeśli będziesz ją świętować – wypij i kufelek za moje zdrowie!
-Artur
|
|